Putin: głowa ważniejsza od kieszeni

28.04.2014
Dwa teksty o tym, jak zmienił się  Władimir Putin i czy faktycznie posiada miliardy dolarów osobistego majątku.  A ponadto w przeglądzie ciekawych opinii i wiadomości z kraju i świata warto przeczytać m.in. o poprawie sytuacji gospodarczej Hiszpanii, płacach w Polsce, niedoborze wody na świecie,  a na deser o skutkach monopolu państwa w wymiarze sprawiedliwości.

Najpierw komentarz Reutersa. Głowa Putina przeżyła większa rewolucję niż Ukraińcy na Majdanie. Z racjonalnego pragmatyka stał się rewolucjonistą przygotowanym na długą konfrontację z Zachodem – pisze komentator agencji Mark Leonard.  Jeśli ewentualne sankcje ze strony USA i Unii Europejskiej miałyby wykopać Rosję z gospodarki światowej, to kraje BRICS okażą solidarność z Rosją. Europa i USA nie mówią już w imieniu świata – twierdzą sympatycy Kremla, których cytuje Leonard.

W związku z przewidywanymi sankcjami na magnatów z Gazpromu i Rosnieftu Millera i Sieczina,  zerohedge.com,  jak zawsze sceptyczny,  przypomina dyskusję na temat miliardów dolarów, które ponoć posiada Władimir Putin, a także cytuje najnowszy tekst New York Times na ten temat.

Poprzednio o Francji, teraz o Hiszpanii. Tym razem całkiem dobre wieści – gospodarka w pierwszym kwartale 2014 r. wzrosła 0,5 proc. w stosunku do pierwszego kwartału 2013 r. i, uwaga, 0,4 proc wobec poprzedniego kwartału. Są też słabe punkty. Wygląda, że słabnie boom eksportowy, produkcja przemysłowa nie rośnie, dług publiczny jest większy niż raportowany do Brukseli w ramach procedury nadmiernego deficytu. Szczegółowa analiza Edwarda Hugha jest tu:

W Project Syndicate ciekawy tekst dwóch autorów – Amerykanina, byłego reprezentanta USA w Azjatyckim Banku Rozwoju i Nepalczyka, syna zdobywcy Everestu Tenzinga. Powód – tragedia na Evereście,  gdzie w połowie kwietnia w lawinie zginęło 16 Szerpów. Apel o pomoc dla rodzin, ale i ciekawe rozważania na temat etyki biznesu,  wspólnego mianownika dla wypraw komercyjnych w Himalaje i tragedii fabryki w Bangladeszu, pod której ruinami zginęło ponad 1100 osób.

O płacach w kraju pisze Krzysztof Rybiński. Cytując dane OECD, z których wynika, że płace są w Polsce najniższe w krajach OECD, nie licząc Meksyku, ironizuje: „To wielki sukces, bo dzięki temu lokują się u nas inwestycje zagraniczne, takie jak hale Amazona, gdzie 2000 pakowaczy znajdzie pracę i dzięki temu nie będą musieli uciekać z Polski na zmywak do Londynu. A jeszcze w 2000 roku zarabialiśmy więcej niż obywatele Estonii, Węgier i Czech”.  We wpisie na blogu Rybiński podaje  odnośnik do statystyki OECD.

Zajrzeliśmy, by sprawdzić, jak powstaje roczna płaca (jest tam opis metodologii). Otóż okazuje się, że OECD bierze cały fundusz płac z rachunków narodowych  i liczbę zatrudnionych przeliczaną na pełne etaty przez cały rok, po czym  mnoży przez stosunek przeciętnej  liczby godzin pracy tygodniowo pełnoetatowego  pracownika do przeciętnej liczby godzin pracy wszystkich pracowników. Oryginalna metodologia, ale nie mamy czasu na studia, jak takie zjawiska jak obciążenia  podatkowe, obciążenia świadczeniami społecznymi, stopień zatrudnienia na umowy niepełnoetatowe,  poziom inwestycji, czy szara strefa, wpływa na wyniki w Polsce, w porównaniu z innymi krajami zwłaszcza, że faktycznie płace są w Polsce niskie. Ale nie aż tak. Z tych samych danych wynika bowiem, że licząc według siły nabywczej tak liczone płace roczne w Polsce były w  2012 roku  wyższe niż w Czechach, na Węgrzech, w Słowacji i Estonii. Podobnie było  w 2000 roku, ale różnica zmniejsza się. Kolejny przyczynek do nadal nie rozwikłanego problemu, dlaczego udział płac w PKB w Polsce maleje szybciej niż w innych krajach.

Ed Dolan streszcza książkę Davida Zetlanda „Living with water scarcity” o wodzie. Na początek rozróżnia rzadkość występowania wody od jej niedoboru. Rzadkich dóbr jest wiele, niedobór pojawia się wtedy, kiedy nie potrafimy zarządzać dobrem rzadkim. Rynek jest pod tym względem skuteczniejszy niż rządy – konkluduje autor, wyliczając błędy  popełniane przez publicznych zarządców wody, m.in. opieranie się w kalkulacjach ceny na historycznych kosztach inwestycji, czy na średnich kosztach pozyskania  wody, a nie na kosztach krańcowych. Zarządzanie wodą dla rolników, którzy zużywają 70 do 80 proc. całości jest jeszcze gorsze.

A na deser do lektury w długi weekend Anthony de Jasay, niefinansowy, ale ważny tekst, bo o systemie prawa, który wpływa przecież  na gospodarkę, finanse etc. zatytułowany „O monopolu egzekwowania reguł”.

To esej o tym jak monopol państwa na usługi policyjne i wymiar sprawiedliwości prowadzi do ich nieefektywności i nieskuteczności, kary nie są nakładane szybko  i sprawnie, więc nie mają  efektu odstraszającego, a w obawie przed pomyłką sądową wszystkie wątpliwości rozstrzygane są na korzyść podejrzanych czy oskarżonych. W efekcie spowolnienie procedur i słabość kar zachęca lub nie odstrasza od popełniania przestępstw. I w ten sposób dbając o to, by nie skrzywdzić nikogo, wymiar sprawiedliwości tworzy nowe ofiary wśród niewinnych.  Utwór jest zresztą znacznie, znacznie głębszy niż  streszczenie w 3 zdaniach.

A skojarzył się nam, bo akurat w ostatni weekend kolejny kompletnie pijany kierowca zabił dwie dziewczynki i uciekł z miejsca wypadku. Tymczasem w klarownej sprawie zabójstwa 6 osób w Kamieniu Pomorskim w styczniu br., też przez pijanego kierowcę, śledztwo potrwa jeszcze do lipca,  zamówiono ekspertyzy biegłych itd. Również dopiero do połowy roku powstanie rządowy projekt zmian nakładających ostrzejsze kary na kierowców, bo jest w konsultacjach, natomiast dwa poselskie są niemrawo procedowane w  Sejmie. A teraz mając to w pamięci należy przeczytać de Jasaya.  

Artykuły powiązane


Tagi

Popularne artykuły

test