Jak dowodzi raport Banku Światowego na temat rozwoju, ekonomiści powinni częściej zwracać uwagę na tajniki ludzkiej duszy niż na najlogiczniejsze nawet modele ekonometryczne. Zwłaszcza gdy próbują pomagać biednym jednostkom i krajom.

Gospodarka jest nieprzewidywalna, bo jej najważniejszą składową są ludzie podejmujący decyzje nieracjonalne oraz łączący się w grupy, które poddają się odruchom stadnym. Kwestie zachowań ludzi są tak podstawowe dla obrotu spraw w gospodarce, że w ocenie Banku tematyka ta uzyskała nawet rangę sztandarowej. „World Development Report 2015” nosi podtytuł „Mind, Society and Behaviour” (Umysł, społeczeństwo i zachowania). Znaczenie poznawania i znajomości zachowań ludzi w kontekście rozwoju gospodarczego państw nierozwiniętych (i nie tylko) podkreśla przywołany przez autorów przykład ewolucji wyglądu kokpitów samolotowych.

W początkach lotnictwa pilot miał przed sobą zaledwie kilka wskaźników i zegarów. Wraz z postępem technicznym i rosnącą troską o bezpieczeństwo namnożyły się ich dziesiątki. Okazało się, że obserwacja tylu urządzeń jednocześnie wpędzała pilotów w stres, a skutek dla bezpieczeństwa był niemal odwrotny od zamierzonego. Z pomocą musiały przyjść badania reakcji ciała i umysłu oraz sposobów przesiewania, obróbki i przyswajania informacji przez człowieka. Dziś pulpity z przyrządami są oszczędniejsze, zorganizowane zgodnie z obszerniejszym dziś stanem wiedzy o percepcji człowieka.

Łatwe rozwiązania są złe

Zadanie testowe: rakieta i piłeczka tenisowa kosztują razem 110 zł, ale rakieta jest o 100 zł droższa od piłki, ile kosztuje każdy z tych przedmiotów? Nawet ludzie mądrzy myślą schematami i dają się złapać w pułapkę. Większość pytanych patrzy na liczbę 110, zgrabnie oddziela 10 od 100 i odpowiada, że rakieta kosztuje 100 zł, a piłka 10 zł. Prawidłowa odpowiedź brzmi: 105 zł i 5 zł. To przykład na to, że dobrze utarte też ścieżki mogą prowadzić na manowce. W gospodarce ze znalezieniem dobrych odpowiedzi jest jeszcze trudniej.

W dotychczasowym rozumieniu kraje nierozwinięte i ich mieszkańcy są biedni, bo brakuje im koniecznych do produkcji zasobów oraz rynków, na których mogliby sprzedawać i zarabiać. Zgodnie z tą obserwacją wyjście z biedy wymaga pieniędzy, co nie jest odkrywcze. Wiadomo wszakże ponadto, że pomoc trzeba przekazywać na coś konkretnego i nie bezpośrednio do ręki, bo inaczej przepadną w najróżniejszych pilnych wydatkach lub w otchłani powszechnej korupcji. W odróżnieniu od pomocy humanitarnej udzielanej w celu nakarmienia głodnych, pomoc rozwojowa polega zatem na budowie dróg, szkół, szpitali, studni, rowów melioracyjnych, kanałów nawadniających itd., zaś w sferze praw i reguł na uwalnianiu cen oraz usuwaniu reglamentacji, żeby powstał rynek, na którym można się dorabiać, a z czasem wzbogacić.

Dane wskazują, że ten schemat działa, przynajmniej jako tako. PKB przypadający na jednego zatrudnionego rośnie wszędzie. Według Millenium Development Goals Indicators w państwach skrajnie biednych wzrósł (w cenach porównywalnych z roku 2005) z 2 tys. dol. w 1991 r. do 3,4 tys. dol. w roku 2013. Liczba osób pracujących, które żyją za mniej niż 1,25 dol. dziennie, wynosiła w 1991 r. aż 811 mln, ale w 2013 r. spadła do 370 mln.

Bieda dziedziczona i pielęgnowana

Rozwój zatem następuje, ale w powszechnej ocenie proces poprawy jest irytująco powolny. Z przywołanych w raporcie Banku Światowego badań wynika, że przyczyny opieszałego wychodzenia z biedy nie tkwią wyłącznie w niedostatku środków finansowych. Istotne jest także to, że ludzie biedni mają mniejsze szanse podejmować dobre decyzje, a dzieje się tak dlatego, że nie mają potrzebnej po temu wiedzy i ulegają dominującym w otoczeniu stereotypom.

Biedni rolnicy najczęściej nie wiedzą, jakiego nawozu sztucznego najlepiej użyć, kiedy i w jakich dawkach, bo nikt ich tego nie nauczył. Biedacy żyją najczęściej w społecznościach kultywujących fałszywe i nierozumne poglądy, np. że dziewczynek nie wypada lub wręcz nie wolno posyłać do szkół. Gdy wszystkiego jest stale za mało, namawianie do oszczędzania odbiera się jako złośliwą prowokację, a w najlepszym razie słucha się go jak opowieści o żelaznym wilku.

Wiedza konwencjonalna każe zakładać, że ludzie biedni byliby skłonni wyrwać się z opresyjnych warunków, lecz przykłady pochodzące także z państw najbogatszych pokazują, że przytłoczeni mizerią bytowania często stają się bezsilni i otępiali. Jeśli wyrwą się z tego stanu, to wciąż natykają się na nowe przeszkody. Ludzie zamożni dysponują sporym marginesem na ryzyko – jeśli coś im nie wyjdzie, to najczęściej nie tracą wszystkiego. Jeśli ryzykują osoby bez grosza przy duszy, to każdy błąd lub niezawinione niepowodzenie może oznaczać unicestwienie i tak już skromnych podstaw egzystencji. Wystarczy jedna ulewa czy dłuższa susza i w oczy może zajrzeć głód. Za nowinkami polecanymi przez ludzi szczęśliwych i bogatych mogą się też kryć jakieś nieznane niebezpieczeństwa, więc postęp przebija się z trudem.

Ponieważ rozwój związany jest zawsze z pewnym stopniem ryzyka, a biedni mają do niego awersję, to również pokonywanie kolejnych wyzwań jest dla nich o wiele trudniejsze. Przeszkody, bariery i codzienne trudności to stres, a silniejszy stres to słabsze zdrowie. Przede wszystkim jednak mieszkańcy państw ubogich nie mają tego oczywistych dla ludzi z państw bogatszych dobrodziejstw systemowych. Wszędzie zdarza się, że dzieci nie lubią szkoły, lecz w krajach rozwiniętych nie ma większych problemów z egzekwowaniem obowiązku szkolnego. Wszędzie ludzie wolą konsumować niż oszczędzać na wszelki wypadek, lecz mieszkańcy państw bogatych mają jakiś ZUS lub KRUS. Dzięki dostępowi do lekarzy i informacji oraz oddziaływaniom społecznym nawet najbardziej oporni mieszkańcy państw zamożnych pójdą raz na jakiś czas do dentysty, dłużej zachowując dzięki temu zdrowie i niezłą kondycję. Już ta wyliczanka uświadamia, że przezwyciężenie większych i przewlekłych przeciwności wymaga lepszych zachowań i decyzji.

Schemat i nastawienie

Jest to teren badań tzw. ekonomii behawioralnej, która próbuje m.in. odpowiadać na pytanie, dlaczego biedni pozostają biednymi, choć chcą się z tego stanu wyrwać, korzystając przecież w tym dziele ze wsparcia i pomocy. O ile w tradycyjnej ekonomii nacisk kładziony jest na zasoby niezbędne do ograniczania zakresu biedy, o tyle ekonomia behawioralna skupia uwagę na procesie podejmowania decyzji i sposobach podniesienia ich trafności. Wbrew założeniom teoretycznym, ludzie nie są bowiem automatami, które stale kalkulują i na tej podstawie dokonują generalnie słusznych wyborów. Ludzie kierują się także przypadkowym kontekstem, lokalnymi normami i wzorcami zachowań, przyswajają i podzielają specyficzne modele mentalne, które gdzie indziej budzą wyłącznie zdumienie.

Zgłębianie czynników, mechanizmów i tajników zachowań przynosi niekiedy wręcz zadziwiające, choć wytłumaczalne, efekty. Raport liczy 240 stron i jest opracowany zgodnie z regułami sztuki, więc wszystko jest odpowiednio nazwane i sklasyfikowane, na co w omówieniu nie ma miejsca. Ograniczmy się zatem do najbardziej wymownych informacji podanych w formie przykładów, które są do wykorzystania także w Polsce.

Plagą wśród ludzi w potrzebie są tzw. chwilówki, czyli drobne pożyczki krótkoterminowe udzielane na ogromny procent. W USA zbadano reakcje korzystających z usług legalnych (o dziwo) lichwiarzy na dwa rodzaje informacji. W pierwszym przypadku pożyczkobiorca otrzymywał kopertę z 300 dol. pożyczki wraz z kalendarzem z zaznaczoną datą i sumą do zwrotu. Przekaz był prosty: dostałeś 300 dol., a za dwa tygodnie masz oddać 345 dol. W drugim przypadku warunki pożyczki były identyczne (15 dol. od 100 pożyczonych na dwa tygodnie), jednak informacja o wiele szersza, a przede wszystkim czytelniejsza.

(infografika: Dariusz Gąszczyk)

(infografika: Dariusz Gąszczyk)

Po czterech miesiącach od otrzymania rozszerzonej wersji informacji prawdopodobieństwo zaciągania kolejnych chwilówek spadło w badanej grupie o 11 proc. Efekt nie zwala z nóg, ale jest zauważalny.

Potwierdzenie wielkiej wagi odpowiednio podanej informacji można znaleźć w eksperymencie przeprowadzonym w Meksyku. Mało zarabiający mieszkańcy stolicy zostali poproszeni o wybranie z losowo dobranej listy aktualnych produktów finansowych pożyczki rocznej w wysokości 10 tys. peso (około 800 dol.) udzielanej na najlepszych warunkach. Za dobre wskazania były nagrody. Gdy podstawą wyboru były broszury prezentowane przez banki, wskaźnik właściwych odpowiedzi wyniósł 39 proc. Gdy badani posługiwali się informacjami przygotowanymi przez tamtejszą organizację konsumencką, odsetek ten wzrósł do 68 proc.

W Indiach nadal pokutuje system kastowy, a ludzie ze złym pochodzeniem widzą samych siebie w gorszym świetle. Jeśli puzzle układają chłopcy świadomi przynależności kastowej swojej i kolegów, to ci z niskich kast wypadają zauważalnie gorzej. Jeśli natomiast przynależność kastowa nie jest w eksperymencie ujawniona, wyniki badanych chłopców z nizin społecznych nie różnią się praktycznie od efektów osiąganych przez synów braminów.

Z biedy trudno się wydobyć, bo biedacy poza każdym innym obciążeniem płacą coś, z czego ludzie żyjący w dostatku są zwolnieni, a mianowicie tzw. podatek poznawczy (cognitive tax). Rolnicy uprawiający w Indiach trzcinę cukrową spieniężają ją raz do roku. Przed żniwami wszyscy żyją w wielkim napięciu. 99 proc. z nich zaciąga wówczas pożyczki lub zastawia coś w lombardzie. Po spieniężeniu trzciny jedynie 13 proc. rolników nadal jest zadłużonych. Testy wykazały, że zdolności poznawcze badanych przed żniwami i po nich są istotnie odmienne, a przeciętna różnica wynosi około 10 pkt IQ, przy czym sprawniejsi umysłowo są oczywiście rolnicy po zbiorach.

Lęk przed stratą

Ludzie bardziej boją się straty niż cieszą na zyski. W szkołach Chicago nieróżniący się od siebie niczym nauczyciele zostali podzieleni na dwie grupy. Pierwsza otrzymała z góry dodatkowe pieniądze, wiedząc, że bonus zostanie im odebrany, jeśli uczniowie nie osiągną po roku szkoły określonych wyników. Drugą grupę miano rozliczyć z identycznego efektu, lecz ewentualna premia miała zostać przyznana dopiero po zakończeniu roku szkolnego, czyli z dołu. Zgodnie z oczekiwaniami usilniej i lepiej pracowali nauczyciele zagrożeni odebraniem wypłaconych im wcześniej pieniędzy.

Biedy trzeba doznać, żeby chcieć z nią walczyć, a skuteczna walka odbywa się forach politycznych. Od ponad 10 lat w Brazylii rządzi lewica. Biedy tam mnóstwo, ale wcześniej było jej jeszcze więcej, a lewicowe partie i tak nie zdobywały władzy. Wprawdzie nie jest to z pewnością czynnik najistotniejszy, ale zwraca uwagę ważna zmiana zasad wyborczych. Brazylijskie prawo wymusza obowiązek głosowania przez osoby w wieku 18–70 lat. Odsetek głosujących był wskutek tego bardzo wysoki, ale w 1994 r. aż 30 proc. kart było oddanych pustych lub miało błędy kwalifikujące je do puli głosów nieważnych.

Około 42 proc. dorosłych Brazylijczyków nie ukończyło nawet czwartej klasy szkoły podstawowej, więc miało trudności z przepisaniem na kartę wyborczą nazwisk swoich kandydatów, co przekładało się automatycznie na wzrost odsetka głosów nieważnych. W 1999 r. wprowadzono system elektroniczny – wystukiwało się numer wybranego kandydata, po czym na ekranie ukazywało się dla pewności jego zdjęcie i pozostawało jedynie potwierdzić wybór naciśnięciem klawisza. System ostrzegał (i cofał do poprzedniego kroku), gdy popełniło się jakieś błędy w zaznaczaniu opcji. Nowe rozwiązanie wyzwoliło potencjał wyborczy 11 proc. obywateli, głównie tych najgorzej wykształconych. Odsetek głosów ważnych wzrósł do 90 proc.

Korzyści ujawniły się tym wyraźniej, że z braku wystarczających środków system elektroniczny nie był początkowo wdrożony powszechnie i w części okręgów wyborcy musieli po staremu wypisywać nazwiska swoich wybrańców. Ujawnił się również efekt polityczny skuteczniejszego stawiania przez wyborców w poszczególnych stanach (a potem w całym państwie) na lewicę – w ciągu ośmiu lat bardzo ważne dla ubogich wydatki na zdrowie wzrosły w budżetach stanowych o 34 proc.

Podobnych przykładów najróżniejszych zachowań wpływających na działalność ludzi i jej szeroko rozumiane skutki gospodarcze są w raporcie dziesiątki. Podawać ich wszystkich nie sposób, więc na koniec tylko szczególny przykład z dziedziny nazywanej przez akademików modelami mentalnymi.

Pewien pasażer leciał z RPA do Addis Abeby. W Chartumie było międzylądowanie, w czasie którego pasażerowie przesiadali się do maszyny Ethiopian Airways. Po zajęciu miejsca pasażer zauważył, że za sterami maszyny zasiadają czarnoskórzy piloci. Nigdy przedtem takich nie spotkał, więc zdjęła go panika, którą ledwie opanował. Tym pasażerem był Nelson Mandela, legenda walki o równouprawnienie i oporu Czarnej Afryki.