Niskie płace, duży stres w pracy, brak istotnego zabezpieczenia na wypadek bezrobocia i wysokie ryzyko utraty pracy. Tak scharakteryzowali polski rynek zatrudnienia analitycy OECD. Pod względem jakości miejsc pracy Polska jest w ogonie ich rankingu.

W raporcie „OECD Employment Outlook 2014” analitycy tej instytucji ocenili jakość miejsc pracy w krajach członkowskich. Wzięto pod uwagę m.in. poziom zarobków, nierówności w pensjach, ryzyko utraty pracy i bycia bezrobotnym, świadczenia dla osób bez pracy oraz komfort pracy. Jak podsumowują analitycy Polska ma słabe wyniki we wszystkich głównych kategoriach zestawienia.

Kraj nasz zajął 26 miejsce (na 32 kraje) pod względem wysokości zarobków, 23 miejsce pod względem nierówności pensji, 25 jeżeli chodzi o ryzyko bezrobocia, 26 w przypadku świadczeń dla osób bez pracy, 28 pod względem wymagań pracodawców i 27 jeżeli chodzi o udzielaną pomoc, by spełnić te wymagania.

Polska łączy relatywnie wysokie ryzyko bezrobocia (9,6 proc. według metodologii OECD – z 36 krajów wziętych pod uwagę 27 ma niższe bezrobocie od naszego kraju), z niskim tzw. efektywnym ubezpieczeniem od bezrobocia, czyli odsetkiem wcześniejszych dochodów netto jakie się otrzymuje po utracie pracy. Jest on w naszym kraju jednym z najniższych wśród krajów OECD – wynosi 19 proc. Dla porównania w Finlandii przekracza 79 proc., w Szwajcarii i Francji oscyluje wokół 75 proc., w Holandii i Norwegii stanowi ok. 70 proc. zarobków. Gorszy od Polski pod tym względem jest m.in. Meksyk (brak jakiegokolwiek ubezpieczenia), Turcja (ok. 6,41 proc.) i Grecja (ok. 15 proc.).

Bezrobocie to nie jest problem tylko bezrobotnych. Jak piszą John F. Helliwell i Haifang Huang w wydanej w 2011 r. pracy „New Measures of the Costs of Unemployment: Evidence of The Subjective Well-being of 3,3 mln Americans”(Nowe miary kosztu bezrobocia: dowody na subiektywne samopoczucie 3,3 mln Amerykanów) wzrost bezrobocia o 1 punkt procentowy w kraju ma taki wpływ na samopoczucie pracujących jak obniżka ich dochodu o 3 proc.

Analitycy OECD skonstruowali także wskaźnik poziomu stresu w pracy (ang. job strain). To odsetek osób, które deklarują wysoką presję w miejscu pracy oraz małe wsparcie ze strony pracodawców, by spełnić te wymagania. Wśród 32 krajów tylko w dwóch – w Turcji i Grecji – sytuacja pod tym względem była gorsza, niż w Polsce. W naszym kraju ok. 53 proc. pracujących pracowało w stresujących warunkach, podczas gdy średnia dla krajów OECD to 36 proc., a w krajach skandynawskich wskaźnik ten jest w przedziale 15-25 proc. Z tym, że jest to kwestia nie tylko związana z zamożnością społeczeństwa. Wskaźnik ten w Meksyku (33,4 proc.) jest na niewiele wyższym poziomie niż w USA (28 proc.) i niższym, niż we Francji czy Niemczech (w obu krajach jest powyżej 40 proc.).

Polska jest także na czele, zaraz po Chile, wśród krajów OECD, pod względem odsetka osób posiadających umowy na czas określony. Wśród wszystkich pracujących ok. jednej czwartej ma takie kontrakty, a wśród młodych aż 55 proc. Co więcej, w 2012 r. wśród umówi zawartych wśród poprzednich trzech miesięcy aż 80 proc. było na czas określony.

Analitycy OECD piszą, że zbyt duży udział umów na czas określony jest szkodliwy zarówno dla pracowników jak i całej gospodarki. Z danych wynika, że firmy mniej inwestują w takie osoby, co z kolei może zmniejszyć ich produktywność. Także prawdopodobieństwo bycia bezrobotnym za rok jest zdecydowanie wyższe wśród osób zatrudnionych na czas określony (różnica w Polsce jest szczególnie duża w przypadku kobiet, tylko w Hiszpanii i Portugalii jest ona wyższa).

Długoterminowe bezrobocie (osoby, które są bez pracy dłużej, niż jeden rok) to w Polsce 44,5 proc. całego bezrobocia. To powyżej średniej dla krajów OECD (wynosi ona 36 proc.). Dla porównania wskaźnik ten w Korei Południowej jest bliski zeru (0,1 proc.).

W podsumowaniu analitycy OECD podzielili kraje na trzy grupy pod względem jakości miejsc pracy i Polska trafiła do najgorszej, trzeciej grupy razem m.in. z Turcją, Grecją i Słowacją. To grupa, do której należące kraje miały niską punktację w przynajmniej dwóch z trzech badanych aspektów, a dodatkowo w żadnej z kategorii nie radziły sobie dobrze. Warto zauważyć, że niskie miejsce w rankingu naszego kraju to nie tylko skutek niskiego PKB, ponieważ w drugiej grupie znalazły się Meksyk, Słowenia i Czechy.

Zwraca uwagę wniosek analityków OECD, że z danych nie wynika by wyższa jakość miejsc pracy powodowała wyższe bezrobocie, a wręcz można zauważyć, że te dwa aspekty są ze sobą skorelowane (czyli wyższa jakość miejsc pracy wiąże się najczęściej z niższym bezrobociem). Warto pamiętać tę konkluzję, ponieważ często w dyskusjach pojawia się wniosek, że pracownicy w Polsce muszą godzić się na gorsze warunki i mniejsze bezpieczeństwo pracy, ponieważ inaczej ich miejsca pracy firmy przeniosą do innych krajów. Tak więc receptą na wysokie bezrobocie w Polsce na pewno nie będzie ułatwienie pracodawcom zwalniania pracowników.

Część ekonomistów uważa jednak, że groźba zwolnienia to konieczny element gospodarki kapitalistycznej i bez niego ludzie nie będą produktywnie pracować. Jak jednak zauważył znany ekonomista John Kenneth Galbright (1908-2006) w wydanej w 1958 r. książce „The Affluent Society” (Zasobne społeczeństwo) często ci sami profesorowie, którzy głoszą takie poglądy robią wszystko by uzyskać tzw. tenurę, czyli zatrudnienie na uczelni w USA praktycznie gwarantujące dożywotnie bezpieczeństwo przed zwolnieniem (uważa się, że jest to konieczne by akademicy nie bali się głosić odważnych poglądów). Jak zauważa zgryźliwe Galbright wynika z tego, że groźba zwolnienia działa jedynie „na innych”.

Prof. Ha Joon Chang z Cambridge University w książce „23 rzeczy, których nie mówią ci o ekonomii” pisze, że jego zdaniem duży poziom bezpieczeństwa socjalnego nie tylko nie rozleniwia ludzi, ale sprawia że są oni bardziej otwarci na zmiany. Akademik porównuje to do jazdy samochodem z dobrymi hamulcami. Tylko wówczas pojedziemy nim szybko, gdy będziemy pewni, że możemy szybko wyhamować. Zdaniem prof. Changa to właśnie wysoki poziom zabezpieczenia socjalnego jest jednym z głównych powodów, dla którego większość krajów skandynawskich rozwijała się w ostatnich latach szybciej, niż USA, gdzie ochrona przed zwolnieniem jest na niskim poziomie. Na przykład w latach 2000-2008 średni wzrost PKB był w Szwecji na poziomie 2,4 proc. rocznie, w Finlandii 2,8 proc. a w USA 1,8 proc.

 

(infografika Dariusz Gąszczyk)

(infografika Dariusz Gąszczyk)

 

 

 

(infografika Dariusz Gąszczyk)

(infografika Dariusz Gąszczyk)

 

OF