Chiny szybko się rozwijają, ale Amerykanie tworzą innowacje

10.02.2011
Blisko połowa Amerykanów uważa, że chińska gospodarka jest bardziej innowacyjna od amerykańskiej, niemal tyle samo Chińczyków jest zupełnie przeciwnego zdania. Jak to możliwe, iż Chińczycy bardziej wierzą w gospodarkę USA niż sami Amerykanie, mimo iż chińska rozwija się w szybkim tempie, a amerykańska ledwie unika recesji?

iPad jest najnowszym symbolem amerykańskiej innowacyjności CC-SA FHKE


W 2008 roku, gdy Europa i USA pogrążone były w kryzysie, Chiny rozwijały się w tempie 9,6 proc. PKB. Sami Chińczycy nie wiedzieli jednak do końca jak interpretować te dane. Np Beijing Morning Post i Chinese Business View pisały o siedmiu latach ciągłego wzrostu, a The Beijing News/Guangming Daily i Southern Metropolis Daily, iż PKB był najniższy od 7 lat. Podobnie było w 2009 r. gdy tempo wzrostu PKB spadło do 8,7 proc. Zamiast radości – zmartwienie.

W tym samym czasie, w 2008 r, gospodarka amerykańska stała w miejscu, a rok później zanotowała nawet spadek o 2,6 proc. PKB. Globalni inwestorzy nie przestawali jej mimo wszystko faworyzować. Sami Amerykanie także coraz bardziej nabierają optymizmu. W sondażu Global Bloomberg Poll opublikowanym w styczniu 2011 r. 44 proc. inwestorów postrzega dla siebie szansę w amerykańskich rynkach. W innym badaniu ośrodka Pew Research przeprowadzonym w listopadzie 2010 r. 70 proc. Amerykanów w wieku od 18 do 29 lat wyraziło przekonanie, że odniosą w swoim kraju sukces.

Półki amerykańskich sklepów mogą uginać się pod ciężarem tanich chińskich komputerów, artykułów gospodarstwa domowego, telewizorów, odtwarzaczy DVD czy mp3. Nawet chińskie samochody mogą zdobywać rynki zachodnie. Jednak Chiny wciąż są postrzegane wciąż jako gospodarka oparta na taniej wciąż sile roboczej, co daje gwarancję wysokiej efektywności, a nie na innowacji. Pogląd ten podzielają autorzy najpoważniejszego raportu na temat innowacyjności Global Entrepreneurship Report 2010, publikowanego równocześnie w trzech instytucjach naukowych USA, Chile i Wielkiej Brytanii.

Oceny są takie: chińskie produkty high-tech jeszcze długo będą postrzegane jako niższej jakości niż te, które powstały w gospodarkach opartych na wiedzy. Bo jak to ujął w swojej książce “China Inc”, Tad Fishman: „Chiny tkwią w kulturze fabryki, potrafią naśladować, ale nie dokonywać innowacji”.

Ta kultura pozwala na ograniczenie Internetu i utrzymywanie bariery monopolu informacji. Nie przeszkadza jej także stosowanie trudnych do zrozumienia dla przeciętnego inwestora metod „przyspieszania rozwoju gospodarczego” poprzez choćby budowę najnowocześniejszych osiedli i centrów handlowych, które stoją puste, a następnie, nawet po czterech latach, są wyburzane, by władze mogły przygotować ziemię do sprzedaży kolejnemu kontrahentowi. A wszystko po to, aby wzrosło PKB (pisaliśmy o tym w Metablogu). Anachroniczne jest też prawo własności i niemniej przestarzałe prawo gospodarcze. W ramach tej kultury możliwe jest też subsydiowanie nierentownych projektów, czy całych gałęzi gospodarki uznanych przez decydentów za strategiczne.

Tak właśnie dzieje się przy projekcie budowy liczącej 13 tys. km superszybkiej kolei.- mówi Yonah Freeman, specjalista do spraw ekonomiki transportu. – Większość Chińczyków postrzega tę budowę jako luksus, a wielu także jako zagrożenie dla swoich domów, bo zostaną wyburzone jeśli tory miałyby przebiegać przez ich podwórko. A chiński rząd nie przyznaje wysokich odszkodowań – dodaje. Artykuł 10 konstytucji Chińskiej Republiki Ludowej mówi, iż właścicielem ziemi w miastach jest państwo, a na terenach poza miastem państwo i kolektywy, czyli w praktyce także państwo.

Amerykański ekonomista, były doradca do spraw gospodarczych prezydenta Billa Clintona, dr Robert Reich uważa jednak, że projekt ten wzmocni chińską gospodarkę: Dzięki niemu „Chiny oderwą się od modelu konsumpcyjnego, który w dłuższej perspektywie może zatrzymać ich rozwój”.

Niektórzy ekonomiści chińscy ostrzegają bardziej zdecydowanie. – Ta budowa będzie marnotrawstwem zasobów, pogrąży w długach ministerstwa do spraw kolei i doprowadzi do olbrzymiiej straty banków – mówi prof. Zhao Jian z Jiatong University w Pekinie. Decydenci dają jednak projektowi zielone światło, bo dzięki niemu dysponują technologią pochodzącą z roku 2003 r. Według Dong Yana z Narodowego Instytutu Transportu, produkowane w Chinach dotychczas lokomotywy były o wiele gorsze, powolne i niestabilne przy rozwijaniu dużych prędkości. Przy okazji tej inwestycji dokonał się transfer technologii do Chin. Jak tłumaczy prof. Wu Jong z katedry transportu Jiaotong University, do chińskich przedsiębiorstw trafiło 75 proc. technologii od dopuszczonych do projektu zachodnich firm. Prof. Wu opowiada o dekompozycji najnowszych technologii. Chiński dziennik Guangming relacjonował: „Chińscy inżynierowie wiele nauczyli się od swoich zachodnich partnerów”.

W ostatnich kilku latach, począwszy mniej więcej od roku 2002, nastąpił wzrost napływu kapitału inwestycyjnego i zachodnich technologii do gospodarki chińskiej, o czym świadczy wzrost liczby patentów chińskich – tłumaczy dr Adam Segal, specjalista do spraw rynków azjatyckich przy Council for Foreign Relations i autor „Advantage: How American Innovation Can Overcome the Asian Challenge”. – Według szefa jednej z najbardziej zaawansowanych technologicznie firm tajwańskich Foxconn, aż 90 proc. tych patentów jest bezużyteczne, gdyż nie są szerzej wykorzystywane. Większość innowacji wspierana jest wyłącznie przez rząd – dodaje. Jak dotąd żaden nowy wysokiej technologii chiński produkt nie zdobył światowego rynku tak jak np. iPhone, czy rosnące w niemal każdych warunkach pogodowych, zmodyfikowane ziarno soi.

Gospodarki zachodnie, także amerykańska choć osłabiona recesją, generują nowe wynalazki. Przykładem może być choćby iPad, który wypiera książkę, gazetę i w coraz większym stopniu telewizję. A także koreańsko-europejski ekran telewizyjny 3D. Chiny nawet jeśli wystartowałyby w wyścigu innowacyjności gospodarek nie są w stanie dogonić nie tylko USA, ale także rozwiniętych gospodarek Europy zachodniej – przekonuje w swojej najnowszej publikacji dr Segal. Chyba, że przestaną subsydiować innowacje od A do Z i przeorientują swoją gospodarkę na wiedzę i informację – dodaje.

Świat zachodni, wraz ze Stanami Zjednoczonymi wyznaczającymi ten trend, powraca do tworzenia start-up-ów, czyli inkubatorów innowacji. To znaczy firm innowacyjnych wspieranych w początkowym etapie rozwoju przez fundusze publiczne i prywatne. Program wprowadzony przez niektóre stany w latach 60. rozwinął się największym stopniu w Boston, Chicago, Miami i Kalifornii. Tam właśnie powstała słynna Dolina Krzemowa. Jak mówi dr Segal dzięki takiemu wsparciu w 1968 r. powstał pierwszy mikroprocesor w laboratoriach Integrated Electronics Corporation w Santa Clara. Dziś tysiące amerykańskich firm pracują nad innowacjami we wszystkich możliwych dziedzinach gospodarki: od farmaceutyki i rolnictwa po informatykę, energetykę, czy obronność.

Coraz częściej partnerem firm stają się ośrodki naukowe: uniwersytety i think-tanki. Tak stało się w Maine, na terenie którego znajdują się stocznie, w których buduje się jachty i lekkie okręty. Przedsiębiorstwa te straciły blisko połowę zamówień wskutek recesji. Przestawiły się jednak na inny rodzaj produkcji. Dziś konsorcja przemysłowe, w tym również stocznie, które wyłoniły się ze start-upów dostarczają m.in. specjalne super-nowoczesne poszycia stosowane przy budowie pocisków rakietowych, a także namiotów wojskowych wykorzystywanych w Afganistanie i Iraku. Postkryzysowa, zubożała o conajmniej 8 mln miejsc pracy gospodarka USA, wymaga upowszechnienia tego modelu na większą skalę.

W ubiegłym tygodniu prezydent Barack Obama ogłosił inicjatywę na rzecz innowacji, nowy program wsparcia start-up-ów. To wspólny program Departamentu Handlu oraz prywatnych partnerów skupionych wokół Fundacji Ewinga Kaufmanna i The Case Foundation, którą zarządza współzałożyciel AOL Steve Case. Departament Handlu udostępni program szkoleniowy, a konsorcja prywatnych firm i fundacji wyasygnują wsparcie finansowe. Jedną z nich jest SME Foundation, która wspiera kształcenie studentów w różnych dziedzinach nauki, technologii, inżynierii i matematyki, którzy chcą podjąć pracę wymagającą wysokich kwalifikacji. Fundacja dysponuje funduszem 18 mln dolarów, z którego we współpracy z przedsiębiorstwami finansuje programy stypendialne. Programem zainteresowane są rządy stanowe. – Partnerstwo pozwoli na skoordynowanie działań partnerów publicznych, prywatnych i organizacji non profit w celu wsparcia przedsiębiorczości – tłumaczy prezes fundacji Carl Schramm. Inicjatywę wesprze m.in. Intel wpłacając 200 mln dol i IBM – 150 mln dol. Do programu chce się włączyć także Hewlett-Packard Co.

Model start-up-ów przyniósł sukces nie tylko amerykańskim przedsiębiorstwom. Zwiększył konkurencyjność gospodarek uważanych dotąd za słabe. Przykładem jest Izrael. Innowacje stworzone dzięki pomocy programów start-up-ów pozwoliły zająć Izraelowi drugie miejsce w rejestrze firm notowanych na nowojorskiej giełdzie spółek technologicznych NASDAQ.

W Hajfie, w niezależnej firmie rozwojowo-badawczej powstał prototyp programu, który w 2008 r. został nazwany Google Suggest. To element wyszukiwarki, który pozwala na wyskakiwanie listy haseł sugerujących zapytanie. Był to bardzo poważny problem technologiczny bo program musi dawać efekt sugestii dla każdej litery alfabetu. Informacja musi zostać przesłana na serwery Google’a i odesłana z powrotem na listę sugestii w ciągu ułamka sekundy zanim zostanie napisana kolejna litera. Program przetestowano w Chinach, ponieważ znaki chińskie są bardzo trudne do przetworzenia. Suggest zadziałał i stał się elementem przeszukiwarki Google’a na całym świecie. Mała firma wsparta programem rządu izraelskiego dla start-up-ów została kupiona przez Google’a.

Na północy Izraela znajduje się także park przemysłowy Tefen założony przez rodzinę Wertheimerów. Tam znajduje się siedziba firmy wytwarzającej m.in. narzędzia high-tech do cięcia szerokiej gamy metali. Założona w latach 60. była dwukrotnie wspierana przez program start-up-ów. W latach 80. zainwestowali w nią izraelscy przedsiębiorcy. Jak mówił w Obserwatorze Finansowym były doradca do spraw gospodarczych premiera Izraela, Saul Singer rząd izraelski w latach 90. stworzył fundusze kapitałowe z udziałem 100 mln dol. W skład każdego funduszu miało jednak wchodzić konsorcjum początkujące, innowacyjne przedsiębiorstwo; zagraniczny kapitał inwestecyjny i izraelscy inwestorzy. Jeśli konsorcjum udało się zebrać 22 mln dol. kapitału, to rząd dokładał kolejne 8 mln dol. W taki sposób powstał program Yozma. W grudniu 2008 r. podobny program stworzył rząd irlandzki inwestując 500 mln euro.

Innowacje nie tylko gwarantują konkurencyjność gospodarce. Jak przekonuje analityk Fundacji Kaufmanna dr Tim Kane w opracowaniu „The Importance of Startups in Job Creation and Job Destruction” stwierdził, analizując wzrost miejsc pracy w USA do 1977, iż bez start-up-ów nie byłoby wzrostu netto. Pomiędzy 1977 a 2005 rokiem amerykańskie przedsiębiorstwa traciły 1 mln miejsce pracy rocznie. Były likwidatorami netto. Natomiast start-upy tworzyły w tym czasie 3 mln rocznie nowych miejsc pracy.

Rozwój start-up-ów, opartych o zasadę przedsiębiorczości, ale także na dobroczynności, czyli na działaniach nie nastawionych na zysk, możliwy jest tylko w krajach, gdzie rozwinięty jest – jak przekonuje austriacki ekonomista Friedrich von Hayek – liberalny system polityczny. Gwarantuje on swobody obywatelskie, w tym zwłaszcza prawo własności. To podstawa stabilności handlowej i prawnej infrastruktury niezbędnej dla skuteczności programów rozwoju opartych na start-up-ach. Dzięki tym fundamentalnym cechom gospodarki możliwe było stworzenie Doliny Krzemowej w Kalifornii, czy parku technologicznego w Zurychu.

Premier Chin poproszony, przez dziennikarza państwowego chińskiego radia, o komentarz do wyników chińskiej i amerykańskiej gospodarki miał powiedzieć: „O wszystkim decydują Doliny Krzemowe”. Premier Chin zapewne jednak wie, że Chinom bardzo trudno będzie jednak przyjąć amerykańską cywilizację innowacji, odrzuciwszy wszystko co wiąże się z jej podstawami kulturowymi. Zdaje sobie z tego sprawę już połowa Chińczyków, którzy mają większe zaufanie do amerykańskiej niż swojej gospodarki.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test