Dlaczego w USA są najlepsze uniwersytety badawcze?

Jako główną przyczynę obecnej dominacji amerykańskich uczelni autorzy wskazują reformy rozpoczęte po wojnie secesyjnej, które wzmocniły bodźce do prowadzenia badań naukowych oraz zwiększyły zasoby przeznaczone na ten cel w ramach amerykańskiego systemu uniwersyteckiego.
Dlaczego w USA są najlepsze uniwersytety badawcze?

(©Envato)

Wielu badaczy na całym świecie dąży do zdobycia stanowiska na najlepszych amerykańskich uniwersytetach. Uczelnie takie jak Berkeley i Stanford nie tylko dobrze płacą naukowcom, ale również zapewniają doskonałe zaplecze naukowe, a przede wszystkim możliwość współpracy z innymi uzdolnionymi badaczami. To pozwala Stanom Zjednoczonym przyciągać utalentowanych doktorantów i profesorów z krajów takich jak Chiny, Francja, Norwegia i Indie (Cole 2009, Clotfelter 2010).

Gdybyśmy cofnęli się o 120–150 lat, zobaczylibyśmy jednak zupełnie inny obraz. W tym czasie wielu amerykańskich naukowców marzyło o zatrudnieniu na uczelni zagranicznej, a zwłaszcza na europejskich uniwersytetach.

Dane dotyczące noblistów pokazują, że w okolicach 1870 roku Stany Zjednoczone były na samym końcu stawki, a dziś są wyraźnym liderem.

Aby to zilustrować, możemy przeanalizować uniwersytety, których studentami lub profesorami byli laureaci Nagrody Nobla – w myśl zasady, że uczelnie, które kształcą lub zatrudniają takich ludzi, osiągają zazwyczaj dobre wyniki w zakresie badań naukowych. Takie dane dotyczące noblistów pokazują, że w okolicach 1870 roku Stany Zjednoczone były na samym końcu stawki, a dziś są wyraźnym liderem.

Kiedy i dlaczego uniwersytety badawcze ze Stanów Zjednoczonych zdobyły tak silną pozycję? To pytanie ma istotne znaczenie dla różnych zakresów badań, począwszy od polityki innowacji aż po kwestię wzrostu gospodarczego (Helmers i Rogers 2010, Valero i Van Reenen 2016).

Wielu obserwatorów wskazuje jako punkt zwrotny wydarzenia związane z II wojną światową – autorzy zwracają na przykład uwagę na migrację żydowskich naukowców z Niemiec do Stanów Zjednoczonych oraz wzrost poziomu federalnego finansowania badań (Graham i Diamond 1997, Gruber i Johnson 2019). Nacisk kładziony na II wojnę światową jest z pewnością uzasadniony – podkreśla on czynniki, które wzmocniły uniwersytety amerykańskie i osłabiły niegdysiejszego lidera, czyli Niemcy.

W 1910 roku uczelnie amerykańskie wyprzedzały wszystkie uniwersytety oprócz niemieckich, a w 1920 roku górowały już nad uniwersytetami z wszystkich innych krajów.

Jednak przytaczane dane dotyczące laureatów Nagrody Nobla wskazują, że uniwersytety amerykańskie doścignęły lub wyprzedziły te z innych krajów na długo przed II wojną światową. Pod tym względem już w 1910 roku uczelnie amerykańskie wyprzedzały wszystkie uniwersytety oprócz niemieckich, a w 1920 roku górowały już nad uniwersytetami z wszystkich innych krajów. Jako ilustrację tej przemiany możemy podać przykład Theodore’a Richarda – późniejszego laureata Nagrody Nobla w dziedzinie chemii – który w 1901 roku stał się pierwszym profesorem wyszkolonym w Stanach Zjednoczonych, któremu zaoferowano stanowisko badawcze na niemieckim uniwersytecie.

Krótko mówiąc, wyjaśniając dominację badawczą uniwersytetów amerykańskich, należy cofnąć się do końca XIX wieku i najpewniej uwzględnić inne czynniki niż wydarzenia, które miały miejsce w połowie XX wieku w Europie.

Podjęte po wojnie secesyjnej reformy wzmocniły bodźce do prowadzenia badań oraz zwiększenia zasobów przeznaczanych na ten cel w ramach amerykańskiego systemu uniwersyteckiego. Ze względu na podkreślenie znaczenia wcześniejszych wydarzeń, nasze podejście badawcze jest bliższe temu, które prezentowali wcześniej Veysey (1965) oraz Goldin i Katz (1999); czerpiemy też z wyników, które przedstawili w swoich pracach Urquiola (2020) oraz MacLeod i Urquiola (2021).

Dla zrozumienia wspomnianych reform kluczowe znaczenie mają dwa spostrzeżenia. Po pierwsze, Stany Zjednoczone cechują się stosunkowo wolnorynkowym podejściem do szkolnictwa wyższego. Dla przykładu, państwo amerykańskie pozwala stosunkowo łatwo wchodzić na rynek nowym szkołom dążącym do zaspokojenia popytu klientów. Po drugie, amerykańskie uniwersytety nie dostarczają swoim klientom tylko jednego „produktu”, ale złożony zestaw usług. Przykładowo dana uczelnia „sprzedaje” uczestnictwo w określonej grupie rówieśniczej – czyli szansę na kontakt oraz budowanie relacji z pewnymi typami ludzi. Dla przykładu, niektóre szkoły kierują swoją ofertę do studentów, którzy są inteligentni, bogaci, lub takich, którzy mają „artystyczną duszę”.

Naukowy przepis na sukces zawodowy

W czasach kolonialnych i jeszcze w XIX wieku, amerykańskie gospodarstwa domowe domagały się różnicowania społecznego według przynależności do poszczególnych grup wyznaniowych. Dla przykładu, prezbiterianie chcieli studiować z prezbiterianami, episkopalianie z episkopalianami, baptyści z baptystami, itd. Ponadto większość osób wolało uczelnie położone blisko domu. Te okoliczności pozwoliły na powstanie ogromnej liczby nowych uczelni – podczas gdy w 1776 roku Stany Zjednoczone miały dziewięć szkół wyższych, to do momentu wybuchu wojny secesyjnej otwartych zostało 900 kolejnych.

W wyniku masowego wejścia na rynek nowych instytucji wczesne uczelnie były często małe i niedofinansowane. Oferowały podstawowy, wąski i sztywny program nauczania wykładany przez niewyspecjalizowanych i często nisko opłacanych profesorów. Uczelnie rutynowo zatrudniały pracowników na podstawie kryteriów innych niż doświadczenie i nie zapewniały im ani szczególnie wielu bodźców do podejmowania badań, ani odpowiednich środków na ten cel.

Tymczasem sytuacja w Europie była zupełnie inna. Mniej więcej od czasu reformacji protestanckiej państwa europejskie – zwłaszcza na kontynencie – wykazywały tendencję do ścisłego zarządzania i hojnego finansowania swoich uniwersytetów. Pracownicy naukowi byli często dobrze opłacanymi urzędnikami państwowymi, przydzielanymi przez ministerstwa edukacji do wyspecjalizowanych profesur z zabezpieczonym odgórnie finansowaniem (Paulsen 1906). Te uczelnie stopniowo zaczęły dominować w działalności badawczej prowadzonej wcześniej w akademiach królewskich (np. Académie Royale, the Royal Society i Akademia Berlińska). Nie jest niczym zaskakującym, że ówczesne uczelnie amerykańskie nie mogły z nimi konkurować.

Aby zrozumieć, w jaki sposób reformy systemu edukacyjnego w Stanach Zjednoczonych umożliwiły stworzenie skutecznych zachęt i zasobów do prowadzenia badań, musimy poczynić jeszcze jedno zastrzeżenie. W przypadku gdy dana instytucja jest zaangażowana w prowadzenie badań naukowych, ocena rzeczywistych korzyści wynikających z tych badań wymaga zastosowania odpowiednio precyzyjnych środków do pomiaru rezultatów działalności badawczej. Precyzję wzmacnia specjalizacja akademicka – w tym przypadku, organizowanie aktywności profesorów w oddzielne dyscypliny. W jaki sposób amerykańskie uczelnie zaczęły interesować się działalnością badawczą i zwiększyły swoją specjalizację?

W ciągu kilku ostatnich dekad XIX wieku, uczelnie amerykańskie zmagały się z problemem wzrostu rozbieżności między umiejętnościami, których nauczały, a tymi, których oczekiwali ich klienci. Wraz z procesem industrializacji rosło zainteresowanie tematami, które uniwersyteckie programy nauczania zasadniczo ignorowały, jak inżynieria czy biznes. W latach 70. i 80. XIX wieku nowe uniwersytety takie jak Cornell i Johns Hopkins udowodniły, że możliwe jest przyciągnięcie szerokich rzesz studentów nie dzięki kryteriom wyznaniowym, ale dzięki zapewnieniu im specjalistycznych i zaawansowanych kursów w wielu dziedzinach. Zasiedziałe na rynku instytucje, takie jak Harvard i Columbia, zdecydowanie zareagowały na ten rozwój wydarzeń, tworząc własne wyspecjalizowane wydziały nauk humanistycznych i ścisłych oraz tworząc wyższe szkoły zawodowe.

W ekonomii panuje skrzywienie proamerykańskie

Możliwość swobodnego wejścia na rynek pozwoliła innym uczelniom przyłączyć się do walki o studentów. Pomogły w tym prywatne darowizny, które napędzały rozwój uniwersytetów takich jak University of Chicago i Stanford University. W rozwoju oferty edukacyjnej pomagały również środki publiczne, które miały kluczowe znaczenie dla nowych podmiotów takich jak Berkeley i MIT.

Wszystkie te uczelnie zaczęły zabiegać o profesorów, którzy byli specjalistami i w związku z tym aktywnie uczestniczyli w badaniach rozwijających daną dziedzinę. System akademicki zareagował na te przemiany, dostarczając narzędzia do pomiaru wyników badań, takie jak choćby specjalistyczne czasopisma naukowe. W ten sposób uczelnie zyskały możliwość identyfikacji, zatrudniania i konkurowania o najlepszych naukowców.

W tym okresie niektóre amerykańskie uniwersytety pozyskały również ogromne ilości zasobów finansowych. Na początku XX wieku uczelnie wdrażające omawiane reformy z sukcesem zwiększyły liczbę swoich studentów. Zarazem odkryły jednak, że zagrażało to procesowi różnicowania społecznego, którego dostarczały i którego oczekiwali kluczowi studenci. Ogólny wzrost liczby studentów skutkował w szczególności zwiększeniem udziału studentów z rodzin o niższych dochodach oraz studentów żydowskich – w okresie rosnącego antysemityzmu – co prowadziło do wyobcowania elit protestanckich, do których uczelnie tradycyjnie kierowały swoją ofertę.

Na początku lat 20. XX wieku selektywną rekrutację studentów wprowadził Uniwersytet Columbia, a wkrótce jego śladem poszło kilka innych uczelni. Selektywność doprowadziła do uruchomienia procesu różnicowania społecznego, w wyniku czego na uczelniach amerykańskich doszło do koncentracji studentów o wysokich zdolnościach/dochodach, a za tym później poszły także wysokie opłaty za studia oraz ogromne darowizny ze strony fundatorów. To z kolei wzmocniło ich zdolność do zatrudniania najbardziej pożądanych profesorów.

Selektywność doprowadziła do uruchomienia procesu różnicowania społecznego, w wyniku czego na uczelniach amerykańskich doszło do koncentracji studentów o wysokich zdolnościach/dochodach, a za tym później poszły także wysokie opłaty za studia oraz ogromne darowizny ze strony fundatorów.

Ponadto na początku XX wieku wykształcił się system zachęt materialnych do prowadzenia badań naukowych, wśród których najistotniejszym były posady z gwarancją zatrudnienia (tzw. „tenure”). Teoria agencji zakłada, że system motywacyjny oparty na zasadzie „albo awansujesz, albo rezygnujesz” (tzw. „up or out”) może sprzyjać zwiększeniu efektywności pracy naukowej, zwłaszcza jeśli profesorowie konkurują z osobami o podobnych zdolnościach. Wraz z coraz bardziej precyzyjnymi miarami osiągnięć badawczych, system dożywotniej gwarancji zatrudnienia sprzyjał procesowi selekcji, w wyniku którego w wydziałach następowało skupianie profesorów o podobnych zdolnościach.

Krótko mówiąc, najlepsze amerykańskie uczelnie wytworzyły skuteczny mechanizm pozytywnego sprzężenia zwrotnego, który zapewnił im napływ środków do inwestowania w badania naukowe oraz możliwość skutecznego motywowania naukowców do prowadzenia takich badań. To przyczyniło się do przyciągnięcia najlepszych studentów i dodatkowych funduszy, które mogły zostać przeznaczone na dalsze reformy i ulepszenia. W tym samym czasie inne uczelnie zmagały się z problemami i traciły swoją pozycję, co doprowadziło do wykształcenia znaczącej nierówności między uczelniami, obserwowanej obecnie w Stanach Zjednoczonych.

Należy podkreślić, że w omawianym okresie podobne procesy były w Europie, a szczególnie na kontynencie, znacznie słabsze. Państwa europejskie nie pozwalały na łatwe wchodzenie nowych uczelni na rynek. To zapobiegło pojawieniu się setek słabszych uczelni zmagających się z problemami, ale także spowolniło rozwój niezwykle dobrze prosperujących uczelni niczym magnes przyciągających światowe talenty, jak obecnie MIT czy Stanford. Ogólnie rzecz biorąc, wszelkiego rodzaju różnicowanie społeczne nie było w Europie aż tak powszechne. Jeśli zaś chodzi o bodźce do podejmowania aktywności badawczej, to w Europie regulacje dotyczące zatrudniania profesorów – których źródła sięgają średniowiecza – w dużo mniejszym stopniu opierają się na systemach typu „up-or-out” motywujących badaczy do uzyskania posad uniwersyteckich z gwarancją zatrudnienia.

Państwa europejskie nie pozwalały na łatwe wchodzenie nowych uczelni na rynek.

Podsumowując, historia amerykańskich uczelni badawczych nie jest historią zaplanowanego sukcesu, ale wynikiem swobodnej konkurencji i wykształcenia szeregu mechanizmów wytwarzających pozytywne motywacje dla badaczy. Wszystkie te czynniki traktowane łącznie pomagają w wyjaśnieniu obecnych wyników uczelni amerykańskich. Musimy jednak zauważyć, że świat nie jest statyczny. W ciągu ostatnich 20 lat Wielka Brytania i Unia Europejska stworzyły programy mające na celu pomiar jakości pracy uniwersytetów i zwiększenie konkurencji. Ciekawie będzie obserwować, w jaki sposób będzie się rozwijać rywalizacja o pracowników naukowych na zglobalizowanym rynku pracy. Czy odgórny styl zarządzania typowy dla Europy okaże się skuteczniejszy od bardziej swobodnego podejścia preferowanego w Stanach Zjednoczonych?

W. Bentley MacLeod
Profesor ekonomii w katedrze imienia Samiego Mnaymneha i profesor spraw międzynarodowych i publicznych, Uniwersytet Columbia

Miguel Urquiola
Profesor i kierownik katedry ekonomii, Uniwersytet Columbia

Artykuł ukazał się w wersji oryginalnej na platformie VoxEU.

(©Envato)

Tagi


Artykuły powiązane

Tani kredyt dla bankrutujących firm może zmniejszać inflację

Kategoria: Analizy
Łatwo dostępne, tanie kredyty dla firm mających problemy mogą zmniejszać inflację; zakaz sprzedaży mentolowych papierosów w Polsce nie zmniejszy odsetka palących; amerykańskie uczelnie są najlepsze na świecie, bo przyciągają także osoby z bogatych rodzin. To tylko część z wniosków z najnowszych badań ekonomicznych.
Tani kredyt dla bankrutujących firm może zmniejszać inflację

Akademicy nie tylko w stolicy

Kategoria: Raporty
Nie tylko Warszawa, Kraków, Poznań i Wrocław są wśród najbardziej akademickich miast w Polsce. Studia są prowadzone w mniejszych miastach – takich jak Gliwice czy Szczytno, a także całkiem małych – jak Podkowa Leśna czy Józefów.
Akademicy nie tylko w stolicy

Więcej szkoły, więcej chleba z masłem

Kategoria: Analizy
Współczesny „wyścig zbrojeń” przenosi się z arsenałów i poligonów do szkół i uniwersytetów. Zależność między poziomem wykształcenia, wiedzą a stanem gospodarki i powodzeniem społeczeństw pojawiła się już dawno temu, ale obecnie jest wyjątkowo widoczna. Polacy w tej rywalizacji nie są liderami.
Więcej szkoły, więcej chleba z masłem