Nie warto inwestować w mury graniczne

19.09.2015
Zaczynam od kosztów i efektów budowy murów granicznych. A ponadto m.in. o tym, ilu jest muzułmanów w Europie, o niższym ratingu Francji, ryzykach inwestycyjnych na świecie i krajach wschodzących, drobnym sukcesie negocjacyjnym Polski, nacjonalizacji Bogdanki, oraz złych prognozach dla LOT.


Mury graniczne to kiepska inwestycja – pisze Reece Jones z Uniwersytetu Hawajów, autor książki na temat walki z terrorem i budowy murów. Rok 2015 może być ogłoszony rokiem budowy barier granicznych. Ogłosiły je Estonia, Węgry, Kenia, Arabia Saudyjska i Tunezja. Może i żyjemy w epoce globalizacji, ale świat z pewnością zaczyna ograniczać swobodny przepływ ludzi. Po drugiej wojnie światowej było tylko 5 murów, teraz jest 65 wybudowanych głównie w ostatnich 20 latach. Nie są ani tanie, ani efektywne. Izraelski mur na Zachodnim Brzegu kosztował 1 mln dolarów za milę. Utrzymanie 670 mil muru na granicy meksykańsko – amerykańskiej bedzie przez 20 lat kosztowało 6,5 miliarda dolarów. Dokończenie na całej długości – dwa razy tyle. Mury hamują napływ migrantów i uchodźców, ale i przekierowują go na bardziej niebezpieczne trasy. Mury można ominąć, przelecieć nad nimi, przejechać czołgiem na wprost. Bardziej efektywne są oddziały straży (policji etc.) na ziemi i wysublimowane narzędzia nadzoru jak drony. Ale mury są nadal popularne, bo to łatwa metoda pokazania, że politycy „coś” robią.

Analityk Matias Tavares przypomina, ilu jest muzułmanów w Europie. Stanowią 7,5 proc. ludności Francji, 6 proc. Holandii, 5,8 w Niemczech, 4,8 w Wielkiej Brytanii i 4,6 proc. w Szwecji. W Europie Wschodniej odsetki są znikome, poza Bułgarią, gdzie jest 13,7 proc. rdzennych muzułmanów – Turków, a nie migrantów. Według szacunków w Marsylii jest od 20 do 35 proc. muzułmanów, w Brukseli 15-26 proc., Rotterdamie 13-25 procent, Sztokholmie 18-22 proc., w Paryżu 10-15 proc. a w Berlinie 6 do 9 proc. Tavares policzył , że gdyby do 2020 roku Europa Zachodnia zaakceptowała 6 milionów migrantów muzułmańskich, to w 2050 roku stanowiliby powyżej 10 proc. ludności w głównych krajach zachodniej Europy, a w Skandynawii i Belgii powyżej 15 proc.

Moody’s obniżył rating Francji z Aa1 do Aa2 w związku ze słabymi prognozami wzrostu gospodarczego, ograniczeniami instytucjonalnymi i politycznymi dla redukcji wysokiego długu publicznego do końca dekady. Skala redystrybucji, choć obniża się, nadal wynosi powyżej 55 proc. PKB, a deficyt finansów publicznych ma spaść poniżej 3 proc. PKB dopiero w 2017 roku.

Co we wrześniu było największym ryzykiem według menedżerów funduszy inwestycyjnych: recesja w Chinach (50 proc. odpowiedzi), przed kryzysem długu w emerging markets (20 proc.) – wynika z ankiety Merrill Lynch. Miesiąc wcześniej podobnie, ale odsetki były nieco mniejsze. W lipcu największe ryzyko przypisywano jeszcze rozpadowi eurostrefy (25 proc.)

Na stronie Daily Shot można znaleźć wykres ryzyka krajów wschodzących (z banku UBS), wraz z podziałem na składniki (niestety, nie wiadomo, co jest na osi pionowej). Wynika z niego, że największym ryzykiem obdarzona jest Ukraina, Egipt i Wenezuela. Polska jest w połowie stawki, z relatywnie dużym ryzykiem fiskalnym. Najmniejsze ryzyko dotyczy Singapuru, Kataru, Chile, Izraela i Peru. Patrząć „na oko” największe ryzyko wynikające ze skali dźwigni w systemie finansowym pojawia się w Hongkongu, zewnętrzne na Ukrainie i w Turcji, fiskalne w Egipcie, Serbii, Chorwacji, Słowenii i na Węgrzech, a podażowe na Ukrainie i w Wenezueli.

Rozwija się precedensowa sprawa nacjonalizacji prywatnej kopalni. Kilka dni temu państwowy koncern energetyczny Enea ogłosił wezwanie na dwie trzecie akcji Bogdanki. Rada Nadzorcza Bogdanki, której właścicielem są m.in. fundusze emerytalne i inwestycyjne traktuje to jako próbę wrogiego przejęcia i będzie starała się wprowadzić na walnym zgromadzeniu do statutu przepisy blokujące taką możliwość. Enea podejrzewana jest o manipulację (najpierw wypowiedziała umowę długoterminowa o dostawy węgla, a po zdołowaniu akcji ogłosiła wezwanie). KNF ku zdumieniu inwestorów bez badania sprawy natychmiast ogłosiła, że do manipulacji nie doszło.

Kraje Unii Europejskiej potwierdziły w piątek cele redukcji emisji gazów cieplarnianych przed paryską konferencją klimatyczną o 40 proc. w porównaniu z poziomem z 1990 roku. Polsce udało się przeforsować zapisy o „neutralności węglowej” zamiast dekarbonizacji, które w długim terminie mogą się przełożyć na korzystniejsze dla nas rozwiązania. Jak pisze PAP Polsce szczególnie zależało na takim sfomułowaniu, które zresztą po raz pierwszy pojawia się w unijnych dokumentach, bo oznacza ono odejście od mówienia o „dekarbonizacji” na rzecz podejścia biorącego pod uwagę, że gazy cieplarniane mogą być neutralizowane np. przez lasy.

Macquarie, wielki australijski bank inwestycyjny, przewiduje emisję pieniądza z helikoptera w ciągu 12-18 miesięcy jako następcę polityki luzowania ilościowego FED – relacjonuje zerohedge. 

Pisze Maciej Samcik: „Niezbyt pomyślne wieści dla zbuntowanych frankowiczów nadeszły w czwartek z Luksemburga, gdzie urzęduje Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Nie ma wciąż oczekiwanego przez frankowiczów orzeczenia, z którego wynikałoby, iż kredyt walutowy nie jest żadnym kredytem, lecz instrumentem finansowym zawierającym potężny komponent ryzyka. Co gorsza, wygląda na to, że tego orzeczenia może w ogóle nie być, bo Rzecznik Generalny Trybunału poinformował, że rekomenduje sędziom, by w ogóle się sprawą nie zajmowali. Powód? Według Rzecznika pytanie sporządzone przez sąd węgierski, które stało się źródłem całej awantury, jest niechlujne i dziurawe w sferze argumentów. A nawet gdyby było przygotowane tak, jak trzeba, to Trybunał Sprawiedliwości nie powinien i tak się nim zajmować, gdyż inkryminowany (przepraszam za brzydkie słowo) spór w ogóle nie dotyczy tej unijnej dyrektywy, o którą węgierski sąd pyta. Celem spornej umowy, którą podpisali z bankiem klienci, nie jest bowiem ani pomnożenie kapitału, ani ochrona jego wartości. Ta umowa nie może więc podlegać regulacjom unijnym, które dotyczą instrumentów finansowych.

Kolejne ładne przejęcie przez polską firmę – tym razem w Wielkiej Brytanii. Arkadiusz Muś z Press Glass, kupił angielskiego producenta szyb zespolonych Glass Systems. W gazeta.pl: „Tygodniowa produkcja Press Glass to ponad 150 tys. szyb zespolonych i 50 tys. m kw. szyb hartowanych. Brytyjska firma, którą teraz udało się kupić, produkuje odpowiednio 50 tys. szyb zespolonych oraz 35 tys. m kw. szyb hartowanych. Dotąd polska firma zatrudniała ok. 2 tys. pracowników. Teraz będzie miała już 2,5 tys. ludzi”. Na marginesie – z tych danych wynika, że firma przejmowana ma potencjał 33-66 proc. firmy przejmującej, ale potrzebuje do tego 25 proc. pracowników.

Na deser odrobina autoreklamy. Otóż już w kilka tygodni po dymisji byłego prezesa LOT okazuje się, że trzeba rewidować planowany zysk operacyjny z ponad 120 mln złotych do zera, co oznacza, że znowu zapewne pojawi się strata netto. Kilkakrotnie w różnych miejscach pisałem, że LOT piarem próbuje pokrywać znacznie gorsze wyniki. Na przykład podawano tylko zysk operacyjny, dodatkowo czasem odejmując wybrane negatywne zdarzenia jako jednostkowe i ukrywając wielką stratę netto. Lub podawano stratę netto chyłkiem, „tłumacząc”, że nie ma znaczenia, natomiast snuto wielkomocarstwowe jeśli chodzi o trasy i zakupy samolotów. A dziennikarze łykali jak pelikany…


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test