Bank centralny – w którą stronę?

14.03.2011
To w ich kierunku zwrócone były oczy światowego biznesu, kiedy trzy lata temu wiele banków komercyjnych, firm ubezpieczeniowych i inwestycyjnych stanęło na skraju bankructwa. Banki centralne Ameryki i Europy zrzucały szalupy rozbitkom największego od lat kryzysu. Ich aktywność zakrojona była na szeroką skalę. Dziś ta aktywność poddawana jest wnikliwej analizie.

(CC By AMagill)


Wśród ekonomistów toczy się ważna debata na temat roli i funkcji banków centralnych w dzisiejszych systemach gospodarczych. Uznajemy, że banki centralne podźwignęły rynki z zapaści, ale z drugiej strony czy w jakiś sposób same ich do niej nie doprowadziły? „Czy współczesny bank centralny potrzebuje reform?” – na takie pytanie postawione przez tygodnik „The Economist” odpowiadali kilka dni temu eksperci z różnych krajów świata. W dyskusję zaangażowani są nie tylko teoretycy. Ekonomiści zgadzają się w dwóch sprawach. Po pierwsze – banki centralne powinny istnieć. To jedyny sensowny sposób kontrolowania pieniądza w obiegu, inflacji i trzymania w ryzach banków. Po drugie – banki centralne powinny ulec wewnętrznym reformom. Dlaczego? Zarzutów wobec działania dzisiejszych banków centralnych było wiele.

1. Banki centralne nie potrafiły zapobiec kryzysowi

W ciągu dekady lub dwóch przed światowym kryzysem, główna rola banków centralnych została przez nie same ograniczona. Banki centralne wolały roztrząsać temat oprocentowania overnightów. To nie jest zadanie dla nich. Tą samą robotę mógł wykonywać dobrze obsadzony think-tank – twierdzi Hyun Shin, profesor ekonomii z Princeton University. Prof. Shin obciąża banki centralne odpowiedzialnością za to, co stało się w 2008 roku. Przypomnijmy, że ostatni kryzys finansowy rozpoczął się od symbolicznego upadku banku inwestycyjnego Lehman Brothers. Kiedy już po ogłoszeniu upadłości szefowie Lehmana przesłuchiwani byli przez Kongres, ich zeznania ujawniły między innymi całkowity brak przejrzystości obrotu kredytami, asymetrię informacji i wielką szarą strefę ryzyka funkcjonującą na rynku, o której Departament Skarbu i Zarząd Rezerwy Federalnej nie mieli pojęcia. Okazało się, że amerykański Fed nie potrafił wpłynąć w odpowiedni sposób na poziom ryzyka podejmowanego na rynkach finansowych. Działalność Fed w początkach kryzysu – pomoc w wykupieniu przez JPMorgan banku Bear Sterns, wykup zimą 2008 roku obligacji przejętych przez rząd instytucji kredytowych Freddie Mac i Fannie Mae pozycjonowały amerykański bank centralny już prawie wyłącznie jako „kredytodawcę ostatniej instancji”. To wrażenie wzmocniło się, w wyniku dodrukowywania i pompowania pieniędzy w gospodarkę w ramach 700-miliardowego planu pomocowego (bailout). W ramach kolejnego takiego planu, Fed chce teraz wpompować do systemu kolejnych 600 mld dolarów – do połowy 2011 roku będzie skupował obligacje do wartości 75 mld dol.

Tymczasem przecież banki centralne, które pojawiły się w XVII wieku, miały na celu porządkować rozwijający się coraz dynamiczniej system bankowy. Bank of England, który już w 1844 roku dostał wyłączne prawo emisji pieniądza (przejmując je od niemal 300 banków prywatnych), System Rezerwy Federalnej, który powstał na początku XX wieku i inne banki centralne są w istocie gigantycznymi bankami banków, mającymi oddziaływać na działalność banków komercyjnych. Z uwagi na fakt, iż są one umocowane blisko władzy politycznej (BoE podlega kanclerzowi skarbu, zarząd Fed mianuje prezydent USA), prowadzą też politykę pieniężną państwa.

Prof. Shin uważa, że w ostatnich latach banki centralne (zwłaszcza bank amerykański) przestały oddziaływać na komercyjne instytucje za pomocą narzędzi polityki monetarnej i zwróciły swą uwagę gdzie indziej, z potrzeby rozluźnienia swoich relacji z władzą polityczną i umocnienia swojej niezależności.

Hal Varian, główny ekonomista Google (Wielka Brytania), nie jest aż tak krytyczny wobec banków centralnych. Zarzuca wprawdzie Fed, że posiadając najlepsze narzędzia do analiz i doskonałe możliwości przewidywania wydarzeń gospodarczych przeoczył sygnały, wskazujące na coraz większe osłabienie systemu finansowego. Winą za to obarcza jednak nie sam Fed, a rozbudowaną bankową szarą strefę, która nie podlega regulacjom.

2. Banki centralne zboczyły ze swoich historycznie wytyczonych ścieżek

Dziś, w sytuacji pokryzysowej, istotne jest – według większości ekspertów – by banki centralne wróciły do swojej historycznej roli,  a więc przede wszystkim do kontrolowania podaży pieniądza. Do najważniejszych narzędzi wykorzystywanych w tym celu przez banki centralne, należą: zmiany stopy rezerw obowiązkowych, zmiany stopy redyskontowej oraz operacje otwartego rynku.

Michael Bordo, profesor ekonomii z Rutgers University, zauważa, że w ostatnich latach eksploatowano banki centralne prawie wyłącznie na polu ich działalności jako kredytodawców ostatniej instancji.

– W obliczu prawdziwego szoku banki centralne muszą stosować krótkoterminową politykę stabilizacyjną, ale powinny to robić konsekwentnie z działaniami na rzecz długofalowej stabilizacji cen – wyjaśnia. Jako przykłady banków, które nie odeszły od swej podstawowej roli wskazuje szwedzki Riksbank oraz norweski Norges Bank. Na drugim biegunie stawia amerykański Fed, który – choć od lat cieszył się opinią najbardziej niezależnego od władz politycznych banku centralnego świata – dziś ma za sobą historię potężnego dodruku pieniędzy oraz kredytowania instytucji finansowych w związku z polityką realizowaną przez Kongres i rząd Baracka Obamy.
– Powinniśmy zabronić wykupów – uważa  prof. Bordo. Nie podoba mu się zwłaszcza kredytowanie instytucji za pomocą „okna dyskontowego”, w ramach którego na jesieni 2008 roku amerykańskie banki pożyczały od Fed ok. 400 mld dol. dziennie, mając problemy z płynnością.

– Bycie kredytodawcą ostatniej instancji zakłada czasowe zwiększanie płynności, ale też następnie powrót do kontrolowania podaży pieniądza i cen. Banki centralne powinny jednak raczej robić to poprzez operacje otwartego rynku (sprzedaż i zakup papierów wartościowych – przyp. autora) niż pożyczać rezerwy w ramach „okna dyskontowego” (jak Fed – przyp. KK). Jeśli już chcą realizować to przez „okno dyskontowe”, powinny tę procedurę stosować tylko wobec wypłacalnych instytucji – dodaje.

Bordo, a także prof. Markus Brunnermeier z Princeton University uważają także, że nie jest rolą banków centralnych chronienie instytucji finansowych, które nie mają środków finansowych. Ich nadzorcą i regulatorem powinny być inne instytucje.

3. Banki centralne muszą poszerzyć spektrum zainteresowań

Profesor Brunnermeier wskazuje, że najważniejszym dziś wyzwaniem dla banków centralnych jest nauczyć się, jak zapobiegać powstawaniu rynkowych baniek.

– Zamiatanie mopem po wybuchu bańki dziś już nie wystarczy. Banki centralne muszą stosować prewencję przeciw zachwianiom równowagi – twierdzi. Mogą wpływać na wysokość obciążonych ryzykiem długoterminowych stóp zwrotu – które mają istotny wpływ na gospodarkę – za pomocą jasnej komunikacji, polityki w zakresie krótkoterminowych stóp procentowych, regulacji finansowych itd. Prof. Bordo zgadza się, że stabilna i konsekwentnie prowadzona polityka monetarna powinna zapobiec powstawaniu baniek.

Stephen Roach, członek rady nadzorczej Morgan Stanley, stypendysta Yale, odnosząc się do przykładu Fed uważa, że nie tylko bank powinien powrócić do swojej fundamentalnej działalności, ale wręcz, że jego mandat powinien zostać poszerzony. Twierdzi, że wobec zachodzących w gospodarce zmian, Fed powinien ulec „przeregulowaniu”. Na potwierdzenie swej tezy wspomina dwie ustawy, które zasadniczo poszerzały działanie Fed na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci. Pierwsza „Full Employment Act” z 1946 roku i druga „Humprey-Hawkins Act” z 1978 roku obciążały Fed zadaniami z zakresu utrzymywania maksymalnie wysokiej stopy zatrudnienia oraz stabilizowania cen.

– Teraz czas, by celem Fed ustanowić również stanie na straży stabilności finansowej i ekonomicznej systemu. Nie wolno więcej pozwolić, by w imię samoregulacji dopuścić do swobodnych rozgrywek między zasobami, a bańkami kredytowymi z jednej strony, a zasobami i zależną od długu gospodarką z drugiej strony. W tym zakresie Fed powinien być w zgodzie z Kongresem – twierdzi Roach.

4. Banki centralne muszą być niezależne, ale ich działania muszą być jawne

Ciekawą uwagę do debaty o bankach centralnych wnosi noblista Gary Becker. Zauważa, że możliwości banków centralnych w zakresie emisji pieniądza, są wykorzystywane często przez polityków do realizacji ich krótkoterminowych celów, więc konieczne jest intelektualne wsparcie dla utrzymania ich samodzielności. Jednocześnie – za innym noblistą Miltonem Friedmanem – wyjaśnia, że całkowita niezależność tych instytucji także nie jest korzystna dla systemu. Zbyt duża swoboda bankierów daje im zbyt dużą władzę. Przez lata udzielanie przez Fed nie udostępniał informacji o wielkości pożyczek w ramach „okna dyskontowego” z uwagi na ochronę tajemnicy przedsiębiorstwa. Do dziś wielu obrońców samoregulującego się rynku winą za rozmiary kryzysu z 2008 roku obciąża tych, którzy ujawnili na jak dużą skalę banki pożyczają pieniądze od Fed (odkryło to ich problemy z płynnością i spowodowało załamanie zaufania klientów i inwestorów do tych instytucji).

Najlepszym wyjściem według Beckera jest uczynić wszystkie decyzje i operacje banków centralnych publicznymi.

– Sekrety banku nie są jego wartością, ale przeszkodą dla biznesmenów i konsumentów, którzy inwestują na podstawie informacji i danych – twierdzi.

Istotne jest, że spór o rolę banków centralnych w dobie pokryzysowej odbywa się nie tylko wśród teoretyków. Na konferencji po ostatnim posiedzeniu Europejskiego Banku Centralnego jego szef, Jean-Claude Trichet dał do zrozumienia, że być może już w kwietniu podniesione zostaną stopy procentowe w Strefie Euro. To sygnał dla kolejnych banków centralnych Europy, by wróciły do swoich pierwotnych funkcji stabilizatorów poziomu cen, skupiły się na obniżaniu wysokiej inflacji itd. Jednocześnie w EBC nieustannie toczy się dyskusja między innymi o: rozszerzaniu pomocy finansowej w strefie euro i skupowaniu europejskich obligacji przez fundusz pomocowy EBC (ma to zwiększyć podaż pieniądza na rynkach), a kraje, które dziś ze zdwojoną siłą odczuwają skutki kryzysu z 2008 roku przebąkują o tym, by mogły zachować niższe stopy oprocentowania kredytów. Tym wszystkim pomysłom sprzeciwił się w lutym, składając głośną dymisję, Axel Weber, szef niemieckiego banku centralnego (Bundesbanku) i członek rady EBC. Weber twierdzi, że taka działalność EBC przyczyniłaby się do zwiększenia inflacji i spowodowała w dalszym ciągu katastrofalne dla europejskich gospodarek skutki. Szef Bundesbanku odejdzie ze stanowiska w kwietniu. Być może do tego czasu wniosek o pomoc zgłosi Portugalia – analitycy Axa Investment Managers twierdzą, że kraj zrobi to ciągu kilku tygodni. Jak zachowa się wówczas Europa i EBC? Czy bank centralny razem z politykami ruszy na pomoc krajowi, nie potrafiącemu utrzymać swego długu w ryzach? Czy też zdystansuje się od tego, skupiając na polityce monetarnej?


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test