Autor: Robert Szklarz

Ekonomista rynkowy specjalizujący się m.in. w analizie finansowej i zarządzaniu ryzykiem

W świecie nie brak udanych unii walutowych

Kryzys, a być może nawet perspektywa rozpadu strefy euro to dobra okazja by zastanowić się na sensem nie tylko tej integracji walutowej. Powstanie eurolandu wydaje się dziś wielu obserwatorom nieudanym eksperymentem. Zupełnie jednak zapominamy o tym, że w świecie już od kilku dziesięcioleci z powodzeniem działają inne unie walutowe.
W świecie nie brak udanych unii walutowych

Dolar wschodniokaraibski (CC BY-NC-SA missmeng)

Jeszcze kilka lat temu przykład płynący ze starego kontynentu był inspiracją dla wielu regionów świata do zacieśniania współpracy gospodarczej i ujednolicania systemów monetarnych. Kraje Zatoki Perskiej zapragnęły na przykład używać khaleeji na terenie aż sześciu państw (Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Oman, Katar, Bahrajn, Kuwejt).

Członkowie organizacji gospodarczej ASEAN (Brunei, Indonezja, Wietnam, Kambodża, Singapur, Malezja, Birma, Laos, Filipiny) stwierdzili natomiast, że razem z Chinami, Japonią i Koreą Południową mogą wprowadzić własną Azjatycką Jednostkę Monetarną.

W Afryce tymczasem przebąkiwano o wprowadzeniu wschodnioafrykańskiego szylinga, zachodnioafrykańskiego eco, a nawet ogólnoafrykańskiego afro. Zapał do rezygnowania przez poszczególne kraje z własnej na rzecz wspólnej waluty stygł w miarę jak kraje grupy PIIGS (Portugalia, Irlandia, Włochy, Grecja i Hiszpania) podgrzewały atmosferę kryzysu zadłużenia, a plany wprowadzenia do obiegu nowej, wspólnej waluty zostały tymczasowo odroczone.

Wyjątkową na tym tle determinacją wykazał się Hugo Chávez, prezydent Wenezueli, który w 2010 roku dokonał pierwszej transakcji lansowaną przez siebie wirtualną walutą sucre mającą służyć wewnętrznym rozliczeniom między krajami Ameryki Łacińskiej i zmniejszyć znaczenie amerykańskiego dolara w regionie. Szanse na to są jednak niewielkie, ponieważ ogromna większość wymiany międzynarodowej krajów, w których waluta ta ma obowiązywać to handel ze Stanami Zjednoczonymi.

Mimo wszystko przeżywająca kryzys strefa euro wcale nie musi zniechęcać innych krajów do prób wprowadzenia wspólnej waluty. Być może powinny one kierować się przykładem państw, które już od wielu lat prowadzą skuteczną wspólną politykę monetarną.

Własny dolar Karaibów

Dolar wschodniokaraibski jest oficjalną walutą sześciu niepodległych państw (St. Kitts i Nevis, Antigua i Barbuda, Dominika, St. Lucia, St. Vincent i Grenadyny, Grenada) i dwóch terytoriów zależnych Wielkiej Brytanii (Anguilla i Montserrat), łącznie zamieszkanych przez niecałe 600 tys. ludzi, czyli mniej więcej tyle ile liczy sobie Poznań.

Dolar wschodniokaraibski funkcjonuje od 1965 roku, kiedy to zastąpił istniejącego wcześniej na tym obszarze dolara Brytyjskich Indii Zachodnich. W obecnym kształcie Eastern Caribbean Currency Union (ECCU) istnieje od 1983 roku, kiedy to powołano Bank Centralny Wschodnich Karaibów w celu utrzymania stabilności waluty i zrównoważonego wzrostu państw członkowskich.

Od samego początku był to projekt Brytyjczyków, którzy chcieli ujednolicić system płatniczy w swoich koloniach poprzez wprowadzenie własnej waluty. Do dziś z banknotów spogląda na nas wizerunek królowej Elżbiety II. Po uzyskiwaniu niepodległości przez poszczególne kolonie Brytyjskich Indii Zachodnich, niektóre z nich, Trynidad i Tobago, Gujana oraz Barbados, opuściły strefę i zaczęły emitować własne waluty. W systemie pozostały tylko najmniejsze kraje, które nie widziały sensu w prowadzeniu samodzielnej polityki monetarnej.

Początkowo Unia Walutowa została założona w celu odsunięcia od wpływów Stanów Zjednoczonych. Ostatecznie jednak kraje ją tworzące okazały się bardzo powiązane z bliskim supermocarstwem. Dziś waluta ta jest sztywno powiązana z dolarem amerykańskim, za którego można otrzymać 2,7 dolara wschodniokaraibskiego, a Bank Centralny Wschodnich Karaibów działa na zasadzie zbliżonej do currency board. Dzięki temu waluta jest stabilna i wymienialna, jednak nie pozbawiona problemów.

Tonący okręt morza karaibskiego

Podobnie jak w Europie, także na wyspach Wschodnich Karaibów istnieje problem nadmiernego zadłużenia, a czarną owcą jest St. Kitts i Nevis, do niedawna zajmujące niechlubne drugie miejsce w rankingu najbardziej zadłużonych państw świata w relacji do PKB, z wynikiem 163,6 proc. w 2010 roku.

Gospodarka kraju bardzo ucierpiała w latach 90. XX wieku kiedy to nierzadkie w tym rejonie huragany doprowadziły do ruiny dwie wiodące jej gałęzie – turystykę i przemysł cukrowniczy. Odbudowa potencjału ekonomicznego wiązała się ze znacznymi wydatkami fiskalnymi, które wywindowały długi publiczny do tak ogromnej wysokości.

Sytuacja wymknęła się spod kontroli, gdy wybuchł na świecie kryzys finansowy. St. Kitts i Nevis próbowało ratować swoje finanse publiczne programem równoważenia budżetu. Od lipca 2011 w program pomocy wyspiarskiemu państwu włączył się Międzynarodowy Fundusz Walutowy udzielając pożyczki o wartości 86 mln dolarów. To jednak wciąż było za mało.

Problemy finansowe tego kraju były zbliżone do greckich, więc zdecydowano się na podobne rozwiązanie, a mianowicie restrukturyzację długu, skutecznie przeprowadzoną w marcu 2012 r. Inwestorom zaproponowano zamianę obligacji, dając im do wyboru jedną z dwóch opcji. Pierwsza z nich to The New Discount Bonds o wartości nominalnej zredukowanej o 50 proc., okresie zapadalności 25 lat i kuponie 6 proc. przez pierwsze 4 lata i 3 proc. w późniejszym okresie, częściowo gwarantowane przez Karaibski Bank Rozwoju. Drugą opcją jest The New Par Bond, nie zakładające redukcji wartości nominalnej, ale zapadające dopiero po 45 latach o 1,5 proc kuponie z 15 letnim okresem karencji i nie gwarantowane przez KBR.

Na wymianę obligacji zgodziło się 96.8 proc. inwestorów co pozwoli na zredukowanie długu publicznego St. Kitts i Nevis do około 95 proc. PKB. Dużym wysiłkiem ostatecznie udało się zażegnać kryzys, przynajmniej na razie, a wydarzenia z Karaibów pokazują jak ważna jest integracja gospodarcza poszczególnych członków unii walutowej, której możliwość rozpadu nie była nawet przez chwilę rozpatrywana.

Jedna waluta – dwie unie

Najczęściej używaną jednostką monetarną w Afryce jest frank CFA, którym aktualnie posługuje się niemal 140 milionów ludzi zamieszkujących 14 państw, głównie byłych kolonii francuskich. Frank CFA w istocie dzieli się na dwie waluty, każda z nich związana jest z osobnymi strukturami unii monetarnej. Każda emitowana jest przez własne instytucje, także nieco inaczej rozwijające akronim CFA.

Zachodni frank CFA (Communauté financière d’Afrique) jest emitowany przez Centralny Bank Państw Afryki Zachodniej, z siedzibą w stolicy Senegalu, Dakarze, który prowadzi politykę monetarną na terenie ośmiu krajów (Senegal, Gwinea-Bissau, Wybrzeże Kości Słoniowej, Burkina Faso, Mali, Benin, Niger, Togo) tworzących organizację o nazwie UEMOA (Union Économique et Monétaire Ouest Africaine).

Z kolei Bank Państw Afryki Środkowej w kameruńskim Jaunde emituje Centralny CFA (Coopération financière en Afrique centrale) używany w sześciu państwach (Gabon, Czad, Kamerun, Gwinea Równikowa, Kongo, Republika Środkowoafrykańska) wchodzących w skład organizacji CEMAC (Communauté Économique et Monétaire de l’Afrique CentraleI).

Podział ten odpowiada terytorialnemu podziałowi kolonii na Francuską Afrykę Zachodnią i Francuską Afrykę Równikową. W każdej z unii używa się inaczej wyglądających banknotów i monet, które teoretycznie tylko noszą wspólną nazwę. Podobieństw jest jednak znacznie więcej niż różnic. Obie waluty są powiązane z euro tym samym sztywnym kursem 665,957 franków CFA za euro, co pośrednio zapewnia wymienialność na każdą walutę świata, a dzięki zachowaniu pomiędzy nimi parytetu są często używane zamiennie.

Pierwsza waluta o nazwie frank CFA (Colonies francaises d’Afrique) została wyemitowana już w roku 1945, a jej celem było uchronienie kolonii francuskich przed skutkami dewaluacji franka francuskiego jakiej uległ on po wprowadzeniu w życie postanowień konferencji Bretton Woods. Od początku waluta ta była sztywno powiązana z frankiem francuskim.

W roku 1948 roku frank CFA został zrewaluowany w stosunku do franka francuskiego, a kurs utrzymał się aż do roku 1994, kiedy to dokonano jego ponownej dewaluacji. W latach 1960-61 francuskie kolonie po kolei uzyskiwały niepodległość, jednak dostrzegając korzyści płynące ze wspólnej waluty zdecydowano się na jej zachowanie.

Byłe kolonie francuskie są w rzeczywistości nadal silnie uzależnione od Francji, która wykorzystuje wspólną walutę do zachowania wpływów. Pełna wymienialność franka CFA jest gwarantowana przez francuski Skarb Państwa, który w imieniu banków centralnych z Dakaru i Jaunde de facto prowadzi politykę monetarną na terenie podległych im krajów.

Także kurs afrykańskiej waluty jest ustalany urzędowo w Paryżu i przez lata był zawyżany gwarantując zbyt europejskich towarów i hamując rozwój regionu. Dopiero w 1994 roku przeprowadzono potrzebną dewaluację o 50 proc., która nie była zresztą nawet konsultowana z władzami państw afrykańskich. Ponadto państwa posługujące się własną walutą są zobowiązane wpłacać 65 proc. rezerw walutowych do francuskiego Skarbu Państwa, który nie ma obowiązku informowania ich gdzie te środki są lokowane. Także wszystkie transakcje finansowe przez nie przeprowadzane muszą się odbywać za pośrednictwem paryskiej giełdy.

Pomimo wyraźniej dominacji Francji w strefie franka CFA nikt nie kwestionuje potrzeby istnienia unii walutowej, dostrzegając jej zalety. Powiązanie kursu walutowego najpierw z frankiem a od 2002 roku z euro gwarantuje zachowanie wartości pieniądza i chroni oszczędności obywateli przed wybuchem hiperinflacji, takiej jak chociażby w Zimbabwe.

Sztywność kursu i wymienialność ułatwia ponadto handel. Dzięki wspólnej walucie dokonuje się gospodarcza integracja regionu. Właśnie dlatego obie unie wciąż się powiększają przyjmując kraje nie będące przedtem francuskimi koloniami. W 1985 roku franka CFA przyjęła była hiszpańska Gwinea Równikowa, a w 1997 roku portugalska Gwinea-Bissau.

Problemy z deficytem

To co łączy kraje afrykańskie z europejskimi czarnymi owcami grupy PIIGS to deficyt na rachunku bieżącym notowany przez te pierwsze nieprzerwanie już od dziesięcioleci. Nawet dewaluacja z roku 1994 poprawiła sytuację tylko nieznacznie i na krótko.

Zupełnie inne są jednak źródła tej nierównowagi. Strefa euro jako całość cechuje się względnie zbilansowanym rachunkiem bieżącym, nierównowaga pojawia się dopiero wewnątrz niej na czym tracą kraje z jej południowych obrzeży. Ponieważ wszystkie kraje posługują się euro, nie można doprowadzić do równowagi poprzez mechanizmy walutowe, bez naruszenia struktur unii i powrotu walut narodowych, co jest rozważane jednak w przypadku Grecji.

W strefie franka CFA obrót wewnętrzny jest względnie zrównoważony, jednak stanowi marginalną część handlu międzynarodowego tych państw. To import z krajów rozwiniętych, przede wszystkim z UE, ale także USA, a ostatnio w coraz większym stopniu z Chin, odpowiada za ogromny deficyt na rachunku bieżącym tych państw. Pod tym względem wspólna polityka monetarna ma więcej sensu niż w Europie. Osobną kwestią pozostaje mechanizm walutowy franka CFA i jego wpływ na konkurencyjność krajów afrykańskich.

Wspólny problem

Pozaeuropejskie państwa, które tworzą unie walutowe nigdy nie rezygnowały z niezależnej polityki monetarnej w imię zacieśniania stosunków gospodarczych, bo nigdy jej nie prowadziły. Istniejące od dziesięcioleci unie walutowe były pomysłem kolonizujących je mocarstw, które za ich pomocą realizowały, i niekiedy nadal realizują, swoje cele. Integracja walutowa była w nich niejako narzucona od zewnątrz.

Nawet po uzyskaniu niepodległości wiele byłych kolonii nie zdecydowało się jednak na emisję własnej waluty, ponieważ razem mogły posługiwać się silniejszym i bardziej stabilnym pieniądzem niż każdy kraj z osobna. Warto także zauważyć, że w żadnej z wyżej wymienionych grup krajów nie działa unia fiskalna. Jednak to co działa w ubogich, ale rozwijających się państwach postkolonialnych wcale nie musi działać na terenie gospodarczych potęg tworzących Unię Europejską, których cele są skrajnie odmienne, na co dowodem jest obecna sytuacja w strefie euro.

Robert Szklarz

Dolar wschodniokaraibski (CC BY-NC-SA missmeng)

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Blaski i cienie franka szwajcarskiego

Kategoria: Analizy
Kiedy 15 stycznia 2015 r. ok. godziny 10:38 kurs franka szwajcarskiego nagle wzmocnił się o 20 proc., jeden z internautów napisał: „teraz Szwajcar kupi sobie Iphone’a płacąc za niego 20 proc. mniej, a jego kolega w Polsce musi za kolejną ratę kredytową zapłacić 20 proc. więcej”. Cóż, potęga i blask franka są nam dobrze znane. A jego cienie lub nawet - ciemne strony?
Blaski i cienie franka szwajcarskiego

Robert Mundell – nie tylko „ojciec euro”

Kategoria: Trendy gospodarcze
Robert Mundell nie poddawał się modom intelektualnym. Działał w opozycji do dominującego nurtu keynesowskiego, neoklasycznego, a także monetarystycznego. Był tego świadomy. Swoje przemówienie na bankiecie po wręczeniu nagród noblowskich zakończył cytatem z piosenki Franka Sinatry My Way, nucąc: „Zrobiłem to na swój sposób”.
Robert Mundell – nie tylko „ojciec euro”

Różne doświadczenia z konwersją kredytów frankowych

Kategoria: Analizy
Czy pomoc banków centralnych w konwersji kredytów frankowych jest potrzebna? Różne są doświadczenia w przypadku Węgier, Chorwacji i Rumunii. Jak pokazuje doświadczenie tych krajów pomoc banków centralnych nie jest taka oczywista.
Różne doświadczenia z konwersją kredytów frankowych