Siła azjatyckich tygrysów tkwi w ich różnorodności

20.05.2012
Pierwszym azjatyckim tygrysem była Japonia. Kolejnymi stały się Korea Południowa, Singapur, Hongkong, Tajwan, potem Malezja, Tajlandia, Indonezja. Największym tygrysem stają się Chiny, co powszechnie wiadomo, bo powszechnie to widać. We wszystkich tych krajach występuje mieszanka wolnego rynku i państwowego interwencjonizmu, ale wbrew pozorom każdy tygrys jest inny.
Hongkong, tygrys trzeci - wolnorynkowy. (CC BY-NC-SA bernard_in_va)

Hongkong, tygrys trzeci - wolnorynkowy. (CC BY-NC-SA bernard_in_va)

Hongkong, tygrys trzeci - wolnorynkowy. (CC BY-NC-SA bernard_in_va)

Wschodnioazjatyckie tygrysy przyczyniły się do poważnej zmiany geopolitycznej, czyli przesunięcia punktu ciężkości światowej gospodarki z Atlantyku na Pacyfik. Podstawowe pytanie brzmi: czy w ślad za gospodarką przeniesie się tam także centrum technologiczne? Wiele na to wskazuje. A wówczas byłaby to już wręcz zmiana tektoniczna na globie.

Tygrys pierwszy, „konfucjański” – Korea Płd

Do „modelu japońskiego” najbliżej Koreańczykom, bo też półwysep był im przez dziesięciolecia podporządkowany. Koreańczycy też postawili na wielkie konglomeraty, wspierane przez państwo (chaebole). Zastosowali u siebie także podobny system zarządzania, czyli wymieszali zarządzanie – i planowanie – biurokratyczne z gospodarką rynkową.

Także w Korei Południowej nic nie działo się przypadkiem: państwo interweniowało, planowało, ingerowało. Najpierw w procesy agrarne, a potem industrialne. Industrializację i rozwój planowano metodycznie, idąc konsekwentnie, krok po kroku, ku coraz bardziej wymagającej i wyspecjalizowanej produkcji. Zaczęto od tekstyliów, potem przyszły zabawki dla dzieci, a następnie kolejno: petrochemia, stocznie, stalownie, przemysł elektryczny, elektronika użytkowa, a od lat 80. ubiegłego stulecia przyszło to, z czego Korea Południowa stała się znana – samochody, elektronika użytkowa, nowoczesne technologie.

Autentyczną biedę po wojnie koreańskiej szybko pożegnano, korzystając nie tylko z amerykańskiej pomocy wojskowej i gospodarczej, ale przede wszystkim z bezwzględnej eksploatacji własnej siły roboczej, a także: zagranicznych kredytów, bezcłowego importu towarów i kapitałów, mających służyć promocji własnego eksportu.

Tak urodził się oligopolistyczny kapitalizm, oparty na chaebolach (Hyundai, Daewoo, Samsung. Lucky Gold Star). Chociaż to właśnie w Korei Południowej istnieje bodaj najsilniejszy – i często widoczny – ruch związkowy w całym regionie, kapitalizm ten skorzystał z tradycyjnych tutejszych wartości, a więc nade wszystko konfucjanizmu. Albowiem Korea Południowy uchodzi za kraj bardziej konfucjański niż same Chiny. Autorytet władzy, hierarchia, paternalizm, rodzina jako podstawowa jednostka społeczna (i produkcyjna) – to wartości tutaj święte. Podobnie jak wymóg wspierania i dobrej edukacji własnych dzieci. Założenie jest takie, by każde kolejne pokolenie miało lepiej i było lepiej wykształcone.

Dzisiaj Korea nadal święci triumfy. Kraj wszedł do G-20, licząc po kursie odpowiadającym parytetowi siły nabywczej (PPP) to 12 gospodarka świata, w sensie nominalnym – gospodarka 15. Ponadto – siódmy największy eksporter i dziesiąty importer na globie. Kraj ten najwyraźniej pozbierał się też po ostatnim kryzysie na rynkach światowych: w 2009 r. Korea Południowa była bliska recesji, ale w latach następnych szybko powróciła do wysokiego, ponad 6-procentowego wzrostu. Wysoko ceni się koreańską innowacyjność, która w wysokich technologiach – np. Samsung – skutecznie konkuruje z japońskimi wzorami.

Tygrys drugi i „prawdziwie chiński” – Singapur

Do modelu południowokoreańskiego, choć już nie do japońskiego, najbardziej przystają koncepcje rozwojowe zastosowane w mieście-państwie Singapurze. Ten organizm istniejący jako samodzielny byt od 1965 r. ma swojego wyrazistego ojca, długoletniego premiera Lee Kuan-yew, którego syn do dzisiaj rządzi Singapurem.

Słusznie uznawany za twórcę tego fenomenu, Lee Kuan-yew wspólnie z założycielem państwowości malezyjskiej, Mahatirem Mohamadem w pewnym momencie zaczęli forsować pomysł, iż należy wyróżnić coś takiego, co nazywa się „wartościami azjatyckimi”. Wywołał on spore kontrowersje, nie rozstrzygnięte w kręgach akademickich do dziś, ale dwaj premierzy nie zważali na krytyki i zdefiniowali podstawowy katalog promowanych przez siebie wartości. Zaliczyli do nich przede wszystkim: paternalizm, hierarchię społeczną, szacunek dla władzy, ład i porządek, harmonię społeczną, opartą jednakże na surowej dyscyplinie (za drobne przewinienia grożą grzywny, a np. za narkotyki – kara śmierci). To też był powrót do konfucjanizmu, tyle że przystosowany do współczesnych wyzwań.

W przypadku Singapuru, w ponad 80 proc. zamieszkałego przez ludność z pochodzenia chińską, taki powrót do chińskich korzeni nie powinien dziwić. Samym tylko powrotem do tradycji, a nawet koncepcjami „budowy narodu na rzecz państwa”, z jakich zasłynął Lee Kuan-yew (warto sięgnąć do jego ciekawych wspomnień) takich sukcesów, jakimi legitymuje się dziś Singapur, jeden z najsprawniejszych mechanizmów gospodarczych na globie, na pewno by nie osiągnięto.

Do założeń ogólnych, „filozoficznych” dodano tam bowiem jeszcze starannie przemyślaną i konsekwentnie wdrażaną w życie koncepcję rozwojową państwa. Ponieważ Singapur był za mały, by opierać się na wielkich państwowych konglomeratach, a miasto-port nie miało dosłownie nic, koncepcję tę oparto na dwóch podstawowych filarach: silnym napływie obcego kapitału (w szczytowym momencie, w połowie lat 80. ubiegłego wieku inwestycje bezpośrednie sięgały tam nawet 40 proc. poziomu PKB) oraz produkcji na eksport.

Do tego dodano jeszcze silną ingerencję państwa i planowanie – i to nie tylko w inwestycjach, ale też budownictwie mieszkaniowym, oświacie czy opiece socjalnej (powołano m.in. tamtejszy, obowiązkowy PZU, zwany Central Provident Fund). Za całość planowania i stopniowe przechodzenie z tradycyjnej produkcji i usług na usługi bardziej rozwinięte (w handlu, łączności, biznesie, zagranicznych operacjach finansowych), odpowiada niemal wszechmocna rządowa Rada Rozwoju Gospodarczego (Economic Development Board). Tak więc, również Singapur wymieszał rynek z państwowym interwencjonizmem.

Także i ten tygrys dobrze na tym wyszedł. Chociaż nie jest to, bo być nie może, gospodarka duża, w ostatnich dwóch, trzech latach może poszczycić się niewątpliwym sucesem – to najszybciej rozwijająca się gospodarka na globie! To zarazem gospodarka bodaj najlepiej wkomponowana w procesy globalizacyjne, jedno z ważniejszych w świecie centrów finansowych, a zarazem rozsadników wysokich technologii.

Tygrys trzeci, wolnorynkowy – Hongkong

Chinom najbliżej, oczywiście, do Hongkongu, który przejęły po angielskiej kolonizacji w lipcu 1997 roku. To właśnie Hongkong, o czym powszechnie wiadomo, był pierwszym i najważniejszym źródłem inwestycji i nowoczesnych rozwiązań dla reformujących się Chin, po 1978 roku. To on stał się „poletkiem doświadczalnym” na położonych na granicy z nim oraz pobliskim Macoa-Aomen specjalnych strefach gospodarczych – Shenzhen i Zhuhai.

Hongkong, w przeciwieństwie do Singapuru, a nawet Japonii, bezpośrednio jako model całym modernizującym się Chinom nie mógł służyć, jako że był jednym z najbardziej wyrazistych przykładów iście bezpaństwowego kapitalizmu, leseferyzmu, nieograniczonej niemal dominacji wolnego rynku. Gdy Hongkong był brytyjską kolonią, chwalił się tym, iż charakteryzuje go „pozytywna nieinterwencja” ze strony władz. Innymi słowy, jakże często każdy musiał sobie radzić sam.

Wbrew obawom, nie inaczej jest po powrocie byłej kolonii do macierzy. Nawet w ramach Wielkich Chin Hongkong pozostał przykładem nieinterwencjonizmu, wysokiego rozwarstwienia społecznego, symbolem finansowego sukcesu, triumfu kapitalizmu. Korzystając garściami z wielkiego chińskiego zaplecza, stał się jedną z najbogatszych gospodarek świata licząc na głowę mieszkańca, zajmując miejsce w pierwszej dziesiątce.

Przyglądając się bliżej zastosowanym tam rozwiązaniom, można dostrzec pewne cechy wspólne dla pozostałych „tygrysów”, w tym szczególnie do Singapuru, takie jak: elastyczność wytwórczości, niskie koszty produkcji, konkurencyjne ceny, szybkie dostosowywanie się do wymogów światowych rynków, a równocześnie produkcja proeksportowa i mimo wszystko paternalizm ze strony władz.

Hongkong całymi garściami korzystał też z napływu taniej siły roboczej z pobliskich Chin. Naturalnie, tak jak i w Singapurze, tak i tutaj nie było wielkich państwowych konglomeratów, za to szybko w obydwu tych miejscach obracano kapitałem. Struktura przemysłowa opierała się za to na małych i średnich przedsiębiorstwach (tuż przed powrotem do chińskiej macierzy aż 90 proc. spośród nich zatrudniało mniej niż 50 osób). W tym sensie, ten model był najbliższy ostatniego z tu omawianych, na wyspie Tajwan.

Tygrys czwarty, drobnorynkowy – Tajwan

Tajwan, tak jak i Hongkong, jest w gruncie rzeczy chiński. To chiński żywioł tu dominował. Ten model jest jeszcze inny od pozostałych trzech. Wszystkie łączy jedno: planowanie społeczno-gospodarcze, na wyspie wprowadzone w postaci planów 4-letnich już w 1953 r. oraz państwowy interwencjonizm. Na Tajwanie interwencjonizm ten sprowadzał się często do wręcz manipulacji koncesjami importowymi, a nawet ręcznego sterowania bankami, nie tylko programami rozwoju. Tajwan też nie postawił na wielkie konglomeraty, lecz – w iście starochińskim duchu – na sieć rodzimych producentów, umiejętnie ze sobą powiązanych. To małe i średnie przedsiębiorstwa, podobnie jak w Hongkongu, stały za tutejszym gospodarczym „cudem”.

Do tego doszły jeszcze cechy specyficzne, często wiązane z chińską cywilizacją: wysoka wydajność i pracowitość siły roboczej i dyscyplina społeczna będąca w symbiozie z gwarantowaną przez władze efektywną siecią świadczeń socjalnych. Tajwan to przykład społecznej umowy (dajemy wam bezpieczeństwo socjalne w zamian za wydajną pracę), sprawnego, a gdy trzeba to nawet represyjnego reżimu (w przeciwieństwie do Korei Południowej, tu związki zawodowe są wręcz rachityczne), no i przede wszystkim – jak wszędzie w regionie – kombinacji rynku i planowania.

Tajwan to także świadome obniżanie dysproporcji dochodowych. Mówi o tym współczynnik Gini. W Tajwanie jest on najniższy w całym regionie, ledwie przekracza poziom 0,320, podczas gdy w Hongkongu wynosi ponad 0,50. Socjologowie tymczasem twierdzą, że już przekroczenie granicy 0,40 grozi społecznym wybuchem. Nie jest żadnym zaskoczeniem tamtejsza strategia proeksportowa, stanowiąca wspólny wyróżnik wszystkich azjatyckich tygrysów. Tajwan natomiast tym różni się od pozostałych, że zawsze miał opory przed wpuszczaniem na swoje terytorium wielkich transnarodowych korporacji. Nie chciał własnych i nie chce innych. Jak wiadomo, źle na tym nie wychodził, bo dopóki w początkach lat 2000 nie zdetronizowały go Chiny, prowadził na liście krajów o największych na świecie rezerwach walutowych. Tamtejsze społeczeństwo jest bogate, ale oparte na szerokiej klasie średniej i mniej od pozostałych tygrysów rozwarstwione.

Gospodarka tajwańska, chociaż to zaledwie 23 mln mieszkańców, też mieści się w pierwszej 20-tce na globie. Tajwan również, podobnie jak Hongkong, coraz częściej korzysta z wielkiego zaplecza na chińskim lądzie. Gospodarka jest nowoczesna, niezwykle innowacyjna i to ona dała ChRL przykład, jak i gdzie budować parki naukowo-przemysłowe, będące oazami nowoczesnych rozwiązań i zastosowania wysokich technologii.

Jak widać, wbrew panującym stereotypom, tygrysy nie są tożsame czy takie same. Wszędzie tam występuje, choć w różnych proporcjach, mieszanka wolnego rynku i państwowego interwencjonizmu. Neoliberalizm, tak modny po 1990 r., nigdy nie zapuścił tam korzeni. Kiedy więc skompromitował się po 2008 r., o tygrysach jeszcze głośniej; tym bardziej, że to z tamtejszych właśnie rozwiązań po 1992 r. pełnymi garściami czerpał największy z tygrysów, czyli Chiny, które teraz, na dobre i złe, zdają się trząść globalnymi rynkami.

amb. Bogdan Góralczyk


Tagi


Artykuły powiązane