Rynek obligacji potrzebuje wiarygodnych ocen emitentów

Imponujący jest rozwój rynku Catalyst. Po trzech latach od powstania na rynku instrumentów dłużnych notowanych jest 98 obligacji przedsiębiorstw, 32 obligacje własne banków i 17 obligacji samorządowych o łącznej wartości 49 mld zł. Perspektywy ilościowego rozwoju tego rynku wydają się wciąż obiecujące, warto jednak zadbać również o jego jakość.
Rynek obligacji potrzebuje wiarygodnych ocen emitentów

Prof. Leszek Pawłowicz (Fot. GAB)

Wyższa jakość powinna dotyczyć oczywiście również pozostałych rynków giełdowych, ale rynku obligacji w szczególności. Wyższą jakość bez wątpienia wniesie na Giełdę Papierów Wartościowych nowy system transakcyjny. Kluczową jednak kwestią jest wiarygodność rynku dla inwestorów. Jest ona szczególnie cenna w warunkach przedłużającego się kryzysu zaufania na rynkach finansowych oraz utraty reputacji przez wiele instytucji zaliczanych do niedawna do grona instytucji zaufania publicznego, agencji ratingowych i firm audytorskich.

Wiarygodność rynku obligacji jest szczególnie ważna dlatego, że pełni on na rynku rolę stabilizatora. Wynika to stąd, że:

Po pierwsze, jest relatywnie bezpieczniejszy dla inwestorów niż rynek akcji, czy instrumentów pochodnych lub rynki nieregulowane np. NewConnect.

Po drugie, jest bezpieczniejszy dla emitentów w porównaniu do rynku kredytowego. Zadłużenie z tytułu emisji obligacji nie wiąże się zazwyczaj z kowenantami, czyli szczególnymi klauzulami zobowiązującymi kredytobiorców, formułowanymi w umowach kredytowych z przedsiębiorstwami. Klauzule takie są charakterystyczne dla umów kredytowych. Są one procykliczne i w warunkach dekoniunktury „dobijają” wielu przedsiębiorców.

Po trzecie, rynek obligacji powinien stanowić również bufor bezpieczeństwa dla sektora bankowego. Wyższy udział obligacji notowanych na rynku wtórnym w pasywach banków ogranicza ryzyko płynności z tytułu paniki na rynku depozytowym i wycofywania depozytów. Obligacji nie można wycofać, można ją sprzedać na rynku wtórnym. Dlatego nadzorcy bankowi i regulatorzy słusznie stwarzają presję na banki w celu zwiększenia w ich pasywach udziału obligacji własnych.

Stabilizująca rola rynku obligacji nie jest jednak możliwa bez oceny wiarygodności emitentów. Rolę taka pełniły agencje ratingowe. Zniszczyły one jednak swoją reputację i niszczą ja nadal ponieważ opłacane są wciąż przez emitentów, a nie przez beneficjentów ich ocen. Ponadto wysokie ceny ratingów podwyższają istotnie koszty emisji.

Jednym z najważniejszych wyzwań dla dalszego rozwoju rynku Catalyst jest utworzenie wiarygodnej i taniej agencji ratingowej. Ratingi nie powinny być opłacane przez emitentów, powinny być dla nich darmowe. Emitent, który nie podda się nieodpłatnej ocenie wiarygodności jest szczególnie niewiarygodny. Agencja powinna być pod nadzorem inwestorów giełdowych, bo wiarygodność jest głównie dla inwestorów.

W jaki sposób inwestorzy giełdowi powinni nadzorować agencję ratingową, kto powinien pokrywać koszty agencji, w jaki sposób zapewnić jej niezależność i konstruktywną współpracę z analitykami giełdowymi, audytorami i Komisją Nadzoru Finansowego to problemy, o których dyskutować będziemy m.in. w czasie seminarium Rynek obligacji w Polsce 5 października 2012 w Warszawie.

Autor jest dyrektorem Gdańskiej Akademii Bankowej

Prof. Leszek Pawłowicz (Fot. GAB)

Tagi


Artykuły powiązane

Wspólnota bez węgla i stali

Kategoria: Analizy
Unijne hutnictwo jest pierwszą ofiarą polityki klimatycznej Unii Europejskiej. Od zeszłego roku produkcja spada. Jednocześnie rośnie import stali spoza UE – z krajów, gdzie nie ma obciążeń finansowych wynikających z polityki klimatycznej.
Wspólnota bez węgla i stali

Tańszy klimat

Kategoria: Analizy
Jednym z pierwszych gospodarczych skutków pandemii koronawirusa był gwałtowny spadek cen uprawnień do emisji dwutlenku węgla. Dla Polski to znakomita wiadomość, bo niższe ceny CO2 pozwolą zaoszczędzić setki milionów złotych w skali roku.
Tańszy klimat

Polskie banki dobrze przygotowane na skutki pandemii

Kategoria: Rynki kapitałowe
Obecny kryzys jest kryzysem sfery realnej gospodarki, który może, ale nie musi, przeistoczyć się w kryzys bankowy. Na szczęście w obecny kryzys polskie banki wchodzą dobrze przygotowane, z wysokimi buforami na kapitale, w ciężar których można absorbować straty – mówi prof. Marcin Liberadzki z Kolegium Zarządzania i Finansów Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.
Polskie banki dobrze przygotowane na skutki pandemii