W Polsce i Niemczech zabraknie pracujących, a nie pracy

19.08.2014
Dziś dwa teksty na temat demografii i perspektyw rynku pracy. BCG przewiduje, że w 2030 roku w Polsce zabraknie nie pracy, lecz pracowników. Natomiast Adair Turner uważa, że problemy demograficzne mają także pozytywne strony. A ponadto w przeglądzie opinii i wiadomości z kraju i świata warto przeczytać m.in. polemikę z Kenethem Rogoffem na temat społeczeństwa bezgotówkowego, jaki język warto znać, czy grozi krach na giełdzie oraz ile zarabia krowa.


Boston Consulting Group na podstawie kilkuletnich analiz opisuje, jakie będą niedobory i nadwyżki siły roboczej w 25 najważniejszych gospodarkach świata. Tekst to kopalnia informacji na temat wzrostu gospodarczego i produktywności w minionych 10 i 20 latach oraz ciekawe prognozy na przyszłość.

Polska już w dekadzie kończącej się w 2020 roku jest jednym z niewielu analizowanych krajów, w którym podaż pracy będzie ujemna (inne to Niemcy, Japonia i Rosja). Mimo to zdaniem BCG w 2020 roku w Polsce nie wystąpi jeszcze niedobór pracy, natomiast w 2030 roku będzie on już znaczący i zależnie od wariantu prognozy wyniesie od 10 procent do jednej czwartej siły roboczej. W Europie w kilku krajach (według jednego z wariantów) niedobór nie wystąpi nawet w 2030 roku (m.in. Wielka Brytania, Francja, Holandia i Szwecja), co ma związek z otwarciem na imigrację. Podobnie będzie w USA.

Czy niski przyrost naturalny, brak zastępowalności pokoleń i inne zjawiska demograficzne są nieszczęściem? Adair Turner uważa, że niekoniecznie. Na przykład w takiej sytuacji zwiększają się wydatki edukacyjne w przeliczeniu na jednego ucznia. Mniejsze są potrzeby inwestycyjne. Dłuższy czas życia oznacza życie zdrowsze i samodzielne, a nie chorowite i zależne od innych. W krajach takich Iran czy Brazylia mniejsze rodziny, to szansa na równouprawnienie i pracę dla kobiet. Przy niższej liczbie ludności występują pozytywne efekty jeśli chodzi o emisję CO2, czy zużycie zasobów nieodnawialnych.

Na portalu wynagrodzenia.pl znaleźć można ciekawy artykuł o zarobkach osób znających oprócz angielskiego inny obcy język. Fragment informacji: „Zgodnie z Ogólnopolskim Badaniem Wynagrodzeń przeprowadzonym przez firmę Sedlak & Sedlak w 2013 roku, umiejętność posługiwania się mniej popularnymi językami przekłada się na wyższe zarobki, zwłaszcza w energetyce i przemyśle – przeciętnie o ponad 700 złotych brutto miesięcznie. Szczególnie wysoko opłacani byli pracownicy posługujący się chińskim, węgierskim czy szwedzkim – otrzymywali oni przeciętnie 5 tys. złotych i więcej”. Najwięcej zyskują znający język chiński – mediana ich wynagrodzeń wynosi 6 tysięcy złotych. Z drugiej strony ok. 4 tysiące złotych lub mniej wynosi mediana wynagrodzeń pracowników znających ukraiński, słowacki, norweski i grecki.

Dzień wypłaty jest bardzo niebezpieczny – sygnalizuje praca szwedzkich ekonomistów. Śmiertelność pracowników sektora publicznego w dniu wypłaty jest znacznie wyższa niż w pozostałe dni.

Peter Ogne na stronie mises.pl krytycznie ocenia tekst >>> Dobry czas na pieniądz elektroniczny Kenetha Rogoffa proponujący zakazanie gotówki. Fragment (w skrócie): „Fakt, że gotówka umożliwia dokonywanie transakcji na czarnym rynku jest jedną z jej największych zalet dla biednych. Nie stać ich na to, by przedzierać się przez gąszcz regulacji wprowadzanych w imieniu potężnych przez znudzonych biurokratów. Biedni muszą wybierać pomiędzy założeniem nieformalnego, opartego na gotówce biznesu, a niezakładaniem biznesu w ogóle.

Jest to w gruncie rzeczy wydajny system. Zaczynasz nieformalny, oparty na gotówce biznes. Ludzie płacą ci „pod stołem”, więc omijasz koszty dostosowania się do regulacji. W międzyczasie, gdy staniesz się na tyle duży, by np. rozciągnąć działalność na całe miasto, będziesz musiał się zarejestrować i ponieść koszty regulacji. Jednakże twoja działalność jest już wtedy na tyle rozwinięta, by lepiej znieść wydatki z nimi związane. Bezgotówkowe społeczeństwo Rogoffa ma na celu upośledzenie biednych. Zabiłoby ono drobną przedsiębiorczość, szczególnie nieobfite w zasoby start-upy, które często są najlepszą drogą wzbogacenia się dla młodych i biednych. Spowodowałoby to wzrost nierówności społecznej, wzrost biedy i ograniczenie dobrobytu”.

W New York Times długi tekst Roberta Shillera, który można podsumować tak: Akcje w USA są głęboko przewartościowane (według indeksu Shillera CAPE), tak jak w 1929, 1999 i 2007 roku. Indeks ufności inwestorów zaczął się załamywać dla indywidualnych i słabnąć dla instytucjonalnych. To też sygnał nadchodzącego kryzysu lub korekty. Psychologia będzie kluczem do wytłumaczenia tego, co nastąpi wkrótce – a wkrótce „indeksy giełdowe mogą nas rozczarować”.

Ile naprawdę potrzeba, by podtrzymać American Dream? Według USA Today ponad 130 tysięcy dolarów dochodu rocznie w przeciętnej amerykańskiej rodzinie. To jednak zawyżona kwota – według obliczeń autora z portalu Motley Fool wystarczy 88 tysięcy dolarów. A gdy żyje się oszczędnie, nie chodzi do restauracji i odpuści telewizję, zamiast nich uprawiając życie rodzinne i z przyjaciółmi – około 50 tysięcy. Warunek – wiele rzeczy w domu trzeba robić samemu.

Roger Bootle, finansista i komentator Telegraph, opisuje swoje wrażenia z podróży pociągiem po magistrali transsyberyjskiej z Moskwy do Pekinu w kilkadziesiąt lat po jego pierwszych wizytach w stolicach Związku Radzieckiego i Chin. Moskwa jest upiornie drogim, ale żywym i bogatym miastem, natomiast na Syberii czas się zatrzymał. Chiny to strzała w porównaniu z Rosją.

W nieustającym serialu górniczym nowe pomysły rządu i związkowców hurtowo komentuje Janusz Steinhoff, były wicepremier i minister przemysłu (skrót): „Pomysły na łączenie ze sobą Kompanii Węglowej i Katowickiego Holdingu Węglowego są nieracjonalne i niczego pozytywnego nie wniosą! To pomysły zastępcze w stosunku do niezbędnych działań restrukturyzacyjnych. Potrzeba likwidacji trwale nierentownych kopalń o kończących się zasobach, by inwestować w kopalnie perspektywiczne. Nie można wiązać rąk zarządom spółek węglowych twierdzeniem, że nie będzie żadnej likwidacji kopalń. Pomysły, by przykładowo połączyć Kompanię Węglową z PGE są bez sensu. PGE większość energii produkuje z węgla brunatnego. Dochodzi problem ochrony naszego rynku. Pojawił się pomysł Prawa i Sprawiedliwości, by nałożyć embargo na import węgla z Rosji. Ale do tego trzeba byłoby jeszcze przekonać naszych partnerów unijnych.

Na deser informacja, ile zarabia krowa. Jak pisze Tyler Cowen dane są stare, ale zapewne nadal aktualne. Otóż zależnie od źródła informacji w pierwszej dekadzie XXI wieku krowa w Unii Europejskiej zarabiała 2,2 do 2,6 dolara dziennie (doczytałem się w linkach, które podaje Cowen, że kwota powstaje z podzielenia dotacji do mleczarstwa w Unii Europejskiej przez liczbę krów). To więcej niż dochody miliarda ludzi na świecie.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test