• Marek Chądzyński

Inflacja trzyma się mocno, rośnie zamiast spadać

13.12.2011
Nowa lista leków refundowanych, słaby złoty i droga żywność to powody,  które zadecydowały, że inflacja w listopadzie nieoczekiwanie wzrosła do 4,8 proc. Tak wysoki wskaźnik wzrostu cen wybija ostatecznie argumenty tym, którzy chcieliby szybkich obniżek stóp procentowych. Tym bardziej, że polityka pieniężna ma dziś na inflację ograniczony wpływ.

(Opr. DG)


Makroekonomia
Pulpit
Analizy
Inflacja trzyma się mocno, rośnie zamiast spadać
Nowa lista leków refundowanych, słaby złoty i droga żywność to powody,  które zadecydowały, że inflacja w listopadzie nieoczekiwanie wzrosła do 4,8 proc. Tak wysoki wskaźnik wzrostu cen wybija ostatecznie argumenty tym, którzy chcieliby szybkich obniżek stóp procentowych. Tym bardziej, że polityka pieniężna ma dziś na inflację ograniczony wpływ.
Dlaczego tak się dzieje? Wzrost cen nie jest skutkiem rosnącego popytu, tylko efektem słabego złotego i decyzji administracyjnych. To wszystko tzw. czynniki podażowe. Tymczasem wysokość stóp procentowych teoretycznie decyduje o dostępności pieniądza, a więc ma bezpośredni wpływ na popyt.
Główne powody są ciągle te same już od kilku miesięcy: rosnące ceny żywności oraz paliw. Te pierwsze w samym listopadzie wzrosły o 1,3 proc. Te drugie – aż o 3,2 proc. Ale to nie wszystko: wyraźnie wzrosły też ceny w kategorii jak zdrowie – aż o 2,3 proc. To prawdopodobnie efekt wprowadzenia nowej listy leków refundowanych.
Wysoka inflacja to teraz nie najlepsza wiadomość. Polska gospodarka wchodzi w fazę spowolnienia. Przed nami tymczasem najprawdopodobniej kolejne podwyżki cen administracyjnych, tym razem w kategorii energia – podwyżki cen gazu chce PGNiG. Jest prawdopodobne, że samorządy zdecydują się też na podwyższenie stawek za usługi komunalne w przyszłym roku, bo ich sytuacja finansowa jest wyjątkowo napięta. Co gorsza nie widać szans na szybkie umocnienie złotego – a to źle wróży cenom paliw i innych towarów z importu. Efektem może być bardzo wolny spadek inflacji w przyszłym roku – dużo wolniejszy, niż to wcześniej zakładano.
Dla Rady Polityki Pieniężnej obecna sytuacja jest wyjątkowo niekomfortowa. Inflacja jest daleko od celu banku centralnego (2,5 proc. plus-minus 1 pkt proc.), a dynamika PKB będzie coraz słabsza. Polityka pieniężna nie może więc wspierać wzrostu poprzez obniżki stóp, bo głównym jej celem jest walka z inflacją.  Głośno mówią o tym niektórzy członkowie RPP.
– W takiej sytuacji nie ma co oczekiwać na obniżki stóp proc. w pierwszej połowie 2012 roku. Moim zdaniem prawdopodobieństwo podwyżek stóp jest obecnie wyższe niż obniżek – powiedziała w rozmowie z PAP Anna Zielińska-Głębocka z Rady.
Piotr Bujak, główny ekonomista Banku Nordea
Walka z inflacją za pomocą krajowych instrumentów makroekonomicznych może być bardzo trudna. A to dlatego, że głównym czynnikiem podsycającym inflację jest osłabienie złotego. A ono nie wynika z czynników krajowych, tylko wiąże się w całości z rozwojem sytuacji na globalnych rynkach finansowych. Wydaje się więc, że w dużej mierze jesteśmy skazani na niepowodzenie. To, co można zrobić to umiejętnie komunikować opinii publicznej przyczyny wzrostu inflacji po to, żeby ograniczać wzrost oczekiwań inflacyjnych. W sytuacji, gdy jest coraz bardziej oczywiste, że nadchodzi spowolnienie gospodarcze, gdzie trudno oczekiwać efektów drugiej rundy efektów wtórnych w postaci nasilenia presji płacowej nie należy się spodziewać. W związku z tym jakaś nerwowa reakcja ze strony RPP w postaci podwyżki stóp, która miałaby wspierać złotego i obniżać inflację jest niewskazana.
Dlatego raczej należy to przeczekać. Tym bardziej, że zadziała efekt wysokiej bazy i wyraźne osłabienie popytu. Inflacja powinna się więc zacząć obniżać, nawet przy słabym złotym. Niemniej jednak zejście do 2,5 proc. – czyli celu NBP – wydaje się coraz trudniejsze. W warunkach tak dużego osłabienia złotego sukcesem będzie spadek inflacja do pasma dopuszczalnych odchyleń od celu. To powinno nastąpić w marcu-kwietniu przyszłego roku, o ile złoty przestanie się osłabiać.
Piotr Bielski, ekonomista BZ WBK
Słaby złoty będzie opóźniał zejście z inflacją do celu, ale jednak wskaźnik wzrost cen będzie spadał, bo zacznie działać efekt bazy i efekt słabnącego popytu. Na razie jest tak, że na ceny bardzo mocno wpływa efekt kursowy – ale badania NBP potwierdzają prawidłowość, że ten wpływ nie jest taki sam w różnych fazach cyklu koniunkturalnego. Dziś jest jeszcze stosunkowo mocny, bo do niedawna gospodarka rosła w miarę przyzwoitym tempie, a w przyszłym roku zwolni, wiec siła efektu kursowego na inflację będzie mocno osłabiona. W takich okresach może spadać do zera. Natomiast w tej chwili nie ma powodu, by obawiać się efektów wtórnych wysokiej inflacji, np. efektów drugiej rundy. Mamy wyraźne hamowanie dynamiki PKB, to nie są warunki do podwyższania wynagrodzeń.
Rada Polityki Pieniężnej mając perspektywę obniżania inflacja i hamowania wzrostu gospodarczego będzie obniżała stopy, żeby nie tworzyć dodatkowych hamulców dla wzrostu. Uważamy, że szanse na obniżki stóp procentowych są, według naszej prognozy pierwsza powinna nastąpić w czerwcu.
Marek Chądzyński

Dlaczego tak się dzieje? Wzrost cen nie jest skutkiem rosnącego popytu, tylko efektem słabego złotego i decyzji administracyjnych. To wszystko tzw. czynniki podażowe. Tymczasem wysokość stóp procentowych teoretycznie decyduje o dostępności pieniądza, a więc ma bezpośredni wpływ na popyt.

Główne powody są ciągle te same już od kilku miesięcy: rosnące ceny żywności oraz paliw. Te pierwsze w samym listopadzie wzrosły o 1,3 proc. Te drugie – aż o 3,2 proc. Ale to nie wszystko: wyraźnie wzrosły też ceny w kategorii jak zdrowie – aż o 2,3 proc. To prawdopodobnie efekt wprowadzenia nowej listy leków refundowanych.

Wysoka inflacja to teraz nie najlepsza wiadomość. Polska gospodarka wchodzi w fazę spowolnienia. Przed nami tymczasem najprawdopodobniej kolejne podwyżki cen administracyjnych, tym razem w kategorii energia – podwyżki cen gazu chce PGNiG. Jest prawdopodobne, że samorządy zdecydują się też na podwyższenie stawek za usługi komunalne w przyszłym roku, bo ich sytuacja finansowa jest wyjątkowo napięta. Co gorsza nie widać szans na szybkie umocnienie złotego – a to źle wróży cenom paliw i innych towarów z importu. Efektem może być bardzo wolny spadek inflacji w przyszłym roku – dużo wolniejszy, niż to wcześniej zakładano.

Dla Rady Polityki Pieniężnej obecna sytuacja jest wyjątkowo niekomfortowa. Inflacja jest daleko od celu banku centralnego (2,5 proc. plus-minus 1 pkt proc.), a dynamika PKB będzie coraz słabsza. Polityka pieniężna nie może więc wspierać wzrostu poprzez obniżki stóp, bo głównym jej celem jest walka z inflacją.  Głośno mówią o tym niektórzy członkowie RPP.

– W takiej sytuacji nie ma co oczekiwać na obniżki stóp proc. w pierwszej połowie 2012 roku. Moim zdaniem prawdopodobieństwo podwyżek stóp jest obecnie wyższe niż obniżek – powiedziała w rozmowie z PAP Anna Zielińska-Głębocka z Rady.

Piotr Bujak, główny ekonomista Banku Nordea

Walka z inflacją za pomocą krajowych instrumentów makroekonomicznych może być bardzo trudna. A to dlatego, że głównym czynnikiem podsycającym inflację jest osłabienie złotego. A ono nie wynika z czynników krajowych, tylko wiąże się w całości z rozwojem sytuacji na globalnych rynkach finansowych. Wydaje się więc, że w dużej mierze jesteśmy skazani na niepowodzenie. To, co można zrobić to umiejętnie komunikować opinii publicznej przyczyny wzrostu inflacji po to, żeby ograniczać wzrost oczekiwań inflacyjnych. W sytuacji, gdy jest coraz bardziej oczywiste, że nadchodzi spowolnienie gospodarcze, gdzie trudno oczekiwać efektów drugiej rundy efektów wtórnych w postaci nasilenia presji płacowej nie należy się spodziewać. W związku z tym jakaś nerwowa reakcja ze strony RPP w postaci podwyżki stóp, która miałaby wspierać złotego i obniżać inflację jest niewskazana.

Dlatego raczej należy to przeczekać. Tym bardziej, że zadziała efekt wysokiej bazy i wyraźne osłabienie popytu. Inflacja powinna się więc zacząć obniżać, nawet przy słabym złotym. Niemniej jednak zejście do 2,5 proc. – czyli celu NBP – wydaje się coraz trudniejsze. W warunkach tak dużego osłabienia złotego sukcesem będzie spadek inflacja do pasma dopuszczalnych odchyleń od celu. To powinno nastąpić w marcu-kwietniu przyszłego roku, o ile złoty przestanie się osłabiać.

Piotr Bielski, ekonomista BZ WBK

Słaby złoty będzie opóźniał zejście z inflacją do celu, ale jednak wskaźnik wzrost cen będzie spadał, bo zacznie działać efekt bazy i efekt słabnącego popytu. Na razie jest tak, że na ceny bardzo mocno wpływa efekt kursowy – ale badania NBP potwierdzają prawidłowość, że ten wpływ nie jest taki sam w różnych fazach cyklu koniunkturalnego. Dziś jest jeszcze stosunkowo mocny, bo do niedawna gospodarka rosła w miarę przyzwoitym tempie, a w przyszłym roku zwolni, wiec siła efektu kursowego na inflację będzie mocno osłabiona. W takich okresach może spadać do zera. Natomiast w tej chwili nie ma powodu, by obawiać się efektów wtórnych wysokiej inflacji, np. efektów drugiej rundy. Mamy wyraźne hamowanie dynamiki PKB, to nie są warunki do podwyższania wynagrodzeń.

Rada Polityki Pieniężnej mając perspektywę obniżania inflacja i hamowania wzrostu gospodarczego będzie obniżała stopy, żeby nie tworzyć dodatkowych hamulców dla wzrostu. Uważamy, że szanse na obniżki stóp procentowych są, według naszej prognozy pierwsza powinna nastąpić w czerwcu.


Tagi


Artykuły powiązane