Zachód musi mieć głębokie kieszenie żeby pomóc Ukrainie

05.03.2014
Po politycznej i militarnej przyjdzie czas na gospodarczą agresję Rosji na Ukrainę – podwyżki cen gazu, tworzenie barier handlowych, utrudnianie migracji. Zachód może pomóc Kijowowi, ale nie wiadomo jaki jest prawdziwy stan ukraińskiej gospodarki i jak wysokie rachunki trzeba będzie płacić  – mówi Arkadiusz Sarna, ekspert z Ośrodka Studiów Wschodnich

Arkadiusz Sarna (Fot. OSW)


Obserwator Finansowy:  Unia Europejska i Stany Zjednoczone składają już pierwsze deklaracje pomocy finansowej dla Ukrainy. Kluczowa będzie jednak misja Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Czy Fundusz naprawdę rozważa wypłatę pieniędzy dla kraju, któremu nawet przez rok nie udało się realizować poprzedniego programu pomocowego z 2010 roku?

Arkadiusz Sarna: Oceniam, że Fundusz poważnie rozważa udzielenie pomocy kredytowej Ukrainie. Zmieniła się bowiem sytuacja polityczna. Rząd tego kraju ma pełną legitymizację na Zachodzie, a premier Arsenij Jaceniuk jeszcze przed przyjazdem misji MFW zadeklarował podjęcie tych zobowiązań, których niewypełnianie w ostatnich latach przyczyniło się dwukrotnie do zerwania programu pomocowego. Chodzi o podwyżki cen gazu dla odbiorców krajowych, ustanowienie elastycznego kursu walutowego i nowelizację budżetu z obcięciem wydatków nawet o 65-85 mld hrywien. Obecne władze faktycznie są „pod ścianą” i nie mają innego wyjścia niż wypełnienie tych warunków. Na Ukrainie istnieje zresztą pełna świadomość tego faktu: gabinet Jaceniuka został nazwany „rządem kamikadze” – skazanym na pożarcie ze względu na niezadowolenie społeczne związane ze spodziewanymi, niepopularnymi decyzjami. To m.in. w tym kontekście tłumaczy się brak w rządzie reprezentantów partii Udar Witalija Kliczki, poważnego kandydata na nowego prezydenta Ukrainy.

A czy nie jest tak, że Ukraina jest tak ważna geopolitycznie, że nawet bez dodatkowych warunków pomoc by dostała?

Nie do końca, bo MFW nie jest instytucją dobroczynną i wszyscy wiemy jak działa – pomoc oferuje tylko w zamian za spełnienie konkretnych warunków. Ukraińcy muszą więc podjąć niepopularne decyzje i zacisnąć pasa. Szczególnie, że budżet przyjęty przez ekipę Janukowycza okazał się nierealistyczny już w styczniu (>>>> czytaj: Ukraina: budżet w czasach rewolucji), ratowały go pożyczka z Rosji i wpłaty z Narodowego Banku Ukrainy. Tak czy owak trzeba go więc nowelizować.

Jak głębokie kieszenie będzie miał Zachód? Ukraińskie Ministerstwo Finansów szacuje, że do końca 2015 roku kraj potrzebuje 35 mld dolarów. Nie wiadomo czy uwzględniono już w tym rachunku wzrost ceny gazu z 268 do 400 dolarów za 1000 m3, co Rosja już zapowiedziała. W każdym razie rachunki mogą być słone.

Jest rosnąca świadomość wyzwań i problemów Ukrainy, w tym możliwych reperkusji tego kryzysu dla międzynarodowych rynków finansowych. Zachód będzie zapobiegał rozlewaniu się kryzysu na inne rynki. Z drugiej strony trzeba wziąć pod uwagę ryzyko, związane ze współpracą z krajem, w którym może być jeszcze bardzo ciężko jeśli chodzi o gospodarkę.

Trudno nawet o wiarygodną ocenę stanu ukraińskiej gospodarki, bo poprzednie władze prowadziły prawdopodobnie świadomą manipulację danymi. Wynika z nich, że w 2013 roku wzrost PKB był na poziomie zerowym, ale wynik ten osiągnięto tylko dlatego, że – po pięciu kwartałach z rzędu spadku PKB – w ostatnim kwartale 2013 roku nagle nie wiadomo skąd gospodarka urosła o niemal 4 proc. Mówiąc wprost: nie wiadomo do końca, jaki jest faktyczny stan miejscowej gospodarki i ile pieniędzy naprawdę potrzeba Ukrainie oraz jak długo Zachód będzie chciał płacić te rachunki.

Załóżmy jednak, że kryzys został opanowany i pożyczki przyznane. Co będzie wówczas kołem zamachowym ukraińskiej gospodarki – przemysł ciężki czy rolnictwo?

Faktycznie rolnictwo odgrywa coraz większą rolę w ukraińskim eksporcie: sektor ten „dogonił” przeżywającą kryzys metalurgię pod względem udziału w sprzedaży zagranicznej. Według amerykańskich prognoz, Ukraina w bieżącym roku marketingowym w tej branży (lipiec 2013 r. – czerwiec 2014 r.) może awansować na pozycję drugiego światowego eksportera netto zbóż, po USA. Ten potencjał opiera się jednak w znaczniej mierze na dużych umowach, które ekipa Janukowycza podpisała m. in. z Chinami. Pojawiają się obawy, że były to umowy na wyrost, że Kijów nie będzie w stanie zabezpieczyć takiej ilości zbóż na eksport.

Może dałoby się sprzedać te zboża bliżej i drożej – do Unii Europejskiej po podpisaniu umowy stowarzyszeniowej i umowy o wolnym handlu?

Umowa przewiduje kwoty na eksport, które nie są do końca satysfakcjonujące dla miejscowych producentów. Nie mniej na Ukrainie spodziewano się wzrostu eksportu rolnego do UE po jej podpisaniu. To jednak może potrwać choć obecne władze deklarują powrót do prac na rzecz podpisania umowy. Ważną kwestią w kontekście ukraińskiego rolnictwa jest też nieuregulowana sprawa własności ziemi rolnej – na razie wielkie miejscowe holdingi mogą ją jedynie dzierżawić, na wolny obrót ziemią wprowadzono moratorium do 2016 roku. Gdyby sprawa własności była uregulowana, ziemia mogłaby być przedmiotem zastawów bankowych, a co za tym idzie pojawiłyby się większe nakłady inwestycyjne w rolnictwie i szybciej rozwinąłby się rynek wewnętrzny.

Jak wygląda geografia gospodarcza Ukrainy? Czy zachodnia część kraju poradziłaby sobie bez wschodniej, gdzie dominuje przemysł ciężki?

Najlepsze ziemie rolne znajdują się na zachód od Dniepru (w centralnej części kraju), częściowo w północno-wschodniej Ukrainie; przemysł ciężki – na wschodniej Ukrainie. Rolnictwo jest zatem dominująca gałęzią gospodarki Ukrainy Zachodniej, a Wschód to wielkie kombinaty górniczo-hutnicze. Ewentualna rosyjska kontrola nad wschodnią Ukrainą mogłaby oznaczać koniec wielu tamtejszych zakładów – dziś np. konkurujących na światowych rynkach stali z rosyjskimi. Część zmieniłaby właścicieli – rosyjscy oligarchowie mogliby je wykorzystać do domykania swoich cykli produkcyjnych.

Jaki jest teraz najbardziej prawdopodobny rozwój wydarzeń?

Rosja nie zamierza „odpuszczać sobie” Ukrainy, dlatego po politycznych i militarnych – można spodziewać się także ekonomicznych przejawów agresji. One dominowały zresztą w poprzednich latach. Chodzi o tworzenie kolejnych barier handlowych, podwyżki cen surowców, przede wszystkim gazu, możliwe utrudnienia w dostępie ukraińskich emigrantów zarobkowych do rosyjskiego rynku pracy itd.

Kto gospodarczo straci na tym konflikcie więcej – Ukraina czy Rosja?

W liczbach bezwzględnych Rosja, bo jest większą gospodarką. Spadek wartości rubla, spadki na giełdzie, podwyżka stóp procentowych, która może spowolnić wzrost gospodarczy to są konkretne koszty, których Putin mógł nawet nie brać pod uwagę, bo nie mają dla niego znaczenia przy realizacji strategicznego celu, jakim jest odbudowa imperium. Generalnie jednak większy chaos panuje w gospodarce ukraińskiej i to ona bardziej dotkliwie doświadcza skutków ekonomicznych agresywnej polityki Rosji. Oby jednak było tak, że rosyjska presja okaże się ważnym czynnikiem, stymulującym rządzących w Kijowie do radykalnych reform, z którymi nad Dnieprem zwlekano przez wiele lat.

Rozmawiał Marek Pielach

Arkadiusz Sarna – analityk ds. ukraińskich w Zespole Białorusi, Ukrainy i Mołdawii. Ośrodka Studiów Wschodnich. Politolog, dziennikarz. W latach 2007-2012 I Sekretarz Wydziału Ekonomicznego Ambasady RP w Kijowie.


Tagi


Artykuły powiązane