Lepiej skupić się na zaufaniu do pieniądza

17.03.2012
Strefa euro wymaga fundamentalnych zmian, by przetrwać, być może  ponownego wprowadzenia narodowych walut w krajach bliskich niewypłacalności i pozostawienia euro jako wspólnej waluty, ale nie jedynej. Programy oszczędnościowe i unia fiskalna nie przemawiają do mnie – uważa Adam Fergusson, autor książki "Kiedy pieniądz umiera", która ukazała się teraz w Polsce.

Adam Fergusson, fot. wydawcy


Obserwator Finansowy: Kiedy pieniądz umiera?

Adam Fergusson: Pieniądz umiera wtedy,  kiedy ludzie tracą do niego zaufanie w takim stopniu, że przestają go akceptować. Dlatego pierwszym obowiązkiem każdego banku centralnego jest utrzymanie zaufania do stabilności waluty.

Jak duże jest niebezpieczeństwo wysokiej, dwucyfrowej inflacji w Europie w najbliższych latach, biorąc pod uwagę długoterminowe operacje zasilania banków (LTRO) i nieograniczoną kreację pieniądza przez Europejski Bank Centralny?

Istnieje niebezpieczeństwo, że inflacja wywołana przez LTRO i być może nowy szok naftowy wymknie się spod kontroli. Ale wcześniej strefa euro może się zawalić. Operacje LTRO kupiły czas bankom, ale nie odpowiadają na główne zagrożenie licznymi upadłościami.

Co poradziłby pan Europejskiemu Bankowi Centralnemu, Federalnej Rezerwie i Bankowi Anglii w kontekście ich gotowości do drukowania pieniędzy?

Radzę wszystkim trzem przestać drukować pieniądze (QE itd.) i skoncentrować się na utrzymaniu zaufania do pieniądza.  Zostawcie ekonomiczne, polityczne i społeczne problemy, takie jak bezrobocie, politykom.

Jaka jest pana opinia na temat polityki monetarnej Banku Anglii?

Boję się, że po tym jak Bank Anglii nie przewidział i nie zapobiegł kryzysowi bankowemu i kryzysowi zadłużenia, teraz też nie ma wcale lepszej od innych orientacji,  co stanie się z inflacją czy deflacją. Równocześnie luzowanie ilościowe (QE) i stopy procentowe na minimalnym poziomie niszczą emerytury i oszczędności.

Czy opozycja Niemiec wobec luźnej polityki monetarnej Mario Draghiego ma rzeczywiście pana zdaniem swoje korzenie w niemieckiej hiperinflacji 100 lat temu? Wierzy pan w pamięć narodu?

Tak. Wiele poglądów wyrażanych przez Niemcy i stanowisk jakie zajmują zostało ukształtowanych w przeszłości. Hiperinflacja jest jak szczepionka, a Niemcy przeżyli ją dwukrotnie. Euro jest ich czwartym pieniądzem w ciągu stu lat i ciągle żałują, że porzucili dla niego markę.

Zwykle zakłada się, że są co najmniej cztery drogi rozwiązania problemu zadłużenia: niewypłacalność (restrukturyzacja długu), finansowa represja, inflacja i program oszczędnościowy. Która jest najbardziej prawdopodobna w strefie euro, Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych?

Żadna z tych gospodarek sama z siebie nie wyjdzie z długów. Inflacyjny wzrost podaży pieniądza jest sposobem zmniejszenia zadłużenia bez jego spłacania [w pełnej wartości – red.]. Ale QE – czyli cichy, potajemny spadek wartości pieniądza – to igranie z ogniem i nie ma dowodu, że sprawy  potoczą się tam, gdzie należy. W swojej najbardziej niebezpiecznej formie, jak w weimarskich Niemczech, jest jak zalewanie pożaru benzyną.

Uważam, że strefa euro wymaga fundamentalnych zmian, by przetrwać, być może  ponownego wprowadzenia narodowych walut w krajach bliskich niewypłacalności i pozostawienia euro jako wspólnej waluty, ale nie jedynej. Programy oszczędnościowe i unia fiskalna nie przemawiają do mnie.

Rozmawiał Piotr Aleksandrowicz

> Recenzja książki Kiedy pieniądz umiera


Tagi


Artykuły powiązane