Rosną bąble na giełdach w Azji

11.04.2015
Zaskakująca jest wypowiedź ministra gospodarki Japonii o dobrych bąblach. Dla równowagi – warto zwrócić uwagę na obserwację ekonomistów z BIS, że bąble na rynkach aktywów są bardziej niebezpieczne niż deflacja. Ponadto w naszym przeglądzie analiz i opinii piszemy m.in. o mocnym rublu, wielkiej dziurze fiskalnej w USA, polskim przemyśle odbierającym klientów Chinom oraz szczęśliwych pracujących emerytach.


„Mały bąbel nie jest zły. Jeśli ostatnie wzrosty na giełdzie są oznakami niedużego bąbla, to byłoby dobrze, bo nad małym bąblem można zapanować, a świadczyłby o ożywieniu gospodarczym” – niespodziewanie stwierdził minister gospodarki Japonii Akira Amari. Nikkei w tym tygodniu przekroczył przez moment 20 tysięcy punktów (wzrósł o prawie 40 procent w ciągu ostatnich 12 miesięcy) i osiągnął najwyższy poziom od 15 lat.

Inne giełdy w Azji też rosną szybko. Indeks w Szanghaju przekroczył granicę 4000 punktów (wzrost o 89 procent w ciągu ostatnich 12 miesięcy), indeks w Hongkongu wzrósł o 10 procent w ciągu tygodnia i 17 procent przez rok. Dla porównania – DAX giełdy niemieckiej wzrósł o 30 procent, indeks w Budapeszcie o niespełna 17 procent, a WIG 20 obniżył się o 1,1 procenta w ciągu ostatnich 12 miesięcy.

O wycenach na giełdzie chińskiej na blogu FT pisze James Mackintosh. Mediana waluacji za pomocą przyszłych P/E wynosi 30-39 na giełdach w Szanghaju i Shenzen, dwa razy więcej niż S&P w USA. Waluacje dla spółek technologicznych są dwa razy wyższe niż w okresie boomu internetowego w USA. Sporo dalszych szczegółów. Jednak wykresy które dostałem dziś mailem (trzeba zarejestrować się na stronie dailyshot) pokazują, że choć w porównaniu z innymi giełdami Szanghaj jest absolutnym światowym liderem to jednak P/E i P/BV są tam jeszcze nadal niższe niż w 2010 i 2008 roku.

Historyczne spojrzenie na deflację prezentuje czwórka ekonomistów z Banku Rozliczeń Międzynarodowych BIS. Z ich analizy (38 krajów, 140 lat wynika), że związek między deflacją a wzrostem gospodarczym jest bardzo słaby i wynika głównie z doświadczeń Wielkiego Kryzysu lat 30. Przywiązywanie do tego wagi jest błędem, bo Wielki Kryzys był doświadczeniem unikatowym, tak zwanym outlierem, czyli sytuacją skrajną, leżącą poza trendem. Silniejszy jest związek wzrostu z deflacją aktywów, zwłaszcza szkodliwy, gdy spadają ceny nieruchomości. Zamiast wojowania z deflacją autorzy sugerują politykom raczej zajęcie się cyklem boom-bust na rynkach aktywów.

Rubel, który przeżył dramatyczne załamanie w ubiegłym roku (z 30 do momentami 80 rubli za dolara), odrabia w tym roku straty i wzmocnił się o ok. 16 procent. Jak to możliwe, mimo że ceny ropy nie rosną, a upadek rubla był powiązany ze spadającymi cenami ropy (plus sankcjami.

Constantin Gurdgiew (Trinity College, Dublin) ma 9 wytłumaczeń co się dzieje. M.in. rynek oczekuje, że ceny ropy wzrosną (mało prawdopodobne), rubel był nadmiernie zdołowany (wyprzedany) w grudniu 2014 roku, dane z I kwartału 2015 roku wskazują na mniej apokaliptyczny stan gospodarki rosyjskiej, wyprzedaż dolarów przez korporacje rosyjskie w końcu marca wynikała z wewnętrznych przepisów rosyjskich, przez cały rok Rosja starała się intensywnie dedolaryzować gospodarkę m.in. prowadząc rozliczenia handlowe w lokalnych walutach, a nie w dolarze. Dla porządku – do złotego w tym roku rubel wzmocnił się ponad 18 procent, jednak nadal jest słabszy o 16 procent niż rok temu.

Polska odbiera produkcję Chinom – twierdzi Bank of America Merrill Lynch. „Aż 10 z 29 badanych gałęzi przemysłu w Polsce zwiększyło produkcję w ciągu ostatnich 5 lat kosztem Chin – to najlepszy wynik w regionie (lepszy niż w Czechach, na Węgrzech i w Rumunii)” – relacjonuje raport agencja ISB. Zdaniem analityków BofA, w 2016 r. koszty pracy w Polsce będą tylko o ok. 67 proc. wyższe od tych w Chinach, podczas gdy w 2002 r. różnica ta wynosiła aż 590 proc. W ciągu ostatniego roku kurs złotego w relacji do chińskiego juana osłabił się o ok. 20 proc. Niestety nie znalazłem oryginalnego raportu w sieci.

Dług amerykański jest większy niż myślisz – komentuje Brookings Institution. Według Kongresowego Biura Budżetu (CBO) wyniesie 180 procent PKB w 2039 roku, jeżeli nic się nie zmieni. Ale według Laurence Kotlikoffa z uniwersytetu w Bostonie prawdziwa dziura fiskalna jest większa, wzrosła z 60 bilionów dolarów w 2003 roku do 210 bilionów w 2014 i nadal rośnie (dziura fiskalna to różnica między wartością zobowiązań wydatkowych a wpływami podatkowymi w przyszłości). CBO nie bierze pod uwagę części zobowiązań – ostrzega Ron Haskings z Brookings.

I jeszcze na stronie Brookings o szczęśliwych emerytach w Banku Światowym (i nie tylko), którzy następnego dnia po przejściu na emeryturę stają się konsultantami. Dwaj ekonomiści właśnie Banku Światowego dzielą się ciekawymi obserwacjami na temat sytuacji emerytów. Jeżeli nic się nie zmieni, to dzieci np. w Niemczech mają sporą szansę, być korzystać z systemów publicznych (szkolnictwo w dzieciństwie, emerytura w wieku podeszłym) dłużej niż będą pracować. To jest nie do utrzymania.

Obok standardowych rozważań na temat wydłużonego czasu życia, mniejszej dzietności etc. Wolfgang Fengler i Johannes Koettl dostrzegają także inne zmiany na świecie, które powinny prowadzić do wydłużenia czasu pracy. Automatyzacja zmniejsza liczbę najbardziej uciążliwych i fizycznie obciążających miejsc pracy (niebieskie kołnierzyki). Rośnie natomiast liczba miejsc pracy białych kołnierzyków, zwłaszcza takich, w których niezbędne umiejętności nabywane są z wiekiem. Dotyczy to na przykład przedstawicieli handlowych, menedżerów HR czy redaktorów. Słabnie zatem korelacja między produktywnością a wiekiem, dotychczas wskazująca od pewnego momentu na niższą produktywność starszych. Na aktywność mózgu starszych przy rozwiązywaniu zadań (obie półkule) i młodych (tylko półkula odpowiadająca za przerabianie nowych informacji) wskazują nawet badania neurologiczne.

W sumie – nie tylko żyjemy dłużej i zdrowiej, lecz także, mamy potencjał do dłuższej pracy. Sytuacja, w której pracujemy na 100 procent do arbitralnie ustalonego 65 roku życia i na 0 procent potem jest anachronizmem – konkludują autorzy.

Zaczęliśmy od historii i na niej kończymy. W blogach The Economist ciekawy wpis na temat historii ekonomii. Niektórzy twierdzą, że umarła; dowodem ma być m.in. likwidacja przedmiotu na MIT, gdzie w latach 70. było trzech niezależnych wykładowców historii. Jednak praktyka pokazuje, że debaty historyczne są nadal żywe, tyle że w środowisku ekonomistów, nie przebijając się do polityków czy szerszej opinii publicznej. A przecież historia mówi nam wiele, m.in. jak można było uniknąć kryzysów.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test