Polska na 48 miejscu w rankingu wolności gospodarczej

10.10.2014
Fraser Institute opublikował ranking wolności gospodarczej. W pierwszej dziesiątce m.in. Mauritius i Jordania. A ponadto w przeglądzie informacji i opinii m.in. o nowym roczniku statystycznym regionów Europy oraz problemach gospodarki niemieckiej i chińskiej. Na deser niezwykłe kazanie wolnorynkowe księdza Jacka Gniadka o dotacjach dla zakonnic.


Ukazał się nowy raport o wolności gospodarczej na świecie przygotowany przez Fraser Institute. Jego rezultaty nie różnią się zbytnio od raportu Heritage Foundation, ale kilka pozycji jest zaskakujących. Fraser wykorzystuje twarde dane za 2012 rok, pierwszy na liście jest Hongkong, podobnie jak w rankingu Heritage, pytanie jak długo jeszcze tam będzie. Na kolejnych miejscach (w nawiasie miejsce w rankingu Heritage): Singapur (2), Nowa Zelandia (5) , Szwajcaria (4), Mauritius (8), Zjednoczone Emiraty Arabskie (28), Kanada(6), Australia(3), Jordania(39), Chile(7) i Finlandia(19). Stany Zjednoczone są na 12 miejscu (podobnie w rankingu Heritage), Niemcy są 28 miejscu (18), Polska na 48 (50). Z krajów naszego regionu większa wolność gospodarcza panuje w republikach bałtyckich, Czechach i Słowacji, Rumunii i Bułgarii. Za nami są tylko Węgry i Chorwacja, a także większość nieunijnych państw bałkańskich. Najgorzej wypadamy jeśli chodzi o wielkość rządu (wielkość redystrybucji, rozmiar sektora państwowego w gospodarce, subsydia, stopy opodatkowania), swobodę handlu i regulacje gospodarcze (z wyjątkiem rynku pracy), najlepiej jeśli chodzi o dobry pieniądz.

Nowy regionalny rocznik statystyczny Unii Europejskiej, który w niektórych danych wykracza zresztą poza terytorium Unii i obejmuje Norwegię i Szwajcarię, to kopalnia informacji m.in. na temat ekonomii, struktury biznesu i konkurencyjności regionów. Świetne mapy, np. w rozdziale o ekonomii regionów pokazują m.in. relację PKB per capita, według siły nabywczej w poszczególnych regionach do średniej unijnej (w Polsce ponad średnią wystaje m.in. Warszawa, Poznań i region Zagłębia Miedziowego) oraz zmiany w latach 2008-2011 (polskie regiony wypadają dobrze obok niemieckich, austriackich, Szwajcarii i północnej Skandynawii). Natomiast fatalnie wygląda mapa wartości dodanej na pracownika – niemal cała Europa Wschodnia i Środkowa to biała plama, co oznacza, że wartość dodana na zatrudnionego nie sięga nawet 50 proc. średniej europejskiej. Tu znakomicie wypada Skandynawia, Belgia i Holandia. Równie interesujące są mapy i wykresy z rozdziału o konkurencyjności regionów – najwyżej konkurencyjne są zachodnie Niemcy i okolice Berlina, Finlandia, południowa Szwecja, Holandia i południowa Anglia. Nadto są też mapy podindeksów konkurencyjności – bazowych warunków (instytucje, makroekonomia, infrastruktura, szkolnictwo, ochrona zdrowia), efektywności (wykształcenie, nauka przez całe życie, efektywność rynku pracy, rozmiar rynku) i innowacji.

Ile kosztują ataki lotnicze na państwo islamistów ISIL i jakie są ich efekty próbuje obliczyć Foreign Policy. Koszt kampanii przeciwko państwu islamskiemu wynosi po dwóch miesiącach ok. 1,1 mld dolarów, każdy atak to minimum 50 tys. dol. (jeden samolot, jeden pocisk) ale w praktyce oczywiście jest znacznie wyższy. Dotychczasowe szacunki mówią, że zniszczony został sprzęt islamistów wart od 123 do 173 miliony dolarów, zatem o kilkakrotnie niższej wartości niż koszt operacji. 16 września 5 ataków kosztujących 2,5 mln dol. zniszczyło jedną ciężarówkę, jedną jednostkę artylerii przeciwlotniczej, dwie łódki i jedno stanowisko ogniowe. „Dość kosztowny młotek do wbijania relatywnie tanich gwoździ” – ironizuje Foreign Policy.

Czy QE pomoże Europie? Nie pomoże – odpowiada Daniel Gros, ponieważ QE jest specjalną bronią, która działa tam, gdzie długoterminowe stopy procentowe mają znaczenie dla sektora prywatnego, a bank centralny chce je obniżyć. Tymczasem w Europie finansowanie inwestycji odbywa się przez pożyczki bankowe oprocentowane nie rynkowo, lecz raczej w zależności od kosztu pozyskania pieniądza przez bank. Z kolei oprocentowanie pożyczek hipotecznych jest w Europie zmienne i powiązane ze stopami krótkoterminowymi, które są już niskie. Nadto, w Europie nie działa mechanizm wzrostu wartości aktywów umożliwiający zaciąganie kolejnych długów pod rosnącą wartość domów, nakręcający konsumpcję w Stanach Zjednoczonych. Różnic jest więcej i prowadzą autora do konkluzji, że QE może działać w zadłużonej gospodarce z elastycznym systemem finansowym jak amerykańska, ale nie w gospodarce wierzycieli i z konserwatywnym systemem finansowym.

Niemiecki model rujnuje Niemcy i uśmierca Europę – pisze Ambrose Evans-Pritchard w Telegraph. Swą filipikę zaczyna od opisu zamknięcia Kanału Kilońskiego w ubiegłym roku ponieważ śluzy przestały działać. A przestały działać, gdyż w Niemczech tnie się do kości wydatki inwestycyjne i na utrzymanie infrastruktury (Bundestag zaczyna dostrzegać absurdalność polityki oszczędności i przeznaczył 260 mln euro na remont Kanału). Fiskalny fetyszyzm ministra finansów Wolfganga Schauble wpisany do konstytucji (nakaz zrównoważonego budżetu od 2016 roku) coraz częściej spotyka się z krytyką ekonomistów. Lista dowodów,że gospodarka niemiecka jest w gorszym stanie niż się powszechnie uważa wydłuża się z każdym miesiącem – ostatnio doszedł spadek produkcji i spadek zamówień. A po nadto mamy długoterminowy spadek produktywności, niski wzrost gospodarczy, spadek inwestycji. Niemiecka gospodarka „wygląda nieźle tylko dlatego, że pół Europy umiera”. Pointa: „za 10 lat gospodarka francuska będzie dominować w Europe kontynentalnej”.

Z Chinami też problem – poziom długu w gospodarce wynosi 250 procent PKB i jak pisze Adair Turner zacieśnienie polityki kredytowej oraz wprowadzenie rynkowej dyscypliny byłoby receptą na nieszczęście. Jego zdaniem gospodarka Chin powinna oddłużać się, ale rząd, który ma niski dług publiczny (oficjalne dane 22 proc. PKB) powinien stymulować ją fiskalnie, by zrównoważyć dekoniunkturalne efekty oddłużania. Nadto potrzebne jest wyczyszczenie bilansów banków i ich rekapitalizacja.

Na deser do pomyślenia w weekend wolnorynkowe kazanie księdza Jacka Gniadka. Zajął się tym razem przedszkolami prowadzonymi przez siostry zakonne, które korzystają z dotacji państwowych. Fragment: „ Siostry biorą dotacje, a korzystanie z usług państwa może być często niemoralne. Współczesne państwo nakłada na ludzi zbyt wysokie podatki. Trudno zgodzić się, aby jakikolwiek niedobrowolny transfer dochodów od obywatela do państwa był czymś pozytywnym. Państwo oddaje obywatelowi w zamian pewne usługi, ale trudno je nazwać dobrami publicznymi, skoro w tym celu państwo posługuje się agresją. Św. Tomasz z Akwinu trafnie zauważa, że „jeżeli książęta przemocą wymuszą coś, co im się nie należy, jest to rabunek jak każdy inny”.

I dalej: „Państwowe dotacje, które są przymusowym transferem pieniędzy od jednej grupy osób do innej grupy, zabijają inicjatywę i rynkową czujność. Siostry nie poszukują już nowych edukacyjnych i duszpasterskich rozwiązań najlepszych w danym momencie. Tak działałby dobry przedsiębiorca, ale do tego potrzebna jest przestrzeń wolności, którą może zapewnić tylko własność prywatna. Własność prywatna daje pouczycie niezależności i zapewnia przestrzeń do realizacji własnych planów i marzeń. Dotacja tylko pozornie wprowadza stabilizację. W rzeczywistości doprowadza do skostnienia i bezczynności”.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test