Autor: Aleksander Piński

Dziennikarz ekonomiczny, autor recenzji książek i przeglądów najnowszych badań ekonomicznych

Filantropia nie da biednym tyle, ile państwo wymusi

Popularność Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy sprawia, że powraca argument m.in. laureata Nagrody Nobla prof. Miltona Friedmana. Twierdził on, że państwo niepotrzebnie pomaga potrzebującym, bo prywatne osoby i tak z własnej inicjatywy udzieliłyby takiego wsparcia.
Filantropia nie da biednym tyle, ile państwo wymusi

(CC By ND PolandMFA)

„XIX wieczny kapitalizm, za pośrednictwem działań prywatnych osób, znacznie lepiej wywiązał się z zadania pomagania biednym, niż współczesne państwa. Ten okres, uważany za czas „dzikiego kapitalizmu”, był jednocześnie okresem, w którym zrodziło się najwięcej działań charytatywnych w historii. Mam za złe współczesnym państwom zniszczenie tego prywatnego systemu pomagania najuboższym” – powiedział kiedyś Milton Friedman.

>>czytaj też: Filantropii nie zastąpią urzędnicy

Nie mamy możliwości sprawdzić, co by się stało gdyby nagle państwo przestało pomagać potrzebującym. Rząd w każdym cywilizowanym państwie tym się przecież zajmuje. Można jedank sprawdzić jak wyglądała sytuacja potrzebujących przed powstaniem państw opiekuńczych.

Friedman zmarł w 2006 r., ale dwa lata wcześniej prof. Peter H. Lindert z University of California wydał książkę „Growing public: Social spending and the Economic Growth Since The Eighteenth Century” (Rosnąca sfera publiczna: Wydatki socjalne a wzrost gospodarczy od XVIII w.). Lindert pisze w niej, że aż do XVIII w. prawie żadne pieniądze z podatków nie trafiały do najuboższych.

Pod koniec tego stulecia zaczęły się pojawiać pierwsze transfery (nazywano je „poor relief”, czyli „pomoc dla biednych”) w zauważalnej wysokości. W porównaniu do obecnych pieniędzy jakie trafią do potrzebujących (na przykład w 2013 r. średnio na wszystkie transfery socjalne w krajach OECD wydawano 21,9 proc. PKB) były to jednak śmieszne wielkości.

W XIX w. tylko w Anglii i Holandii (wówczas najbogatsze kraje świata) przekraczały one 1 proc. PNB (na przykład w 1850 r. w Anglii i Walii było to 1,07 proc. PNB a w Holandii 1,38 proc.). We Francji pomoc wynosiła (dane z 1833 r.) 0,63 proc. PNB, w Belgii 1,03 proc. PNB (1850 r.) w USA 0,13 proc. PNB (1850 r.). W pozostałych krajach pomocy ze strony państwa nie było w ogóle.

Dużo organizacji, mała pomoc

Czy wobec niewielkiej pomocy ze strony państwa w to miejsce weszły prywatne organizacje charytatywne? W Anglii i Walii było ich faktycznie bardzo dużo bo kilkadziesiąt tysięcy. Ich działalność była monitorowana przez tzw. Komisję ds. Organizacji Charytatywnych (ang. Charity Commission). Nie całość środków, które one zbierały szła na najuboższych. Część wydawała pieniądze na edukację, inne na cele religijne. Wszystkie one zbierały rocznie (dane za lata 1819-1839) 1,2 mln funtów, co stanowiło 0,4 proc. PNB.

>>czytaj więcej: Walka z biedą

Kiedy w latach 1861-1876 po raz kolejny skontrolowano ich wydatki wyniosły one 2,2 mln funtów rocznie, czyli spadły do 0,24 proc. PNB. Z tego zaledwie 0,9 mln funtów szło na najuboższych, czyli 0,1 proc. PNB.

W Holandii w 1790 r. całkowite (prywatne i państwowe) wydatki na pomoc biednym wynosiły 1,46 proc. – 1,93 proc. PNB. Z tego prywatna i kościelna pomoc miała wartość 0,67-1,49 proc. PNB i była to najhojniejsza prywatna pomoc dla biednych na świecie aż do XX w. Dla porównania: we Francji w 1790 r. pomoc ze strony kościołów szacuje się na 0,17 proc. PNB, a w 1880 r. razem z prywatnymi darczyńcami dawali oni nie więcej niż 0,5 proc. PNB (podobnie było we Włoszech).

Peter H. Lindert pokazuje także na innym przykładzie, że nie tylko nie ma efektu wypierania prywatnej pomocy przez państwo, ale wydatki te są ze sobą najczęściej skorelowane (czyli im więcej wydaje państwo, tym więcej wydają osoby prywatne). Na przykład w USA w 1927 r. pomoc państwa dla biednych wynosiła 0,17 proc. PNB, a prywatna 0,16 proc. PNB. Do 1995 r. część publiczna wzrosła do 3,85 proc., a prywatna tylko do 0,26 proc. PNB.

Pomoc nie bez powodu

Relatywnie wysokie (choć śmiesznie niskie w porównaniu do wydatków współczesnych państw) wydatki na potrzebujących nie wynikały tylko z dobrej woli. W protestanckich krajach takich jak Holandia czy Anglia obowiązywało prawo zmuszające najbogatszych do dawania datków na utrzymanie najuboższych.

Co więcej, przed 1832 r. w Anglii władza była skoncentrowana w rękach właścicieli ziemskich. Aby mieć prawo głosu trzeba było posiadać nieruchomość i płacić od niej podatki. Szacuje się, że tylko co siódmy obywatel w Anglii i Walii (i co dziesiąty w Wielkiej Brytanii) spełniał te kryteria. Dlaczego właściciele ziemscy mieliby zagłosować za hojnym, jak na tamte czasy, systemem pomagania biednym za pomocą podatków, który obowiązywał w Wielkiej Brytanii przed 1834 r.?

Otóż rewolucja przemysłowa sprawiała, że coraz więcej najemnych pracowników rolnych porzucało pracę na wsi i przenosiło się do miast próbując podnieść swój standard życia. Mieli do  tego silną motywację, ponieważ w szczególności jesienią i zimą pracy w gospodarstwie było niewiele i nie mieli się z czego utrzymać. A zatem właściciele ziemscy zagłosowali za zwiększeniem finansowanej z podatków pomocy dla biednych przenosząc koszty utrzymania swoich pracowników na osoby, które z ich pracy nie korzystały (podatki płacili wszyscy, nie tylko ci którzy mieli prawo głosu).

Co ciekawe, nawet tak niewielka (według dzisiejszych standardów) pomoc była przedmiotem kontrowersji. Słynny ekonomista angielski (a także duchowny) Thomas Malthus w pracy „Essay on Population” (Esej o populacji) z 1798 r. argumentował, że skutkiem pomocy jest to, że biedni mają więcej dzieci i ich sytuacja finansowa staje się jeszcze gorsza. W 1834 r. brytyjski parlament przegłosował reformę, która obcięła to i tak niewielkie wsparcie dla niezamożnych.

Dzisiaj w USA, które są światowym liderem jeżeli chodzi o prywatne dotacje na działania charytatywne wydaje się na ten cel 7 proc. PNB (dane z 1995 r.). W innych krajach OECD odsetek ten wynosi od 0,6 proc. do 3,7 proc. Trzeba tylko pamiętać, że nie są to jedynie wydatki na pomoc biednym: w USA znaczna część dotacji idzie na przykład na szkoły wyższe albo badania nad nowymi lekarstwami. Wiele wskazuje na to, że istotna część prywatnych wydatków na cele charytatywne wynika z niedoskonałości systemu zarządzania korporacjami.

W wydanej we wrześniu 2013 r. pracy „Do Managers Do Good With Others People’s Money”(Czy menadżerowie czynią dobro cudzymi pieniędzmi?) – Ing-Haw Cheng z Dartmouth College, Harrison Hong z Princeton University oraz Kelly Shue z University of Chicago Booth School of Business postanowili sprawdzić z czego wynika hojność w dawaniu pieniędzy na cele charytatywne przez niektóre firmy. Autorzy cytują prof. Miltona Friedmana, który w 1970 r. powiedział, że firmy nie mają żadnych obowiązków poza zarabianiem pieniędzy.

Niektórzy jednak utrzymywali, że wydatki firm na dobroczynność to forma inwestycji, która zwraca się, ponieważ sprawia, że firma jest lepiej postrzegana i klienci chętniej kupują jej produkty. Akademicy postanowili sprawdzić faktyczną motywację stojącą za działaniami charytatywnymi firm korzystając z obniżki podatku od dywidendy w USA z 35 proc. do 15 proc. w 2003 r. W efekcie wypłacanie sobie udziały z zysku przez właścicieli stało się znacznie bardziej opłacalne.

Faktycznie po obniżce podatku od dywidendy wyraźnie spadły wydatki firm na cele charytatywne, z tym że najbardziej spadły one w firmach, w których menedżerowie mieli udziały na średnim poziomie (te, w których mieli duże udziały i tak wydają najmniej na te cele). Nie oznacza to, że nie istnieją wydatki dobroczynne, które faktycznie mogą przynieść firmom wymierne korzyści finansowe, ale – jak twierdzą autorzy badania – wynik świadczy o tym, że menedżerowie wydają znacznie więcej na cele charytatywne, niż jest to uzasadnione z biznesowego punktu widzenia, bo „chcą czynić dobro nie swoimi pieniędzmi”.

Podsumowując: bez państwowego przymusu nie ma skutecznej pomoc dla potrzebujących, a prywatnej inicjatywy takie jak WOŚP mogą być jedynie ich uzupełnieniem.

>>zobacz: Bogaci się bogacą, biednych nie ubywa

 

(CC By ND PolandMFA)

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

UE w poszukiwaniu źródeł finansowania budżetu

Kategoria: Analizy
Pytanie, jak spłacić 750 mld euro pożyczonych (in spe) w formie obligacji, dało asumpt do wznowienia debaty na temat nowego koszyka zasobów własnych UE.
UE w poszukiwaniu źródeł finansowania budżetu

Po pierwsze nie szkodzić – czyli o spójności zrównoważonego rozwoju

Kategoria: Analizy
Starożytnym znana była maksyma „primum non nocere” – „po pierwsze nie szkodzić”. W dawnych czasach ta zasada etyczna odnosiła się do nauk medycznych. W świecie wychodzącym z pandemii  może ona jednak być z powodzeniem stosowana dla opisania modelu relacji pomiędzy krajami o różnym poziomie rozwoju.
Po pierwsze nie szkodzić – czyli o spójności zrównoważonego rozwoju

Building Ukraine forward better, czyli jak skutecznie pomóc w odbudowie Ukrainy?

Kategoria: Trendy gospodarcze
Powojenna odbudowa Ukrainy będzie wymagać ogromnych nakładów finansowych. Społeczność międzynarodowa, w tym przede wszystkim Unia Europejska, musi się zmobilizować, aby wesprzeć Ukraińców w tym procesie, równocześnie przygotowując kraj do członkostwa w UE.
Building Ukraine forward better, czyli jak skutecznie pomóc w odbudowie Ukrainy?