Kosowo: wyzwania dla nowego rządu

11.06.2014
Bank Światowy chwali stabilny wzrost ekonomiczny Kosowa, które na tle państw regionu wypada naprawdę dobrze. By go utrzymać nowo wybrany parlament musi znaleźć sposób na obniżenie poziomu bezrobocia, które sięga 40 proc. Inaczej trwała poprawa jest niemożliwa.

"Choć wspólnota międzynarodowa przeznacza ogromne pieniądze na pomoc rozwojową, wydają się one przepadać w biurokratyczno-korupcyjnej dziurze". (CC By ND Radio nederland)


Kosowo ma to, czego może mu pozazdrościć wiele krajów: strukturę demograficzną, w której większość mieszkańców stanowią osoby młode. Na jednego 64-latka przypada aż czworo dzieci poniżej 14-go roku życia. Cóż jednak, skoro większość młodych ludzi ma problemy ze znalezieniem pracy i rozpoczęciem godnego, dorosłego życia.

Są podstawy, brakuje narzędzi

W kraju, w którym bezrobocie wynosi blisko 40 proc. (wśród młodych dochodzi ono do 55 proc.) i który znajduje się na największym szlaku przemytu narkotyków, godność definiowana jest przez 300 euro średniego wynagrodzenia i nic nie zapowiada, by sytuacja miała ulec poprawie. Przeprowadzone w niedzielę 8 czerwca przedterminowe wybory parlamentarne, w których zwycięstwo odniosła rządząca partia Demokratyczna Partia Kosowa pod wodzą premiera Hashima Thaciego, stwarzają okazję do przyjrzenia się gospodarce najmłodszego europejskiego państwa. Czy Kosowo to wyłącznie „nieudany eksperyment polityczny”, jak uważa wielu?

Od lutego tego roku przez miasta Bośni i Hercegowiny przetaczają się manifestacje i protesty, których uczestnicy żądają poprawy warunków życia, wypłaty zaległych wynagrodzeń i przeprowadzenia skutecznych reform gospodarczych, przy czym nie ma co liczyć, że nieudolny rząd spełni choćby połowę oczekiwań. Niektórzy komentatorzy ochrzcili te wydarzenia mianem „bośniackiej wiosny” – czy nie na wyrost, ocenić będzie można najwcześniej za kilka miesięcy, gdy opadnie protestacyjny kurz.

Nie bez przyczyny analizę poświęconą Kosowu rozpoczynam od przywołania Bośni i Hercegowiny – nie jest nieuzasadnionym pytanie, czy rozczarowani trudną codziennością i nieporadnością władz Kosowianie też nie wyjdą na ulice i nie zaczną z większą niż dziś determinacją żądać poprawy warunków życia. Wskaźniki gospodarcze nie pozostawiają złudzeń co do tego, że najmłodsze państwo na kontynencie znajduje się w niechlubnej grupie najbiedniejszych europejskich krajów – obok Macedonii i Mołdawii.

Zgodnie z danymi Banku Światowego, 37 proc. ludności żyje poniżej granicy ubóstwa, mając do dyspozycji 1,37 euro na  dzień. 15 proc. żyje w skrajnym ubóstwie (0,37 euro na dzień). Choć brzmi to jak statystyka dla państwa afrykańskiego, w rzeczywistości są to dane kraju, który znajduje się w odległości niewiele ponad tysiąca kilometrów w linii prostej od Warszawy. Średnie wynagrodzenie to ledwie 300 euro. Lepiej jest nawet w Macedonii (340 euro) i Albanii (380 euro, dane pochodzą z zestawienia periodyku „Nowa Macedonia”).

Przestępczość hamuje rozwój

Te liczby są doskonałą wodą na młyn dla wszystkich, którzy uważają, że ogromnym błędem była zgoda na ogłoszenie najpierw niezależności od Serbii, a później utworzenie niezależnego państwa. Do dziś Kosowo nie jest uznawane przez część państw (np. Rosję), nawet członkowie Unii Europejskiej nie są zgodni co do zasadności uznania państwa Kosowo (nie zdecydowała się na to m. in. Hiszpania).

Choć wspólnota międzynarodowa (w tym UE) rokrocznie przeznacza ogromne pieniądze na pomoc rozwojową, wydają się one przepadać w jakiejś biurokratyczno-korupcyjnej dziurze. Część pomocy przeznaczana jest na walkę z zorganizowaną przestępczością. Jej skala jest jednak na tyle duża, że nie wydaje się, by instytucje państwowe mogły wygrać z grupami przestępczymi. Kosowo znajduje się na szlaku przemytu narkotyków z Turcji i Bliskiego Wschodu do Europy Zachodniej. Przez to niewielkie państwo przebiega największy na kontynencie szlak przemytu kokainy – szacuje się, że 60 proc. dostępnej w Europie kokainy jest transportowane przez Kosowo. Handel ludźmi to kolejny ogromny problemem, z którym nie mogą sobie poradzić organy ścigania – a być może nie chcą, bo z tego procederu czerpią korzyści także prominentni politycy, prokuratorzy i mundurowi. Wystarczy przypomnieć liczne skandale z udziałem działaczy Wyzwoleńczej Armii Kosowa (UÇK). Już w 1998 r. Departament Stanu USA uznał UÇK za organizację terrorystyczną, której majątek pochodzi przede wszystkim z handlu heroiną. Skoro jednak od połowy lat 90. UÇK ściśle współpracował z NATO w zakresie utrzymania porządku w Kosowie, Stany Zjednoczone nie zrobiły wiele, by ukrócić przestępczą działalność tej grupy.

Po 1999 r. wielu działaczy weszło w skład formujących się organów władzy, wielu z nich do dziś piastuje odpowiedzialne pozycje, które dają im szerokie pole manewru. W tej sytuacji wątpliwe, by jakiekolwiek międzynarodowe programy walki z przestępczością zorganizowaną miały przynieść efekty – przestępcy mają nad sobą silne parasole ochronne. Nieszczęściem Kosowa jest to, że ci, którzy mieli je chronić, stali się sprawcami ludzkich nieszczęść. Najwyższy poziom prostytucji odnotowano w czasie, gdy na jego terytorium przebywali żołnierze NATO i KFOR – pomimo zakazów dowództwa, masowo korzystali z usług prostytutek.

Ambitne plany wymagają kapitału

Niepewna sytuacja polityczna, słaba infrastruktura drogowa i powszechne naruszanie przepisów prawnych są barierami, które ograniczają zainteresowanie zagranicznych inwestorów. Aby przekonać ich do wejścia na kosowski rynek, rząd zdecydował się pod koniec 2013 r. na kampanię promocyjną („Invest in Kosovo”) w największych telewizjach informacyjnych świata – BBC i CNN. Widzowie mogli obejrzeć 30-sekundowe filmiki prezentujące potencjał Kosowa. Na stronie internetowej towarzyszącej akcji w zakładce „Success story” zamieszczono jak dotychczas jedynie trzy relacje – sądząc tylko po tym, można odnieść wrażenie, że kampania zakończyła się porażką.

W rzeczywistości jednak Kosowo ma w rękawie parę asów i cała sztuka polega na tym, by odpowiednio je wykorzystać. Dane Banku Światowego (ranking Doing Business) napawają optymizmem. W raporcie za 2013 r. Kosowo znalazło się na 98 miejscu (w badaniu uwzględniono 185 krajów), co oznacza poprawę o 28 miejsc. Żaden z jego sąsiadów nie może pochwalić się tak imponującym wynikiem.

Bank Światowy wylicza, że wynik ten Kosowo zawdzięcza przede wszystkim wzmocnieniu pozycji inwestorów i wprowadzeniu zmian ułatwiających zakładanie działalności. Na pochwałę zasłużyło także usprawnienie procesu wydawania pozwoleń na budowę i zniesienie obowiązku posiadania minimalnego kapitału dla utworzenia spółek. Kosowo ma całkiem sprawny system prawny i klarowny, mało kazuistyczny system podatkowy – ustawodawca dokonał kompresji najlepszych wzorców zachodnich i w efekcie wiele krajów może pozazdrościć Prisztinie przemyślanego, nie budzącego większych kontrowersji prawodawstwa.

Tym, co może zniechęcać zagranicznych inwestorów, jest brak odpowiednio wykwalifikowanych zasobów ludzkich. Oczywiście, w Kosowie działają uczelnie wyższe, także techniczne, jednak ich poziom nie dorównuje poziomowi zachodnioeuropejskich szkół wyższych. Problem ten dostrzegły kosowskie władze i zapowiedziały, że nie będą szczędziły sił i środków na poprawę poziomu wykształcenia. „Musimy kontynuować prace nad usprawnieniem systemu edukacyjnego oraz przygotowania zawodowego – siła robocza jest jednym z największych wartości Kosowa – potrzebujemy profesjonalistów i dobrze wyszkolonych ludzi, tak by firmy nie musiały przeznaczać pieniędzy na ich wyszkolenie” – powiedział w rozmowie z Bankiem Światowym minister gospodarki Kusari Lila.

Silne podstawy do optymizmu

Wcale nie jest powiedziane, że Kosowo będzie zawsze skazane na miejsce w niechlubnym ogonie Europy. Zdaniem Banku Światowego, Kosowo rozwija się najszybciej spośród państw regionu (w zestawieniu nie uwzględniono państw należących do UE). W 2013 r. wzrost ekonomiczny wyniósł 3 proc. i był o 0,8 proc. wyższy od średniego wzrostu, liczonego dla sześciu państw bałkańskich. Bank Światowy wyraża nadzieję, że w 2014 r. wzrost wyniesie 3,5 proc. „Przychody z bezpośrednich inwestycji bezpośrednich wzrosły i dotyczyły głównie projektów infrastrukturalnych, takich jak lotnisko w Prisztinie i elektrownie” – czytamy w raporcie Banku. Pozytywnym wskaźnikiem dla gospodarki jest niski poziom zadłużenia zagranicznego i prywatnego. „Podczas gdy dług publiczny Czarnogóry wynosi 120 proc. PKB, dług Kosowa wynosi 10 proc., a więc znacznie mniej, niż poziom określony w Traktacie z Maastricht”. Jan-Peter Olters, manager krajowy z ramienia Banku Światowego jest zdania, że Kosowo musi kłaść nacisk na utrzymanie stabilności makro-fiskalny, bo bez tego nie zostanie osiągnięty najważniejszy cel polityki społecznej i gospodarczej którym jest zrównoważony wzrost zatrudnienia.

Kosowo widzi swoją przyszłość w możliwie najbliższym sąsiedztwie Unii Europejskiej. W październiku 2013 r. rozpoczął się proces negocjacji Umowy o Stowarzyszeniu i Stabilizacji. Inne państwa regionu już wcześniej podjęły podobne negocjacje. Kosowo, choć od początku swego istnienia wyrażało zainteresowanie zinstytucjonalizowaniem współpracy, nie mogło rozpocząć prac nad umową wcześniej, gdyż miało nieuregulowany status prawny. Wątpliwości budził fakt, czy w ogóle zawarcie jakiejkolwiek umowy międzynarodowej jest możliwe w sytuacji, w której niektóre państwa członkowskie UE nie uznały państwowości Kosowa. Wątpliwości te zostały wyjaśnione na korzyść Kosowa, a same negocjacje Umowy Stowarzyszeniowej zakończyły się na początku maja tego roku. Umowa zawiera  Część handlowa umowy dotyczy utworzenie strefy wolnego handlu pomiędzy UE a Kosowem, w ramach której zostanie zapewniony swobodny przepływ towarów, usług i kapitału.

Krajobraz po wyborach

Po niedzielnych wyborach na scenie politycznej nie zmieni się wiele – premierem najprawdopodobniej zostanie dotychczasowy szef rządu, 46-letni Hashim Thaci. PDK nie będzie w stanie sformułować rządu większościowego, wobec czego konieczne będzie utworzenie koalicji. Frekwencja wyniosła 43 proc. i była o 5 proc. niższa niż w 2010 r. Spadek zainteresowania wyborami tłumaczy się zmęczeniem części Kosowian działaniami rządu i ich brakiem wiar w możliwość przeprowadzenia zmian przez obecną elitę polityczną. Zwracając się do swoich zwolenników, Thaci zapowiedział, że od poniedziałku jego ekipa zabierze się do ciężkiej pracy i udowodni, że „niepodległość Kosowa była dopiero początkiem, a nie końcem”. Pracy będzie miał dużo, bo gdy pewna granicy cierpliwości zostanie przekroczona, PDK może stanąć w obliczu takiej fali niezadowolenia, jaka przelała się przez Bośnię i Hercegowinę.

OF


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test