Kryzys władzy w EBC

06.12.2014
Podziały w kierownictwa Europejskiego Banku Centralnego coraz bardziej wyraźne, ale Mario Draghi powoli zdobywa przestrzeń do luzowania ilościowego. A ponadto w przeglądzie informacji i opinii z kraju i świata o ukrytych kosztach kredytowej aktywności rządów, kryzysie finansowym Rosji, inwestycjach w Niemczech, rynku ropy i prognozach na 2015 rok.


Kryzys kierownictwa EBC. Ewald Nowotny – prezes banku Austrii, dotychczas przeciwny luzowaniu ilościowemu QE, poparł Mario Draghiego – donosi Reuters. Na 24 członków Rady EBC 6-7 popiera stanowisko Niemiec. Z kolei Ambrose Evans- Pritchard zauważa, że troje z sześcioosobowego kierownictwa EBC (Niemiec, Luksemburczyk i niespodziewanie Francuz) nie podpisało się pod komunikatem końcowym po posiedzeniu zarządu EBC. Francuz Noyer zdecydował się na taki ruch, by nie zaogniać i tak napiętych relacji z Niemcami.

Deborah Lucas analizuje koszty aktywności rządów na rynkach kredytowych, o których rządy nie informują. Koszty kapitału w działalności państwowych banków i koszty miękkich kredytów są notorycznie zaniżane. Może to prowadzić do przeinwestowania, złej alokacji środków, zachęcać do nadmiernego polegania na pożyczonych pieniądzach, ograniczać przejrzystość i zwiększać ryzyko w systemie finansowym. Przykłady w tekście to m.in. działalność EBRD (Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju), Tennessee Valley Authority – państwowego producenta 1/6 energii elektrycznej w USA i EFSF (Europejski Fundusz Stabilizacji Finansowej).

33 lata wystarczyło na powiększenie długu publicznego w USA z biliona do 18 bilionów dolarów. Do 2024 roku wzrośnie o następnych 15 bilionów. Jak do tego doszło – pisze David Stockman, odpowiedzialny za budżet w czasach prezydenta Reagana. Na marginesie – dług USA z grubsza podwoił się od 2005 roku. Dokładnie tak samo jak samo jak w Polsce (nie uwzględniamy nacjonalizacji części oszczędności w OFE).

Rentowność rosyjskich obligacji rublowych doszła już do 12 procent.

Natomiast rubel stracił w ciągu roku 40 procent wartości, 8 procent w ostatnim tygodniu – pisze Daniel Altman w Foreign Policy. Krótkie podsumowanie trudnej sytuacji Rosji, która nie bardzo ma jak uciec przed rysującym się ciężkim kryzysem gospodarczym. Poza jedna opcją – zakończeniem interwencji na Ukrainie, ale to, jak pisze autor, nikogo w Moskwie nie interesuje.

Oliver Rakau z Deutsche Banku pisze o inwestycjach w Niemczech. Lobbyści biznesu, ekonomiści i europejscy politycy twierdzą, że inwestycje, zwłaszcza publiczne w infrastrukturę w Niemczech są za małe i należy je zwiększyć, by podwyższyć wzrost gospodarczy, nakręcając koniunkturę także w Europie. Analityk uważa, że nie przyniosłoby to oczekiwanych rezultatów, lepsze efekty dałaby poprawa klimatu gospodarczego, tak by zachęcić prywatny biznes do inwestycji. Analizę można pobrać stąd

Tim Taylor zastanawia się, cytując pracę Shigeru Fujity i Hermanna Gartnera, dlaczego mimo głębszej recesji w Niemczech bezrobocie było tam mniejsze i szybciej powróciło do poziomu sprzed kryzysu niż w Stanach Zjednoczonych. Są dwa wytłumaczenia. Po pierwsze skuteczne okazały się niemieckie rządowe programy współfinansujące utrzymanie miejsc pracy, pracę w niepełnym wymiarze itd. Po drugie elastyczność rynku pracy, dzięki już wcześniej zaprowadzonym reformom, umożliwiła przedsiębiorcom taki podział pracy wśród pracowników, by ich nie stracić i szybko odbudować potencjał produkcyjny, gdy skończyła się recesja. To drugie wydaje się bardziej prawdopodobne.

Simon Black pisze o micie inwestycji długoterminowych (w akcje należy inwestować na wiele lat). Otóż z jego rachunków wynika, że jeżeli inwestor kupował akcje w czasie szczytów w 2000 czy 2007 roku, zysk po uwzględnieniu inflacji i podatków wynosił  0,14 procent rocznie (od 2000) lub 1,2 procenta (od 2007). Niewiele jak na rynek, który dziś jest znowu nadmuchany jak zeppelin. W Polsce jest chyba jeszcze gorzej. Tylko z samego wykresu WIG 20 wynika, że jeżeli ktoś kupował akcje w 2006, 2007 i znacznej części 2008 roku nadal ponosi straty, podobnie jeżeli kupował je na przełomie 2010 i 2011 roku i pod koniec 2012.

Anatole Kaletsky ciekawie pisze o potencjalnie pozytywnych skutkach niskich cen ropy dla koncernów naftowych. Otóż niskie ceny ropy mogą zrewidować ich politykę, która przez 40 lat, od czasu szoku naftowego w 1973 roku prowadziła do nadmiernych inwestycji nie rokujących na zwrot z kapitału.

Okładkowy tekst The Economist w tym tygodniu poświęcony jest wojnie szejków z amerykańskimi nafciarzami. Tygodnik zauważa, że w przypadku spadku cen i nieopłacalności wydobycia szybko zmniejszą się nakłady inwestycyjne na nowe złoża i w efekcie produkcja ropy z łupków (wydobycie z przeciętnego otworu zmniejsza się o 60-70 procent w ciągu roku). Z drugiej strony fracking to nadal nowa technologia, szybko zwiększająca efektywność. Obecnie przeciętny koszt wydobycia spadł już do 57 dolarów za baryłkę. Można szybko je zwiększyć – koszt nowego otworu, którego wiercenie trwa zaledwie tydzień, to 1,5 miliona dolarów, nieporównywalnie mniejszy niż w złożach w Arktyce czy podwodnych.

Tymczasem Reuters donosi, że w sektorze poszukiwań i wydobycia ropy i gazu projekty inwestycyjne warte 150 mld dolarów zostaną w 2015 roku odłożone na półkę.

Warto odnotować – można zarejestrować się na testy Skype Translatora, program w czasie rzeczywistym tłumaczący rozmowę prowadzoną w dwóch językach.

Na deser 29 przepowiedni na 2015 rok, które zebrało Fortune. Trochę od Sasa do Lasa, m.in. wystąpi dalsze hamowanie wzrostu gospodarczego w Chinach do 7 proc. PKB, wzrosną ceny latte (i mleka, i nasion kawy), Starbucks rozwinie w swoich kafejkach ładowanie bezprzewodowe aparatów telefonicznych, wzrosną płace w USA (nareszcie), zegarki Apple okażą się sukcesem i wiele innych.

 


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test