Singapur miasto boomu i finansowych skandali

01.06.2020
Singapur od dawna jest uważany za idealne miejsce dla prowadzenia biznesu. Ta zasłużona reputacja od czasu do czasu jest podważana przez skandale finansowe. Od kilku tygodni Singapur żyje upadkiem spółki Hin Leong Trading Pte Ltd, której niespłacone długi wynosiły prawie 4 mld dolarów.
Gadomski_Singapur_skandale_1_photodune_envato

(©Envato)

(©Envato)

O.K. Lim, chiński self-made-man

Lim Oon Kuin, założyciel grupy Hin Leong, znany był wśród biznesmenów, z którymi prowadził interesy jako „O.K. Lim”. Do Singapuru przyjechał w 1963 r. z małego miasteczka Putian w prowincji Fujian w Chinach. Karierę zaczął od kupna zdezelowanej ciężarówki, a potem małej łodzi rybackiej. Szybko znalazł ciekawszy sposób zarabiania pieniędzy – dostarczał rybakom olej napędowy. Taki był początek firmy Hin Leong, co po chińsku oznacza dobrobyt.

Niepodległa Republika Singapuru, należąca do brytyjskiej Wspólnoty Narodów, powstała dopiero w 1965 r. Była wówczas, podobnie jak inne kraje Azji Wschodniej, krajem biednym, ale przez ponad pół wieku rosła w tempie zbliżonym do 8 proc. rocznie. Dzięki wyjątkowej pozycji na skrzyżowaniu szlaków morskich łączących Chiny z resztą świata Singapur stał się jednym z najlepszych na świecie centrów handlu towarami.

Interesy O.K. Lima rozwijały się równie szybko jak singapurska gospodarka. W 1968 r. kupił swój pierwszy niewielki statek o wyporności 100 DWT „Sea Lion” i zajął się handlem oraz przechowywaniem produktów naftowych na większą skalę. W latach 70. Grupa Hin Leong kupowała statki, które transportowały produkty naftowe między Singapurem i Chinami. Pod koniec lat 80. XX w. miała już pozycję jednego z głównych podmiotów handlujących ropą naftową i niezależnych od wielkich korporacji naftowych. Była jedną z pierwszych firm spoza Chin, które rozpoczęły współpracę z Chińską Republiką Ludową, wysyłając już w latach 80. XX w. paliwo do południowych prowincji.

Należący do Grupy Ocean Bunkering Services (Pte.) Ltd., jest jednym z najważniejszych dostawców paliw bunkrowych w Singapurze. Ocean Tankers (Pte.) Ltd. jest właścicielem i operatorem ponad 130 statków, od barek przybrzeżnych do tankowców o wyporności ponad 300 tys. DWT. Kieruje nią Evan Lim, syn założyciela Grupy Hin Leong.

Po kryzysie azjatyckim, w końcu lat 90. XX w., przyszło ożywienie, a wraz z nim rósł popyt na olej opałowy i napędowy – podstawowe produkty handlu Hin Leong. Koniunkturę napędzał też szybki wzrost gospodarki chińskiej. Coraz więcej statków zatrzymywało się w Singapurze, aby załadować paliwo.

Do grupy należy też Universal Terminal, największy w Azji terminal logistyki naftowej o pojemności 2,33 mln m3. Jego współwłaścicielem jest PetroChina, największe chińskie przedsiębiorstwo petrochemiczne. W 2010 r. Grupa wybudowała (wraz z PetroChina) rafinerię. Trzy pozostałe rafinerie w Singapurze są własnością Exxon Mobil, Shell i Singapore Refining Co.

Pozycja założyciela Hin Leong była tak dominująca, że każdy, kto chciał handlować paliwami w Singapurze, musiał uzyskać „OK” od O.K. Lima. Według singapurskiego prawa Grupa Hin Leong jako spółka prywatna mająca mniej niż 20 akcjonariuszy, nie musi składać sprawozdań finansowych. W roku budżetowym 2019 zadeklarowała przychody w wysokości ponad 20 mld dol.

Ofiara epidemii i hazardu

Cena baryłki ropy Brent, która jest punktem odniesienia w globalnym handlu tym surowcem, spadła z ponad 70 dolarów na początku stycznia 2020 do zaledwie 21,65 dolarów pod koniec marca. 22 maja cena wynosiła 35,22 dolary. Z dwóch głównych powodów: wojny cenowej między Arabią Saudyjską i Rosją oraz pandemii koronawirusa.

Trajektoria spadku cen ropy

Gdy ceny ropy zaczęły spadać, banki zażądały od Hin Leong zwiększenia depozytów pieniężnych stanowiących zabezpieczenie kredytów. Wartość zapasów firmy gwałtownie spadała, co oznaczało, że Hin Leong musiał przeznaczać coraz więcej ropy na rezerwy, by utrzymać linie kredytowe. Banki, czując, że w Grupie dzieje się coś złego, zażądały natychmiastowej spłaty kredytów. I wtedy okazało się, że firma jest niewypłacalna.

Lim Oon Kuin przyznał, że polecił swemu działowi finansowemu ukrycie 800 mln dol. strat wynikających z nieudanej spekulacji ropą. Co gorsza potajemnie sprzedał miliony baryłek zapasów ropy, które stanowiły zabezpieczenie pożyczek, i wykorzystywał ten sam transport surowca, by zaciągnąć kredyty w różnych bankach. Różnica między aktywami spółki a jej zobowiązaniami wynosi 3,34 mld dol. Straty poniosło kilka wielkich, międzynarodowych banków, w tym HSBC Holdings, ABN Amro Bank, Société Générale i trzy największe banki w Singapurze. Brytyjskiemu bankowi HSBC, którego głównym obszarem działania jest Hongkong, Hin Leong jest winien 600 mln dolarów.

Ci, którzy robili interesy z O.K. Limem podkreślają, że był zapalonym hazardzistą, gotowym obstawiać duże kwoty w nieprzejrzystej grze światowego handlu ropą. Większość handlowców ropą zabezpiecza swoje pozycje przy użyciu instrumentów pochodnych, takich jak: kontrakty futures, opcje i swapy. Hin Leong nie był zabezpieczony przed wahaniami cen. Prawdopodobnie Lim postawił na to, że Chiny szybko opanują epidemię i popyt na ropę powróci do pierwotnego stanu, a ceny wzrosną. Kupował kontrakty terminowe, gdy inni je sprzedawali. To był hazard na przekór wszystkim, zakład, że wszyscy inni w branży się mylą.

W połowie kwietnia Hin Leong Trading (PTE.) Ltd, złożył wniosek o ochronę sądową przed pożyczkodawcami. Po tygodniu spółka wycofała go i poprosiła Sąd Najwyższy Singapuru o powołanie firmy doradczej PwC na zarządcę firmy. Sąd wyznaczył dwóch dyrektorów PwC na tymczasowych zarządców. Do 22 czerwca mają ocenić, czy Hin Leong Trading (PTE.) Ltd może zostać zrestrukturyzowany. 12 maja nadzorem sądowym objęta została Ocean Tankers (Pte) Ltd. Sąd wyznaczył na zarządców dwóch dyrektorów firmy doradczej EY w Singapurze.

Syn Lim Oon Kuina Evan Lim twierdzi, że firma prowadzi rozmowy z potencjalnym inwestorem strategicznym, który jest zainteresowany wszystkimi spółkami należącymi do rodziny. Tymczasem prokurator i policja prowadzą śledztwo, które może zakończyć się wyrokiem sądowym i wieloma latami więzienia dla O.K. Lima, a być może także dla innych członków rodziny.

Bankrutujące „czajniki”

Skandal finansowy Hin Leong nie jest jedynym, którym żyją koła biznesowe w Singapurze. Można powiedzieć, że obecny rok jest wyjątkowo pechowy, co wynika z zawirować na rynkach surowcowych i finansowych, które ujawniły słabości zbyt agresywnie działających spółek.

W lutym upadła firma Agritrade International Pte Ltd (AIPL). Miała 1,55 mld dol. niespłaconych zobowiązań wobec kilkudziesięciu wierzycieli, w tym 983 mln dol. wobec banków. Co najmniej 20 banków, które poniosły straty w wysokości setek milionów dolarów, oskarżyły przedsiębiorcę o świadome oszustwo. Agritrade ma wobec ING dług w wysokości 100 mln dol., wobec japońskiego banku MUFG 78 mln dol., a francuskiego Natixis 67 mln dol.

Spółka zależna Agritrade Resources jest notowana na giełdzie w Hongkongu. Eksploatuje kopalnie węgla w Indonezji i Chinach. Do niedawna wykazywała wysoką marżę zysku, podkreślając, że koszt wydobycia indonezyjskiego węgla jest najniższy na świecie, a popyt ze strony Chin wciąż bardzo wysoki.

Na początku marca Sąd Najwyższy w Singapurze wyznaczył tymczasowego zarządcę firmy po odrzuceniu wniosku o moratorium długu. Według pozwu złożonego przez ING Bank w sądzie w Singapurze, dyrektor generalny Agritrade, Ng Xinwei i jego ojciec Ng Say Peck wprowadzili banki w błąd, przedstawiając nieprawdziwą sytuację finansową spółki. Agritrade otrzymało kredyty w różnych bankach zabezpieczone tymi samymi towarami. Xinwei tłumaczy, że spółka zaczęła mieć kłopoty na skutek spadku cen surowców. Spotęgowane, gdy banki odmówiły dalszego finansowania. Ng Say Peck ustąpił ze stanowiska prezesa Agritrade Resources i wyjechał do Chin.

W końcu lutego zobowiązania przestała regulować singapurska spółka Hontop Energy, która kupuje ropę dla prywatnej, chińskiej rafinerii Shandong Tianhong Chemical Co. Zarówno Hontop, jak i Shandong Tianhong należą do chińskiego koncernu China Wanda Group, który zmaga się z nadmiernym zadłużeniem. Kłopoty Hontop Energy mogą uruchomić lawinę upadłości wielu prywatnych, niezależnych, chińskich rafinerii, zwanych „czajnikami” (ang. teapot), które w ostatnich latach zaciągnęły długi na modernizację i zwiększenie zapasów ropy. Chodzi o sektor mający w Chinach ¼ zdolności przerobowej ropy naftowej.

Tradycyjni producenci ropy mogą wrócić do gry

„Czajniki” mają różne rozmiary i formy – począwszy od prostych wież destylacyjnych, aż po wyszukane kompleksy petrochemiczne. Większość to małe rafinerie o pojemności od 20 tys. do 100 tys. baryłek dziennie. Około 80 proc. chińskich „czajników” znajduje się w Shandong.

Ponieważ epidemia koronawirusa uderza w zyski i zbiega się z szerszym kryzysem kredytowym w Chinach, handlowcy i bankowcy coraz bardziej obawiają się o kondycję finansową rafinerii. Wiele „czajników” znajduje się na liście kredytobiorców wymagających szczególnej ostrożności, stworzonej przez singapurskie banki. Od 2015 roku prywatne, chińskie rafinerie mogą importować ropę naftową, ale ich bilanse i zabezpieczenia nie są wystarczające, by przekonać światowe banki do pożyczenia dużych sum koniecznych do zakupu ropy z Afryki, Ameryki Łacińskiej i Bliskiego Wschodu. Chcąc rozwiązać ten problem, „czajnik” kupujący zagraniczną ropę nawiązywał współpracę z innymi „czajnikami”, tworząc konsorcja. Oznacza to, że upadek jednej prywatnej rafinerii chińskiej może wywołać efekt domina. Dlatego kłopoty Hontop Energy mocno zaniepokoiły inne firmy naftowe oraz banki.

Do Sądu Najwyższego w Singapurze 20 marca 2020 r. wpłynął wniosek o odroczenie płatności Hontop wobec wierzycieli. Bankom spółka jest winna prawie pół miliarda dolarów. Najwięcej dwom bankom chińskim: CIMB Bank i China CITIC Bank International (w obu przypadkach chodzi o oddziały w Singapurze) oraz dwom francuskim: Natixis i Societe Generale. Aktywa Hontop obejmują około 20 mln dol. gotówki i ponad 700 mln dol. należności, których w większości spółka nie jest w stanie odzyskać.

Upadek Tai Pana

Tai Pan oznacza po chińsku „najwyższej klasy”. Tak byli kiedyś określani właściciele wielkich firm. „Tai-Pan” to tytuł powieści Jamesa Clavella o początkach Hongkongu, po zakończeniu pierwszej wojny opiumowej. Bohaterem jest Dirk Struan – Tai-Pan założonej przez siebie firmy Noble House.

Na Struanie wzorował się Richard Elman, który w 1986 r. założył w Hongkongu firmę Noble Group, z początkowym kapitałem 100 tys. dol. Po kilku latach zaczęła być notowana na giełdzie w Singapurze. Elman ze swojej firmy uczynił wielki dom handlowy, zarządzający łańcuchem dostaw, którego obroty w szczytowym momencie, przed światowym kryzysem finansowym, wynosiły ponad 30 mld dol. W 2008 r. w Noble Group zainwestował chiński fundusz majątkowy China Investment Corp. , który kupił 15 proc. akcji. Elman zachował dla siebie 25 proc., które warte były ponad 2 mld dol.

Elman dorastał w Wielkiej Brytanii, w Brighton. Porzucił szkołę w wieku 15 lat i zaczął pracować jako robotnik w składzie złomu. Wkrótce został kierownikiem i cenionym menedżerem. Przeniósł się do San Francisco, prowadził interesy w Tokio, Tajlandii i w Indiach. Został dyrektorem regionalnym na Azję spółki Philipp Brothers – lepiej znanej jako Phibro. Siedzibę miał w Hongkongu, ale kluczem do sukcesu był handel z Chinami, które właśnie się otwierały na świat. Dla Phibro Elman pracował 10 lat. Gdy na początku lat 80. XX w. firma została przejęta przez Salomon Brothers uznał, że czas założyć własną działalność. Z Phibro zabrał to, co najcenniejsze w branży handlowej – reputację i notes z kontaktami.

Noble stała się globalną firmą handlową prowadzącą interesy nie tylko w Chinach i Azji, ale też w Australii, Europie i obu Amerykach. Zaczynała z ośmioma pracownikami, a w szczytowym momencie miała 5 tys. pracowników.

Noble był firmą spedycyjną i handlową – kupującą i sprzedającą towary przemysłowe, ale także zboża, węgiel, rudę żelaza. Zainwestowała w kopalnie węgla w Australii i sprzedawała węgiel klientom w USA, Europie i Chinach. Kupowała brazylijską soję i sprzedawała w Chinach. W Chinach kupiła i zmodernizowała kilka zakładów przetwarzających soję na olej i pasze. Inwestowała w hutnictwo w Indiach i Australii, a produkty stalowe sprzedawała do Chin.

Tajemnicą sukcesu była dywersyfikacja działalności i opanowanie łańcuchów dostaw. Noble stał się największym dostawcą zbóż do Arabii Saudyjskiej, jednym z największych na świecie handlarzy bawełną, miał 20 proc. udział w handlu wyrobami stalowymi między Indiami i Chinami i 10 proc. udział w eksporcie soi z Ameryki Południowej. Należące do Noble spółki przerabiały w Brazylii trzcinę cukrową na etanol i zbudowały terminal wysyłkowy zbóż i cukru. W Argentynie Noble zbudował fabrykę przerobu soi. Elman wykorzystywał swoje doskonałe relacje z chińskimi politykami. Finansowały go dwa wielkie chińskie banki: Agricultural Bank of China i China Development Bank.

Dywersyfikacja była silną stroną Noble Group, ale firma była wrażliwa na wahania cen na rynkach rolniczych i surowcowych. Globalny kryzys finansowy z 2008 r. mocno uderzył w przychody Noble z transportu morskiego.

W 2013 r. Noble Group zwolnił analityka kredytowego Arnaud Vagnera. Vagner założył blog Iceberg Research, na którym w 2015 r. opublikował trzy raporty pokazujące, że Noble zawyżał zysk i zaniżał zadłużenie. Porównał Noble Group do Enronu – wielkiej amerykańskiej firmy energetycznej, która upadła w 2001 r., gdy okazało się, że od dawna fałszowała dane finansowe.

Przed opublikowaniem raportu Noble Group warte było na giełdzie 6 mld dol. Początkowo firma odrzuciła twierdzenia Vagnera, oskarżając go o celowe manipulowania danymi, by obniżyć cenę akcji, ale wkrótce musiała przyznać, że wymaga dofinansowania i restrukturyzacji. Urząd Monetarny Singapuru (bank centralny) oraz Urząd ds. Rachunkowości i Nadzoru Korporacyjnego wszczęły postępowanie. Dochodzenie prowadziła też singapurska policja. Śledztwo wykazało nieprzestrzeganie standardów rachunkowości w należącej do Grupy spółce Noble Resources International ulokowanej w Singapurze, która zajmowała się obrotem węglem.

Akcje Noble spadły o 99 proc. i w 2018 r. spółka warta była już tylko 80 mln dol. W czerwcu 2016 r. Elman zapowiedział, że wkrótce ustąpi – odszedł w maju 2017 r. Zastąpił go doświadczony menedżer Paul Brough, który sprzedał większość aktywów, znacznie zmniejszył zatrudnienie i aktywność. W grudniu 2019 r. władze singapurskiej giełdy zawiesiły notowania Noble. Spółka wciąż istnieje, ale jest średniej wielkości firmą, niczym nieprzypominającą tej z początku XXI wieku.

Upadek takich firm jak Noble, Hin Leong czy Agritrade International szkodzi reputacji Singapuru. Pokazuje, że zasady nadzoru i egzekwowanie przepisów pozostawiają wiele do życzenia. Problemem jest też to, że azjatyccy biznesmeni skłonni są do większego ryzyka niż ich europejscy czy amerykańscy koledzy. Akceptują niskie marże, nie zważając na to, że nie będą w stanie spłacić rosnącego długu. Ta kultura biznesowa sprawia, że gospodarki krajów Azji Wschodniej rosną bardzo szybko, ale balansują na cienkiej linie.


Tagi


Artykuły powiązane