Grecja nadal w strefie euro

13.07.2015
Dramatyczne rozmowy i ultimatum dla Grecji. W poniedziałek rano agencje podały, że po 17 godzinach rozmów uzgodniono porozumienie Grecji z kredytodawcami. Rynki dość spokojnie zareagowały - euro i akcje w górę. Dziś dużo o Grecji, ale warto także przeczytać o innych krajach w kryzysie zadłużenia, o tąpnięciu na giełdach w Chinach i o polityce energetycznej Unii Europejskiej.


Zacznijmy od pieniędzy. Ciekawe było obserwowanie jak rośnie potencjalna kwota trzeciego programu ratunkowego dla Grecji: 53 mld euro w czwartek, 80 mld rano w sobotę i 82-86 mld w niedzielę i 86 mld euro w poniedziałek. 10-14 mld w czwartek na rekapitalizację banków i 10 -25 mld na ten sam cel w niedzielę.

Co dalej? Z oświadczenia ministrów finansów wynikało – jak podaje PAP – że „Ateny mają zobowiązać się do przyjęcia do 15 lipca ustaw wdrażających zestaw uzgodnionych działań. Wśród nich ma być m.in. racjonalizacja systemu VAT i poszerzenie bazy podatkowej, zmiany w systemie emerytalnym, przyspieszenie procedur sądowych, wprowadzenie hamulca zadłużenia, zagwarantowanie pełnej niezawisłości urzędu statystycznego ELSTAT, a także wdrożenie do krajowych przepisów dyrektywy o restrukturyzacji i likwidacji banków”. Dopiero potem miałyby zacząć się negocjacje. Nie jest jasne, czy nadal tak ma być – szczegóły porozumienia zawartego w poniedziałek rano będą nadchodzić w ciągu dnia.

Wtedy też dowiemy się, czy politycy uwzględnili mądry tekst Larry Summersa, który pisze, że inkrementalizm, czyli dokładanie pieniędzy krok po kroczku i samozadowolenie, to pułapki, których świat powinien unikać. Z sytuacji Grecji, Portoryko czy zaangażowania rządu chińskiego w ratowanie giełdy płyną dwie lekcje dla polityków – uważa Summers.

Po pierwsze prawa ekonomii są jak prawa fizyki, nie poddają się politycznej woli. Rynków nie da się oszukać i nie mogą długo odchylać się od fundamentalnej wartości oraz być nieefektywnymi w wyniku manipulacji rządowej.

Po drugie, fundamentalne problemy potrzebują fundamentalnych rozwiązań, a nie inkrementalnych, które zaprzeczają arytmetyce i nie odbudowują zaufania do rynków. Są dziesiątki przykładów, że sztywny kurs walutowy utrzymywany był za długo, a redukcja zadłużenia nastąpiła za późno. Nie ma przykładów, żeby te zjawiska wystąpiły za wcześnie.

Z kolei Dariusz Rosati obala 6 ekonomicznych mitów greckich, m.in., że euro jest przyczyną kryzysu w tym kraju, albo że przyczyną jest narzucona polityka oszczędności, że naruszana jest suwerenność Grecji, że obniżka płac o 25 procent jest tragedią, i że Unia chce obalić lewicowy rząd.

Profetyczny tekst Miltona Friedmana, który 18 lat temu pisał w artykule zatytułowanym „Euro: Od monetarnej wspólnoty do politycznych konfliktów” o słabościach strefy euro w porównaniu ze strefą dolara, czyli Stanami Zjednoczonymi. Różne narody, różne języki, ograniczony wspólny rynek towarów i kapitału, maleńki wspólny budżet, przeregulowanie i sztywne rynki pracy i płac. Zamiast politycznej jedności Francji i Niemiec, do której miałaby doprowadzić unia monetarna, pojawią się konflikty.

I jeszcze brytyjski konserwatysta William Hague wspomina, jak trudno było być jedynym krajem sceptycznym wobec euro w 1998 roku. Ostrzegał wówczas prezydenta Chiraca i eurokratów, że budują płonący dom bez wyjść. Przesłanie jego tekstu: nawet rozwiązany problem grecki to początek kryzysu euro a nie koniec.

Nie tylko Grecja tonie w długach. Guardian relacjonuje analizę Jubilee Debt Campaign (pdf raportu jest tutaj), z której wynika, że aktualnie przez kryzys zewnętrznego zadłużenia publicznego przechodzą 24 kraje, (w tym PIGS, Ukraina, Cypr, Liban, Macedonia, Czarnogóra – do oceny autorzy przyjęli kryteria dotyczące wysokości zadłużenia, wielkości deficytu obrotów bieżących i kosztów spłat zadłużenia). 14 państw, głównie w Afryce (m.in. Etiopia, Ghana, Tanzania ale także Mongolia) mają wysokie ryzyko takiego kryzysu. W 29 krajach ryzyko kryzysu długu publicznego występuje, ale jest mniejsze (wśród nich jest kilka państw Europy Środkowej w tym Węgry, Słowacja i Polska). Wreszcie w 28 krajach występuje ryzyko kryzysu zadłużenia prywatnego sektora. Pożyczki dla krajów niskorozwiniętych potroiły się w latach 2008-2013 – zauważają autorzy – ale nie zmniejszyły zakresu biedy i nierówności, choć przyspieszyły wzrost gospodarczy.

Najnowszy The Economist w komentarzu o krachu giełdowym w Chinach pisze, że nie powinien być powodem do zawrócenia z drogi reformy rynkowych, przeciwnie, powinien uświadomić władzom, że rynki nie poddają się kontroli partii komunistycznej. Zamiast panikować – rozmiary i znaczenie rynku akcji w Chinach jest mniejsze niż w krajach rozwiniętych – należy kontynuować reformy finansowe.

Stephen S.Roach pisze w magazynie Slate, że krach na giełdzie chińskiej nie oznacza krachu gospodarczego. Tak zwany efekt zamożności, który zazwyczaj przenosi krach giełdowy na recesję w gospodarce przez obniżenie konsumpcji, jest słabszy w Chinach niż w krajach rozwiniętych, gdzie konsumpcja odpowiada zaledwie za 36 procent PKB. Po drugie, nawet słynne miasta duchów, nie muszą oznaczać wielkich nierównowag w Chinach ze względu na ogromne potrzeby mieszkaniowe wynikające z urbanizacji. Niska relacja kapitału do pracy też wymaga utrzymywania wysokiego udziału inwestycji w PKB.

Dawno nie pisałem, że warto czytać wysokienapięcie.pl, więc dziś rekomenduję dwa teksty. Pierwszy tekst dotyczy ulg w opłatach związanych z zielona energią, z których tysiące przedsiębiorstw nie korzystają, bo o nich nie wiedzą i wprowadzono je w sposób utrudniający skorzystanie.

Drugi tekst jest zaś o nowej energetycznej dyrektywie, która obejmie lata po 2020 roku i wbrew obietnicom rządu doprowadzi do podwyżek cen energii. Ale przede wszystkim oba są dowodem na koszmarne pokręcenie z poplątaniem polityki energetycznej w Unii Europejskiej.

Bruegel (Terzi i O’Keeffe) napisał o wpływie polityki na kryzysy systemowe w bankowości. Już sama szerokość analizy zastanawia – autorzy badali kryzysy bankowe, które nastąpiły w latach 1970-2011 i okazało się, że było ich 147. Czyli krótko mówiąc, przeciętnie w ciągu roku w trzech – czterech krajach banki, które powinny być stabilne, wiarygodne i bezpieczne, wpadają w systemowy kryzys.

Autorzy analizują metody wychodzenia z niego zależnie od systemu politycznego i konkludują, że rządy w systemach prezydenckich, zarówno mono jak i wielopartyjne, ponoszą mniejsze koszty fiskalne przy opanowaniu kryzysów bankowych, bo rzadziej używają gwarancji państwowych, które zwiększałyby zobowiązania państwa. Także rządy w systemie prezydenckim (zwłaszcza koalicyjne) mniej skłonne są do rekapitalizacji banków, natomiast bardziej do obciążenia deponentów kosztami kryzysu bankowego.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test