W Europie bez zmian, w Egipcie wyborcza farsa

27.05.2014
Dwa komentarze po wyborach europejskich, z których wynika, że zmiany mogą się okazać mniejsze niż początkowo sądzono. A ponadto w przeglądzie opinii i wiadomości z kraju i świata: o wyborach w Egipcie i fatalnym stanie gospodarki, o premii za wykształcenie w USA i konwergencji dochodów na świecie oraz o kosztach nowej ustawy krajobrazowej w Polsce.

Parlament Europejski w Strasburgu (CC BY-NC-SA Strasbourg European Parliament)


Hugo Dixon z Reutersa pisze, że są możliwe cztery odpowiedzi na pytanie, co dalej z Unią Europejską: podtrzymanie status quo, pogłębienie integracji, wycofanie się z części procesów integracyjnych i zreformowanie Unii tak, by zwiększyć jej konkurencyjność. W obliczu bardzo słabego wzrostu gospodarczego i bezrobocia pierwszą należy natychmiast odrzucić, jeśli chodzi o drugą nie bardzo wiadomo, jak dalsza integracja np. uwspólnienie długów, czy powołanie wspólnego ministra finansów miałby poprawić sytuację gospodarczą. Odkręcenie integracji np. przez ograniczenie swobodnego przepływu ludzi (prawo antyimigracyjne) byłyby okropnym błędem, natomiast ograniczenie biurokracji bardzo by się przydało. Jednak najważniejsze jest  zwiększenie konkurencyjności – konkluduje Dixon i wylicza budowę wspólnego rynku w usługach, porozumienia o wolnym handlu z USA, Chinami i Japonią oraz budowę nowoczesnego systemu finansowego opartego bardziej na rynku kapitałowym niż bankach. Szefem Komisji Europejskiej – zdaniem Dixona – nie powinien być jednak ani Juncker ani Schultz, pasujący raczej do opcji status quo, lecz ktoś taki jak Christine Lagarde.

Ciekawe wyliczenia i rysunki Open Europe po wynikach wyborów. Frakcja malkontentów w parlamencie europejskim rośnie z ponad 20 do 30 procent, kilkuprocentowa frakcja krytycznych reformatorów kurczy się, a frakcja zwolenników status quo /dalszej integracji traci nieco,  ale nadal liczy niemal 2/3  parlamentarzystów. Trzęsienie ziemi jak by mniejsze niż się początkowo wydawało.

 

Kiedy komentatorzy pasjonują się Europą i Ukrainą mało kto pisze o wyborczej farsie w Egipcie. Po wtrąceniu do więzień około 20 tysięcy islamskich i świeckich przeciwników w wyborach praktycznie bez konkurentów startuje generał Sisi, który obalił w zamachu stanu demokratycznie wybranego prezydenta Mursiego.  Tymczasem jak podaje w raporcie bliskowschodnim z 6 maja MFW, sytuacja gospodarcza Egiptu jest dramatyczna. Od trzech lat wzrost gospodarczy wynosi ok. 2 procent rocznie, co oznacza stagnację w warunkach wysokiego przyrostu naturalnego, inflacja wynosi ok. 10 procent i rośnie, a deficyt finansów publicznych przekracza 10 procent PKB.

Zdaniem znanego inwestora, szefa funduszu hedgingowego Hayman Kyle Bassa gospodarka chińska nie zwalniała, lecz wręcz kurczyła się na przełomie roku. Główne problemy – nieproduktywne wydatki rządu i złe kredyty w bankach.

Dwóch ekonomistów, Lakner i Milanovic, analizuje na podstawie danych o dochodach gospodarstw domowych ze 120 (!) krajów, co naprawdę się dzieje na świecie. Ciekawe porównanie dochodów drugiego decyla w USA z ósmym w Chinach – okazuje się, że rozpiętość gwałtownie zmalała, zaczynają być porównywalne. Autorzy zadają pytania, czy kontynuacja dotychczasowych procesów przez najbliższe kilkadziesiąt lat i wyrównywanie różnic między światem wysokorozwiniętym i wschodzącym doprowadzi do osłabnięcia klasy średniej w krajach Zachodu, czy powstanie globalna klasy średnia, czy na zachodzie demokracja zmieni się w plutokrację, jakie te procesy mają znaczenie dla stabilności całego świata.

Jeszcze o  nierównościach. Na pytanie co się dzieje na dole piramidy dochodowej w USA odpowiada ciekawa analiza Davida Autora z MIT, który porównuje dochody zależnie od wykształcenia.  Premia za wykształcenie wyższe w porównaniu ze średnim dla mężczyzny wzrosła w latach 1965-2010 z 213 do 590 tys. dol. (po odjęciu kosztów studiów), natomiast dla kobiety z 129 do 370 tys. Realne zarobki wzrosły w latach 1980-2012 o 20 do 56 procent dla mężczyzn  z wyższym wykształceniem (zależnie czy mają formalny dyplom) i zmalały o 11 procent dla osób ze średnim.

Z pomysłów krajowych. Eksperci Instytutu Jagiellońskiego ocenili prezydencki projekt ustawy krajobrazowej, który – jak piszą – „wprowadza nowe, słabo sprecyzowane, jednocześnie restrykcyjne narzędzia ochrony krajobrazu jak audyt, dominanta, urbanistyczne zasady ochrony krajobrazu (UZOK). Generują one bezzasadne wydatki, przy czym ustawa nie określa źródeł ich finansowania – brak jest rzetelnych rządowych kalkulacji szacujących potencjalne koszty ich wprowadzenia. Autorzy raportu  szacują wartość sporządzania samych UZOKów na średnim poziomie rzędu 37 miliardów zł.  Koszt  sporządzenia audytów krajobrazowych może sięgać od ok. 150 mln do nawet ok 750 mln zł. Świadczy to o drastycznie zaniżonych kalkulacjach twórców projektu ustawy krajobrazowej szacujących koszty ich sporządzania na 6,4 mln zł”. Nawet jeżeli przeszacowano koszty, to nie ulega wątpliwości, że z ustawą jest coś nie tak.

Na deser link podany przez profesora Tylera Cowena z filozoficznym komentarzem, że  rynek jest ograniczony wyłącznie popytem – mianowicie o specjalistycznej usłudze pakowania dzieci na wakacje.

OF


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test