Sezon na słabsze prognozy. Teraz MFW

08.10.2014
Dziś zaczynamy od prognoz Międzynarodowego Funduszu Walutowego. A ponadto w przeglądzie informacji i opinii m.in. raport OECD o warunkach życia od 1820 roku, co wynika z „euroglutu” oraz nowy pomysł na ochronę depozytów. Piszemy też o cenach złota, inwestycjach w Chinach oraz o rynku marihuany w Kolorado. Na deser burger man i nowy sukces Orlenu.


We wtorek MFW ogłosił World Economic Outlook (o obniżeniu prognoz dla Polski Obserwator informował już). Są nieznacznie niższe niż lipcowe – 3,3 proc. dla 2014 roku i 3,8 proc. w 2015., jednakże dla niektórych państw rewizja jest znaczna – w przypadku Francji, Włoch i Niemiec sięga 0,4-0,5 punktu procentowego. Duża korekta w dół dotyczy też Brazylii i Rosji.

Jak wyliczył Reuter od pewnego czasu MFW niemal wyłącznie zajmuje się rewizjami w dół – czynił tak w 9 przypadkach na ostatnich 12 prognoz. MFW zachęca do reform strukturalnych na rynku pracy, walki z unikaniem opodatkowania, wzrostu wydatków na infrastrukturę. Główny ekonomista MFW Olivier Blanchard przyznaje bowiem, że stymulacja popytowa może okazać się trudna. MFW daje 30 procent szans na deflację w strefie euro i 40 procent na wejście w recesję.

MFW publikuje raport World Economic Outlook tutaj (we wtorek były dostępne tylko fragmenty, ale lada moment będzie całość):

W kontekście prognoz MFW 10 zagrożeń dla wzrostu gospodarczego opisuje w Telegraph Jeremy Warner. Są to m.in.: ryzyko geopolityczne (Rosja, Bliski Wschód, Hongkong), spadek cen ropy, twarde lądowanie w Chinach, normalizacja polityki monetarnej w krajach anglosaskich, stagnacja w Europie, obniżony potencjalny wzrost na świecie, nawis długu publicznego i prywatnego, niedocenianie ryzyka przez rynki, bąble na rynku nieruchomości w niektórych krajach i starzejąca się ludność.

To co definiować będzie sytuację na światowym rynku kapitałowym to nie „normalizacja” czy „sekularna stagnacja”, lecz „euroglut” twierdzi George Saravelos z Deutsche Banku. Chodzi o sięgająca już 400 mld dolarów roczną nadwyżkę na rachunku obrotów bieżących bilansu płatniczego eurostrefy, która implikuje fakt, że Europa będzie wielkim eksporterem kapitału do końca dekady. Inne skutki – spadek wartości euro, wielkie inwestycje kapitałowe Europy poza kontynentem, w tym w krajach wschodzących, wysokie bezrobocie w eurostrefie.

W wtorek gazeta.pl podała w przekomiczny sposób informację o rozpiętości dochodów w Polsce na podstawie raportu OECD, który analizował warunki życia na świecie od 1820 roku: „Według raportu w XXI wieku rozwarstwienie dochodów w Polsce staje się coraz większe. Potwierdzają to dane Eurostatu, które wskazują, że w 2004 roku wskaźnik Giniego wzrósł do 35, podczas gdy trzy dekady wcześniej wynosił 30. Jednak według najnowszych danych Eurostatu od czasu przystąpienia Polski do UE wskaźnik zaczął się zmniejszać. W latach 2005-07 obniżył się do poziomu 32, a w 2012 roku wyniósł tylko nieco ponad 30”. Słowem rozpiętości rosną (bo tak pasuje autorowi), ale maleją (bo takie są fakty).

Natomiast sam raport OECD (Obserwator Finansowy miał do niego wgląd przed oficjalną publikacją i opisał go zaraz po ogłoszeniu >>> Świat na dwustuletnim dorobku) jest całkiem ciekawy, a kwestia dochodów tylko jednym z kilkunastu tematów omawianych szczegółowo. Obszerne opisy wraz z danymi statystycznymi (najpełniejsze zabrano dla zachodniej Europy) dotyczą m.in. długości trwania życia, produktu krajowego, płac, długości trwania edukacji, ochrony zdrowia, bezpieczeństwa osobistego, stanu środowiska itd. Niestety, nawet pobieżna lektura w przypadku Polski pokazuje oczywiste błędy (np. ludność ok. 31 mln w 2010 roku) czy zaniżona liczba lat edukacji (średnio 8,8 lat w 2000 roku), więc z danych należy korzystać z ostrożnością.

Raport OECD do poczytania w oryginale dostępny jest tutaj:

Zamiast gwarancji depozytów inną metodę zapewnienia spokojnych snów klientom banków proponuje Telegraph. Byłyby to specjalne superbezpieczne rachunki bankowe z pełnym pokryciem depozytów w obligacjach skarbowych

Rzadko można obserwować powstanie rynku od zera w takiej skali jak rynek marihuany (a także zawierających ją ciasteczek, czekoladek, gumy do żucia i wielu innych) w Kolorado. Po zalegalizowanu sprzedaży od 1 stycznia sklepy mają 100 do 300 klientów dziennie wydających 50 do 100 dolarów każdorazowo. Ceny są stabilne – 40-50 dolarów za jedną ósmą uncji trawki. Szacuje się, że obroty dwustu sklepów w Kolorado (do końca roku powstanie jeszcze kilkadziesiąt) przekroczyły od początku roku ćwierć miliarda dolarów. Stan zarobi ponad 30 mln dolarów w postaci podatków od sprzedaży, ale w sumie podatki przyniosą ponad 100 mln dol. Pierwsze 40 mln dolarów z 15-procentowej akcyzy płaconej przez handel hurtowy przeznaczono na fundusz szkolny stanu Kolorado.

Obserwator Finansowy przyglądał się już początkom legalnego rynku marihuany w USA >>> Dolary w kolorze indyjskich konopi

Dwie informacje pokazujące istotne zjawisko na jednym wykresie. Spadek inwestycji w Chinach zwłaszcza w sektorze prywatnym i wyraźne niedowartościowanie złota, którego cena przez lata była nieźle skorelowana z poziomem długu USA, ale aktualnie jest zaniżona o około jedna trzecią.

Wczoraj przypomniałem, co oznacza nawet niewielka inflacja, ale trwająca latami, dziś zdumiewającą siłę procentu składanego przypomina Forbes. Otóż gdyby od 1949 roku gospodarka amerykańska rozwijała się o jeden punkt procentowy szybciej, produkt krajowy wyniósłby nie 17 lecz 32 biliony dolarów, produkt per capita wynosiłby 101 tysięcy, a nie 54 tysiące dol. a Stany Zjednoczone nie miałyby w budżecie ani długu, ani deficytu państwowego, stanowego czy miejskiego.

 

Na deser opowiastkaTomie Palome, 78-latku, byłym wiceprezydencie marketingu w firmie Oral B , który by związać koniec z końcem dorabia do skromnej emerytury smażąc hamburgery. Po pierwszym tekście Bloomberga rok temu dostał także propozycję wygłoszenia wykładu motywacyjnego dla handlowców firmy inwestycyjnej (i kilka innych), ale generalnie nadal pracuje jako grillowy na polu golfowym zarabiając 7,98 dolara za godzinę (plus napiwki) przez 20 godzin tygodniowo. Radzi seniorom, którzy dzwonią lub mailują do niego, by wykorzystywali dla dorabiania posiadane doświadczenie i umiejętności, nawet jeżeli zarobią wówczas mniej niż przywykli. „Nie ma znaczenia co robisz, tak długo jak znajdujesz w tym przyjemność” – mówi Palome.

Na drugi deser informacja bez linku, bo co tu linkować. Jak podają media Orlen wybuduje tor motocrossowy w Płocku, który miałby służyć „sportowcom, miłośnikom motocykli, quadów, a także rowerów górskich”. Pytany o koszty szef marketingu Orlenu odparł, że „koszty będą sprawą wtórną dla efektów, które chcemy uzyskać” nie precyzując o jakie efekty chodzi, poza oczywiście organizacją zawodów „rangi międzynarodowej”.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test