Ekonomia randek

02.09.2014
Im więcej kawalerów przypada na jedną pannę w społeczeństwie, tym mężczyźni mniej oszczędzają i są skłonni bardziej się zadłużać. Proporcje pomiędzy płciami w społeczeństwie wpływają na sytuację gospodarczą całych miejscowości.

(CC By Nick Page)


Dwa miasta – Macon i Columbus w stanie Georgia na południowym – wchodzie USA – mają  podobną historię i sytuację ekonomiczną, ale mieszkańcy każdej z  tych miejscowości mają odmienne zwyczaje odnośnie wydawania pieniędzy. Średnie zadłużenie konsumenckie mieszkańców Columbus jest o 2,7 standardowego odchylenia wyższe niż mieszkańców Macon (różnica to 3 497 dol. w przeliczeniu na konsumenta). Różnica wynika z innej relacji w liczbie kobiet i mężczyzn w każdym z tych miast. W Macon na każdą pannę przypada tylko 0,78 kawalera. W Columbus ten wskaźnik wynosi 1,18.

To nie jest jednostkowy przykład. Po zestawieniu wskaźnika liczby niezamężnych kobiet do nieżonatych mężczyzn (współczynnik ten mieścił się w granicach 0,78–1,63, przy czym wyższa od jednego wartość wskaźnika oznacza więcej kawalerów, niż panien) oraz średniego zadłużenia w 134 amerykańskich miastach, okaże się, że w całych USA funkcjonuje prawidłowość, że im więcej mężczyzn musi konkurować o kobiety, tym więcej jest wydawanych kart kredytowych i tym wyższe są zaciągane przez nie długi (więcej na ten temat w pracy  „The Financial Consequences of Too Many Men: Sex Ratio Effects on Saving, Borrowing, and Spending”).

Impuls konkurencji

Z tych danych nie wynikało jednak, kto nadmiernie się zadłuża: mężczyźni czy kobiety. Dlatego przeprowadzono eksperyment, w którym wzięło udział 205 osób (w tym 104 kobiety) w wieku 18–36 lat (średnio 21,5 roku). Otrzymali oni 10 dol. za wzięcie udziału w eksperymencie oraz dodatkową kwotę zależną od ich wyborów w badaniu. Pokazano im również zdjęcia kobiet i mężczyzn w wieku 18–30 lat, twierdząc, że pochodzą one z lokalnej strony randkowej. Następnie poproszono o policzenie kobiet i mężczyzn na zdjęciach, co miało zasugerować, przedstawicieli której płci jest więcej w okolicy. Wreszcie zadano im serię pytań, w których musieli wybrać między otrzymaniem teraz pewnej kwoty albo za 33 dni (na przykład 30 dol. teraz albo 60 dol. za 33 dni). Okazało się, że mężczyźni, którzy wcześniej otrzymali sugestię, że w okolicy jest mniej kobiet, stawali się o wiele bardziej impulsywni, częściej woleli dostać pieniądze od razu.

W kolejnym eksperymencie część uczestników przeczytała artykuł z „Chicago Tribune”, w którym udowadniano, że w najbliższym czasie będzie więcej mężczyzn niż kobiet. Druga część dostała do przeczytania artykuł udowadniający tezę przeciwną. Następnie uczestnicy mieli sobie wyobrazić, że otrzymali właśnie pracę z pensją 2 tys. dol. Poproszono ich też o powiedzenie, jak wydaliby te pieniądze. Mężczyźni, którzy otrzymali informację o liczebnej przewadze swojej płci w okolicy, chcieli pożyczyć z pośrednictwem karty kredytowej prawie dwukrotnie więcej w stosunku do oszczędności (rocznie około 840 dol.) niż ci, którzy byli przekonani o nadwyżce kobiet (ci pożyczyliby tylko około 480 dol. więcej niż zaoszczędzili).

Wreszcie zapytano uczestników eksperymentu o opinie, ile mężczyzna powinien wydać na prezent walentynkowy, posiłek w restauracji w czasie randki czy pierścionek zaręczynowy. I tym razem mężczyźni, którzy słyszeli o większej liczbie mężczyzn niż kobiet, byli gotowi wydać więcej. Co ciekawe, także kobiety, które dowiedziały się o „nadmiarze” mężczyzn, uważały, że powinni oni za powyższe rzeczy zapłacić więcej.

Kobiety wolą bogatych

Wiele wskazuje na to, że wzrost wydatków mężczyzn w odpowiedzi na wzrost konkurencji na rynku matrymonialnym jest racjonalny. Zatrudniono sześciu atrakcyjnych fizycznie, heteroseksulanych 20-latków, którzy w słonecznych dzień, latem, w mieście Vannes we Francji próbowali uzyskać numer telefonu od spotkanych na ulicy kobiet w wieku 18–25 lat, informując je, że chcą później zadzwonić i umówić się na randkę (więcej na ten temat w pracy Nicolasa Gueguena i Lubomira Lamy „Men’s social status and attractiveness: Women’s receptivity to men’s date requests”  – Status społeczny mężczyzny i atrakcyjność: responsywność kobiet na propozycje randek ze strony mężczyzn). Aktorzy przeprowadzali ten scenariusz, podjeżdżając trzema różnymi samochodami, które miały być sugestią poziomu ich zamożności: nowym Audi A5 Ambition Luxury (cena około 70 tys. dol.), jednoroczne Renault Mégane (około 29 tys. dol.) oraz 15-letnie Renault 5 Super Campus (około 1 tys. dol.). Okazało się, że aktor w najdroższym aucie uzyskał numer telefonu w 23,3 proc., w tańszym w 12,8 proc., a w najtańszym w 7,8 proc. przypadków. Z eksperymentu wynika, że ostentacyjne sugerowanie zamożności pozwala prawie trzykrotnie zwiększyć szansę na randkę.

Wygląda na to, że mężczyźni doskonale zdają sobie z tego sprawę. Jose C. Yong i Norman P. Li w pracy „Cash in hand, want better looking mate: Significant resource cues raise men’s mating standards” (Z gotówką w garści wolę ładniejszą partnerkę: Sugestie odnośnie do własnej zamożności podnoszą wymagania mężczyzn w stosunku do partnerek) przeprowadzili eksperyment, w którym poprosili uczestników o przeliczenie pieniędzy (52 banknotów dwudolarowych lub 52 banknotów 50-dolarowych) oraz dla porównania 52 kartek papieru, a następnie poprosili ich o wypełnienie testu, w którym każdy miał określić minimalne wymagań (fizyczna atrakcyjność, kreatywność, osobowość i status społeczny) wobec osób, z którymi umówiliby się na randkę. Okazało się, że mężczyźni, którzy przeliczali banknoty o najwyższym nominale, mieli największe wymagania wobec partnerek, podczas gdy wymagania kobiet nie zmieniały się w zależności od banknotów. Eksperyment potwierdził także, że kobiety mają o wiele wyższe wymagania wobec partnerów i pod względem wybredności dorównywali im tylko mężczyźni przeliczający banknoty 50-dolarowe.

Monogamia – ewolucyjna przewaga

Co ciekawe, także ekonomiczne powody sprawiają, że obecnie żyjemy w zdecydowanej większości w społeczeństwach, w których normą jest monogamia, a poligamia odstępstwem od normy. W historii bowiem to poligamia była normą. Z 1231 społeczeństw wymienionych w „Ethnographic Atlas Codebook” 84,6 proc. to społeczeństwa poligamiczne, 15,1 proc. monogamiczne, a w 0,3 proc. praktykowano poliandrię (jedna kobieta mogła utrzymywała stały związek z wieloma mężczyznami).

Jak pisze Richard Alexander w książce „The Biology of Moral Systems” (Biologia systemów moralnych), już starożytnych cywilizacjach Grecji i Rzymu, na długo przed powstaniem chrześcijaństwa, istniały prawa zakazujące posiadania więcej niż jednej żony. Oczywiście w praktyce wielu – szczególnie zamożnych – mężczyzn miało konkubiny albo niewolnice, jednak liczba ich partnerek była mniejsza niż w społeczeństwach, w których poligamia nie była zakazana. W efekcie biedniejsi kawalerowie mieli większe szanse na założenie rodziny.

Rodzi się pytanie: dlaczego bogaci mieliby dobrowolnie oddawać pola biednym? Otóż społeczeństwa, w których zakazywano poligamii, to także społeczeństwa, w których o dostępie do zasobów decydowano prowadząc wojny. Do wygrywania wojen potrzebna jest duża armia, która składa się w większości z niezamożnych mężczyzn. Tak więc powszechność monogamii to skutek tzw. doboru grupowego. Walkę o zasoby wygrywały te społeczeństwa, w których były duże armie zbudowane z mężczyzn, którzy zdecydowali się pozostać na danym terytorium ze względu na dużą ilość wolnych kobiet.

 


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły