Światowa mapa ryzyka: Bliski Wschód, Ukraina, Afryka

26.07.2014
Jeden na ośmiu mieszkańców globu żyje w strefie wojennej. Ryzyko wojny rośnie w ostatnich latach. A ponadto w przeglądzie opinii i wiadomości z kraju i świata warto przeczytać m.in. o pieniądzach Putina, niezależności FED, długu publicznym w Ameryce i chińskich inwestycjach w Etiopii.


Mapę ryzyka geopolitycznego – związanego z wojną, ale i np. konfliktami wewnętrznymi w Egipcie czy niebezpieczeństwem secesji Szkocji, rysuje Deutsche Bank, a rozmiary strefy wojennej oblicza JP Morgan. Mapa jest sprzed kilku tygodni – zaznaczone na niej ryzyka wyborcze w Indonezji zmniejszyły się (Indonezyjczycy wybrali biznesmena i skutecznego burmistrza Dżakarty na prezydenta). Według JP Morgan 11,7 procent ludności świata znajduje się w strefie wojennej. To kraje z dużą liczbą mieszkańców, ale ubogie (3 proc. światowego PKB), mające jeszcze mniejszy udział w światowym handlu (2,6 proc.), choć nadal przyciągające sporo inwestycji bezpośrednich (3,8 proc.). Tylko w Kolumbii wydaje się, że trwający lata konflikt zmierza powoli do końca.

W Foreign Policy Michael Weiss pisze, że należy traktować Władimira Putina jak szefa mafii. Czyli pójść po jego pieniądze „eksponując globalną sieć rachunków bankowych offshore, fikcyjnych firm i nieruchomości należących do niego i jego kryminalnej elity”. „Departament Skarbu USA, FBI, CIA wiedzą o majątkach Putina i jego kumpli więcej niż mówią” – twierdzi Weiss.

Z najnowszego The Economist, krótki tekst Buttonwooda, jak niska jest wartość rosyjskich spółek w wyniku odstręczających od inwestycji w Rosji działań ekipy Władimira Putina. Otóż na giełdzie w Moskwie wskaźnik P/E wynosi zaledwie 5,6, podczas gdy średnio w krajach wschodzących 12,5. Kapitalizacja wynosi 735 mld dol.; gdyby P/E wzrósł do średniej byłoby to ok. 1,77 biliona dol. Strata wynosi zatem – jak oblicza Buttonwood – ok. 7 tysięcy dolarów na obywatela Rosji. W Polsce P/E jest wyższy niż w krajach wschodzących.

Dwa głosy na temat niezależności banków centralnych. Pytanie czy FED będzie niezależny pojawiło się w związku z planami Kongresu przymuszenia banku centralnego USA do posługiwania się jakąś formalną regułą przy prowadzeniu polityki monetarnej. FED obecnie sam ustala instrumenty prowadzenia polityki pieniężnej mając w pamięci dwa ustawowe cele – stabilność cen i maksymalne zatrudnienie. Obawy FED wynikają z faktu, że ewentualne przepchnięcie reguł przez Kongres po jesiennych wyborach zmusiłoby bank do zacieśnienia polityki monetarnej, a tego szefowa FED Janet Yellen nie chce. Proponowana legislacja jest pełna nadmiernych i niemożliwych do zrealizowania wymagań – pisze Martin Feldstein (Uniwersytet Harvarda) – ale z pewnością wywarłaby nacisk, by bank przykładał większą uwagę do poziomu inflacji. (artykuł Feldsteina ukaże się w całości w Obserwatorze Finansowym w całości, przyp. red. OF)

Z kolei Simon Johnson (były główny ekonomista MFW) zwraca uwagę, że o ile niezależności banku centralnego w Europie na ogół broni prawica, to w USA jest odwrotnie – to republikanie są podejrzliwi wobec FED jako instytucji zbyt dużego rządu i chcieliby bank kontrolować, a jego niezależności bronią demokraci. FED sam sobie jednak szkodzi i wystawia na zagrożenie swoją niezależność nie przestrzegając ustawy Dodda-Franka reformującej m.in. relacje z instytucjami finansowymi. Tak, jakby nie wyciągnął wniosków z kryzysu 2008 roku i nie dostrzegał niebezpieczeństw płynących z nieodpowiedzialnych zachowań wielkich instytucji finansowych.

Dwa doniesienia z krajów odległych. W Panamie opustoszały półki sklepowe, bo nowy prezydent wprowadził kontrolę cen podstawowych artykułów żywnościowych. Inflacja cen podstawowych produktów wyniosła w Panamie ponad 24 procent w ostatnich 4 latach. O tyle to ciekawe, że Panama nie ma własnej waluty, używa dolarów amerykańskich.

Interesujący reportaż w Businessweeku o tym, jak chińskie firmy inwestują w Etiopii. Płace w fabryce butów w okolicach Addis Ababy wynoszą 40 dol. miesięcznie, mniej niż 10 procent tego, co trzeba już płacić robotnikom w Chinach. „Etiopia jest dokładnie jak Chiny 30 lat temu” – mówi właściciel fabryki Zhang Huarong.

Deficyt finansów publicznych w USA zmniejszył się, więc w Waszyngtonie już nie myśli się o rosnącym długu – ostrzega Michael D. Tanner obficie cytując analizy kongresowego biura budżetu CBO. Tymczasem blisko 10 bilionów dodatkowego deficytu przez najbliższe dziesięć lat (w 2016 roku deficyt znowu zacznie rosnąć) zwiększy dług do 118 proc. PKB w 2025 roku.

Dla nas w jego tekście od wielkości tych liczb ważniejsze jest, że one istnieją, czyli, że ośrodek analityczny próbuje prognozować, co by się działo z długiem i deficytem w horyzoncie dziesiątków lat, gdyby nic się nie zmieniło. W Polsce takich analiz nie robi ani Sejm, ani rząd. Zdolność prognozowania kończy się na kilkuletnich programach konwergencji lub planach finansowych, które zresztą i tak się nie sprawdzają (dla porządku – ZUS robi prognozy wpływów i wydatków FUS do 2060 roku).

Warto zwrócić uwagę na trzy teksty o patriotyzmie gospodarczym lub jego braku w USA. Reuters pisze, że amerykańskie wielkie koncerny przenoszą coraz częściej swój kraj opodatkowania (tax domicile) do Irlandii albo Wielkiej Brytanii, gdzie stawki podatku CIT są znacznie niższe (12,5 proc. w Irlandii, 21 proc. w Wielkiej Brytanii) niż w USA (35-40 proc.). W tym roku było już kilka takich przypadków, od lat 80. XX wieku ponad 60.

Prezydent Barack Obama zwraca uwagę, że firmy mają dobrze w Stanach Zjednoczonych, bo tu „jest najlepszy system uniwersytecki na świecie, świetna infrastruktura (choć mogłaby być lepsza) i inne benefity pomagające budować firmy, ich wartość i zyski”, a także rządy prawa, dobra ochrona inwestorów itd. za co trzeba płacić oczywiście.

A Heritage Foundation pisze, że wyprowadzanie formalnych siedzib podatkowych koncernów poza USA to nie brak patriotyzmu, tylko efekt tego, że USA są jedynym uprzemysłowionym krajem na świecie, który opodatkowuje u siebie także zyski uzyskane poza jego granicami.

Na deser hamburger… Nie, hamburgera nie zjemy, w każdym razie nie w Rosji. Rosyjska regionalna instytucja nadzoru konsumentów w odwecie za sankcje nakładane na Rosję wnioskuje o zakaz produkcji i sprzedaży w McDonaldsie niektórych burgerów i potraw m.in. Royal Cheeseburger, Filet-o-Fish, Cheeseburger and Chicken Burger. Big Mac nie będzie objęty zakazem.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test