Rockefeller, bohater jak z powieści

27.09.2014
Postrzegany do dziś jako symbol drapieżnego kapitalizmu najbogatszy Amerykanin w historii, John D. Rockefeller, był w swoich czasach uważany za najlepszego pracodawcę w kraju – pisze Ron Chernow w książce „Tytan. Życie Johna D. Rockfellera seniora”.


Mimo upływu prawie 80 lat od śmierci Johna D. Rockefellera seniora (zmarł w 1937 r., mając 97 lat) żadnemu Amerykaninowi nie udało się go jeszcze pokonać pod względem zamożności. W 2007 r. dziennik „The New York Times” wyliczył, że to najbogatszy Amerykanin w historii tego kraju. Jego majątek wynosił 1,53 proc. amerykańskiego PKB. W dzisiejszych warunkach byłyby to 192 mld dol. Do dzisiaj też cztery z firm, które powstały po rozbiciu założonego przez niego koncernu Standard Oil – Exxon, Mobil, Amoco i Cheveron – są wśród 50 największych firm na świecie.

>>czytaj też: Jak Rockefellerowie i Morganowie stworzyli Fed

Ludzkie oblicze szefa

Założyciel imperium nie tylko płacił pracownikom o 10 – 20 proc. więcej, niż wynosiła rynkowa stawka za ich pracę. Raz w roku każdy zatrudniony miał prawo dodatkowo zgłosić argumenty uzasadniające podwyżkę jego pensji, na którą zresztą prawie zawsze się zgadzał. Jako jeden z pierwszych płacił za leczenie pracowników i wypłacał im emerytury, wykazując autentyczną troskę o to, co się z nimi działo. Firmowa korespondencja pełna jest listów z pytaniami o zdrowie chorych albo emerytowanych pracowników.

Rockefeller był także jednym z pionierów akcjonariatu pracowniczego, pożyczał nawet zatrudnionym pieniądze na zakup akcji. Mawiał, że chciałby, by „kapitalistą był każdy mężczyzna, kobieta i dziecko w tym kraju”. Nic dziwnego, że w Standard Oil nigdy nie było strajku.

Kropla drąży skałę

W rozmowach z partnerami biznesowymi starał się wypowiadać swoje opinie jako sugestie albo pytania. Nigdy nie narzucał swojego zdania i dbał o to, by decyzje zarządu zapadały jednomyślnie (trzeba jednak pamiętać, że nigdy nie miał więcej niż 1/3 akcji firmy, nie mógłby rządzić autokratycznie, nawet gdyby chciał). Prawie nigdy nie używał słowa „ja” (z wyjątkiem sytuacji, gdy opowiadał dowcip), wybierając zamiast niego „my”. Zwracał też na to uwagę kolegom: „Nie zapominaj, że jesteśmy partnerami w biznesie i wszystko, co robimy, robimy dla dobra nas wszystkich”.

Jak radził sobie, gdy napotykał opór? W 1885 r. odkryto złoża ropy naftowej w stanie Ohio. Problem polegał na tym, że była gorszej jakości niż ropa z Pensylwanii i zostawiała osad na lampie (wówczas ropy używano głównie do oświetlania). Zawierała też za dużo siarki, co dawało trudny do zniesienia odór. Rockefeller był jednak przekonany, że chemicy w końcu znajdą sposób na podniesienie jakości surowca i mimo wszystko zaproponował, by firma wykupiła nowe złoża. Jego biznesowi partnerzy uznali, że to zbyt ryzykowne.

Rockefeller powracał do sprawy. Na którymś z zebrań jeden z jego wspólników – rozdrażniony kolejnym podejściem Rockefellera – wrzasnął głośno: nie! W odpowiedzi Rockefeller oświadczył, nie podnosząc głosu, że sfinansuje inwestycję z własnych pieniędzy (a chodziło o kwotę 2 mln ówczesnych, czyli około 50 mln dzisiejszych dolarów) i jeżeli się powiedzie, to firma zwróci mu koszty, a jeśli nie, to sam poniesie straty. Zaskoczeni wspólnicy skapitulowali i oświadczyli, że skoro jest skłonny podjąć takie ryzyko, to oni zrobią to samo i wyłożą pieniądze za zakup złóż.

Konkurentów w biznesie też starał się zjednywać. Właścicielom każdego przejmowanego szybu naftowego proponował akcje Standard Oil (wielu z tych, którzy wybrali gotówkę, miało później do niego żal). Zbyt dużą konkurencję uważał za szkodliwą. „Chyba największą przeszkodą na drodze Amerykanów do postępu i szczęścia jest chęć tak wielu ludzi do inwestowania czasu i pieniędzy w tworzenie kolejnych firm w istniejących i bardzo konkurencyjnych przemysłach zamiast poszukiwania nowych pomysłów na biznes” – zwykł mawiać.

Zbudowanie tak dużej organizacji jak Standard Oil (uważanej za pierwowzór współczesnej międzynarodowej korporacji) wymagało delegowania władzy. Rockefeller mawiał: „Każdy ma znaleźć osobę, która może wykonać jego pracę. Jak już to zrobicie, to usiądźcie wygodnie i pomyślcie nad pomysłami, dzięki którym Standard Oil może zarobić pieniądze”. Mocno zadłużał się w bankach, by przejąć konkurentów i uzyskać korzyści ze skali produkcji. W czasie swojej kariery obniżył o połowę koszt rafinacji ropy naftowej. Mawiał, że dzięki temu jest w stanie dać konsumentom tani produkt.

Kiedy John D. Rockefeller stał się sławny, jego szkolni koledzy i sąsiedzi z czasów dzieciństwa z trudem byli w stanie go sobie przypomnieć. Nie wyróżniał się specjalnie w szkole. Sam przyznał, że „nauka nie przychodziła mu łatwo” i musiał jej poświęcać dużo czasu. Określał siebie mianem ucznia solidnego, ale w żadnym razie nie wybitnego. Wszystkiemu, co robił, poświęcał za to bardzo dużo uwagi. Gdy na przykład grał w szachy, studiował dokładnie każdy ruch i długo się namyślał, zanim wykonał swoje posunięcie. W pełni też kontrolował swoje emocje. Jego rodzeństwo wspominało, że psikusy robił im zawsze z kamienną twarzą

Wydane w Polsce tłumaczenie książki Rona Chernova to mocno skrócona wersja amerykańskiego oryginału: zamiast ponad 800 stron liczy około 200. Można przypuszczać, że wydawca uznał, iż może być mu trudno sprzedać taką „cegłę”. Obie wersje warte są polecenia (oryginalna zdecydowanie bardziej).

Nowe szczegóły

Znajdziemy w niej m.in. pełną wersję pasjonującej historii ojca Johna D. Rockefellera – Williama (Billa) Rockefellera, który w XIX w. objeżdżał Dziki Zachód, podając się za lekarza, którym nie był (najbogatszy człowiek świata wstydził się ojca i za jego życia przez długi czas utrzymywał, że ten nie żyje). Angielski oryginał zawiera także wiele szczegółów z życia dzieci Rockefellera, które czyta się jak kronikę towarzyską kolorowego pisma. Większość poprzednich biografii Rockefellera powstała w pierwszej połowie XX w. i ze względów obyczajów części dotyczące życia osobistego rodziny były mocno okrojone.

Książka w dużym stopniu opiera się materiałach z wywiadu rzeki, którego John D. Rockefeller udzielił Williamowi O. Inglisowi w latach 1917–1920. Miała z niej powstać autoryzowana biografia, która jednak nigdy się ukazała. Autor przeczytał 1,7 tys. stron zapisu wywiadu i uznał, że dojrzał w nim oblicze Rockefellera, którego nikt jeszcze publicznie nie pokazał. Dobrze, że mogą się z nim zapoznać także polscy czytelnicy. Tym bardziej, że jak napisał w recenzji tej pozycji „The New York Times”, to „biografia, którą czyta się powieść”.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły