Stabilizacja juana przez chiński bank centralny wspiera plany Fed

28.05.2016
Uwagę ekonomistów przykuwa perspektywa podniesienia stów w USA, a także rynek elektroniczny w Europie oraz Grecja i Cypr. W nowej odsłonie powróciła zaś kwestia tzw. darmowych obiadów.


W kontekście zapowiedzi podniesienia stóp procentowych przez Federalną Rezerwę istotne są wyniki wyniki amerykańskiej gospodarki. Z jednej strony pokazują one, że inflacja w USA zaczęła się podnosić, co widoczne jest w krótkim omówieniu z BlackRock Institute. Z drugiej strony, jak pokazują badania think-tanku Conference Board, dynamika produkcja w USA będzie po raz pierwszy od ponad 30 lat spadać i to poniżej poziomu w innych zaawansowanych gospodarkach. PKB będzie w tym roku niższe o 0,2 procenta.

Spada tempo wzrostu wydajności pracy (licząc na godzinę pracy). W tym roku wynosi zaledwie 0,3 procenta w porównaniu z 0,5 proc w 2014 r i z 2,4 proc. w latach 1999-2006. Jeśli prognozy Conference Board sprawdzą się w 2016 r. produkcyjność w strefie euro byłaby wyższa od amerykańskiej już drugi rok z rzędu.

Podniesienia stóp procentowych chcą ekonomiści opowiadający się po stronie liberałów i konserwatystów. Argumentację prezentuje Paul Kupiec z American Enterprise Institute wskazując, że koszty niskich stóp są bardzo wysokie. Zmuszają one emerytów do ograniczenia wydatków i zniechęcają młodych ludzi do oszczędzania, co niszczy osobistą odpowiedzialność i gwarantuje, że przyszłe pokolenie będzie bardziej zależne od rządu. Konkretnie wyliczona toksyczność niskich stóp procentowych dla USA wynosi 33 procent. Taka część społeczeństwa nie posiada oszczędności na emeryturę. Do tego wypada dodać słaby wzrost gospodarczy w ostatnich 7 latach. I pytanie o możliwe komplikacje w relacjach z Chinami.

Chiny tymczasem zdają się wysyłać Rezerwie Federalnej pozytywne znaki. Według wielu obserwatorów ustabilizowanie juana przez chiński bank centralny w ubiegłym tygodniu to ruch wspierający plany Rezerwy. Dlaczego? Niepewność i lęk przed gwałtownością zmian w chińskiej gospodarce powoduje bowiem, że Fed nabiera rezerwy wobec wprowadzenia podwyżki.

Ustabilizowanie wskazywałoby, że Chiny nie chcą wojny walutowej i ryzyko korekty kursu renminbi po podwyżce stóp w USA spada w tej sytuacji nawet o 15 procent. Byłby to jednak odwrotny ruch w stosunku do zapowiadanej w sierpniu ubiegłego roku liberalizacji kursu chińskiej waluty.

Miała ona posłużyć wzmocnieniu chińskich konsumentów i ożywieniu gospodarki. Chińskie władze zmieniły jednak zdanie, odparły „atak” liberalnych ekonomistów i bankierów, zarządzanie gospodarką przejął prezydent Xi Jinping. Jak do tego doszło pokazuje analityczny i pełen świeżych detali reportaż w Wall Street Journal, którego autorka także wskazuje, że taka stabilizacja juana nakłada koszty na rezerwy wymiany walutowej, krępuje politykę banku centralnego skierowaną na ochronę gospodarki i zdaniem ekonomistów cytowanych w artykule wcale nie oddala ryzyka gwałtownych szarpnięć na rynkach finansowych. Zwłaszcza wobec rosnącego zadłużenia Chin.

Kluczowe może być w tej sytuacji pytanie o poziom zadłużenia chińskiej gospodarki. Derek Scissors z American Enterprise Institute odpowiada bardzo jasno – zadłużenie jest za duże wtedy, kiedy hamuje bolesne, ale konieczne reformy. W tym świetle Chiny nie są jeszcze za bardzo zadłużone.

Przenikliwa choć krótka analiza Scissorsa pokazuje, że kryzys z powodu zadłużenia Chinom długo jeszcze nie grozi. Wystarczy spojrzeć na Japonię, która także wytrzymuje bardzo wysokie zadłużenie, a ma dużo mniej kontroli nad systemem finansowym niż władze w Pekinie. Tempo wzrostu zadłużenia sygnalizuje jednak zdaniem Scissorsa, że prowadzona polityka gospodarcza zawodzi. Scissors podważa też argument, iż gospodarka chińska sobie poradzi albowiem tempo jej wzrostu bije resztę świata. Według ekonomisty AEI nie może być to prawdą, bo gdyby wzrost był istotnie tak szybki, wskaźniki zadłużenia w oczywisty sposób by spadały.

Uwagę w ostatnich dniach przykuwały także sprawy europejskie. Międzynarodowy Fundusz Walutowy uznał osiągnięte w minionym tygodniu porozumienie w sprawie zadłużenia Grecji za sukces, a komentatorzy odwrotnie. Jak pisze Leonid Bershidsky, publicysta Bloomberga – porozumienie nie jest po to aby umorzyć Grecji część zadłużenia, ale po to by tymczasem zapomnieć o problemie. Tąpnięcie finansowe jakie było prawdopodobne latem tego roku zostało tymczasem zażegnane, ale główny konflikt, kto ma pierwszy umorzyć część długów, Niemcy czy MFW pozostał. Niemcy z powodu wyborów w 2017 r. chcą aby ciężar greckich długów przejął Fundusz, a MFW wskazuje, że rozwijające się kraje pytają dlaczego Grecja bardziej niż one zasługuje na hojność. Grecja tymczasem zwleka z wprowadzeniem wymaganych reform; parlament przyjmuje powoli konieczne ustawy, ale nikt ich nie realizuje.

Gospodarka Cypru ma się tymczasem powoli coraz lepiej, a to nie tyle dzięki wprowadzeniu reform, ile dzięki zredukowaniu wydatków rządu. Daniel Mitchell z CATO Institute – jak przyznaje – z lubością opisuje przykład Cypru, albowiem to kolejny dowód obok Estonii, że Paul Krugman nie ma racji twierdząc, że gospodarka oszczędności nie przynosi korzyści. Cyprowi przyniosła 2,7 procentowy wzrost gospodarczy w I kwartale 2016 r. roku, najwyższy w strefie euro. Według danych Komisji Europejskiej oszczędności wyniosły 1,3 miliarda dolarów (wydatki w 2011r.  wynosiły 8,3 miliarda dol., w 2015 – 7 miliardów dolarów). Dlatego, pisze Mitchell, najlepszym rozwiązaniem jest konstytucyjnie zapisany pułap dla wydatków –  tak jak to mają Szwajcaria i Hong Kong

Upór Paula Krugmana w krytyce polityki oszczędności przypomniał także American Enterprise Institute cytując adekwatną wypowiedź adwersarza Krugmana – ekonomisty Alberta Alesiny. Alesina zwraca uwagę, że po kilku latach MFW przyznał mu rację, iż cięcia w wydatkach państwa są mniej kosztowne niż podniesienie podatków. Badania zatem świadczą zdaniem Alesiny na korzyść polityki oszczędności, a przeciw argumentom Krugmana.

Odwrotnością oszczędności jest projekt, o którym będą decydować w referendum na początku czerwca Szwajcarzy. Rząd w Bernie zaproponował aby zastąpić zasiłki programów pomocowych uniwersalną wypłatą każdemu dorosłemu obywatelowi kraju identycznej kwoty, bez względu na potrzeby. [Szwajcarzy ostatecznie odrzucili propozycję – przyp. red.]

Adwokaci uniwersalnych wypłat argumentują, że jest to najskuteczniejsza metoda redukcji biedy, może wzmocnić zachętę do podjęcia pracy. Oferuje jednocześnie możliwość likwidacji rządowych programów, a także piętno jakim obciążone są wypłaty zasiłków. Jak to nazwał jeden z autorów ZeroHedge – darmowy lunch – to w polityce coś nowego i niekoniecznie fantastycznego.

Krytyczną analizę darmowych lunchów, wskazującą dlaczego helikopterowe zrzuty pieniędzy są niebezpieczną iluzją, zamieścił voxeu.org. Autorzy, troje ekonomistów z Banku Rozrachunków Międzynarodowych i Banku Tajlandii, pokazali uwzględniając różne argumenty za i przeciw, że idea ta może prowadzić do zaniechania przez bank centralny polityki różnicowania stóp procentowych. Bank centralny rozdając pieniądze wpadnie w praktyce w literacki Paragraf 22. Taki ruch albo spowoduje zerowe stopy procentowe (permanentnie) albo będzie zakwalifikowany jako zadłużenie/lub będzie finansowanym przez podatki deficytem rządu. Nie przyniesie jednak planowanego wzrostu w gospodarce.

Planowanego rezultatu nie przyniesie także strategia Komisji Europejskiej w sprawie utworzenia jednolitego europejskiego rynku cyfrowego. Taką ocenę wysiłków Europejskiej Komisji daje zza Atlantyku Stuart Brotman z Brookings Institute. Pisze on, że największą przeszkodą do utworzenia takiego rynku jest to, że 84 procent Europejczyków woli robić zakupy lokalnie niż przez internet. Strategia Komisji obciążona jest jednak także błędnym założeniem, iż promocję rynku online mają prowadzić władze publiczne, co jest w konflikcie z naturą rynku. Dwa inne duże wyzwania to problem praw autorskich i oczywiście regulacje, które obecnie uniemożliwiają Europejczykom robienie zakupów jakie są oferowane w ich własnym kraju, kiedy przebywają poza jego granicami.

O rynku elektronicznym, tym razem o regulacji platform, pisze w najnowszym wydaniu The Economist. „Poskromić bestie” – brzmi tytuł artykułu o problemach Europejczyków z amerykańskimi gigantami technologii – Google, Facebookiem, Uberem. Jak powiedziała magazynowi Axelle Lemaire, francuska sekretarz stanu do spraw cyfrowych „Francja jest bardzo otwarta dla Google, Facebooka i Ubera. Konsumenci muszą być jednak chronieni”.

I mamy kolejny problem dwóch odmiennych podejść do biznesu – europejskiego i amerykańskiego, albowiem jak wielu natychmiast powie (jak pisze The Economist) Europa jak zawsze przedkłada regulacje ponad innowacje. Po takim wstępie następuje wyliczenie, że europejskie firmy zarobiły zaledwie 5 procent zysków na 50 największych platformach, amerykańskie wzięły natomiast do domu 80 procent dochodów.

Na koniec nieco historycznej perspektywy – w USA powróciło pytanie dlaczego nikt z winnych kryzysu w 2008 roku nie został nigdy ukarany Kolejna sprawa bowiem zakończyła się właśnie orzeczeniem uniewinniającym: sąd apelacyjny w Nowym Jorku uchylił orzeczenie sądu niższej instancji, który uznał, że Bank of America jest winien oszustwa albowiem sprzedał w latach 2007-2008 „złe” kredyty mieszkaniowe rządowym agencjom rynku mieszkaniowego Fannie Mae i Freddie Mac.

Sąd niższej instancji uznał argumentację oskarżenia, że „kredyty były złe, bank wiedział, że były złe, ale sprzedał je agencjom jako dobre”, co wskazuje na oszustwo. Sąd apelacyjny uznał, że okoliczności były dużo bardziej skomplikowane, istniejące prawo ich nie obejmuje wobec czego uchylił wyrok oszczędzając BoA kary 1,27 miliarda dolarów.

Szerzej o tym jak to się stało, że 156 spraw przeciwko m.in. 10 największym amerykańskim bankom jakie wymiar sprawiedliwości USA prowadził w ostatnich 7 latach zakończyło się oskarżeniem zaledwie 47 osób zatrudnionych na niższych szczeblach i uznaniem winy tylko 5 (w tym 3 ze szwajcarskiego banku UBS), pisze Wall Street Journal.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test