Kompromitacja ONZ – 169 celów postmilenijnych

16.09.2015
Zaczynamy od smutnego tekstu jak biurokracja międzynarodowa marnuje pieniądze i podtrzymuje fikcję. A ponadto warto przeczytać m.in. o inwestycji w migrantów, płynności w systemie bankowym, dofinansowaniu nieefektywnego górnictwa i nacjonalizacji jedynej dochodowej kopalni - Bogdanki, o danych na temat podaży pieniądza oraz tragikomicznych wyjaśnieniach Ministerstwa Zdrowia.


Bjorn Lomborg pisze w Project Syndicate o zmarnowanej szansie na ustalenie efektywnych celów postmilenijnych. Światowa konferencja już w tym miesiącu, ale jak wynika z jego tekstu, negocjatorzy przygotowujący końcowy dokument utrzymali przyprawiającą o ból głowy liczbę 169 celów (celów milenijnych było 18). W tym na przykład dostęp do terenów zielonych dla kobiet dzieci i starszych osób. Niewątpliwie cel sympatyczny, ale biorąc pod uwagę, że 1,2 miliarda ludzi żyje w biedzie, 2,5 mld brakuje dostępu do wody i odpowiednich warunków sanitarnych, a miliard kładzie się głodnych do snu, czy to rzeczywiście jest top priorytetowy temat? -pyta ironicznie Lomborg. Inne cele to m.in. dostęp do pomocy dla rzemieślników rybackich, promocja zrównoważonej turystyki, a nawet powszechny dostęp dla wszystkich do informacji o zrównoważonym rozwoju i stylu życia zharmonizowanym z naturą. Samo zbieranie danych o celach będzie kosztowało świat kwotę równą dwuletniej pomocy rozwojowej. Kierowany przez Lomborga Copenhagen Consensus Center, z udziałem licznych laureatów nagrody Nobla, zidentyfikował 19 celów postmilenijnych, które byłyby najefektywniejsze z punktu widzenia korzyści dla świata (kilkakrotnie odsyłałem do jego ustaleń). Niestety, ONZ uparła się przy 169 celach twierdząc, że są zintegrowane i niepodzielne, co jest kompletnym absurdem.

Bogusław Grabowski, były członek Rady Polityki Pieniężnej w rozmowie z kulisy24.com mówi m.in. o kosztach finansowych kryzysu imigracyjnego (fragment w skrócie) : „Nie jest to nadzwyczajny wysiłek finansowy. Zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, jaki jest koszt utrzymania jednego uchodźcy rocznie. Utrzymanie 10 tysięcy osób to znacznie mniejszy koszt niż np. wsparcie dla sektora bankowego w latach 90., czy koszt wsparcia dla górnictwa. Dla Niemców koszt przyjęcia uchodźców to koszt znacznie mniejszy niż to, co przeznaczono na wsparcie np. odnawialnych źródeł energii. Uchodźcy to zasób gospodarczy. Wartość dodana. Może być tylko, w perspektywie krótkofalowej, problem z absorpcją tego zasobu. Problemy, napięcia, perturbacje na pewno będą. Jednak w perspektywie długofalowej, dla gospodarki polskiej i europejskiej, skutki będą jak najbardziej pozytywne. Biorąc pod uwagę nakłady, których ta inwestycja wymaga, w porównaniu z dotowaniem np. systemu emerytalnego, wszelkiego rodzaju przywilejów dla kolejnych grup zawodowych, uchodźcy to inwestycja przynajmniej opłacalna. Mamy zastanawiać się, czy stać nas na przyjęcie uchodźców w momencie, kiedy politycy biegają po kraju i emitują reklamówki: 500 złotych na każde dziecko i skrócenie wieku emerytalnego? Mówimy o groszach w momencie, gdy politycy w tym kraju przewidują dopisanie do budżetu setek miliardów złotych”. Całość warta przeczytania.

Analizę sytuacji płynnościowej w systemie bankowym przygotował dla PKO BP MIrosław Budzicki. Początek omówienia: „W sierpniu 2015 r., uwzględniając również operacje dostrajające banku centralnego, średni dzienny stan wyemitowanych przez NBP bonów pieniężnych wynosił 80,8 mld zł. Dla porównania wartość emisji w grudniu 2013 r. wynosiła 122,1 mld zł. Oznacza to, że od tego momentu poziom płynności sektora bankowego obniżył się aż o prawie 41 mld zł. Mirosław Budzicki, z biura strategii rynkowych PKO PB w najnowszym raporcie na temat sektora bankowego, zwraca jednak uwagę, że mimo wspomnianej wysokiej nadpłynności sektora bankowego, nie obserwowaliśmy istotniejszych odchyleń stawek rynku pieniężnego od stopy referencyjnej wyznaczanej przez RPP”. Budzicki przewiduje dalszy niewielki spadek nadpłynności sektora w kolejnych miesiącach.

Dwa przyczynki do aktywności gospodarczej państwa i firm państwowych. Prywatny ING żąda wykupu obligacji Jastrzębskiej Spółki Węglowej, bo różne znaki na niebie i ziemi wskazują, że firma umiera. Komentarz Alfreda Adamca, doradcy inwestycyjnego: „Dla samej JSW ta decyzja nie będzie miała dużego znaczenia. Moim zdaniem reakcja inwestorów, którzy sprzedają dziś akcje spółki, jest zbyt nerwowa. Pieniądze, jakich zażądał bank, to tylko kilka procent całej wartości emisji obligacji, która sięgała 700 mln zł i 163,75 mln dol. Wystarczy spojrzeć, kim są pozostali obligatariusze JSW – państwowe spółki PZU, PKO BP i BGK. Nie wyobrażam sobie, żeby w gorącym okresie kampanii wyborczej kontrolowane przez skarb państwa spółki zdecydowały się zażądać wcześniejszego wykupu obligacji od innej spółki skarbu państwa”.

Będzie śledztwo KNF w sprawie Bogdanki. Jest podejrzenie, że Enea, która najpierw zdołowała kurs spółki wypowiadając jej umowę, a potem ogłosiła wezwanie na jej akcje, manipulowała kursem. KNF odpowiada, że manipulacji nie było (już wie?), natomiast będzie śledztwo, czy nie doszło do wykorzystania poufnej informacji.

Warto obejrzeć w Business Insiderze mapę świata opracowaną w Merrill Lynch, na której pozostawiono kształty poszczególnych państw, ale ich wielkość odpowiada wielkości ich rynków akcji. Stąd Kanada jest malutka, a USA wielkie, Szwajcaria rozdęta, podobnie jak Wielka Brytania, a Niemcy relatywnie małe, Polska malutka i mniejsza od Finlandii i Danii, a Rosja minimalnie tylko większa od Polski.

Z KGHM nadeszła wiadomość o kolejnym etapie na drodze do budowy kopalni miedzi i złota w Kanadzie. KGHM wystąpił do władz kanadyjskich o zgodę środowiskową (dokumentacja liczy 18 tysięcy stron) na wydobycie z odkrywkowego złoża Ajax docelowo 50 tys. ton miedzi i 100 tys. uncji złota rocznie.

Strajk pracowników londyńskiego metra w 2014 roku okazał się korzystny dla pasażerów. W tym „wymuszonym eksperymencie” musieli szukać alternatywnych sposobów komunikacji i 5 proc. znalazło tak dobre, że przy nich pozostali. Trzech wykładowców z Cambridge i Oxfordu filozoficznie podsumowuje swoją analizę, że warto od czasu do czasu przełamać rutynowe zachowania.

Najnowsze dane o podaży pieniądza w sierpniu komentuje Wiktor Wojciechowski z Plus Banku (bez linku, w skrócie): „Podaż pieniądza M3 wzrosła w sierpniu o 7,3 proc. r/r wobec 8,6 proc. r/r w lipcu, a zatem wolniej niż przewidywaliśmy zgodnie z konsensusem rynkowym (7,8 proc. r/r). W sierpniu odnotowano przyspieszenie tempa wzrostu depozytów gospodarstw domowych do 9,2 proc. r/r wobec 8,8 proc. r/r w lipcu i jednocześnie wyhamowanie tempa wzrostu depozytów przedsiębiorstw do 9,2 proc. r/r wobec 11,1 proc. r/r w lipcu. W przypadku należności odnotowano lekkie wyhamowanie dynamiki kredytów dla gospodarstw domowych do 6,6 proc. r/r z 7,1 proc. r/r w lipcu i stabilizację dynamiki kredytów dla przedsiębiorstw: 7,1 proc. r/r wobec 7,6 proc. r/r w lipcu. Dane o podaży pieniądza M3 sugerują, że część dodatkowych dochodów gospodarstwa domowe lokują w systemie bankowym, choć może to być też efekt wycofywania przez nie kapitałów z rynku giełdowego po ostatnich turbulencjach na rynku chińskim”.

Na deser, a właściwie na drugie śniadanie, tragikomiczny fragment informacji PAP o Ministerstwie Zdrowia, które wyjaśnia jak przygotowywać posiłki w szkołach (w skrócie): „Do przygotowania posiłków w szkolnych i przedszkolnych stołówkach wolno używać soli, jednak powinna być to sól sodowo-potasowa; należy pamiętać, że dzienne spożycie soli powinno wynosić nie więcej niż 5 g; można używać ziół i przypraw – przypomina resort zdrowia. Wątpliwości budzą m.in. zasady przygotowywania kanapek.  Resort wyjaśnia, że w sklepikach nie mogą być sprzedawane kanapki z „białych” kajzerek. Kanapki i tosty mogą być natomiast podawane na ciepło, jeżeli produkty wykorzystane do ich przygotowania spełniają wymogi rozporządzenia. Resort przypomina, że kompoty nie mogą być dosładzane. Ministerstwo przypomina, że nie wprowadzono okresu przejściowego na dostosowanie sklepików szkolnych do nowych przepisów”.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test