TPP: bardziej gra geostrategiczna niż umowa o wolnym handlu
Prezydent Barack Obama nie odniesie na koniec swoich rządów dwóch sukcesów, o których najbardziej marzył: całkowitego wyprowadzenia atomu z Iranu i pokoju na Bliskim Wschodzie. Do historii może jednak przejść dzięki zawartemu 5 października Partnerstwu Transpacyficznemu. Inną jest rzeczą, jak historia oceni to wydarzenie.
(infografika Dariusz Gąszczyk)
Uzgodnienie warunków Partnerstwa Transpacyficznego (Trans-Pacifik Partnership – TPP) zajęło aż 5-lat trudnych negocjacji. Samo podpisanie układu przez 12 krajów nie daje jeszcze gwarancji wprowadzenia go w życie – najpierw TPP musi przejść przez trudne głosowania w Kongresie. Obama zrobi wszystko żeby układ zaczął obowiązywać. TPP, obok także idącego jak po grudzie Transatlantyckiego Partnerstwa w dziedzinie Handlu i Inwestycji (Trans-Atlantic Trade and Investment Partnership – TTIP), było stawiane jako strategiczny cel tej administracji. Podczas gdy dalsze losy TTIP nie są jeszcze przesądzone, a opór w niektórych kręgach w Europie wokół niego rośnie, tak TPP najwyraźniej znalazło się na ścieżce sukcesu.
Wolta z pivotem
To zamknięcie jednego z kluczowych, strategicznych zwrotów, jakich dokonała obecna administracja nastawiona na zmianę punktu ciężkości (pivot) z Atlantyku na Pacyfik. Zrozumiano bowiem, że po poprzednim zaangażowaniu się w wojnę z terrorem, w konflikty w Afganistanie i Iraku, czas na remanent i wytyczenie nowych szlaków. Ośrodek światowej gospodarki przesunął się z Atlantyku na Pacyfik, na wschodzące rynki, zwane dotychczas Trzecim Światem, gdzie kluczową rolę zaczęły odgrywać Chiny – od 2010 r. druga gospodarka świata, z uzasadnionymi pretensjami do bycia numerem jeden, co Amerykanom oczywiście nie mogło się podobać.
Chcąc dokonać tego strategicznego zwrotu, Obama zrobił kilka wolt. Po pierwsze, zmniejszył swoje zaangażowanie w walce z terrorem, jak też wydatki zbrojeniowe (co w świetle ostatnich wydarzeń w Syrii wielu ma mu za złe). Po drugie, zachował się zgodnie ze starą, sprawdzoną zasadą: jak nie możesz przeciwnika pokonać wprost, dołącz się do niego. To dlatego, jako pierwszy urzędujący prezydent amerykański trafił i do Birmy, właśnie się otwierającej na zachodni świat, i do stolicy Kambodży Phnom Penh, na szczyt Azji Wschodniej (dotychczas przez Amerykanów ignorowany, przez co tę próżnię szybko wypełnili Chińczycy).
W ramach pivotu na Pacyfik Obama postanowił włączyć się do przedsięwzięcia nikomu poza lokalnymi twórcami nieznanego – właśnie do TPP. To inicjatywa Nowej Zelandii z 2005 roku, która powołała TPP do życia wspólnie z sułtanatem Brunei, Chile i Singapurem. Udział USA zachęcił kolejne państwa.
Przeciwko Chinom
Od samego początku było jasne, że to drugie największe amerykańskie przedsięwzięcie liberalizacyjne w handlu od momentu wejścia w życie w 1994 r. trójstronnej umowy NAFTA z Kanadą i Meksykiem. Od początku, mimo stosowania dyplomatycznej i werbalnej otoczki, było też jasne, jaki jest strategiczny zamysł stojący za rozszerzeniem zakresu TPP: ma to być sposób na pohamowanie ekspansji Chin w regionie Azji i Pacyfiku, coraz bardziej widocznej i odczuwalnej (porozumienia handlowe organizowane przez Chiny w regionie obejmują swoich zasięgiem ponad 2 mld ludzi).
„Nie możemy pozwolić, by to inne państwa, takie jak Chiny, pisały zasady globalnej gospodarki”, powiedział Barack Obama.
Zawarcie umowy TPP w Atlancie to dowód ponownego, skutecznego wejścia USA w obszar Azji i Pacyfiku, traktowany w Pekinie podejrzliwie i z niechęcią. Zdaniem Chin wejście w życie TPP to nic innego, jak nowa formuła „strategii powstrzymywania” stosowanej w okresie zimnej wojny wobec ZSRR, co jest tym samym „powrotem do mentalności zimnej wojny”. Nowy układ dowodzi narastającej rywalizacji gospodarczej i geopolitycznej miedzy oboma krajami.
Nie dajmy się jednak zwieść. Obie strony – i USA wraz z partnerami z TPP, i Chiny ze swymi partnerami – wspierają wolny handel i umowy tego rodzaju. Gra idzie o to, kto kogo, kto na tym więcej wygra.
Zobaczymy jednak, co zwycięży w amerykańskim Kongresie: interes kraju, czy partii. Zadecyduje o tym, zgodnie z wymogami, najbliższe 90 dni. W USA (także w Kanadzie) toczy się kampania wyborcza. Donald Trump, biznesmen i inwestor, nazwał już TPP „formą ataku na amerykański biznes”, a na wieść z Atlanty na Twitterze zareagował krótko: „Okropny interes”.
Co jest w środku
W ocenie głównego amerykańskiego negocjatora, Michaela B. Fromana, TPP pozwoli zredukować do zera taryfy i podatki na aż 18 tys. towarów. Paleta jest bardzo szeroka – od przemysłu maszynowego i samochodowego, przez wysokie technologie i chemikalia, po produkty rolne (spory były wokół wołowiny, pszenicy czy avocado). Największe spory dotyczyły standardów w przestrzeganiu praw autorskich (to także niebagatelna kwestia w ramach negocjacji nad TTIP), ochrony środowiska (najmocniej walczyła Kanada o ochronę dzikich terenów) i kwestii praw pracowniczych (poziom zaawansowania i rozwoju poszczególnych partnerów, weźmy chociażby przykład Wietnamu, jest i pozostanie nierówny. A całej produkcji, na zasadzie off-shoring czy outsourcingu, nie można przecież przenieść do Wietnamu, Peru, czy Meksyku). Długo kością niezgody był też elektroniczny przesył danych i jego ochrona, a ostatecznie uzgodnionych szczegółów jeszcze nie znamy.
Jak zwykle w tego rodzaju negocjacjach toczyły się zażarte spory dotyczące własnych rynków i interesów. Wiadomo już, że Kanada wywalczyła wyjęcie spod wolnorynkowych reguł TPP aż 55 proc. komponentów w budowie i składaniu samochodów. Japonia, globalny potentat przemysłu samochodowego, postawiła na swoim i wywalczyła sobie specjalne uprawnienia sprzedaży samochodów. Nowa Zelandia natomiast wywalczyła sobie specjalne uprawnienia chroniące jej produkty mleczarskie.
Wielkie spory toczyły się także wokół przemysłu tytoniowego i znanych firm farmaceutycznych (szczególnie produkujących surowice z żywych organizmów), ale ostatecznych szczegółów porozumienia też jeszcze nie znamy.
(infografika Dariusz Gąszczyk)
Rozmowy przez cały czasie były mocno utajnione, a poszczególni negocjatorzy przypominali często zapamiętałych graczy w pokera mocno trzymających karty przy piersiach. Wiele szczegółów ujawni się dopiero po pewnym czasie, zapewne już przy okazji procesów ratyfikacyjnych. To zajmie trochę czasu zanim 30 rozdziałów tej umowy zostanie należycie przetłumaczonych na poszczególne języki i w całości upublicznionych.
TPP obejmuje obszar dający PKB rzędu 28 bln dolarów, a więc ok. 40 proc. światowego produktu. To wartość sama w sobie. Formalnie jego formuła jest otwarta, więc wszyscy mogą do niego przystąpić, nawet Chiny. Ale już przypadek faktycznego wstrzymania kandydatury Tajwanu jest więcej niż znaczący. TPP raczej oddali niż zbliży do siebie Waszyngton i Tokio z Pekinem, raczej zwiększy ich rywalizację niż przyczyni się do „rozwoju możliwości inwestycyjnych i biznesowych w regionie (Azji i Pacyfiku)”, jak oficjalnie się głosi.
Czy to się komuś podoba, czy nie TPP jest i pozostanie amerykańską (i do pewnego stopnia japońską) odpowiedzią na ostatnie chińskie geostrategiczne inicjatywy: budowy Nowego Jedwabnego Szlaku, oraz dwóch banków – Rozwojowego państw BRICS i Azjatyckiego Baku Inwestycji Infrastrukturalnych (AIIB), wymierzonych w zdominowany przez Amerykanów system z Bretton Woods (przede wszystkim w MFW i Bank Światowy).
Formalnie mówimy więc o wolnym handlu, faktycznie o geostrategii.
Polska chce zablokować umowę o wolnym handlu z krajami Ameryki Południowej. Powodem są głównie obawy rolników o konkurencyjność ich produktów. W jaki sposób realizacja umowy z Mercosur może wpłynąć na unijne rolnictwo i jakie mogą być też jej inne skutki?
Przedstawiciele Unii Europejskiej i państw Mercosur, tj. Argentyny, Brazylii, Paragwaju i Urugwaju, 28 czerwca 2019 r. osiągnęli porozumienie polityczne w sprawie ambitnej i kompleksowej umowy handlowej. Wbrew licznym spekulacjom umowa nie została podpisana podczas szczytu państw G20 w Rio de Janeiro. Wiele wskazuje na to, że bilans tej umowy będzie niekorzystny dla polskiego sektora rolno-spożywczego.
Odkąd Rosja, w wyniku zaatakowania Ukrainy znalazła się w pozycji konfrontacji z całym światem, jej strefa wpływów szybko się kurczy, a liczba „przyjaciół” gwałtownie spada. Proces ten dotarł już nawet do kręgu, zdawałoby się jej niepodważalnych wpływów i najbardziej jej oddanych (jak chce Rosja) czy też najbardziej od niej zależnych (według obiektywnych ocen) państw Azji Centralnej.
Bankowość przez dekady przyzwyczaiła nas do zawiłych sformułowań, zdań wielokrotnie złożonych i paragrafów pisanych drobnym druczkiem. To wszystko budowało dystans, powodowało frustrację, a niejednokrotnie prowadziło do finansowych tarapatów. Jak choćby w przypadku kredytów frankowych.
Inkluzywny rozwój i uspołecznienie własności na poziomie wspólnot lokalnych mogą być odpowiedzią na rażące niesprawiedliwości oraz globalne wyzwania, takie jak wykluczenie ekonomiczne, zmiany klimatyczne i populizm – przekonują autorzy książki „Dobrobyt społeczności”.
Rośnie PKB, spada inflacja – listopadowa projekcja Departamentu Analiz i Badań Ekonomicznych NBP przynosi dobre wiadomości. Za tempo wzrostu gospodarczego mają odpowiadać głównie środki z KPO, a inflację w ryzach utrzymywać towary z Chin.
Niegdyś odległa perspektywa Dnia Kwantowego (Q-Day) – momentu, w którym komputery kwantowe złamią globalne szyfry – stała się horyzontem bieżącej dekady, przesuwając ryzyko technologiczne na czoło strategicznych zagrożeń dla stabilności makroekonomicznej.
Objęcie urzędu premiera przez pierwszą kobietę w Japonii, spadkobierczynię powszechnie szanowanego Shinzō Abe, pobudza nadzieje na przełamanie długoletnich negatywnych trendów w gospodarce tego kraju. Nie będzie to łatwe, zważywszy na starzejącą się szybko populację, ogromny dług, duże uzależnienie od paliw kopalnych i mało stabilne globalne otoczenie.
Dla Duńczyków to jest szok, że rząd nagle im mówi, że powinni mieć w domu i gotówkę, i radio na baterie, i dodatkową żywność w puszkach. Świadomość niepewnej sytuacji geopolitycznej rośnie i będzie wpływała na naszą gospodarkę – stwierdził w rozmowie z „Obserwatorem Finansowym” Jan Størup Nielsen, dyrektor Nordea Markets.
Rosja od lat starannie przygotowywała swoją gospodarkę na czas konfrontacji z Zachodem. Sankcje, które zostały nałożone na nią po inwazji na Ukrainę, nie przyniosły spodziewanego rezultatu. Czy „forteca Rosja” jest odporna na presję i czy jest bliska samowystarczalności, jak chciałby tego Putin, czy może znajduje się już na krawędzi załamania?
Wodór to paliwo przyszłości, ale jego przechowywanie i transport to ogromne wyzwania. O bezpieczeństwie, nowoczesnych materiałach i szansach Polski na rozwój technologii wodorowych mówi prof. Mariusz Krawiec, kierownik Katedry Fizyki Powierzchni i Nanostruktur w Instytucie Fizyki na Wydziale Matematyki, Fizyki i Informatyki UMCS w Lublinie.
Gotówka to wolność? A może zbędny, trącący myszką, relikt? Jak przekonuje Brett Scott w książce „Cloudmoney”, to jeden z niezbędnych aspektów niezależności w wymiarze społecznym i indywidualnym.
W przełomowym ruchu członkowie NATO poparli nowy narodowy wskaźnik wydatków: 5 proc. PKB na wojsko. W przeszłości do takiego zobowiązania nawoływał m.in. prezydent RP Andrzej Duda, ale decydujący był sygnał nadany przez prezydenta USA Donalda Trumpa.
Polska chce zablokować umowę o wolnym handlu z krajami Ameryki Południowej. Powodem są głównie obawy rolników o konkurencyjność ich produktów. W jaki sposób realizacja umowy z Mercosur może wpłynąć na unijne rolnictwo i jakie mogą być też jej inne skutki?
Czy Polska rzeczywiście dokonała gospodarczego cudu? Ostatnie trzy i pół dekady pokazują, że odpowiedź może być tylko jedna – tak. Nowy numer kwartalnika „Obserwator Finansowy” to opowieść o sukcesie, który nie wydarzył się w naszej gospodarce sam, ale był efektem odwagi, determinacji i pracy całego społeczeństwa. A także o wyzwaniach, które dopiero przed nami.
Rosnące napięcia geopolityczne, demontaż globalnych łańcuchów dostaw, protekcjonizm, wojny handlowe i ekspansja sztucznej inteligencji coraz mocniej kształtują nowy, wielobiegunowy ład gospodarczy. Najnowszy numer kwartalnika Narodowego Banku Polskiego stawia pytania o przyszłość światowej gospodarki.