Krótka historia wolnej bankowości

15.01.2017
Od 1716 r. do 1815 r. w Szkocji nie było banku centralnego, było za to wiele małych banków, które konkurowały ze sobą na takich samych zasadach jak inne firmy. Jedyny kryzys w tym okresie nastąpił w dużym stopniu dlatego, że zaczęto banki regulować i ograniczać konkurencję między nimi - twierdzi Tyler Beck Goodspeed w „Legislating Instability: Adam Smith, Free Banking, and the Financial Crisis of 1772”.
440 okładka


Jak pisze Goodspeed w książce (jej polski tytuł to „Prawo niestabilności: Adam Smith, wolna bankowość i finansowy kryzys 1772 r.”), 27 czerwca 1772 r., gdy szkockie miasto Edynburg doświadczało najgorszego kryzysu finansowego od 1700 r., David Hume wysłał list do Adama Smitha, który wówczas pracował nad „Bogactwem narodów”. Pisał w nim m.in., że w kraju ostały się tylko dwa banki, i zadawał pytanie, czy te wydarzenia nie wpłyną na zmianę zdania Smitha o regulacjach bankowych.

Wszystko rozpoczęło się, gdy londyński bank Neale, James, Fordyce and Down złożył wniosek o ogłoszenie bankructwa po otrzymaniu informacji, że jeden z udziałowców banku Alexander Fordyce zanotował straty w wysokości 300 tys. funtów. Fordyce przeprowadził tzw. krótką sprzedaż (czyli pożyczył akcje, sprzedał je, licząc, że cena spadnie i odkupi je, płacąc mniej) akcji Kompanii Wschodnioindyjskiej wartych ok. 1 mln ówczesnych funtów (czyli 114,2 mln funtów z 2014 r.).

Kurs akcji Kompanii nie chciał jednak się zachowywać tak, jak tego sobie życzył Fordyce, i od końca 1771 r. był mniej więcej na tym samym poziomie. W związku z koniecznością dopłaty kolejnych 10 proc. wartości transakcji (tego typu transakcje zawiera się zwykle, wpłacając ułamek ich wartości, co pozwala zwielokrotnić stopę zwrotu, jeżeli kurs zachowa się zgodnie z przewidywaniem) Fordyce uciekł do Francji, pozostawiając swoich wspólników z długiem w wysokości 243 tys. funtów. Długiem, za który odpowiadali osobistym majątkiem.

Ci natychmiast zawiesili płatności, próbując nie dopuścić do wypływu pieniędzy z banku w niekontrolowany sposób. Oczywiście klienci spanikowali i rzucili się wypłacać pieniądze ze wszystkich banków. W ciągu kilku dni padło dziesięć londyńskich banków. Najgorsze jednak dopiero miało nadejść.

Kurier dotarł do Edynburga z informacją o kryzysie w ciągu 43 godzin. Tam kilka liczących się banków miało intensywne kontakty biznesowe z Neale, James, Fordyce, and Down. Używały tego banku między innymi po to, by rolować krótkoterminowy dług (czyli zamieniać na nowy dług krótkoterminowe papiery wartościowe, dla których zbliżał się termin spłaty). Dwa szkockie banki z Londynu już wstrzymały wypłaty z tego powodu. Obawiano się, że kolejne nie będą w stanie znaleźć źródła refinansowania, gdy klienci zgłoszą się do nich po swoje pieniądze.

Wieści o problemach w stolicy przyszły w piątek. Od poniedziałku panika przeniosła się do Szkocji. Kolejno padały najpierw mniejsze instytucje, a po tygodniu poddał się największy szkocki bank Douglas, Heron&Co, ogłaszając, że zawiesza wymianę swoich banknotów na kruszec. Po kolejnym tygodniu działały już tylko 4 z 18 szkockich prywatnych banków. Periodyk „The Scots Magazine” raportował, że kryzys był największy w historii kraju.

Pod wpływem tych wydarzeń Adam Smith faktycznie przeredagował rozdział „Bogactwa narodów” dotyczący systemu bankowego. Postulował m.in. ustalenie maksymalnej stopy oprocentowania pożyczek, zakaz emitowania banknotów o małych nominałach i zakaz tzw. odpowiedzialności warunkowej za długi. Problem polegał na tym, że te trzy rzeczy znajdowały się w szkockim prawie już siedem lat przed kryzysem z 1772 r. Zostały uchwalone w wyniku silnego lobbingu ze strony bankowców (skądinąd wielu z nich było bliskimi przyjaciółmi Smitha).

Zdaniem Tylera Becka Goodspeeda wprowadzenie postulowanych przez szkockiego ekonomistę rozwiązań nie tylko nie zapobiegło kryzysowi, ale wręcz pogorszyło sytuację. Autor twierdzi, że od 1716 r. do 1845 r. Szkocja była – według renomowanych historyków ekonomii – uważana za jeden z najbliższych w historii przypadków tzw. wolnej bankowości. To system, w którym jest wielu małych konkurujących ze sobą emitentów banknotów wymienialnych na kruszec. Działalności tych banków nie regulowały żadne specjalne przepisy poza tymi dotyczącymi każdej innej działalności gospodarczej.

Od 1716 r. (gdy wygasł monopol Banku Szkocji) do przegłosowania Scottish Bank Act w 1845 r. bankowość w Szkocji działała bez banku centralnego ani żadnego innego pożyczkodawcy ostatniej instancji, bez wymagań odnośnie do kapitału i rezerw, bez ograniczeń, jeżeli chodzi o wielkość banku, i bez barier wejścia na rynek. Autor książki twierdzi, że w ciągu tych 130 lat Szkocja rozwijała się szybciej niż Anglia, a nawet szybciej niż po 1845 r. Do kryzysu doszło – według naukowca – częściowo dlatego, że wprowadzono postulowane przez Smitha i bankowców regulacje.

Wprowadziły one bariery wejścia, zmniejszyły konkurencję, jeżeli chodzi o krótkoterminowy kredyt, zwiększyły skalę działalności, jaką banki musiały osiągnąć, by działać efektywnie. W ten sposób prawodawcy zwiększyli ryzyko na szkockim rynku kredytowym. Tymczasem zdaniem autora nieograniczona odpowiedzialność udziałowców banków spełniała funkcję kredytodawcy ostatniej instancji, którą to funkcję spełnia w innych systemach bank centralny.

I tak na przykład po ogłoszeniu w sierpniu 1773 r. bankructwa przez bank Douglas, Heron&Co. jego właściciele zaczęli stopniowo pracować nad zwrotem  pieniędzy wierzycielom. Źródłem środków były prywatne majątki właścicieli. Wyemitowano obligacje o wartości 500 tys. funtów zabezpieczone hipoteką na nieruchomościach należących do udziałowców o wartości 3 mln funtów. Nie tylko zwrócono wszystkie długi, ale nawet zapłacono 5 proc. odsetek.

Książka Tylera Becka Goodspeeda jest krótka. Z 225 stron zaledwie ok. 140 stron to tekst właściwy (reszta to przypisy). To akademicka publikacja wydana nakładem Harvard University Press skierowana do bardzo ograniczonego grona pasjonatów historii bankowości. Z pewnością spodoba się zwolennikom wolnego rynku, choć mam wrażenie, że po ostatnich kryzysach finansowych nie ma wielu zbyt wielu zwolenników braku regulacji dla banków.

Mnie w każdym razie autorowi nie udało się przekonać do swojej tezy. Miałem także wrażenie, że autor zbyt wiele miejsca poświęcił mało istotnym z punktu widzenia tezy książki opisom wydarzeń w czasie kryzysu. Podsumowując – książka wyłącznie dla pasjonatów historii bankowości lub miłośników wolnego rynku.


Tagi


Artykuły powiązane