• Metablog Obserwatora Finansowego

Upowszechnienie własności – nowy typ programu stymulacyjnego?

10.07.2013
Jednym z najważniejszych funkcji gospodarki jest dystrybucja. W ramach procesów produkcyjnych powstają dobra, które muszą być rozdzielone wśród uczestników rynku. Zmarły miesiąc temu filozof i ekonomista Robert Fogel zauważył, że: „Na produkcję, zarówno jej ilość jak i jakość, wpływa nauka, inżynieria, technologia, zarządzanie i siła robocza. O dystrybucji decydują przede wszystkim politycy – i tylko w pewnym stopniu rynek.”

Fogel, wówczas student ekonomii na Cornell University, obawiał się, że Wielki Kryzys powróci, gdy po zakończeniu II wojny światowej zostaną zmniejszone wydatki na armię. Stało się inaczej. Rządy USA i państw zachodnich zwiększyły wydatki na opiekę zdrowotną i edukację. W jednym ze swoich dzieł Fogel udowodnił, że wielkie projekty infrastrukturalne jak budowa kolei w USA nie spowodowały znaczącego wzrostu gospodarczego (wygenerowały zaledwie dodatkowe 2,7 proc. PKB). To stwierdzenie było sprzeczne z dominującymi wówczas poglądami.

Jaki zatem czynnik decydujący wpływ na rozwój gospodarczy? Fogel wymienia trzy takie czynniki: opiekę zdrowotną, dietę i budownictwo mieszkaniowe. „Dobrze przemyślany system opieki zdrowotnej jest elementem systemu dystrybucji dochodów w gospodarce. Jest także długoterminowym motorem nowych miejsc pracy.” – powiedział Fogel, gdy demokraci przegłosowali ObamaCare w 2010 roku. I dodał, że także w tym kontekście należy analizować priorytety polityki gospodarczej państw zachodnich po II wojnie światowej.

Dystrybucja jest poważnym problemem w Stanach Zjednoczonych. Ogromne zróżnicowanie dochodów gospodarstw domowych i bezrobocie stanowią dwa najpoważniejsze problemy post-kryzysowej gospodarki. Jak informuje najnowszy raport Bureau of Labor Statistics  w czerwcu 2013 roku tylko 47 proc. Amerykanów pracowało w pełnym wymiarze godzin. O 352 tys. wzrosła (do 8 mln) liczba tych, którzy zostali zmuszeni do podjęcia pracy dorywczej.

Od dwóch miesięcy stopa bezrobocia utrzymuje się na poziomie 7,6 proc. I jak twierdzi część ekonomistów (Stiglitz, DeLong, Krugman i Schiller) może wzrosnąć do 8 proc. do końca roku.

Najnowszy raport ekonomistów z Georgetown Public Institute i Center on Education and the Workforce nie pozostawia wątpliwości, że po ciężkiej recesji nie powstanie szybko zbyt wiele nowych miejsc pracy. Jak dotąd, od września 2008 roku co miesiąc przybywa ich zaledwie średnio mniej niż 160 tys. (Udało się odzyskać 6,1 z 8,7 mln miejsc pracy straconych w czasie kryzysu, choć zdaniem autorów raportu odzyskane miejsca pracy są znacznie słabiej opłacane). Jednak poziom zatrudnienia wróci do poziomu sprzed kryzysu najwcześniej w 2017 roku. A przypuszczalnie dopiero przed 2020 r.

Ekonomiści wspomnianych instytucji przedstawiają trzy scenariusze poprawy na rynku pracy. W jednym z nich przewidują wzrost zatrudnienia w sektorze finansowym, sprzedaży i usług biurowych.

Źródło: GPI

Zgodnie z przewidywaniami prof. Fogela, zauważają autorzy raportu, to w dziedzinie szeroko pojętej opieki zdrowotnej powstanie prawie najwięcej miejsc pracy – ok. 4 mln. Upowszechnienie najnowszych technologii zwiększy popyt na pracowników z wyższym wykształceniem medycznym i inżynierii medycznej. Jednak największy udział w rynku pracy będą stanowić:  usługi administracyjno-biurowe, sprzedaż  i zarządzanie.

Autorzy analizując podaż miejsc pracy w stosunku do wymaganego wykształcenia konkludują, że w 2020 roku gospodarce amerykańskiej zabraknie blisko 5 mln pracowników ze średnim i wyższym wykształceniem.

Jednak tylko w USA spośród krajów zachodnich zwiększy się liczebność siły roboczej.

źródło: UN

W najbliższych miesiącach gospodarka nie będzie w stanie zmniejszyć stopy bezrobocia – uważa prof. Robert Shiller. Shiller wraz z prof. Josephem Stiglitzem wezwał administrację, by wspomogła gospodarkę nowym programem stymulacyjnym: fiskalnym. Takim, który nie powodowałby zwiększenia deficytu – wydatki i podatki powinny wzrosnąć w tym samym stopniu. Ale jak dodał jeśli podwyższenie podatków okaże się niewykonalne, to konieczne jest zwiększenie deficytu. Celem takiego działania jest stworzenie jakiegokolwiek programu stymulacyjnego, którego rezultatem byłyby nowe miejsca pracy.

Prof. Stiglitz wskazuje na rażące nierówności poziomu zarobków. I wzywa administrację do wyższego opodatkowania najlepiej zarabiających.

Jak dowodzą autorzy analizy Economic Policy Institute płaca prezesa (CEO) jest średnio 273 razy wyższa niż średnie wynagrodzenie. W 1965 roku ten stosunek wynosił 20:1. W latach bezpośrednio poprzedzających recesję prezesi zarabiali nawet 384 razy więcej niż przeciętni pracownicy.

Ekonomiści Lawrence Mishel i Natalie Sabadish przeanalizowali płace menadżerów 350 amerykańskich przedsiębiorstw. Jak wynika z ich obliczeń w 2012 roku średnie wynagrodzenia prezesa wzrosło o 12,7 proc. w stosunku do 2011 roku i wynosiło 14,1 mln dol.

źródło: EPI

Inne studium przeprowadzone przez Equilar Inc. dla New York Times wykazało, że w 2011 r. wynagrodzenie 200 najlepiej zarabiających menadżerów firm, których zysk przekroczył 1 mld dol. wzrosło o 16 proc. i wynosiło przeciętnie 15,1 mln dol.

Na pierwszy rzut oka rozwiązaniem tych problemów wydaje się redystrybucja – stwierdził w rozmowie z dziennikarzami szef zespołu ekonomistów Białego Domu Jacob Lew. – Jednak właściwą odpowiedzią jest poszerzenie dostępu do własności – dodał. Lew nie rozwinął swojej myśli. Jednak wiadomo, że od wielu lat jest entuzjastą rozwiązań zmierzających do tego, aby więcej Amerykanów było współwłaścicielami firm. Dr Lew wskazywał na spółki własności pracowniczej jako modelu restrukturyzacji i tworzenia trwałych miejsc pracy. W jednej ze swoich prac naukowych Lew wskazał na obserwację Johna Keynesa: „Jak dotąd o kształcie dystrybucji decyduje mniej lub bardziej trwała struktura społeczna, która jak należy sądzić powoli się zmieni po pewnym czasie. Ale w tej sytuacji musimy ją traktować jako niezmienną.”

Dr Lew zastanawiał się w jaki sposób można zmienić strukturę właścicielską w warunkach wolnego rynku. Ekonomista przypomniał postać gubernatora Hueya P. Longa z Luizjany z lat 1920. Gubernator przedsięwziął projekty budowy infrastruktury, które finansowane były z podatków nakładanych na firmy naftowe. W 1934 roku już jako kongresmen, Long planował wprowadzenie podatku od majątku, który ograniczyłby możliwość akumulacji kapitału przez jedno gospodarstwo domowe do 5 mln dol. (odpowiednik ok. 60 mln obecnych dol.). Proponował także wprowadzić ograniczenie maksymalnych dochodów do 1 mln dol. rocznie (ok. 12 mln obecnie). Wbrew krytykom, jak podkreślał Long, nie był to program redystrybucji, gdyż jego celem było inne przekierowanie dochodów przyszłych – a nie tych będących już w posiadaniu Amerykanów.

Long toczył bój o fotel prezydencki rzucając wyzwanie innemu demokracie Franklinowi Delano Rooseveltowi, który był zmuszony włączyć do swojego programu punkt „wydrenować bogatych”. Ta propozycja miała jedynie utrącić inicjatywę Longa. Po wyborze Roosevelt zamiast swojego podatku wprowadził ubezpieczenie Social Security. Ten program miał być rozwiązaniem tymczasowym. Przetrwał jednak ponad 70 lat.

Dr Jacob Lew zwraca uwagę, iż Kongres nigdy nie wrócił do rozwiązania Longa. Jednak debata ekonomistów w latach 60 i 70 toczyła się nad rozwiązaniem zaproponowanym przez Louisa Kelso, ojca spółek pracowniczych. Kelso, zauważył, że praca i oszczędności nie są jedynym źródłem dochodu. Dodatkowo stanowi ją dziedziczony majątek, który przynosi zysk. Tłumaczył, że gospodarka amerykańska podlega gwałtownym zmianom i tylko za 10 proc. produkcji odpowiada siła robocza a za resztę odpowiada kapitał – technologie, maszyny itp. Już w pod koniec lat 1980 twierdził, że obecny system gospodarczy jest błędnie skonstruowany – bo ogranicza w coraz większym stopniu dostęp do wolnego rynku dla coraz większej liczby grup społecznych.

Kelso zaproponował rozwiązania prawne, które umożliwiłyby dostęp do kredytu inwestycyjnego. Ów kredyt gwarantowałoby każdemu obywatelowi państwo. Za te pieniądze nabywano by akcje sprawdzonych, przynoszących dochody firm. Jak wyliczył wówczas (1988 r.) Kelso  akcje spłacałaby się z przyszłych zysków przez około 7-8 lat. A gdy ich właściciel osiągnąłby wiek 40-50 lat zysk z akcji finansowałby jego opiekę zdrowotną i emeryturę. W ten sposób budżet zostałby odciążony od tej funkcji.

Dr. Jack Lew wskazywał na rozwiązanie Kelso jako na jedno z najciekawszych, wolnorynkowych rozwiązań na rzecz powiększenia liczby obywateli będących właścicielami produktywnego majątku (nie mylić z polskim rozwiązaniem tzw. „powszechnego uwłaszczenia”) i rozwiązania problemu zadłużenia publicznego. Rozwiązania Kelso sprawdziły się się w spółkach pracowniczych (ESOP). Właśnie w ostatnich miesiącach największe amerykańskie farmy skupione wokół firmy Smithfield przyjmują formę ESOP (pracownicy stają się właścicielami). Jak przekonują ekonomiści (Kurland, Bailey, Ashford) właśnie teraz w okresie post-kryzysowym rozwiązania Kelso byłoby skutecznym „programem stymulacyjnym” (na zasadach wolnego rynku) dla gospodarki.

Wiele wskazuje na to, jak sugeruje także wypowiedź dr Lew, że ObamaCare jest tylko wstępem do transformacji gospodarki amerykańskiej. Dr Lew, gdy był doradcą administracji Billa Clintona, nie tylko postulował wprowadzenie ustawy o powszechnym zatrudnieniu, ale także o powszechnej własności.

O wprowadzeniu tego typu rozwiązania debatują również ekonomiści w Chinach. Prezydent Chin Xi przypomniał, w wypowiedzi dla wewnętrznego biuletynu kadry menadżerskiej spółek państwowych, stwierdzenie wpływowego ekonomisty, profesora Jianga Jiwei, które zawarł w swojej książce „Od gospodarki opartej na inicjatywie prywatnej do demokracji gospodarczej”: „Towarzysz Dziao Dziyang wskazał iż fundamentalna różnica pomiędzy gospodarką rynkową a socjalistyczną tkwi w formie własności”.

Dziang rekomendował komisji prezydenckiej stworzenie możliwości by „pracownicy mieli jako pierwsi prawo nabywania udziałów w przedsiębiorstwach, w których są zatrudnieni i by byli zachęcani do ich akumulacji” a także by zarządy tych firm „promowały kulturę własności prywatnej”.

Profesor Jiwei, jak sam wyjaśnił w swoich publikacjach, zainspirował się sukcesem sieci tzw. kooperatyw Mondragón w Hiszpanii. W swojej analizie H. Thomas i C. Logan wskazali iż „owe kooperatywy są bardziej zyskowne niż tradycyjne firmy kapitalistyczne”. Ekonomiści wskazali na: większą efektywność wykorzystania surowców, wyższą sprzedaż, efektywniejsze zatrudnienie czy wyższy poziom eksportu – „zarówno w trudnych jak i sprzyjających warunkach gospodarczych”.  W 2011 r. firma osiągnęła rekord sprzedaży o wartości 3,97 mld euro, z czego 20,5 proc. stanowiły nowe produkty, które powstały w ciągu ostatnich 5 lat.

W 2012 roku Mondragón zatrudniał 80 tys. pracowników w blisko 200 przedsiębiorstwach produkcyjnych, w bankowości, usługach finansowych, edukacji, badaniach rozwoju, budownictwie czy inżynierii. Tajemnica Mondragón tkwi w formie własności, a także w systemie zarządzania.

Opracował Tomasz Pompowski

Artykuły powiązane


Tagi

Popularne artykuły