content

Polska słabo odporna na szoki zewnętrzne

30.03.2015
Z danych finansowych wynika, że odporność Polski na zewnętrzny szok zmniejszyła się od 2007 roku i jest dość słaba – obliczył Center for Global Development. Ponadto w przeglądzie analiz i opinii m.in. o reformach w Grecji, negatywnych skutkach polityki banków centralnych dla inwestycji i wzrostu, decentralizacji finansów publicznych w Wielkiej Brytanii.


Think tank Center for Global Development zebrał dane dotyczące finansów państw wschodzących i spróbował stworzyć wskaźnik odporności na zaburzenia zewnętrzne np. niespodziewane podniesienie stóp procentowych w USA, wybuch nowego kryzysu zadłużenia na świecie, czy inwazję Rosji na Ukrainę. Wskaźnik odporności dla Polski jest słaby (lepszy niż Łotwy, Węgier i Bułgarii, ale słabszy niż Rumuni, Estonii i Litwy) i w porównaniu z 2007 rokiem pogorszył się. Najwyższą odpornością wykazują się Chile, Chiny, Filipiny, Korea Płd, Czechy, Peru i Tajlandia. Autorzy biorą pod uwagę m.in. dane dotyczące rachunku obrotów bieżących bilansu płatniczego, zadłużenia zagranicznego, finansów publicznych i inflacji. Ciekawe, dużo danych zebranych w jednym miejscu.

Grecy ujawnili planowane reformy, które mają przynieść 3 mld euro i nadwyżkę pierwotną w budżecie w wysokości 1,5 proc. PKB. Między innymi zapowiadają kontynuację niektórych prywatyzacji, wyższą akcyzę na papierosy i alkohole, wyższy podatek dochodowy dla najzamożniejszych. Nie będzie cięć płac, emerytur i zatrudnienia. Problem płynności rozwiązany zostanie raczej przez ograniczenie korupcji i pozycji grup interesów niż zaciskanie pasa. Wierzyciele międzynarodowi w ciągu tygodnia ocenią, czy to wystarczy do odblokowania funduszy dla Grecji, ale pierwsze reakcje, jak podał w niedzielę wieczorem Wall Street Journal, są negatywne. Propozycje są „fragmentaryczne i mętne”.

Powtarzają się doniesienia o możliwym wprowadzeniu drugiej waluty w Grecji, tym razem pisze o tym Reuters. W przypadku, gdyby zabrakło pieniędzy w kasie, rząd zacząłby regulować niektóre zobowiązania wobec firm i obywateli kwitami IOU („jestem tobie winien”), czyli papierami wartościowymi obiecującymi kiedyś zamianę na euro. Obrót nimi byłby dozwolony i stanowiłyby de facto drugą walutę, zdyskontowaną wobec euro. Jeśli jednak nie byłyby akceptowane w sklepach, można byłoby nimi regulować tylko niektóre płatności wobec państwa, na przykład za prąd. Z pewnością rząd wprowadziłby limitowanie wypłat z bankomatów i transferów euro zagranicę, jak to się stało na Cyprze.

W poniedziałkowym FT Wolfgang Munchau pisze, że największe problemy eurostrefy polegają na narastających nierównowagach – ceny w sklepach Północy są niższe niż w sklepach Południa, Niemcy mają wielką nadwyżkę w bilansie płatniczym, Grecja deficyt. Podobne sygnały o nierównowagach płyną z systemu Target 2, z danych o pozycji inwestycyjnej netto, czy danych o jednostkowych kosztach pracy. Najważniejsze dostosowanie w strefie musi polegać na konwergencji cen i jednostkowych kosztów pracy. W Grecji i pozostałych krajach peryferyjnych płace i ceny muszą relatywnie obniżyć się o 10 do 30 procent. A ponieważ nie da się wywołać wysokiej inflacji ani deficytu w Niemczech (zrównoważony budżet jest zapisany w konstytucji), konwergencja musi się dokonać w wyniku dalszych oszczędności po stronie Południa.

Ciekawa ocena polityki monetarnej banków centralnych Scotta Minerda, zarządzającego grupą funduszy inwestycyjnych Guggenheim Partners (ponad 200 mld dol. aktywów w zarządzie). W wyniku niezdolności i niechęci do prowadzenia reform strukturalnych zastępstwo w zakresie polityki fiskalnej podjęły banki centralne, a zatem z ciał znajdujących się pod kontrolą wyborców, władza przeszła do grupy mianowanych urzędników. W tym roku po raz pierwszy od wybuchu kryzysu, w wyniku wzmocnienia się dolara, światowy produkt liczony w dolarach będzie niższy niż przed rokiem.

To nie przypadek. Polityka luzowania ilościowego obniżyła stopy procentowe i w istocie jest podatkiem nałożonym przez banki centralne na inwestorów i oszczędzających natomiast subsydium dla dłużników. Skutki? Suboptymalna alokacja inwestycji i kapitału, a w dłuższym horyzoncie przez to niższy produkt i obniżenie standardu życia.

O pożytkach z decentralizacji fiskalnej piszą autorzy z Institute of Economic Affairs w Wielkiej Brytanii. Decentralizacja oznacza decyzje bliżej ludzi, których dotyczą, większe możliwości innowacyjnych eksperymentów i wprowadza konkurencję pomiędzy poszczególnymi jednostkami terytorialnymi Z analiz wynika, że decentralizacja taka jest korzystna, jeśli za uprawnieniami do wydawania pieniędzy idą także uprawnienia do ich gromadzenia (pozyskiwania dochodów). Autorzy proponują z jednej strony przekazanie władzom lokalnym takich obszarów jak polityka mieszkaniowa, rynek pracy, opieka społeczna, edukacja, służba zdrowia, sprawy środowiska. Z drugiej strony władze lokalne miałyby prawo nakładania i zatrzymywania wpływów z podatków dochodowych i od surowców naturalnych.

Koniec mitu Finlandii. Edward Hugh podkreśla, że od trzech lat Finlandia jest w recesji. Jej ludność w wieku produkcyjnym maleje, spada produktywność, dług publiczny podwoił się do niemal 60 procent PKB, pojawił się deficyt w bilansie płatniczym i handlu zagranicznym. Wśród przyczyn najważniejsza to utrata konkurencyjności w wyniku ogromnych podwyżek płac i wzrostu jednostkowych kosztów pracy w końcu pierwszej dekady XXI wieku.

Prof. Christian Kennedy z Uniwersytetu Toronto zwraca uwagę, że samochody elektryczne mogą przynieść więcej szkody niż pożytku, jeżeli napędzane będą energią elektryczną wytwarzaną metodami, które emitują ponad 600 ton CO2 na gigawatogodzinę. Ten poziom jako państwa przekraczają Indie, Chiny, Australia, Indonezja oraz Arabia Saudyjska. Kilka jest w pobliżu tej granicy, choć zdaniem Kennedy’ego lepiej mówić o strefie 500-700 jako ryzykownej. W niej są m.in. Iran i Korea, a na dolnej granicy Stany Zjednoczone i Japonia. Stosunkowo blisko 500 ton, ale poniżej – Niemcy, jeszcze niżej cała Unia Europejska, najniższej Kanada i Brazylia, gdyż tam znaczny jest udział energii elektrycznej z hydroelektrowni.

Nawet w Kanadzie są jednak prowincje, gdzie energia produkowana jest w sposób wysokoemisyjny. Podobnie w Unii Europejskiej – w Estonii wskaźnik przekracza 1000 ton CO2 na 1 gigawatogodzinę. W krajach o wysokiej emisyjności wprowadzanie rozwiązań takich jak samochody elektryczne, tramwaje, szybkie pociągi, piece na prąd, pompy ciepła (też wymagają trochę prądu) prowadzi do przyrostu emisji, a nie jej zmniejszenia.

Rekord na Kickstarterze – projekt inteligentnego zegarka Pebble w ciągu miesiąca zebrał 20 mln dolarów (pierwszy milion w 49 minut, to też rekord). Problem w tym, że jak wczytać się w doniesienie CNN, okazuje się, że to już nie innowacyjny projekt, tylko rozwinięcie poprzedniej wersji smartwatcha. Zegarek będzie cieńszy i z lepszą baterią, dostawy do maja. Jednak oznacza to, że Kickstarter stał się jedynie platformą do przedpłat, a nie do gromadzenia funduszy na nowatorskie projekty.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły