• Dr Richard W. Rahn

Bankructwo lepsze od nadzoru

26.03.2010
Dziś w piątek 26 marca dojdzie do kolejnej weryfikacji siły administracji Obamy. Komisja Senatu ds. Banków przyjmie lub odrzuci ustawę o nowych regulacjach rynków finansowych. To m.in. zwiększenie płynności przez banki i dodatkowe instytucje nadzoru. Jedną z nich ma być Rada Nadzoru nad Stabilizacją Finansową, która przeciwdziałałaby bańkom spekulacyjnym. Ale tworząc tę instytucję, państwo narusza granicę między polityką a gospodarką. Stąd już krok do kapitalizmu państwowego.

Copyright by CD


Wyrażenie „upadłość nie jest opcją” ma działanie motywujące w trudnych sytuacjach, ale we właściwie funkcjonującej gospodarce rynkowej zawsze musi istnieć opcja upadłości. Gdybyście mieli wybór między zakupem obligacji emitowanych przez firmę uważaną za „zbyt dużą, żeby upaść”, czyli taką, której dług jest nieformalnie gwarantowany przez państwo, i obligacjami firmy bez takiej gwarancji, to co byście wybrali? Przedsiębiorstwa z gwarancjami państwa mogą pożyczać taniej i ta ich nieuczciwa przewaga konkurencyjna pomaga im wypychać konkurentów z rynku.

Jedni uważają, że przyczyną  bańki spekulacyjnej na rynku nieruchomości, a w konsekwencji kryzysu finansowego, był przede wszystkim Fed, inni, że Fannie Mae i Freddie Mac (skupujące kredyty hipoteczne, dotowane przez państwo korporacje warte dwa biliony dolarów), albo największe banki komercyjne i inwestycyjne. Ale warto zwrócić uwagę, że niezależnie od tego, którą teorię wybierzemy, źródłem problemu były podmioty albo państwowe, albo mocno nadzorowane przez państwo – i wszystkie uchodziły za „zbyt duże, żeby upaść”. Fannie i Freddie były objęte nieformalnymi gwarancjami państwa, a największe banki urosły do monstrualnych rozmiarów głównie dzięki fuzjom, a nie rozwojowi wewnętrznemu. Była gubernator Rezerwy Federalnej Martha R. Seger przypomniała mi niedawno, że Fed zaakceptował wszystkie te fuzje, a do niektórych wręcz zachęcał.

Klasa polityczna jak zawsze wznosi okrzyk: Potrzeba więcej nadzoru! – a większość mediów jak zawsze im przyklaskuje. Czy naprawdę potrzeba więcej nadzoru? Zabawmy się w detektywów. Kongres, a konkretnie sen. Christopher J. Dodd, który przedstawił propozycję reformy systemu nadzoru, rozważa pomysł zwiększenia kompetencji Fedu i rozciągnięcia ich na większą liczbę instytucji. A przecież to Fed był jednym z głównych sprawców kryzysu finansowego i przegapił wszystkie znaki ostrzegawcze. Jaki dowódca wojskowy wysłałby na misję rozpoznawczą oddział, który wcześniej nie ostrzegł przed serią ataków?

W ramach ustawy Dodda powołano by Radę Nadzoru nad Stabilizacją Finansową (FSOC), która miałaby między innymi zapobiegać bąblom spekulacyjnym. Skoro ludzie z Fedu przyznają, że nie potrafią rozpoznawać bąbli i nie umieją ich zatrzymać, to w jaki sposób osiągnie ten cel nowa rada? Prywatne podmioty rynkowe identyfikują bąble w ten sposób, że w pewnym momencie uznają dany trend cenowy za nie do utrzymania i wycofują się. Kiedy odpowiednia liczba uczestników rynku dojdzie do takiego wniosku, ceny spadają i niektóre podmioty tracą pieniądze, a nawet bankrutują. Ich upadłość oczyszcza rynek z najmniej innowacyjnych i/lub najgorzej zarządzanych firm.

Kiedy państwo wchodzi do gry i próbuje zapobiec upadłości uczestników rynku, jego decyzje są prawie zawsze skażone polityką. Państwowi nadzorcy generalnie są mniej uważni, ponieważ grają pieniędzmi podatników, a nie swoimi. Fannie Mae i Freddie Mac to podręcznikowe przykłady wad kapitalizmu państwowego bądź „gospodarczego faszyzmu”, który polega na tym, że państwo formalnie zostawia własność w rękach prywatnych jednostek, ale sprawuje kontrolę za pomocą regulacji i podatków. Mimo ostrzeżeń ze strony wiarygodnych krytyków Fannie i Freddie od lat angażowały się w niezdrowe praktyki, często pod dyktando swoich politycznych panów z Kongresu. Zamiast dopuścić do ich upadłości, podzielić, naprawdę sprywatyzować albo przynajmniej zreorganizować, Kongres je uratował. W rezultacie złe praktyki trwają dalej i podatnicy znowu poniosą setki miliardów dolarów dodatkowych kosztów.

Kongres ma za zadanie nadzorować  Rezerwę Federalną, ale niewielu kongresmanów rozumie to, co robi albo powinien robić Fed. Bank centralny nadzoruje banki między innymi po to, aby zapobiegać ich upadłościom, co z różnych powodów jest prawie niemożliwe. Innym jego zadaniem jest walka o pełne zatrudnienie, ale nie jest w stanie osiągnąć tego sam. Jaki sens ma zatem zwiększanie kompetencji Fedu do nadzorowania instytucji finansowych wolnych od problemów zamiast ograniczenia ich do instytucji z problemami, w większości powstałymi na skutek działań Fedu? W zeszłym roku Kongres powołał komisję do zbadania przyczyn kryzysu finansowego, która niedługo opublikuje raport, więc dlaczego Kongres próbuje uchwalać rozwiązania problemów, których jeszcze nie rozumie?

Istnieje takie złudzenie, że jeśli mianuje się kogoś do komisji nadzoru, to jakimś  cudem stanie się on mądrzejszy i będzie wiedział rzeczy, których wcześniej nie wiedział. To nieprawda! Ci ludzie nie dostrzegają bąbli, ryzyk systemowych, spowolnień gospodarczych itd. wcześniej od innych uczestników rynku. Politycy zlecają nadzorcom niewykonalne zadanie zapobiegania upadłościom, co prowadzi wyłącznie do jeszcze większych upadłości. Potrzebny jest uporządkowany proces, który pozwala bankom i innym instytucjom finansowym upaść, jeśli popełnią błędy – i w którym udziałowcy, a nawet pożyczkodawcy tracą pieniądze. Depozytorów można chronić, żeby uniknąć przypadków paniki bankowej, ale to inna kwestia. Taki proces istnieje, nazywa się bankructwo i od setek lat zdaje egzamin, jeśli tylko pozwolić mu funkcjonować.

Dopuszczanie do bankructwa jest najprostszym i najskuteczniejszym środkiem dyscyplinującym tych bankierów i innych szefów, którzy podejmują zbyt duże ryzyko, są niekompetentni lub popełniają błędy w zarządzaniu. Przekonanie, że społeczeństwo wyjdzie na tym lepiej, jeśli banda nadzorców państwowych będzie weryfikowała decyzje prywatnych podmiotów gospodarczych i rynek, jest sprzeczne z naszą wiedzą historyczną i polityczną.

Richard W. Rahn, ekonomista. Autor teorii Rahna o ograniczonym rządzie. Opinie autora blogu nie powinny być utożsamiane z oficjalnym stanowiskiem NBP w omawianych kwestiach.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test