Autor: Grażyna Śleszyńska

Analizuje zjawiska makroekonomiczne i polityczne. Współtworzyła Forum Ekonomiczne w Krynicy

Być albo nie być chińskiej potęgi gospodarczej to…

Populacja Chin rośnie w najwolniejszym tempie od dziesięcioleci. Kurczenie się zasobów pracy stawia pod znakiem zapytania kontynuację chińskiej „historii sukcesu”. Nadzieja w tym, że technologie zwiększą produktywność pracowników.
Być albo nie być chińskiej potęgi gospodarczej to...

(©Envato)

Światowe zasoby wysoko wykwalifikowanej siły roboczej podwoiły się po zimnej wojnie, gdy kraje Europy Środkowo-Wschodniej wkroczyły na drogę kapitalizmu. Ale to Chiny odegrały kluczową rolę w procesie globalizacji gospodarki, stając się globalną fabryką. Bez chińskiego kapitału ludzkiego nie doświadczylibyśmy spadku cen produkcji przemysłowej. Od 1995 r. gospodarka Chin urosła 16,6-krotnie: z zaledwie 735 mld dol. do 14,7 bln dol. obecnie.

To z kolei pomogło zdusić inflację w krajach rozwiniętych i sprzyjało gromadzeniu oszczędności, które utorowały drogę niskim stopom procentowym. Rację bytu straciła słynna krzywa Phillipsa, zgodnie z którą między bezrobociem a inflacją występuje odwrotna zależność. To się zmieni – twierdzą autorzy książki „The Great Demographic Reversal” [Wielkie odwrócenie demograficzne], Charles Goodhart i Manoj Pradhan. Ich zdaniem, kryzys demograficzny spowoduje wzrost płac w Państwie Środka, który z kolei przełoży się na poziom cen na całym świecie i położy kres wieloletniej niskiej inflacji.

Presja demograficzna

W maju Chińskie Narodowe Biuro Statystyczne opublikowało wnioski z przeprowadzanego raz na dekadę powszechnego spisu ludności. Populacja Chin, która obecnie wynosi 1,41 mld, w ciągu ostatnich 10 lat rosła średnio o 0,53 proc. rocznie, czyli najwolniej od czasu ludobójczej polityki Wielkiego Skoku. Grupa aktywnych zawodowo (15-64 lat), która w 2010 r. stanowiła 70,1 proc. (940 mln) ogółu populacji, zmniejszyła się o 5,8 proc., czyli o 44 mln osób. Natomiast liczebność osób w wieku 60+ wzrosła o 60 proc.: z 13,3 proc. ogółu populacji w 2010 r. do 18,7 proc. obecnie. Według dziennika „Financial Times” w oficjalnym przekazie ograniczono się do podania, że na przestrzeni dekady odnotowano wzrost, natomiast przemilczano fakt, że między rokiem 2019 a 2020 nastąpił regres przyrostu naturalnego.

Jeszcze bardziej niepokojąca jest prognoza autora studium opublikowanego w czasopiśmie medycznym „The Lancet”. Profesor Stein Emil Vollset z University of Washington School of Medicine, dowodzi, że do końca tego stulecia populacja Chin zmaleje o 48 proc.: z 1,4 mld w 2017 r. do 732 mln do 2100 r. (dla porównania: populacja USA miałaby nieznacznie wzrosnąć: z 325 mln w 2017 r. do 336 mln w 2100 r.). Oznaczałoby to gwałtowny spadek siły roboczej i stawiałoby pod znakiem zapytania przyszły wzrost gospodarczy.

Profesor Stein Emil Vollset z University of Washington School of Medicine, dowodzi, że do końca tego stulecia populacja Chin zmaleje o 48 proc.: z 1,4 mld w 2017 r. do 732 mln do 2100 r.

Rząd zapowiedział podniesienie wieku emerytalnego, stymulowanie udziału kobiet w rynku pracy poprzez rozszerzenie zorganizowanej opieki nad dziećmi oraz dalsze poluzowanie kontroli urodzeń. W 2016 r. złagodzono restrykcyjne prawo w zakresie prokreacji, dopuszczając posiadanie dwojga dzieci. Wbrew oczekiwaniom nie poprawiło to statystyki przyrostu naturalnego. Stąd wątpliwości, czy planowane podniesienie limitu dzietności do trojga przyniesie wymierny skutek. Długotrwała polityka jednego dziecka z preferencją dla chłopców zaszczepiła bowiem w chińskiej kulturze model małej rodziny i doprowadziła do stanu, w którym mężczyźni mają przewagę liczebną nad kobietami rzędu 35 mln.

Wzrost wartości pracy nie musi oznaczać inflacji

Od czasu światowego kryzysu finansowego w 2008 r. płace w Chinach podwoiły się. Według autorów wspomnianej pracy „The Great Demographic Reversal” negatywne zmiany demograficzne ugruntują tylko wzrost wartości pracy w stosunku do kapitału. Po pierwsze, starsi ludzie z reguły nie oszczędzają, tylko konsumują, co działa inflacjogennie na poziom cen. Po drugie, niedobór siły roboczej skutkuje obniżeniem PKB i presją na wzrost płac. Z kolei za wyższymi płacami idzie wzrost cen, czyli inflacja, a za inflacją idą wyższe stopy procentowe.

Czy Goodhart i Pradhan mają rację?

Chiny nie mogą już liczyć na to, że populacja w wieku produkcyjnym przez samą swoją liczebność będzie napędzać wzrost PKB, który od 1990 r. wynosił średnio ponad 9 proc. rocznie. Zgoda. Charles Goodhart i Manoj Pradhan rozpatrują jednak konsekwencje starzenia się populacji w izolacji od innych czynników makroekonomicznych.

Zmiany w strukturze populacyjnej to niewątpliwie ważny czynnik analizy makroekonomicznej, ale przy obecnym poziomie przesycenia gospodarki cyfryzacją nie sposób abstrahować od wpływu tzw. przełomowych technologii, do których zalicza się sztuczną inteligencję, analitykę danych za pomocą bardzo wydajnych mocy obliczeniowych, Internet Rzeczy i blockchain. Z jednej strony technologie będą rekompensowały braki w zatrudnieniu poprzez stymulowanie produktywności, a z drugiej strony – będą powodowały tanienie wielu towarów i usług, wywierając presję deflacyjną.

Z jednej strony technologie będą rekompensowały braki w zatrudnieniu poprzez stymulowanie produktywności, a z drugiej strony – będą powodowały tanienie wielu towarów i usług, wywierając presję deflacyjną.

Co się zaś tyczy emerytów, to tylko teoretycznie w jesieni życia ludzie nie gromadzą pieniędzy, a je wydają. W warunkach niżu demograficznego świadczenia emerytalne zostaną mocno ograniczone, co zmusi do oszczędzania nie tylko obecnych, ale także przyszłych emerytów. W 2020 r. chiński Narodowy Fundusz Ubezpieczeń Społecznych odnotował pierwszy w historii roczny deficyt w wysokości 100 mld dol. Z oficjalnych informacji wynika, że w perspektywie 2030 r. luka może wzrosnąć do 1,5 bln dol. I nie zmieni tego podnoszenie wieku emerytalnego.

Podsumowując: o ile wiadomo, że w kolejnych dekadach zmniejszy się odsetek Chińczyków w wieku produkcyjnym, o tyle nie ma pewności, czy wywoła to inflację i depresję PKB, ani jak szybko rosnące płace w Chinach wpłyną na światową gospodarkę.

Imigranci nie pomogą, bo rząd nie chce ich pomocy

Oczywiście kryzys demograficzny dotyczy nie tylko Chin. Zmagają się z nim zaawansowane gospodarki na całym świecie. Jednak dwie rzeczy odróżniają przypadek Chin od USA czy państw europejskich. Po pierwsze, Chiny nie mogą liczyć na imigrantów w celu uzupełnienia braków w populacji w wieku produkcyjnym, bo mają jedne z najsurowszych przepisów imigracyjnych na świecie. Pekin postrzega napływ imigrantów jako zagrożenie dla stabilności społecznej. Rocznie prawo stałego pobytu uzyskuje tylko kilka tysięcy obcokrajowców, z czego tylko ułamek otrzymuje obywatelstwo. Po drugie, solidny wzrost gospodarczy to rekompensata, jakiej żąda społeczeństwo w zamian za organicznie wolności osobistych przez autorytarne państwo. Perturbacje gospodarcze zakłóciłyby tę niepisaną umowę między władzą a obywatelami, grożąc wybuchem niepokojów społecznych.

Wzrost produktywności rzuca wyzwanie dla rynku pracy

Chociaż Chiny są drugą co do wielkości gospodarką na świecie, to dochód na mieszkańca wynosi około jednej szóstej amerykańskiego. Aby utrzymać tempo wzrostu gospodarczego i nie wpaść w pułapkę średniego dochodu, Chiny muszą nadrobić stratę w zakresie siły roboczej. Skoro otwarcie się na imigrantów odpada, to zostaje rozwijanie technologii, które zwiększą produktywność. Tyle że ten kij ma dwa końce. Technologizacja, owszem, poprawi wskaźniki produktywności, ale jednocześnie zmniejszy zapotrzebowanie na ciągle dominującą w Chinach nisko wykwalifikowaną siłę roboczą.

Przed rządem stoi wyzwanie polegające na doszkoleniu lub przebranżowieniu milionów robotników, tak aby przesunąć ich do bardziej produktywnych sektorów.

Przed rządem stoi wyzwanie polegające na doszkoleniu lub przebranżowieniu milionów robotników, tak aby przesunąć ich do bardziej produktywnych sektorów. Co więcej, rośnie odsetek osób z wyższym wykształceniem. Od 2010 r. prawie się podwoił (na każde 100 tys. osób dyplomem uniwersyteckim legitymuje się blisko 15,5 tys.). Sprostanie temu trendowi wymaga zwiększenia podaży pracy umysłowej, co stanowi ogromne wyzwanie dla państwa postrzeganego jako „globalna montownia”. Paradoksalnie jednak autokratyczny reżim lepiej radzi sobie z wprowadzaniem długofalowych zmian strukturalnych niż demokracje, bo władza nie musi martwić się, że wyborcy pokażą jej czerwoną kartkę.

Goodhart i Pradhan mogą nie mieć racji

Tygodnik „The Economist” stawia Chiny dopiero na 12. miejscu w rankingu Automation Readiness Index, który ocenia 25 krajów pod kątem ich przygotowania do wdrożenia inteligentnej automatyzacji. Chiński biznes reprezentuje odgórne, autokratyczne podejście do zarządzania, które nie sprzyja rodzeniu się innowacji. Mało tego: każda firma zatrudniająca ponad 50 pracowników musi mieć w zarządzie przedstawiciela Partii Komunistycznej. To komplikuje proces decyzyjny i tłumi kulturę innowacji, niezbędną do procesie przechodzenia od gospodarki opartej na pracochłonnej produkcji do gospodarki opartej na wiedzy i usługach.

Czy stopa długu udźwignęłaby drastyczny spadek PKB, gdyby do niego doszło?

Chiny zmagają się z poziomem zadłużenia od czasu światowego kryzysu finansowego z lat 2008-2009, na który zareagowały, zachęcając samorządy i przedsiębiorstwa państwowe do zwiększonej budowy infrastruktury. W 2015 r. prezydent Xi Jinping ogłosił kampanię delewarowania, ale to, co udało się w tym zakresie zrobić, zniweczył COVID-19, który dał rządom na całym świecie swego rodzaju przyzwolenie na pogłębianie dźwigni finansowej.

Całkowite zadłużenie Chin wynosi najprawdopodobniej (bieżących danych brak) ok. 290 proc. PKB, czyli ok. 43 bln dol. Najwięcej, bo ok. 160 proc. PKB, waży dług sektora przedsiębiorstw.

Całkowite zadłużenie Chin wynosi najprawdopodobniej (bieżących danych brak) ok. 290 proc. PKB, czyli ok. 43 bln dol. Inaczej niż w USA czy Japonii, najwięcej, bo ok. 160 proc. PKB, waży dług sektora przedsiębiorstw. Rząd i gospodarstwa domowe korzystają z dźwigni finansowej na poziomie odpowiednio ok. 68 proc. i 62 proc. PKB. Znamienny jest też fakt, że w przytłaczającej większości dług jest finansowany wewnętrznie, za pośrednictwem przedsiębiorstw państwowych i samorządów lokalnych. Zobowiązania wobec zagranicznych wierzycieli wynoszą relatywnie niewiele, bo ok. 2,4 tryliarda dol., czyli 5,5 proc. całkowitego zadłużenia. Ma to tę niewątpliwie dobrą stronę, że eliminuje zagrożenie z tytułu niewypłacalności: dług wewnętrzny, zwłaszcza zaciągany w kontrolowanym przez państwo sektorze przedsiębiorstw, można bowiem z łatwością prolongować, a nawet ogłosić czasowe zawieszenie obsługi.

Z drugiej strony, gigantyczny, jak na światowe standardy, poziom obarczenia długiem przedsiębiorstw grozi w pespektywie albo ich wykrwawieniem, albo inflacją. Nawet notable Partii Komunistycznej wiedzą, że taka polityka ma krótkie nogi. Wniosek: Chiny nie mają innego wyjścia, niż skoncentrować się na przekuwaniu technologii na produktywność.

(©Envato)

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Rosja lubi bić (anty)rekordy

Kategoria: Analizy
Rosja, przy dużej zależności gospodarki od cen ropy naftowej, nigdy nie imponowała tempem wzrostu gospodarczego, nawet w okresie dobrej koniunktury i wysokiego poziomu cen na światowym rynku węglowodorów.
Rosja lubi bić (anty)rekordy

Goodhart i Pradhan mogą nie mieć racji

Kategoria: Trendy gospodarcze
Niedawno na łamach Obserwatora Finansowego opublikowana została recenzja książki „The Great Demographic Reversal”, napisana przez  prezesa Banku Finlandii Olli Rehna. Autorzy książki - Charles Goodhart i Manoj Pradhan - koncentrują się na kwestiach starzenia się społeczeństw. Niepokoi mnie jednoznacznie pozytywna opinia Olli Rehna.
Goodhart i Pradhan mogą nie mieć racji

Gorące debiuty roku na nowojorskim Nasdaq

Kategoria: Analizy
Wall Street jest na fali, jakiej nie widziano od boomu internetowego u progu XXI wieku. Pandemiczne ograniczenia w kontaktach bezpośrednich ludzie kompensują sobie w sieci. Startupy myślące o giełdzie, nie mogły wymarzyć sobie lepszej koniunktury.
Gorące debiuty roku na nowojorskim Nasdaq