Rosja wstrzymała umowę stowarzyszeniową Ukrainy

13.09.2014
Rosja jest skuteczna w nacisku na Unię Europejską i Ukrainę. W przeglądzie informacji i opinii warto zwrócić ponadto uwagę m.in. na ceny ropy i węgla. Piszemy także o teutońskiej Unii Europejskiej, secesji Szkocji i wyczerpaniu się potencjału konwergencji miedzy krajami wschodzącymi i rozwiniętymi.


Ukraina i Unia Europejska uzgodniły, że nie będą wdrażać tego co uzgodniły, czyli umowy stowarzyszeniowej. Sytuację opisuje Kyiv Post. Do tej pory Rosja zgłosiła 2400 zastrzeżeń i sugestii poprawek do umowy. Po jej ratyfikacji spodziewane są dalsze koncesje na rzecz Rosji. „Staraliśmy się zapobiec takiemu scenariuszowi, ale nam się nie udało” – powiedział jeden z unijnych dyplomatów w Kijowie. Inny, według AFP, stwierdził: „jeśli chcesz rozwiązać konflikt, musisz być elastyczny”.

Odłożenie o co najmniej rok wejścia w życie części ekonomicznej umowy stowarzyszeniowej Ukrainy i Unii Europejskiej jest korzystne dla Ukraińców – twierdzi przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso. Barroso dodał – relacjonuje korespondent IAR – że zarówno Unia Europejska, jak i Ukraina osiągnęły swój cel już poprzez samo zawarcie umowy stowarzyszeniowej, a odłożenie jej części pozwoli na uniknięcie zemsty ze strony Rosji.

Natomiast w tekście The Australian, który wykorzystuje depeszę Dow Jones, najciekawsza jest wypowiedź komisarza do spraw handlu Unii Europejskiej Karla de Guchta, który zgodził się, że przyznanie Rosji głosu w sprawie dwustronnej umowy innych państw (Unii i Ukrainy) może być fatalnym precedensem. „Świat składa się ze złych precedensów” – powiedział de Gucht.

Eric Lorber z „Foreign Affairs” twierdzi, że sankcje ekonomiczne zamiast powstrzymać prezydenta Putina mogą go popchnąć do agresji, gdy okażą się efektywne i będą dalej pogrążać rosyjską gospodarkę w stagnacji. Siła militarna Rosji jest znacznie większa niż ekonomiczna, co udowodniła sprawnie przejmując Krym. Zdaniem autora zamiast sankcji sektorowych skuteczniejsze i równocześnie mniej niebezpieczne byłyby sankcje nałożone na szerszy krąg ludzi zgromadzonych wokół Putina. Ukraina powinna równocześnie otrzymać pomoc militarną z zachodu.

Czy rzeczywiście ropa może być znacznie tańsza, gdyby w USA zniesiono zakaz jej eksportu? Niektórzy autorzy, np. znany publicysta Thomas Friedman w New York Times, twierdzi, że cena mogłaby spaść do 75- 85 dol. za baryłkę, co bardzo osłabiłoby zarówno islamistów w Iraku/Syrii jak i reżim Putina. Michael Levi przekonuje w EconoMonitor, że to nieprawda.

Natomiast Keith Johnson z Foreign Policy opisuje paradoks polegający na tym, że cena ropy spada mimo konfliktów w Iraku i na Ukrainie. To po prostu efekt gry podaży i popytu. Wzrost gospodarczy w Azji jest słabszy, nawet w Chinach nie wymaga większych ilości ropy. Natomiast producenci – m.in. USA, a nawet Libia – pompują, ile mogą. Według amerykańskiej agencji EIA ceny ropy będą się utrzymywać poniżej 100 dol. za baryłkę do początków następnej dekady, ale jeśli wzrost gospodarczy pozostanie słaby, mogą na całe lata spaść nawet do 75 dol.

W polskim serialu węglowym o koncepcji przymuszenia energetyki do kupowania polskiego węgla po wyższych cenach niż rynkowe. Ministerstwo Gospodarki opracowało nawet stosowne wskaźniki i formuły, zasady indeksowania, współczynniki korekcyjne etc. Wszystko po to, żeby kopalnie sprzedawały węgiel po rozdętych kosztach produkcji, a nie po cenach rynkowych. Wyobraźnia urzędników okazuje się tu niemal nieograniczona, ale nie na tyle by dostrzec, że Komisja Europejska może takie formuły uznać za niedozwoloną pomoc publiczna, a urząd antymonopolowy porozumienie kopalnie-energetyka za zmowę cenową. Choć to ostatnie jest mało prawdopodobne biorąc pod uwagę, że urzędem kieruje zdyscyplinowany Adam Jasser, a nie Małgorzata Krasnodębska-Tomkiel.

10 lat temu kraje wschodzące szybko doganiały kraje rozwinięte. Dziś już wiadomo, że było to odchylenie od normy – pisze The Economist. Konwergencja gwałtownie spowolniła – w tym roku kraje wschodzące bez Chin będą miały wzrost mierzony PKB na głowę mieszkańca, według siły nabywczej, tylko minimalnie wyższy niż Stany Zjednoczone (w ubiegłym roku był zaledwie 1,1 punktu procentowego wyższy). Tymczasem w drugiej połowie pierwszej dekady wieku tempo wzrostu krajów wschodzących było o 3-6 punktów szybsze niż USA.

Dzięki temu w latach 1998-2013 relacja PKB per capita według siły nabywczej do amerykańskiego produktu na mieszkańca wzrosła w Polsce o 16 punktów, z 28 do 44 procent, jeszcze więcej w Rumunii i Rosji, podobnie było w Chinach (ale w Indiach, Meksyku, Brazylii, Filipinach ten wzrost wyniósł mniej niż 5 punktów).

Doganianie miało swoje korzenie w globalizacji , ekspansji handlu międzynarodowego, boomie surowcowym, generalnie w przemyśle (wytwórczości) i ten potencjał już się wyczerpuje. Potrzebna jest fala liberalizacji w usługach, by kraje wschodzące zyskały nowa szansę, ale dotychczasowe doświadczenia wskazują, że jest to mało prawdopodobne – twierdzi The Economist.

Czy kraje, które notują szybki wzrost gospodarczy, będą się zawsze tak szybko rozwijać? Z analizy dwojga ekonomistów – Giang Ho z MFW i Paolo Mauro z Peterson Institute – wynika, że prognostycy mają skłonność do przesadnego optymizmu wybudowanego na dotychczasowych wynikach. Mają też kłopoty z ustalaniem punktów zwrotnych cykli ekonomicznych. Tymczasem przeszły wzrost jest kiepskim wskaźnikiem prognostycznym przyszłego wzrostu – korelacji nie ma. Nadmierny optymizm ma negatywne konsekwencje, na przykład rządy opierając się na zbyt optymistycznych prognozach mogą nadmiernie się zadłużać i potem zmuszone są do gwałtownych korekt polityki fiskalnej.

Powstaje Unia Teutońska – twierdzi Charlemagne, komentator The Economist. Niemcy nie zyskały żadnego ważnego stanowiska w Komisji Europejskiej, której skład zaproponował Jean-Claude Juncker, ale po cichu zwiększają swoje wpływy w Brukseli dzięki temu, że ważne funkcje otrzymali przedstawiciele republik bałtyckich, Finlandii i Holandii.

Szkocja jest okładką The Economist (UK RIP? czyli „Zjednoczone Królestwo – niech spoczywa w spokoju?”), ale mnie zaciekawił tekst z mises.org, czy Szkocja jest dostatecznie duża, by być samodzielną? Liczba ludności jak w Danii czy Norwegii, powierzchnia taka jak Holandii czy Irlandii. I najważniejszy argument – w Europie małe kraje są zamożniejsze niż wielkie. Niemcy są uboższe niż Szwajcaria czy Austria, Francja zaś niż Belgia i Luksemburg nie mówiąc o Andorze i Monako. Nawet po kryzysie Irlandia jest zamożniejsza od Wielkiej Brytanii.

Jak to możliwe? Małe kraje bardziej dbają o swoich obywateli i bardziej się wsłuchują w ich poglądy. Po drugie, nie mają pieniędzy, by angażować się w szalone pomysły jak wojny czy bazy militarne rozsiane po całym świecie. Słowem małe jest bogate.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test