Zaciskanie pasa jest bolesne, a efekty niepewne

31.12.2011
Czy konsolidacja fiskalna może wspomóc wzrost gospodarczy nawet w krótkim okresie? Czy może obyć się bez łez i potu? Znany włoski ekonomista Roberto Perotii przez lata udowadniał, że jest to możliwe. Poddaje jednak w wątpliwość, czy może się to udać w obecnych okolicznościach w Europie.

(CC BY-NC-ND NoHoDamon)


Roberto Perotti, włoski ekonomista wykładający w przeszłości m.in. na Uniwersytecie Columbia, zasłynął badaniami nad skutkami ekonomicznymi polityki fiskalnej. Wspólnie ze swoim rodakiem, Alberto Alesiną z Harvardu, wielokrotnie opisywał, jak tzw. zaciskanie pasa może – wbrew powszechnej intuicji – doprowadzić do przyspieszenia wzrostu PKB w krótkim okresie. Krótki okres jest kluczowy, ponieważ co do korzyści wynikających z niskiego długu w dłuższym okresie mało kto ma wątpliwości.

Perotii pokazywał w swoich pracach, że przy wysokim długu publicznym zaciskanie pasa może prowadzić do spadku stóp procentowych, wzrostu konkurencyjności dzięki spadkowi płac, przyspieszenia inwestycji prywatnych, czy wzrostu eksportu. Tym samym efekt obniżenia popytu ze strony rządu jest całkowicie amortyzowany przez prowzrostowe efekty. Nazywa się to „niekeynesowskimi“ skutkami konsolidacji fiskalnej. Oczywiście nie jest to mechanizm występujący zawsze i wszędzie, ale badania potwierdzające jego występowanie poddawały w wątpliwość często spotykane opinie, że zaciskanie pasa musi być bolesnym procesem.

Na tych badaniach opiera się optymizm tych wszystkich, którzy wierzą, że zaciskanie pasa w Europie wcale nie musi prowadzić do recesji. Szczególną wiarą w opisany mechanizm wykazuje się rząd Niemiec, który uważa, że kiedy Włochy i Hiszpania zaczną wprowadzać wiarygodne reformy zaufanie powróci na tamtejsze rynki obligacji, a za inwestorami ruszą firmy i konsumenci – wzrost PKB odbije się od dna, a kryzys będzie powoli wygaszany.

Tymczasem sam Perotti nie jest wielkim optymistą co do możliwości wystąpienia obecnie w Europie „niekeynesowskich” efektów konsolidacji fiskalnej. W ostatnim badaniu, opublikowanym przez Bank Rozliczeń Międzynarodowych (BIS), stwierdza, że krótkookresowe efekty konsolidacji fiskalnej w Europie mogą być recesyjne. – Te rezultaty [jego badania – przyp. IM] poddają w wątpliwość przynajmniej niektóre wersje tzw. ekspansywnej konsolidacji fiskalnej i możliwości jej wystąpienia w obecnej sytuacji – pisze Perotti.

Wątpliwości samego „mistrza“

Zdaniem Perottiego okoliczności, które w przeszłości pozwalały wielu krajom na szybkie zwiększenie dynamiki PKB poprzez konsolidację fiskalną, są w tej chwili nieobecne. Jego wątpliwości dotyczą głównie dwóch kwestii.

Po pierwsze, w przypadku tzw. ekspansywnych epizodów konsolidacji fiskalnej kluczową rolę odgrywał popyt zewnętrzny. Reformujące się kraje doświadczały wzrost tzw. eksportu netto (w uproszczeniu: różnica między wzrostem eksportu a wzrostem importu) głównie w wyniku dewaluacji kursu własnej waluty. Tymczasem ten mechanizm z oczywistych powodów w strefie euro nie może zadziałać. Kraje eurolandu nie mają własnych walut. Mogą oczywiście liczyć na deprecjację euro w stosunku do dolara, jednak ich głównymi partnerami są kraje europejskie, a nie Stany Zjednoczone, dlatego skutki mogą być ograniczone. Co gorsze, spowolnienie globalnej gospodarki dodatkowo utrudnia zwiększenie eksportu. Co najgorsze, konsolidacje fiskalną przeprowadzają niemal wszystkie kraje rozwinięte, a globalny wzrost eksportu netto nie jest możliwy.

Po drugie, kraje dokonujące gwałtownego zaciskania pasa doświadczały często spadku stóp procentowych w wyniku m.in. spadku premii za ryzyko. Obecnie w Europie można liczyć na spadek długookresowych stóp procentowych – czyli rentowności papierów skarbowych – jednak krótkookresowe stopy nie mogą spaść. Są bowiem bardzo blisko zera. Główna stopa Europejskiego Banku Centralnego wynosi 1 proc., więc pole do obniżek jest małe. A to na ten stopie jest często oparte oprocentowanie kredytów np. w Hiszpanii.

Perotti nie twierdzi bynajmniej, że reformujące się kraje są absolutnie skazane na recesję. Zostawia cień niepewności, typowy dla akademika. Celem jego ostatniego badania było po prostu przypomnienie i dokładniejsze zanalizowanie głównych motorów wzrostu w okresie konsolidacji fiskalnej. Zasiał wątpliwość w obozie tych, którzy bezwzględnie wierzą w szybkie pozytywne efekty konsolidacji fiskalnej.

Woda na młyn

Perotti nie słynie z angażowania się w ostre ideowe i polityczne spory, jest raczej ekonomistą trzymającym się z dala od mediów. Ale jego ostatnie argumenty są wodą na młyn takich ekonomistów jak Paul Krugman, czy Martin Wolf (główny komentator Financial Times), którzy od wielu miesięcy ostrzegają publicznie, że konsolidacja fiskalna tylko pogorszy problemy zadłużeniowe Europy w krótkim okresie, dlatego muszą jej towarzyszyć inne instrumenty antykryzysowe.

Krugman notorycznie dolewa oliwy do ognia ostrych debat ekonomicznych. Notorycznie powtarza, że zaciskanie pasa doprowadzi do spadku PKB, co sprawi, że relacja dług/PKB utrzyma się na niezmienionym poziomie lub nawet wzrośnie. Dlatego jego zdaniem EBC powinien prowadzić znacznie luźniejszą politykę pieniężną, nie bojąc się o wzrost inflacji. W Europie kontynentalnej takie myślenie jest traktowane niemalże jako objaw szaleństwa. Dominuje wiara, że im silniejsze zaciskanie pasa, tym większe zaufanie, wyższe ratingi i spokój na rynku obligacji.

Spór jest jednak znacznie głębszy niż o to, jakie działania podjąć w celu wygaszenia kryzysu. Czy EBC ma zacząć masowy skup obligacji, czy powinien pozwolić na wzrost inflacji, jak głęboko należy zaciskać pasa? To są tylko instrumenty. Natomiast pod powierzchnią ostrych sporów kryje się fundamentalnie odmienne spojrzenie na funkcjonowanie gospodarki i dynamikę obecnego kryzysu.

Z jednej strony są ekonomiści, którzy twierdzą, że krótkookresowa recesja – płytka czy głęboka – może być kosztem, który należy ponieść w celu dokonania niezbędnych zmian strukturalnych, po to by „rozruszać“ gospodarkę w dłuższym okresie. Ich zdaniem nie strona popytowa jest kluczowa, ale podażowa. Stymulacja popytu – czy to poprzez politykę fiskalną, czy monetarną – może w krótkim okresie być impulsem wzrostowym, ale w długim okresie nie ma żadnego znaczenia, a wręcz może pogorszyć sprawę. Obniżą się bowiem rynkowe bodźce do reform, a w przyszłości zostaniemy tylko z wyższą inflacją i długiem. Należy więc z tej stymulacji jak najszybciej się wycofać, lub – jak w przypadku polityki pieniężnej – ograniczyć ją.

Z drugiej strony stoją ekonomiści, którzy uważają, że recesja może sprowadzić gospodarki na niższą ścieżkę wzrostu w długim okresie, dlatego nie powinno się do niej dopuścić. Mamy bowiem do czynienia z „nienormalnym“ kryzysem gospodarczym, to znaczy takim, w którym problemem jest wysokie zadłużenie prywatne i proces jego redukcji, a nie po prostu spowolnienie wynikające z ograniczenia inwestycji i wzrostu oszczędności. Dlatego zaciskanie pasa i ograniczenie impulsu monetarnego będzie prowadziło do wieloletniej stagnacji, w której problem zadłużenia nie zmniejszy się ani na jotę. Sektor prywatny będzie tkwił w zadłużeniu, podobnie zresztą jak sektor publiczny.

W pewnym sensie jest to spór europejsko-amerykański. W USA rząd chce kolejny raz poluzować politykę fiskalną, a bank centralny prowadzi ekstremalnie luźną politykę pieniężną. W Europie zaś rządy ostro zaciskają pasa, a bank centralny tylko lekko luzuje politykę pieniężną.

Nie trzeba zatem odwoływać się do teorii i modeli. Rzeczywistość sama przyniesie odpowiedź na pytanie, który model gospodarki lepiej tłumaczył obecny kryzys i sposób wychodzenia z niego.

Autor jest ekonomistą PBP Banku, publicystą.



Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test