• Cinzia Alcidi

Jak restrukturyzować, to natychmiast

02.12.2010
Mamy do czynienia z nadmiernym długiem, w związku z tym pojawią się straty i musimy jakoś się nimi podzielić. Część ciężaru będzie musiała być wzięta przez posiadaczy obligacji -mówi Cinzia Alcidi z Centre for European Policy Studies. - Kłopot stanowi to, co wydarzy się przed wejściem w życie tej regulacji.

Cinzia Alcidi, ekonomistka Centre for European Policy Studies


Obserwator Finansowy: Minister Sprawiedliwości Irlandii skarży się, że jego rząd przymuszano do skorzystania z pomocy finansowej. Na ratowanie Irlandii inne państwa europejskie wcale też nie miały ochoty. Jak to możliwe, że dochodzi do podjęcia decyzji, której nikt z zainteresowanych nie chce?

Cinzia Alcidi: Irlandzki rząd próbował zaprzeczyć, że potrzebuje pieniędzy z Europejskiego Funduszu Stabilności Finansowej. Ale prawda jest taka, że Irlandia ma poważne kłopoty. Wynikają one z tego, że rząd musiał przedłużyć swoje gwarancje dla irlandzkiego sektora bankowego. Jest stan jest tak trudny, że rząd mógł albo dopuścić do bankructwa niektórych banków albo przedłużyć gwarancje. Inne europejskie rządy nalegały, żeby nie pozwolić upaść bankom. Nikt nie mógł przewidzieć jakie mogły być tego konsekwencje, ale obawiano się, że może wystąpić zarażenie innych sektorów bankowych na dużą skalę. Irlandzki rząd zdecydował się zatem pomóc bankom, ale na skutek tego ruchu znajduje się na krawędzi bankructwa. Okazało się, że Irlandia nie jest w stanie samodzielnie udźwignąć tego ciężaru i musi zwrócić się o pomoc do Europejskiego Funduszu Stabilności Finansowej. Kraje europejskie oczywiście nie paliły się, aby ryzykować pieniądze podatników, ale ryzyko wystąpienia efektu zarażania i rozlania się kryzysu na inne państwa skłoniło je do tego, aby pomóc Irlandii.

Ale dlaczego po przyjęciu programu ratunkowego dla Irlandii rynki finansowe nie uspokoiły się? Koszty ubezpieczenia obligacji portugalskich, hiszpańskich i włoskich od ryzyka niespłacenia osiągnęły historyczne szczyty.

Dla rynków finansowych było oczywiste, że przyjęty program nie jest rozwiązaniem problemu. Fundamentalny problem Irlandii tkwi w jej systemie bankowym. Irlandzkie banki poniosły i dalej ponoszą straty związane z kredytowaniem nieruchomości, których ceny mocno spadły. Na dodatek rośnie bezrobocie. Jest oczywiste, że wiele kredytów hipotecznych nie zostanie spłaconych. Problem więc trzeba rozwiązać u źródła. Potrzebna jest restrukturyzacja systemu bankowego w Irlandii, a to nie zostało zrobione. Problem niewypłacalności po prostu został przeniesiony z banków do sektora publicznego.

Dlaczego na wieści z Irlandii tak negatywnie zareagowały rynki w innych krajach?

Bo również są zagrożone. Mamy Portugalię, której sytuacja nie jest tak poważna jak Grecji, ale są istotne podobieństwa między tymi krajami – niska konkurencyjność, słabe perspektywy wzrostu i duży dług publiczny. Dalej jest Hiszpania, która stanowi największy problem, bo jest dużym krajem. Co do zasady, polityka ratowania państw przez Europejski Fundusz Stabilności Finansowej mogła zadziałać w przypadku Grecji, Irlandii i Portugalii. Ale jeśli Hiszpania wpadnie w tarapaty, ten fundusz nie będzie wystarczający, aby jej pomóc. Hiszpania ma podobny kłopot jak Irlandia – boryka się ze skutkami pęknięcia bańki na rynku nieruchomości. Można spodziewać się, że banki w Hiszpanii poniosą duże straty. Jak duże – tego jeszcze nie wiadomo. Rynki spodziewają się, że hiszpański rząd może zostać zmuszony do pomocy bankom tak jak irlandzki. I też stanie się niewypłacalny.

Jak miałaby wyglądać restrukturyzacja zadłużenia banków w Irlandii i Hiszpanii?

Chodzi o to, aby wierzyciele banków ponieśli część ciężaru strat. Oczywiście straty nie mogą być przypisane ludziom, którzy zdeponowali w bankach pieniądze. Ale posiadaczy obligacji irlandzkich czy hiszpańskich banków – tak. To już się zresztą do pewnego stopnia dzieje w przypadku długów podporządkowanych, które są zawieszane do czasu uregulowania innych długów. Trzeba proces rozładowywania długów banków przyspieszyć i jasno uregulować.

Wprowadzenia podobnego mechanizmu domaga się rząd Niemiec w przypadku długów skarbów państw. Kanclerz Angela Merkel chce, aby na posiadaczy obligacji najbardziej zadłużonych państw też spadał ciężar strat. Ale wydaje się że to rozwiązanie jest dla rynków finansowych nie do przyjęcia, po jego zapowiedzi rynek zareagował bardzo negatywnie.

Uważam, że pomysł kanclerz Niemiec jest dobry. To jest jedyna możliwa opcja. Mamy nadmierny dług, w związku z tym pojawią się straty i musimy jakoś się nimi podzielić. Część ciężaru będzie musiała być wzięta przez posiadaczy obligacji. Kłopot stanowi okres przejściowy.

Obecnie funkcjonujemy w systemie wykupów. Państwa europejskie czy EFSF finansują pożyczkę dla zagrożonych państw. W nowym systemie posiadacze obligacji mogliby nie otrzymać należnych pieniędzy w pierwotnym terminie lub w pełnej wysokości. Nowe obligacje byłyby emitowane z klauzulą działania zbiorowego. Nie miałaby ona żadnego znaczenia, gdyby dług był spłacany bez przeszkód. Jednak w razie problemów z wypłacalnością rządu, jeśli większość obligatariuszy zgodziłaby się na restrukturyzację np. w postaci darowania 20 proc. należności lub przedłużenia terminu spłaty o 5 lat to byłaby ona obowiązująca dla wszystkich wierzycieli. Ten system miałby obowiązywać od 2013 roku. Problem polega na tym, że istnienie okresu przejściowego tworzy zachętę dla inwestorów, aby pozbyć się obligacji zanim zacznie obowiązywać nowy system. Właśnie dlatego mieliśmy czarny piątek, czarny poniedziałek i czarny wtorek – panikę na rynkach finansowych.

Co zatem można zrobić, aby w okresie przejściowym nie dochodziło do paniki?

Można skrócić okres przejściowy do zera i od razu wprowadzić nowy system albo można spróbować wprowadzić zachęty dla inwestorów, aby kupowali obligacje zamiast je sprzedawać. Oświadczenie Jeana-Claude’a Tricheta w Parlamencie Europejskim o możliwości skupu takich obligacji dawało inwestorom nadzieję, że taka zachęta się pojawi. Wypowiedź prezesa Europejskiego Banku Centralnego uspokoiła rynki przynajmniej na krótką metę. Tego celu nie mógł osiągnąć działanie żadnego rządu.

Dzisiaj Jean-Claude Trichet powiedział, że nie będzie rozszerzenia programu skupu obligacji. Opóźnił moment wycofania się z nadzwyczajnych programów dostarczania płynności bankom.

Nie jestem zaskoczona tym stanowiskiem. EBC zostawił sobie swobodę zareagowania w zależności od rozwoju sytuacji na rynkach. Jedyną alternatywą dla nadzwyczajnych działań EBC moim zdaniem jest restrukturyzować dług natychmiast. To będzie trudne, bo jednocześnie operację trzeba przeprowadzić na długach Grecji, Irlandii, być może Portugalii i niektórych hiszpańskich banków. Wierzycieli to mocno zaboli, ale to byłoby prawdziwe rozwiązanie. To jest najbardziej drastyczna kuracja, po której może nastąpić szybkie ożywienie.

Rozmawiał: Krzysztof Nędzyński

Dr Cinzia Alcidi jest ekonomistką brukselskiego think-tanku Centre for European Policy Studies


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły