Rząd zmierza w stronę monopolu w energetyce

12.01.2015
W planach rządu na początek fuzja PGE z Energą i Tauronu z Eneą. Są potrzebne, by mogły się dodatkowo zadłużyć na potrzeby górnictwa. A ponadto w przeglądzie analiz i informacji z kraju i świata o nieuchronnym wzroście cen energii elektrycznej, zagrożeniach w przypadku wyjścia Grecji ze strefy euro, chińskich inwestycjach w Stanach Zjednoczonych, kolejach wielkich prędkości oraz o obniżonym ratingu Rosji.


Justyna Piszczatowska z portalu wysokienapiecie.pl pisze, że PGE połączy się z Energą a Tauron z Eneą. Dlaczego? Bo będą musiały się dodatkowo zadłużyć na przejęcie kopalni. Fragment tekstu Justyny Piszczatowskiej: ”Konsolidacja energetyki to przede wszystkim szansa na zwiększenie możliwości inwestycyjnych firm, również w bazę surowcową, dla budowania łańcucha wartości i zwiększenia wartości aktywów w nadzorze Skarbu Państwa” – możemy przeczytać w komunikacie MSP. I w ten sposób docieramy do sedna sprawy. Według ministra Karpińskiego energetyka może być zainteresowana kupnem akcji nowej spółki węglowej, jeśli będzie ona skupiać perspektywiczne aktywa o dużych możliwościach generowania przychodów. Grupy energetyczne, czyli PGE, Tauron, Energa i Enea mają jasno określone długookresowe plany inwestycyjne i mocno się zadłużają, by je realizować. Sam dług, nawet duży, nie jest wrogiem spółki. Ale za wysoki – już tak. A w strategiach czterech grup nie było dotychczas żadnych wzmianek o inwestowaniu w kopalnie na Śląsku. Potrzeba więc dodatkowych pieniędzy. Co zrobić by zwiększyć możliwości zadłużania się „na bilans”, czyli zaciągania kredytów? Na przykład zwiększyć skalę działalności. Stąd idea konsolidacji”.

Łączenie z energetyki z kopalniami oznacza wyższe ceny energii. Opinie profesora Żmijewskiego i Macieja Bukowskiego z think tanku WISE prezentuje portal wnp.pl.: „Skończy się zapewne na zaangażowaniu w górnictwo PGE, bo Tauron ma własne kopalnie, Enea kupuje węgiel w Bogdance, a Energa ma tylko jedną niewielką elektrownię węglową i wiele węgla nie potrzebuje – ocenił Maciej Bukowski z think-tanku WISE. Jak dodał, zaangażowanie PGE oznacza „prawie na pewno” wzrost cen energii, bo spółka musi skądś wziąć pieniądze na kupno górniczych aktywów, a kwoty rzędu kilku mld zł to za dużo nawet dla tak dużej firmy, która w dodatku musi prowadzić własne inwestycje. Chyba, że rząd zrezygnuje z dywidendy od PGE, w której ma ponad 60 proc. – dodał. Za 2013 r. PGE wypłaciła 2 mld zł dywidendy, rządowi przypadło 1,2 mld. Również ekspert ds. polityki energetycznej prof. Krzysztof Żmijewski ocenia, że efektem będzie wzrost cen energii. Węgiel jest drogi, bo koszty funkcjonowania kopalń są większe niż ich przychody, ale zwiększenie przychodów przez zmuszenie sąsiedniego sektora, aby kupował ten węgiel i kupował go drożej oznacza, że energia będzie droższa – powiedział Żmijewski”.

Barry Eichengreen (Uniwersytet w Berkeley) pisze, że choć sytuacja jest inna dziś niż 5 lata temu, to jednak politycy europejscy powinni dwa razy pomyśleć, zanim dadzą zgodę na opuszczenie przez Grecję strefy euro.

Ciekawe dane o chińskich inwestycjach w USA. Od dwóch lat przekraczają 15 miliardów dolarów rocznie, koncentrują się w sektorze finansowym, energetycznym i nieruchomościach.

Eric Grover z National Review przeciwko planom dostarczania usług finansowych przez pocztę amerykańską, a w szczególności drobnych pożyczek. Argument – to będzie nowy obszar politycznego kredytowania, obok znacjonalizowanych już kredytów dla studentów (93 procent udzielanych lub gwarantowanych jest przez agencje rządowe) i hipotek (dwie trzecie udzielanych lub gwarantowanych przez agendy rządowe). Zwolennicy koncepcji argumentują, że być może ze względu na specyficzną pozycję i ogromną sieć placówek pocztowych uda się podwyższyć stopę oszczędności, zwłaszcza w mniej zamożnej części społeczeństwa. Grover replikuje, że oszczędności są niskie z zupełnie innego powodu, mianowicie rząd (FED) uprawia finansową represję utrzymując sztucznie niskie stopy procentowe.

Najnowszy The Economist sceptycznie ocenia plany budowy nowych kolei wielkich prędkości w Europie. W budowie lub planach jest kilka tysięcy kilometrów nowych linii, głównie w Hiszpanii, Francji i Niemczech. Mimo rozwoju sieci w ostatnich latach, udział przewozów kolejowych w transporcie pasażerskim nie zmienił się między 2000 a 2011 rokiem. We Francji by zadowolić lokalnych polityków TGV zatrzymuje się zbyt często, ruch, wpływy i zyski maleją. Na brak wzrostu liczby podróżnych ma też wpływ fakt, że rynek przewozów pasażerskich nie został zliberalizowany i poza nielicznymi przypadkami (Włochy) nie ma konkurencji na liniach kolei dużych prędkości. Pointa analizy: koleje dużych prędkości pozostają w uścisku ślamazarnych państwowych monopoli i szanse, by stały się konkurencyjnym, odnoszącym sukcesy biznesem wyglądają marnie.

Fitch obniżył rating Rosji do BBB minus, przewiduje 4 procentowy spadek produktu krajowego w 2015 roku i recesję trwającą do 2017 roku. Rezerwy walutowe „ spadają szybciej niż Fitch oczekiwał”, choć nadal rząd wyklucza wprowadzenie ograniczeń w przepływie kapitału.

Prawdopodobieństwo bankructwa Rosji w ciągu roku wynosi 7,6 proc., a Ukrainy – 17 proc. wynika z analizy wyceny CDS tych państw, przy założeniu, że po ewentualnym bankructwie wierzyciele odzyskają 40 procent środków. Wiele wykresów i szczegółów we wpisie Patera Tenebraruma.

Nie ma korelacji między zaciskaniem pasa, a wzrostem gospodarczym, jeżeli tylko nie miesza się państw posiadających niezależną politykę monetarną (np. USA) z tymi, które takiej nie mogą prowadzić (np. państwa w strefie euro). Oszczędności w polityce fiskalnej mogą być kompensowane ekspansywną polityką monetarną.

Czy ochrona środowiska pomaga czy szkodzi produktywności? Nie wiadomo na pewno, ale z ostatnich publikacji ekonomicznych, które relacjonuje Tim Taylor, wynika, że nawet jeśli występują negatywne skutki, to znikają w ciągu kilku lat. Nadto wydaje się, że przy wdrażaniu wymogów ekologicznych produktywność w nowoczesnych firmach i gałęziach gospodarki rośnie, a w mniej produktywnych – maleje. Wreszcie, jeżeli program ochrony środowiska ma jasno postawiony cel, ale firmy ma swoją swobodę w wyborze drogi jego realizacji, wówczas okazują się bardzo kreatywne i negatywnego wpływu na ich produktywność może w ogóle nie być.

Na deser statystyka lotnisk w 2014 roku z portalu aeronews. Najmniejsze tracą pasażerów – od kilku do kilkudziesięciu procent w ubiegłym roku. Rekordzistą jest lotnisko w Zielonej Górze, które obsłużyło zaledwie 13 tysięcy pasażerów, czyli średnio 35 dziennie. W Lublinie, Łodzi, Bydgoszczy i Szczecinie pasażerów było od 500 do 750 dziennie. Portal nie podaje wyników ekonomicznych, ale jest niemal pewne, że wymienione lotniska są deficytowe.


Tagi


  • razor pisze:

    szkoda ze nie podali jak tam radzi sobie lotnisko w Radomiu…

  • Tezcatlipoca2015 pisze:

    @razor Cóż, lotnisko w Radomiu ma ten sam dylemat, co banki centralne: stuknęło, i to od razu, o zerowy stan obsługi pasażerów, a na minus zejść się nie da…

Dodaj komentarz


sześć − = 3

Popularne artykuły

Related Posts


Artykuły powiązane