Autor: Piotr Rosik

Dziennikarz analizujący rynki finansowe, zwłaszcza rynek kapitałowy.

Koronawirus uderzy w niemiecką gospodarkę

Z uwagi na rozwijającą się epidemię koronawirusa obniżyliśmy naszą prognozę dla tempa wzrostu niemieckiego PKB na rok 2020 o 0,3 pkt. proc., do 0,7 proc. – mówi Stefan Schneider, główny ekonomista Deutsche Bank Research ds. Niemiec.
Koronawirus uderzy w niemiecką gospodarkę

Stefan Schneider (©DB)

Obserwator Finansowy: Niemiecka gospodarka przeżywa najgorszy okres od 7 lat, przynajmniej jeśli oceniamy ją przez pryzmat tempa wzrostu PKB, wskaźników PMI dla przemysłu czy Ifo klimatu dla biznesu. Jakie są tego przyczyny? Czy można się ich doszukiwać tylko w zakłóceniach w światowym handlu, wywołanych konfliktem na linii USA – Chiny?

To prawda, że niemiecka gospodarka przeżywa bardzo trudny czas. Od półtora roku jest w stagnacji. Proszę jednak pamiętać, że wcześniej mieliśmy 5 lat relatywnie silnego wzrostu. Jeśli chodzi o przyczyny, to ja widzę głównie zewnętrzne. Wysoki stopień napięcia geopolitycznego na linii USA – Chiny, zamieszanie wokół Brexitu – to wszystko uderzyło zarówno w globalny handel i inwestycje, jaki w niemiecką gospodarkę, bo jest ona silnie zglobalizowana.

W dodatku niemiecki przemysł samochodowy jedzie ostatnio pod mocny wiatr. Problemy wielkich koncernów z WLTP [nowa procedura pomiaru zużycia paliwa i emisji spalin – przyp. aut.], słaba sprzedaż nowych aut na całym świecie, debata na temat silników diesla – to wszystko wpływało w ostatnich kilkunastu miesiącach negatywnie na branżę. A to jeszcze nie koniec, bo tuż za rogiem czai się zwrot w kierunku aut elektrycznych, który zapewne będzie mocno wspierany przez polityków. Konsumenci na razie krzywo patrzą na „elektryki”, mimo znacznych dotacji do ich zakupu, ale to się może zmienić, jeśli dotacje będą jeszcze większe.

Jak ocenia Pan spodziewaną koniunkturę w przemyśle i usługach drugiego największego eksportera na świecie? Szczególnie pytam tutaj o wspomniany już przemysł motoryzacyjny i lotniczy, które są przecież kołem zamachowym niemieckiej gospodarki.

Biorąc pod uwagę trudny do oszacowania wpływ koronawirusa, który oczywiście będzie negatywny, oraz marne dane za grudzień 2019 roku, trzeba przyznać, że wyczekiwana stabilizacja w produkcji przemysłowej nie ma szans na materializację w I kwartale tego roku. Wydaje mi się, że dopiero w II półroczu, jeśli wzrośnie globalny popyt na nowe samochody, będziemy mogli zobaczyć trend wzrostowy. Niestety, nie spodziewałbym się wzrostu produkcji przemysłowej w całym 2020 roku, raczej spadnie ona o około 2 proc. A przemysł samochodowy w najlepszym wypadku zakończy rok na zerze, tkwiąc w stagnacji.

Jak wyglądają, w Pańskiej opinii, perspektywy handlu zagranicznego i relacji handlowych Niemiec z największymi gospodarkami? Pytam tutaj głównie o te, z którymi ma miejsce największa wymiana, czyli o USA, Chiny oraz Francję.

Generalnie światowy handel zanotuje tylko lekki wzrost w tym roku i to pod warunkiem, że najdalej w połowie roku nikt już nie będzie pamiętał o koronawirusie. Eksport z Niemiec do USA powinien wyglądać solidnie, bo Ameryka jest naprawdę mocna w zakresie konsumpcji. Tym niemniej nad handlem wciąż krąży widmo wyższych ceł, które mogą szczególnie mocno uderzyć w branżę samochodową. Eksport do Francji powinien nieco urosnąć, biorąc pod uwagę lekkie ożywienie w gospodarce znad Sekwany. Jak będzie wyglądał handel z Chinami trudno powiedzieć, bo sprawa koronawirusa nie jest wyjaśniona. W naszym umiarkowanie pozytywnym scenariuszu handel Niemiec z Chinami powinien lekko się ożywić, po bardzo marnym 2019 roku.

A co ze stosunkami gospodarczymi Niemiec z Wielką Brytanią po Brexicie? Jakie tutaj pojawiają się zagrożenia? W jaki sposób brexit wpłynie na niemiecką gospodarkę?

Nie da się ukryć, że brexit kładzie się cieniem na relacjach handlowych Wielkiej Brytanii z Niemcami. Dlatego wymiana handlowa, a szczególnie eksport do Wielkiej Brytanii, pozostanie na niskim poziomie, tak jak ma to miejsce od czasu pamiętnego referendum, czyli od połowy 2016 roku.

Jak na gospodarkę RFN wpływa środowisko zerowej stopy procentowej, które utrzymuje się już od czterech lat?

Gospodarstwa domowe i firmy dużo oszczędzają. To oznacza, że środowisko ultra niskich stóp uderza w ich bogactwo. Co prawda można stwierdzić, że niskie stopy napędzają budownictwo, ale z drugiej strony nie widać ożywienia na rynku kredytów hipotecznych. Oczywiście, wielkim wygranym tej sytuacji jest rząd federalny. Szacuje się, że w ostatniej dekadzie zaoszczędził dzięki ultra niskim stopom około 400 mld euro! Odwrotnie jest w przypadku sektora bankowego. Jego wyniki finansowe cierpią z uwagi na koszty, jakie muszą ponosić wobec Europejskiego Banku Centralnego, by móc korzystać z negatywnej stopy depozytowej. Niemieckie banki wydają na ten cel około 2 mld euro w skali roku. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ekstremalna polityka pieniężna EBC prowadzi do osłabienia wiary Niemców w społeczną gospodarkę rynkową, czyli w obecnie obowiązujący w RFN ład ekonomiczny.

W ostatniej dekadzie rząd federalny zaoszczędził dzięki ultra niskim stopom około 400 mld euro! Koszty ponosi jednak sektor bankowy

Największy udział w imporcie do Niemiec mają Chiny i Holandia, ale niemały – bo około 5-procentowy – także Polska czy Czechy. Jak Pan sądzi, czy w najbliższej przyszłości tutaj nic się nie zmieni i firmy z Europy Środkowej wciąż będą mogły liczyć na zamówienia z RFN?

W ostatnich latach wiele starych modeli aut zostało wycofanych z produkcji z fabryk w Niemczech. Tymczasem fabryki niemieckich koncernów w Europie Środkowo-Wschodniej pracują pełną parą. Wydaje mi się, że niemiecka branża motoryzacyjna wciąż będzie mocno stawiała na produkcję w waszym regionie, z uwagi na niższe koszty pracy oraz brak odpowiedniej siły roboczej w Niemczech.

Sytuacja może zacząć się zmieniać za kilka lat, gdy przemysł motoryzacyjny będzie się coraz bardziej przestawiać na produkcję aut elektrycznych. Z różnych względów, głównie technologicznych, tego typu auta będą produkowane głównie w krajach rozwiniętych. Ale one potrzebują baterii i tutaj widzę szansę krajów Europy Środkowej – one mogą z powodzeniem zająć się ich produkcją.

Stopa bezrobocia w Niemczech jest bardzo niska, na poziomie 3,2 proc. Z czego to wynika? Czy to jest do utrzymania w długim terminie?

Dynamika zatrudnienia w Niemczech w ostatnich miesiącach spadła. Ostatnie dane pokazują, że rośnie w tempie 0,6 proc. rok do roku. To oznaka, że gospodarka jest słaba. Spada liczba wolnych miejsc pracy. Niemniej jednak niemiecki rynek pracy jest w dobrej formie. Duża w tym zasługa mocnego popytu wewnętrznego oraz rozwoju niektórych branż, takich jak budownictwo. To również efekt reform rynku pracy, wprowadzonych 15 lat temu. Poziom wykształcenia niemieckiej siły roboczej jest wysoki, to również wspomaga gospodarkę.

Nie da się jednak ukryć, że demografia w średnim i długim terminie nie wygląda dobrze. To oznacza, że firmy będą kładły coraz większy nacisk na zatrzymywanie przy sobie najlepszych pracowników, oferując im na przykład możliwość pracy zdalnej. Będzie tak nawet w tych branżach, które obecnie znajdują się w delikatnej recesji. Nie sądzę, żeby bezrobocie było w najbliższych latach jakimś problemem w Niemczech. Jeśli w 2020 roku stopa bezrobocia pójdzie w górę, to tylko nieznacznie.

Niemiecki sektor publiczny w 2019 roku pokazał, szósty rok z rzędu, nadwyżkę budżetową. Co prawda była ona niższa, niż w 2018 roku, ale i tak sięgnęła 49,8 mld euro. Skąd takie wyniki budżetu? Co rząd federalny i rządy landów powinny, według Pana, robić z tą nadwyżką?

Powodów jest kilka. Obecnie rekordowo dużo ludzi w Niemczech ma pracę, a wiadomo, płacą podatki. Poza tym rząd ponosi coraz mniejsze koszty zadłużenia, a w dodatku odwołano kilka dużych projektów federalnych, które sporo by kosztowały. Publiczne wydatki na rozwój infrastruktury w ostatnich latach rosły, ale obecnie wdrażanie kolejnych projektów zostało zahamowane, głównie z uwagi na problemy administracyjne. Nie da się ukryć, że to nie jest dobra wiadomość i rząd powinien skupić się na naprawieniu tej sytuacji.

Z uwagi na dobrą sytuację budżetową można by pomyśleć o obniżce podatków dla gospodarstw domowych. Mówiło się m.in. o abolicji w zakresie tzw. opłaty solidarnościowej. Możliwa byłaby także obniżka podatku dochodowego dla firm. Gdyby tak się stało, wspomogłoby to z pewnością kulejącą gospodarkę i uruchomiłoby prywatne inwestycje. Tego typu ruchy mają jednak małe szanse na realizację, gdyż są tutaj spore różnice zdań w ramach koalicji rządzącej.

Pojawiają się eksperci, którzy wskazują na coraz gorszy stan niemieckiej infrastruktury, szczególnie na północy kraju, oraz na potencjalne trudności w sfinansowaniu remontów czy budowy nowej. Czy według Pana jest się czym martwić?

Nie jestem pewien, jak wygląda sytuacja na północy kraju. Ale wiem, że w ostatnich latach zaniedbano infrastrukturę na zachodzie Niemiec. Niemniej jednak RFN wciąż plasuje się wysoko w różnych rankingach pokazujących stan infrastruktury transportowej i obiektów użyteczności publicznej. Co ważne, rząd federalny zdaje sobie sprawę, że w wielu regionach drogi, autostrady czy tory stają się przestarzałe i uwzględnia remonty oraz budowy w swoich średnioterminowych planach.

A co się dzieje na niemieckim rynku nieruchomości? Pytam tu zarówno o ceny – czy nie ma bańki, bo indeksy cenowe rosną nieprzerwanie od 2012 roku – jak i o kondycję niemieckich firm budowlanych.

Niemieckie prawo jest bardzo restrykcyjne, jeśli chodzi o budowę nowych obiektów. To ogranicza podaż mieszkań. Tymczasem popyt na rynku rośnie z uwagi na migrację. Nic dziwnego, że ceny nieruchomości na rynku niemieckim są w mocnym trendzie wzrostowym. Nie wydaje mi się, żeby powstawała bańka, ten wzrost cen ma fundamentalne uzasadnienie. Oczywiście, w centrach miast ceny są już bardzo mocno wywindowane, i zapewne popyt spekulacyjny także odgrywa tam rolę.

Jeśli chodzi o firmy budowlane, to mają się one bardzo dobrze. Ale nie mogą się rozwijać tak szybko, jak by chciały, z uwagi na wspomniane przeszkody prawne oraz brak rąk do pracy. W ich przypadku wykorzystanie mocy produkcyjnych nieznacznie spadło w ostatnich kwartałach, ale nadal wynosi około 10 punktów powyżej średniej długoterminowej.

Jak Pan ocenia niemiecką gospodarkę w kontekście rozwoju nowych technologii? Wiele mówi się o Berlinie jako o hubie start-upowym, ale na razie chyba niewiele z tego wynika… Gdzie Niemcy mają największą szansę na budowę globalnych innowacyjnych firm: w robotyce, biotechnologii, a może w energetyce?

Nie zgodziłbym się z Panem, że nie widać efektów pracy niemieckich start-upów. Widać je zarówno w robotyce, w biotechnologii, jak i w energetyce. Niemieckie młode firmy są też mocne w rozwoju sztucznej inteligencji, choć niewiele się o tym mówi. Mogą one osiągnąć wielkie efekty synergii, współpracując z wielkim niemieckim przemysłem. Szczególnie mam tu na myśli prace nad pojazdami autonomicznymi. Niemieckie małe firmy zalewają ostatnio wnioskami urzędy patentowe. Postawiłbym śmiałą tezę, że na naszych oczach, powoli i po cichu, rodzi się w RFN prawdziwy przemysł 4.0.

Na naszych oczach rodzi się w RFN prawdziwy przemysł 4.0. Efekty widać już w robotyce, w biotechnologii jak i w energetyce

Co Pan na to, że spółka Apple jest już warta tyle, ile wszystkie spółki zgrupowane w DAX30? To coś mówi o sile niemieckiej gospodarki i giełdy? Czy raczej o tym, jak mocno napompowane kapitałem są giełdowe firmy określane mianem Big Tech?

Myślę, że to po trosze pokazuje zarówno osłabienie niemieckiej gospodarki, jak i przewartościowanie niektórych spółek technologicznych notowanych na Wall Street. Jak na dłoni widać tutaj mechanizm, który powoduje, że w gospodarce opartej mocno na technologii ci którzy są pierwsi mają wielką premię i później konkurencji ciężko jest ich dogonić. Proszę też jednak pamiętać, że DAX to nie jest wskaźnik siły niemieckiej gospodarki. Przede wszystkim dlatego, że ona jest budowana również dzięki małym i średnim przedsiębiorstwom.

Na koniec być może dość drażliwy dla Pana temat, ale nie mogę o to nie zapytać. Wydaje się, że niemiecki sektor bankowy od kilku lat jest w tarapatach. Widać to choćby po wynikach finansowych i notowaniach Deutsche Banku. Jakie są tego przyczyny i co dalej z niemieckim sektorem bankowym?

Nie chciałbym wypowiadać się na temat Deutsche Banku. Nie ulega jednak wątpliwości, że w ostatnim czasie wielkie banki zaczynają zmieniać podejście biznesowe, zaczynają walczyć. Niemiecki sektor bankowy cierpi głównie z powodu strukturalnie niskich marż oraz trudności w wykorzystywaniu efektu ekonomii skali. Oczywiście, nie pomaga mu środowisko niskich stóp, o którym już mówiliśmy. Do tego dochodzi coraz większa konkurencja ze strony fintechów i banków internetowych.

Niemniej jednak duża i mocna gospodarka potrzebuje dużych i mocnych banków, więc nie sądzę, żeby ten zły okres trwał w nieskończoność. Zanim jednak niebo się rozjaśni, musi przyjść burza. Spodziewam się, że wiele małych i średnich banków zniknie, zostaną przejęte przez większych graczy. Spodziewam się w najbliższych latach konsolidacji w niemieckim sektorze bankowym.

Podsumowując, jakie tempo wzrostu pokaże niemiecka gospodarka w 2020 roku? Pod koniec 2019 roku DB Research prognozowało 1 proc. Coś się zmieniło?

Tak, zmieniło się. Z uwagi na rozwijającą się epidemię koronawirusa obniżyliśmy naszą prognozę dla tempa wzrostu niemieckiego PKB na rok 2020 o 0,3 pkt. proc. Jeszcze pod koniec 2019 roku mieliśmy nadzieję, że chińska gospodarka przyspieszy w I kwartale, mimo przejściowych problemów. Obawiamy się jednak, że to przyspieszenie zostało przesunięte o kilka miesięcy, z powodu problemów wywołanych koronawirusem. A z uwagi na to, że niemiecka gospodarka jest dość mocno powiązana z chińską, koronawirus uderzy także w nią.

– Rozmawiał Piotr Rosik

Stefan Schneider – Główny ekonomista Deutsche Bank Research ds. Niemiec (od listopada 2013). Jego zainteresowania obejmują makroekonomię, demografię, politykę pieniężną oraz ekonomię behawioralną. Karierę zaczynał w Deutsche Banku. Potem pracował m.in. w Nomura Research w Londynie. Współpracuje również m.in. z Berlin-Institut für Bevölkerung und Entwicklung.

Stefan Schneider (©DB)

Otwarta licencja


Tagi