Komunikacja zorganizowana

17.10.2015
Naprawdę lubię książki pisane przez praktyków. Albo są małymi perełkami, od których trudno się oderwać, albo są tak hermetyczne, że trzeba je od razu odłożyć na półkę. Tertium non datur. „Przedsiębiorczość zorganizowana” Arkadiusza Skuzy zdecydowanie należy do tej pierwszej kategorii. Na 130 stronach małego formatu treści jest więcej niż w jakiejkolwiek innej pozycji o start-upach w Polsce.
Arkadiusz Skuza 'Przedsiębiorczość zorganizowana. Start-upy, inwestorzy, pieniądze'

Arkadiusz Skuza "Przedsiębiorczość zorganizowana. Start-upy, inwestorzy, pieniądze"

Arkadiusz Skuza "Przedsiębiorczość zorganizowana. Start-upy, inwestorzy, pieniądze"

Pozycji o innowacyjnych firmach – książek, raportów, prezentacji, materiałów video jest multum. Często są to bardzo wartościowe pozycje, ale kłopot polega na tym, że najczęściej są one tłumaczeniami lub omówieniami źródeł zagranicznych. Te z definicji nie dadzą odpowiedzi na specyficznie polskie pytania. Specyficznie polskie problemy. Można tu wymienić mnóstwo elementów: publiczny kapitał na innowacje zamiast państwowego, słaba współpraca nauki z biznesem, mało patentów.

Wszystko to słyszeliśmy wiele razy – i jest prawdą, ale także niczym nowym. Trzeba jednak naprawdę urobić sobie ręce po łokcie żeby zauważyć i docenić rzecz, którą dostrzega autor: „Skontaktowałem się poprzez email, telefon lub w trakcie osobistego spotkania z blisko 300 funduszami inwestycyjnymi. Zaledwie 10 proc. funduszy odpowiedziało na moją propozycje w jakikolwiek sposób. Istotne jest, że te fundusze, które nie wyraziły zainteresowania inwestycją, nie przekazały żadnej opinii na temat zgłaszanego przeze mnie projektu.”

Pisać na Berdyczów

Dlaczego to ważne? Skuza uważa, że jeśli przedsiębiorcy nie usłyszą kompetentnej oceny swoich pomysłów, nie będą mieli jak ich poprawić. Nie wspominając już o psychicznie dobijającym rozczarowaniu człowieka, który spędził mnóstwo czasu na przygotowaniach oferty i nie otrzymuje żadnej odpowiedzi. Nawet „Dziękujemy za zgłoszenie, nie jesteśmy zainteresowani”, które byłoby potwierdzeniem, że mail doszedł i ktoś go przeczytał. W tym miejscu można pójść parę kroków dalej niż autor „Przedsiębiorczości zorganizowanej”. Kiedy rozmawiam z przedstawicielami branży VC jedno stwierdzenie powtarza się daleko częściej niż inne: „W Polsce nie rodzą się przełomowe innowacje”. Brak dopracowanych projektów to, cytując Kisielewskiego, „nie kryzys, to rezultat”.

Rezultat krótkowzroczności, egoizmu i zwykłej głupoty inwestorów, którzy nie chcą poświęcić chwili swojego czasu na dyskusję o potencjalnie wartościowym pomyśle. Takie podejście inwestorów można porównać do podcinania gałęzi na której samemu się siedzi. Inwestorzy w toku podejmowania decyzji dokonują przecież oceny nadsyłanych projektów. Nie muszą więc ponosić istotnych dodatkowych kosztów, aby wyrazić swoją opinię. W ten sposób nie tylko pokazaliby się jako profesjonaliści, ale przede wszystkim wzmocnili ekosystem, w którym funkcjonują. Małym kosztem można wygenerować dużą wartość dla środowiska, dzięki któremu zarabia się pieniądze. To wartość, która może do nich powrócić w postaci lepszych projektów. Feedback przedsiębiorcy się należy, a inwestor, który tego nie rozumie jest pasożytem i powinien zmienić zajęcie.

Mitologia to przeżytek

Każdy inwestor z venture capital czy anioł biznesu chciałby żeby na jego biurko trafił projekt formatu wyszukiwarki internetowej, ale dopięty w szczegółach pomysł nie urodzi się i nie wypracuje na pustkowiu. Jedynie w mitologii Atena wyszła z głowy Zeusa w całej swej doskonałości. W rzeczywistości do dobrych rozwiązań dochodzi się poprzez się poprzez proces prób i błędów. Bez tzw. informacji zwrotnej ten proces zachodzi znacznie wolniej. Arkadiusz Skuza podkreśla, że sukces amerykańskiej przedsiębiorczości jest zbudowany na tym właśnie założeniu. „Amerykański inwestor wyraża opinię z szacunku dla partnera i własnej wewnętrznej potrzeby. Nie wyobraża sobie, że mógłby się nie podzielić radą z kimś, kto szuka swego szczęścia w świecie. Wyrażenie swojej opinii jest kwintesencją pomocy.”

Uważam, że Skuza pisząc o problemach start-upów w Polsce dotknął naprawdę czegoś bardzo ważnego. Zwrócił uwagę na jeden z przejawów znacznie szerszego i bardzo negatywnego zjawiska. Chodzi mianowicie o rolę komunikacji jako warunek dobrobytu i szybkiego rozwoju. W rankingu Global Competitiveness Report, przygotowywanym przez World Economic Forum, Polska wypada bardzo źle pod względem jakości komunikacji społecznej. Nasz kraj jest na 97. miejscu (na 140 przebadanych państw) jeśli chodzi o poziom współpracy na linii pracownik-pracodawca, na 100. miejscu jeśli chodzi o zaufanie do polityków, na 70. jeśli chodzi o efektywność prawa w rozwiązywania sporów.

Jest to znacznie poniżej 41 miejsca, jakie Polska zajmuje globalnie w tym rankingu. To jest wielki hamulec rozwoju Polski, nie tylko w dziedzinie innowacji, ale prawdopodobnie również w każdej innej. Co można z tym zrobić? Jak przystało na seryjnego przedsiębiorcę, autor nie zostawia czytelnika bez praktycznego wsparcia. Wychodzi z założenia, że osobie poszukającej kapitału opinia na temat projektu się należy i nie trzeba mieć oporów przed jej wyegzekwowaniem. Radzi przedsiębiorcom, żeby przejęli inicjatywę i domagali się feedbacku:

  • na zasadzie dżentelmeńskiej umowy z inwestorem, że przedstawi swoją ocenę na piśmie, jeśli inwestycja nie dojdzie do skutki;
  • stawiając taki warunek firmie doradczej która prowadzi w imieniu przedsiębiorcy proces inwestycyjny;
  • zadając pytania potencjalnemu inwestorowi od pierwszego spotkania.

Jak poradzić sobie z problemami komunikacyjnymi w innych dziedzinach gospodarki, odpowiedzi szukać trzeba gdzie indziej. Będzie to teraz łatwiejsze, bo autor „Przedsiębiorczości zorganizowanej” pokazał, że tego typu kłopoty można praktycznie, szybko i relatywnie łatwo rozwiązać. Warto też chwilę uwagi poświęcić jeszcze jednemu wątkowi. W dyskusjach często pojawia się teza, że finansowanie innowacji przez kapitał prywatny daje lepsze efekty niż przez publiczny. Skuza podkreśla inną różnicę – różnicę między tzw. smart money a samym money lub nawet dumb money. Smart money proponuję tłumaczyć jako „pieniądze od doświadczonego inwestora”.

Nie chodzi o doświadczenie życiowe ani o ogólne doświadczenie biznesowe, ale o doświadczenie w branży, w której działa młoda firma. Taki inwestor do firmy wnosi nie tylko kapitał, ale także wiedzę i kontakty. Rozumie, co jest, a co nie jest możliwe, w jakim czasie. Generalnie może mieć do niej bardziej realistyczne podejście.

Skuza bardzo przestrzega przedsiębiorców przed inwestorami, którzy wnoszą tylko pieniądze. W praktyce często kończy się to tym że zamiast pomocy, przedsiębiorca musi przeskakiwać jeszcze więcej kłód – zamiast psychicznego wsparcia, ma dodatkową porcję stresu. Znajdą tam państwo jeszcze kilka podpowiedzi. Bardzo pożyteczna lektura, więcej takich książek o przedsiębiorczości.

>>warto zobaczyć: Im się udało: Showroom


Tagi


Artykuły powiązane