Warto przeczytać: Świat się zbroi, jak przed 1990 r.

25.02.2017
Większość najważniejszych publikacji tego tygodnia poświęcona jest tematowi rozmontowywania regulacji finansowych w USA. Ekonomiści zastanawiają się czy gospodarki świata są lepiej zabezpieczone przed kryzysem, niż 10 lat temu. To, co obawy powinno powodować, to informacja, że świat się znowu zbroi.


Świat się zbroi po zęby – wskazuje raport Sztokholmskiego Międzynarodowego Instytutu Badań Pokojowych. Sprzedaż broni i uzbrojenia osiągnęła w minionych 5 latach poziom najwyższy od 1990 r. Największym importerem pozostają Indie (13 proc. importu uzbrojenia), następnie Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty, Chiny i Algieria. Przodujący producenci to Rosja i USA, posiadający razem 56 proc. światowego rynku.

Rezerwa Federalna jest bliska kolejnej podwyżki stóp procentowych. A cena złota, które zgodnie z teorią powinno tanieć, rośnie. Od grudniowej podwyżki stóp skoczyła o 7 procent, o 13 procent wzrosła przy podwyżce rok wcześniej i 6 procent w czerwcu 2006 r. Rosnące ceny kruszcu zwykle wskazują niepewność inwestorów co do rynków, gospodarki i polityki.

American Institute for Economic Research ocenia, iż konieczny jest wzrost wolumenu kredytów. Zakłócona jest równowaga pomiędzy zgromadzoną gigantyczną rezerwą finansową banków, a udzielonymi pożyczkami. Przywrócenie równowagi, a więc wzrost wolumenu kredytów, jest konieczny dla sprawnego funkcjonowania podaży pieniądza i utrzymania jego siły.

W USA może być mniej chętnych w na kredyty, gdy administracja prezydenta Trumpa przeprowadzi „czystkę” imigracyjną. Wydalenie imigrantów może dotknąć zwłaszcza rynek nieruchomości – dojdzie do spadku cen. Rynek ten, pomimo kryzysu 2008 roku, jest wciąż jednym z głównych filarów amerykańskiej gospodarki, a o jego wzroście decydują przede wszystkim imigranci kupujący domy i mieszkania (spada krzywa zakupów wśród osób urodzonych w USA, rośnie w grupie imigrantów).

Wobec perspektywy demontażu filarów systemu regulacji sektora finansowego, czyli ustawy Dodda-Franka, ekonomiści piszą o zagrożeniu kryzysem. Timothy Geithner, były minister skarbu w administracji Baracka Obamy, proponuje dalsze wzmocnienie reformy systemu finansowego i uelastycznienie nadzoru.

Przyznaje, że system jest bezpieczniejszy niż dekadę temu, ale charakterystyczne dla zaawansowanych rynków jest ryzyko polegające na tym, że instytucje finansowe biorą pożyczki krótkoterminowe, natomiast udzielają kredytów długoterminowych. To powoduje potencjalne zagrożenie wyczerpania się depozytów. Jeszcze ważniejsze zdaniem Geithnera jest to, że nigdy nie są znane wszystkie ryzyka. Dlatego m.in. należy zwiększyć niezależność organów nadzorujących sektor w decydowaniu, jak postępować z zagrożeniami (oczywiście w ramach obowiązującej struktury regulacyjnej).

Propozycja jest kontrowersyjna, co prezentuje w krytycznej analizie ekonomista z Brookings Institute, albowiem Geithner proponuje elastyczność w użyczaniu pożyczek potrzebującym bankom. Czyli utrzymanie bail-outów.

Jeffrey Frankel z Harvardu również twierdzi, że demontaż ustawy Dodda-Franka to ryzykowny ruch, bo wzmocniła ona system finansowy. Frankel atakuje zwłaszcza zamiar Trumpa i Republikanów wycofania zasady odpowiedzialności powierników i doradców finansowych wobec klienta przypominając oczywistość, iż bez takiej odpowiedzialności powiernik i doradca nie działa w interesie swojego klienta a banku, którego produkty sprzedaje.

Ekonomiści z Banku Anglii zastanawiają się zaś dlaczego kryzysy bankowości następują falowo, przechodząc przez kolejne kraje.  Dochodzą do wniosku, że to, jak rośnie wolumen kredytu zagranicą zawiera informacje użyteczne dla prognozy, jak może rozwinąć się kryzys we własnym kraju. Kryzys przechodzi z jednego kraju do drugiego poprzez kanały finansowe silnie związane z nastrojami inwestorów, a nie w handlu zagranicznym.

Oprócz tego, że Chiny są drugim najważniejszym partnerem handlowym USA, są także głównym „dostawcą” amerykańskich miejsc pracy. Dlatego w wojnie chińsko-amerykańskiej USA ma więcej do stracenia niż Chiny, przypomina Keyu Jin z London School of Economics.

Wystarczy, że Chiny wstrzymają zakupy amerykańskich samolotów, narzucą embargo na amerykańskie produkty sojowe, wyprzedadzą więcej obligacji amerykańskiego rządu i innych amerykańskich aktywów finansowych a chińskie firmy zrezygnują z amerykańskich usług biznesowych. Zmiana Boeinga na Airbusa będzie kosztować USA ok. 180 tysięcy miejsc pracy, redukcja usług biznesowych 85 tysięcy; rejony przetwarzające soję utraciłyby ok 10 proc. zatrudnienia.

Donald Trump ignoruje stan światowej gospodarki i jej powiązania z amerykańską ku własnej zgubie – pisze Desmond Lachman z American Enterprise Institute. Planowane przez prezydenta Trumpa cięcia podatkowe i zwiększone wydatki z budżetu państwa (na obronność i infrastrukturę) mogą zahamować tempo wzrostu amerykańskiej gospodarki. W tej sytuacji powiększający się deficyt budżetowy zwiększy inflacyjny nacisk, zmuszając Fed do znaczącego podniesienia stóp procentowych, co jeszcze bardziej podniesie wartość dolara. A to jest ostatnia rzecz, obok restrykcji w handlu międzynarodowym, jakiej potrzebuje światowa gospodarka, zadłużona na 2,5 bln dol.

Światowa Organizacja Handlu (WTO) ma coraz więcej szans na odrodzenie się albowiem może być naturalną odpowiedzią na zaniechanie procesów globalizacyjnych, uważa Arvind Subramanian, szef rady ekonomicznej rządu Indii.

Wielostronne porozumienia handlowe, jak Transpacyficzne czy Transatlantyckie, zostały praktycznie odrzucone przez USA i UE, a więc rosną szanse na więcej porozumień dwustronnych, dla których ramy daje WTO. Może to być też platforma, gdzie nowa polityka handlowa USA będzie lustrowana i trzymana w ryzach.

Wbrew wielu opiniom wyrażanym w ostatnim czasie nie ma powodu aby twierdzić, że automatyzacja, czyli roboty, zabierają człowiekowi miejsca pracy – przekonują autorzy z Economic Policy Institute. Technologia zmienia sposób wytwarzania rzeczy. A więc nie jest problemem. Roboty i automatyzacja pozwalają zwiększyć efektywność poprzez zmniejszenie kosztów produkcji, co pozwala konsumentom wydawać więcej na towary i usługi. W sektorach tych tworzą się nowe miejsca pracy, co kompensuje miejsca utracone przez automatyzację. Proces automatyzacji produkcji nie uległ przyspieszeniu – przekonują.

O robotach i dlaczego nie powinny być opodatkowane pisze także The Economist relacjonując wywiad z Billem Gatesem, w którym miliarder mówi, iż roboty to inwestycja o społecznym koszcie. Należałoby automatyzację uczynić kosztowniejszą.

Autorzy artykułu nie zgadzają się, twierdząc, że nie należy nakładać podatku na roboty. I, podobnie jak ekonomiści z EPI, wskazują, że automatyzacja jest pożyteczna, bo przynosi obniżkę kosztów czyli cen. Problemem jest zbyt wolna, a nie zbyt szybka automatyzacja.

Na koniec raport o tym, ile kosztuje amerykańskich podatników logistyka i ochrona rozległej, mieszkającej w różnych punktach, podróżującej często i wymagającej luksusów rodziny Donalda Trumpa. Tylko ochrona Trump Tower w Nowym Jorku kosztuje dziennie pół miliona dolarów, co w skali roku daje 183 mln dol., a rachunek za hotel dla ochrony jednego z synów Trumpa w Urugwaju, gdzie promował budowany tam Trump-Tower wynosił ponad 100 tys. dol.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test