Rosja stawia na ropę – cena nie ma znaczenia

13.04.2015
Od końca stycznia systematycznie umacnia się kurs rubla w stosunku do dolara i euro. Sukces ten przypisuje się w Rosji Elwirze Nabiullinie, prezes Centralnego Banku Rosji, która od grudnia do marca obniżyła stopę referencyjną z 17 do 14 proc. Jeśli jednak ceny ropy nie wzrosną, a zwłaszcza jeśli spadną, w ciągu kilkunastu miesięcy dojdzie w Rosji do poważnego kryzysu.

(infografika Dariusz Gąszczyk/ CC BY-SA by Benson Kua)


Opinie o poprawie sytuacji gospodarki rosyjskiej bazowały na informacjach o umacniającym się rublu (którego kurs wobec dolara wzmocnił się z rekordowo słabego poziomu 69,6 rubli do ok. 54 rubli za dolara oraz o zatrzymaniu w marcu trendu spadkowego rezerw walutowych Federacji Rosyjskiej. Według informacji Centralnego Banku Rosji, 13 marca ich stan wynosił 351,7 mld dol. zaś 27 marca już 360,8 mld dol.

Kluczowe dla zrozumienia tych zmian są jednak inne fakty, pokazujące trendy w wielkości podaży i cen głównego towaru eksportowego Rosji, jakim pozostaje ropa naftowa. Wraz z gazem ziemnym stanowi ona źródło pozyskiwania ok. 50 proc. dewiz. Każda zatem zmiana wartości jej eksportu musi wpływać na kurs rubla. Im więcej dolarów rosyjskie firmy wymieniają na krajową walutę, tym silniejszy na nią popyt i wyższy kurs.

W marcu Federacja Rosyjska pobiła swój rekord wydobycia ropy naftowej. Dziennie produkowano 10,71 mln baryłek surowca (w roku 2014 produkcja kształtowała się na poziomie 10,58 mln), w znakomitej większości na eksport. Tylko w schyłkowym okresie ZSRR wydobycie było wyższe i kształtowało się na poziomie 11,41 mln baryłek dziennie (dalej: bbl/d) – z tym, że wtedy wliczano w te statystyki także pola naftowe Azerbejdżanu, Kazachstanu i inne. Produkcja ropy w Rosji rośnie co roku o kilka procent i nawet gwałtowny spadek cen ropy tego nie zatrzymał.

Zarazem ceny ropy typu Urals, które stanowią punkt odniesienia dla notowań cen rosyjskiego surowca, spadły od początku końca czerwca 2014 roku z poziomu ok. 111  do 53,5 dolarów za baryłkę (USD/bbl). Rekordowo niski poziom zarejestrowano w tym roku 23 stycznia, kiedy Urals kosztował tylko 44,87 dol., po czym wzrósł on 23 lutego do 59,50 dol. i spadł ponownie do ok. 53,50.

Fakt utrzymywania wydobycia na bardzo wysokim poziomie oznacza, że Rosjanie zdają sobie sprawę z tego, że spadek cen jest w dużej mierze wywołany czynnikami obiektywnymi, takimi jak uruchomienie na masową skalę produkcji węglowodorów niekonwencjonalnych w obu Amerykach. Zarazem wiedzą, że ograniczenie wydobycia w celu podniesienia cen nie przyniesie efektu, ponieważ zwolniona część rynku momentalnie padnie łupem pozostałych producentów.

Skoro zatem stale zwiększają produkcję, a napływ walut  pomaga ustabilizować kurs rubla, oznacza to że Rosjanie zdecydowali się na maksymalną eksploatację najbardziej wydajnych cenowo złóż i ograniczenie wydobycia z najmniej efektywnych. Nie można także wykluczyć świadomych decyzji politycznych, mających na celu wytworzenie wrażenia, że rosyjska gospodarka otrząsa się z kłopotów. W wariancie najbardziej pesymistycznym trzeba założyć, że Kreml poświęca gospodarkę i dobrobyt obywateli w celu wzmocnienia potencjału państwa przed dalszą konfrontacją z Zachodem.

Wyścig z czasem

Problem tkwi w tym, że Rosja nie może tak czynić w nieskończoność. Rystad Energy i Morgan Stanley szacują, że średni koszt wydobycia baryłki ropy w Federacji Rosyjskiej wynosi ok. 51 dol., wahając się w przedziale 25-70 dol./bbl. Oznacza to, że gdyby Rosjanie eksploatowali aktualnie z równą intensywnością surowiec ze wszystkich swoich złóż, robiliby to na krawędzi opłacalności. Z kolei z raportu „360 projects to change the world„, przygotowanego przez Goldman Sachs, w którym analizowana jest opłacalność wydobycia największych nowych projektów wydobywczych, jasno wynika, że większość ostatnio rozwijanych w Rosji koncesji ma sens ekonomiczny przy cenach przekraczających 70 dol./bbl. Oznacza to, że na Kremlu podjęto ryzykowny wyścig z czasem. W chwili, kiedy na skutek rabunkowej gospodarki złożami o najniższych kosztach wydobycia dojdzie do spadku ich produktywności bądź wyczerpania, nastąpi gwałtowny spadek dochodów całego państwa.

Sytuacja taka już miała miejsce i jest zmorą rosyjskich władz. W latach 1985-1991 w Związku Radzieckim pompowano ogromne ilości ropy naftowej w celu neutralizacji spadku cen surowca, co w końcu doprowadziło do bankructwa ZSRR, przeciążonego wydatkami związanymi z wyścigiem zbrojeń. Co więcej, na horyzoncie majaczy kolejne zagrożenie dla i tak już niskiego poziomu cen ropy naftowej. Negocjacje związane z irańskim programem atomowym, jeśli osiągną satysfakcjonujący wszystkich skutek, doprowadzą do zniesienia embargo na import surowca z Iranu. A to może oznaczać dalsze spadki na światowych giełdach, doprowadzając do dalszego zmniejszenia się liczby rosyjskich złóż, z których produkcja będzie opłacalna.

Koszty będą wzrastać

Osobna kwestia to inflacja, stopy procentowe i umacnianie się kursu rubla. Stopa referencyjna na poziomie 14 proc. nie zatrzyma inflacji, sięgającej 17 proc., stąd też koszty produkcji wszystkich sektorów w Rosji będą ciągle rosnąć, a dochody ludności spadać. Konkurencyjność rosyjskiej gospodarki będzie także osłabiał umacniający się rubel, co może realnie zagrozić budżetowi Federacji. Dotychczas spadek cen ropy denominowanej w dolarach o 50 proc. częściowo był kompensowany proporcjonalnie słabnącym rublem. Jeżeli ceny pozostaną niskie, a osłabnie z kolei waluta amerykańska, zagrożone będzie główne źródło wpływów budżetowych Rosji. Wygląda zatem na to, że ostatnie symptomy poprawy tak naprawdę mogą być typowym objawem klątwy zasobów, a Kreml może wybierać tylko między złymi scenariuszami, w oczekiwaniu na zmianę koniunktury.

Jeżeli zarysowana powyżej diagnoza jest poprawna, a ceny ropy nie wzrosną lub spadną, może to oznaczać, że w ciągu kilkunastu miesięcy dojdzie w Rosji do poważnego kryzysu gospodarczego i w jakimś stopniu powtórzy się historia z przełomu lat 80. i 90. XX wieku. Sprawę komplikuje jednak fakt, że Rosja jest mocarstwem nuklearnym i może zaryzykować doprowadzenie do konfrontacji  w celu przebudowania ładu światowego korzystniejszy dla siebie. Stąd też najbliższy rok będzie wielkim testem jakości przywództwa państw zachodnich i jego zdolności do powstrzymania agresywnej polityki Kremla.

Autor pracuje w Instytucie Stosunków Międzynarodowych i Zrównoważonego Rozwoju Collegium Civitas.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły