Szczęśliwe Chiny i bańka Trumpa

26.11.2016
Konflikt interesów to jeden z problemów wyłaniających się wokół nowego prezydenta USA. Drugi to nepotyzm. Bez względu na to jak potoczy się prezydentura Donalda Trumpa komentatorzy nawołują, aby świat uniezależnił się od amerykańskiego przywództwa.


Wszystkie główne indeksy amerykańskiej giełdy sięgnęły w ostatnim tygodniu rekordowych wysokości, co przypomina analitykom „bal” na rynku w 1999 roku, czyli tuż przed pęknięciem bańki internetowej. Analitycy ostrzegają także, że na rynku tworzy się bańka, a polityka Donalda Trumpa, jakiej spodziewają się inwestorzy nakręcając giełdę, może uderzyć ich całkiem nieoczekiwanie.

Na przykład obniżka podatków dla przedsiębiorstw, która miałaby na celu sprowadzenie przez te firmy „zaparkowanych” zagranicą zysków. Ich wartość wynosi obecnie ok. 2,5 biliona dolarów, które firmy trzymają w obligacjach dłużnych innych amerykańskich firm. Jak zareaguje rynek, kiedy firmy sprowadzą tylko 1 bilion dolarów i zapłacą jednorazowy podatek 150 miliardów dolarów, czyli wartości 1 procenta PKB? Według analityka Bloomberga duże wpłaty podatkowe mają tendencję do załamywania rynku. Również rynku obligacji skarbowych.

Prezydent-elekt Donald Trump zapowiedział, że w pierwszym dniu urzędowania wycofa USA z umowy o Partnerstwie Transpacyficznym. Większość ekonomistów ocenia, iż umowa miałaby niewielki wpływ na tempo wzrostu gospodarczego USA, ale jej znacznie leży w utrzymaniu strategicznej pozycji USA w regionie Dalekiego Wschodu i utworzeniu regionalnej przeciwwagi dla Chin. Umowa skupiająca 12 krajów pacyficznych miała obniżyć 18 tysięcy taryf handlowych.

Nie trzeba było długo czekać na reakcję głównego konkurenta Stanów Zjednoczonych do roli wiodącego mocarstwa na świecie, czyli Chin. Chińczycy zapowiedzieli nie tylko utrzymanie, ale poszerzanie wolnego handlu, zapraszając inwestorów świata do siebie i wypełnienie pustki po TPP.

Jak skomentowała to większość zdroworozsądkowych ekonomistów – Chiny są nadzwyczajnie szczęśliwe z rozwoju wypadków w USA.

Amerykańska prasa i analitycy zajmują się też sprawą konfliktu interesów prezydenta-elekta. Washington Post, The EconomistNew Yorker przedstawiły pejzaż takich interesów „niemożliwych” do pogodzenia z prowadzeniem polityki USA.

Trump jest zaangażowany głównie w przedsięwzięcia nieruchomościowo-hotelarskie w 18 krajach (zarówno przez finansowe inwestycje jak i użyczenie imienia). Na przykład w Indonezji, która ma największą ze wszystkich krajów liczbę muzułmańskiej populacji, co pobudza pytania o plany Trumpa wprowadzenia rejestru muzułmanów w USA, czy zakazu wjazdu dla nich do Ameryki.

Inne pytanie dotyczy Deutsche Bank, w którym Trump jest zadłużony na setki milionów dolarów, a od którego amerykański wymiar sprawiedliwości żąda 14 mld dol. kary za emisję toksycznych kredytów mieszkaniowych. Odpowiedzi udzielił sam prezydent-elekt w wywiadzie dla New York Times zapowiadając, że nie wycofa się z własnego biznesu albowiem ma po swojej stronie prawo, które mówi, że prezydent „nie może mieć konfliktu interesów”.

CATO Institute przypomina w związku z tym, że prawo istotnie mówi konkretnie o limicie wartości prezentów jakie może przyjmować prezydent, nie mówi zaś o powiązaniach z biznesem. Co nie wyklucza, iż jeśli prezydent przeciągnie strunę ustawodawcy mogą postawić wniosek o jego odwołanie

Konflikt interesów przedsiębiorstw Trumpa to jeden problem. Drugi to wyłaniający się nepotyzm. Forbes opisał jak Jared Kuschner, zięć Donalda Trumpa, doprowadził swego teścia do Białego Domu. Kuschner, bez doświadczenia w polityce potraktował kampanię jak przedsiębiorstwo start-up. Poddawał natychmiastowej ocenie wszystkie ruchy kampanii i nieefektywne eliminował, a efektywne powielał. Skopiował także model „money ball” badając, w którym ze stanów jest najwyższy zwrot na zainwestowanym wyborczym dolarze.

Pozwoliło to na koncentrację wysiłków w najbardziej obiecujących miejscach. Sukces skutkuje jednak tym, że zięć Donalda Trumpa obecnie, jak piszą obserwatorzy, zdaje się szukać drogi do pozostania w kręgu prezydenckiej władzy, czyli obejścia prawa zabraniającego w USA nepotyzmu.

Bez względu na to jak potoczy się prezydentura Donalda Trumpa komentatorzy nawołują aby świat uniezależnił się od amerykańskiego przywództwa i fluktuacji jakie przynoszą amerykańskie wybory.

Brytyjski ekonomista Adair Turner, szef Instytutu Nowej Ekonomicznej Myśli, uważa, że plany Donalda Trumpa ożywienia polityki fiskalnej mogą być pozytywne wobec wyczerpania potencjału polityk monetarnych (do czego nawołuje od dawna wielu ekonomistów). Plany podnoszenia taryf handlowych mogą zepchnąć świat prosto w gospodarczą depresję, ale Turner ma nadzieję, że amerykański biznes zablokuje te zapędy, jako że amerykański pragmatyzm spowoduje, że republikańscy politycy będą skoncentrowani na wyborach w roku 2020.

Jednym słowem, w krótkim terminie polityka Donalda Trumpa może mieć dobry wpływ na światową gospodarkę, co nie redukuje innych niebezpieczeństw jego rządów.

Nie bardzo widać jednak aby świat się uniezależniał gospodarczo – ekonomiści prezentują stare i jak wykazała historia życzeniowe recepty. Na przykład nawołują gospodarki świata do koordynacji swoich gospodarczych polityk.

Dwoje analityków z Komisji Europejskiej pisze, że zadanie wzmocnienia wzrostu gospodarczego może osiągnąć skutecznie grupa krajów G20 poprzez przede wszystkim właśnie koordynację tak diagnozy tego co jest źle, jak i wprowadzanych polityk, z czym jak dotąd są problemy. Następnie trzeba byłoby większej konsekwencji w wypełnianiu podjętych zobowiązań. Listę życzeń dopełnia wezwanie, aby kraje te bardziej zaangażowały swoich obywateli poprzez wychodzenie naprzeciw faktycznych potrzeb obywateli.

Jak uprawia się krytykę absolutnej monarchii będąc jej obywatelem? Ostrożnie, jak pokazuje analiza dubajskiego ekonomisty Yassera Al-Saleha Wyjaśnia on, że tajemnica wzrostu gospodarki Dubaju to model ABS (attraction, branding, state-led development) czyli przyciąganie (inwestycji), marka oraz rozwój prowadzony przez państwo. Przypomina on, że rządowe inwestycje i zarządzanie gospodarką przez elitę zdecydowały o sukcesie Dubaju, podobnie jak w przypadku Singapuru.

Artykuł pełen pochwał kończy się jednak jedną linijką ostrzeżenia, że pomimo sukcesu Dubaju, elity rządzące państwem wciąż mają przed sobą wprowadzenie strukturalnych reform, które wciągnęłyby w orbitę bogactwa resztę społeczeństwa (90 proc. – przyp. AW). W przeciwnym razie Zjednoczone Emiraty mogą mieć kłopoty polityczne, zauważa Al-Saleh.

W przededniu referendum we Włoszech, które ma zdecydować o przyjęciu lub odrzuceniu fundamentalnych reform, między innymi o pozostaniu lub odejściu od euro, Carmen Reinhardt z Harvardu zastanawia się czy kraj jest zdolny do wydobycia się ze spirali depresji, jak uczyniła to Irlandia i czy uniknie kryzysu braku pieniędzy w bankach, jaki miał miejsce w Grecji dwa lata temu. Włochy borykają się z problemem salda płatności, który zwykle redukuje krajowy bank centralny podnosząc oprocentowanie. Europejski bank centralny nie zrobi tego dla Włoch. Wobec czego kapitał z Włoch ucieka.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test