Międzynarodowe prawo dżungli

09.07.2017
W międzynarodowym handlu działa prawo dżungli. Jeżeli w pewnym kraju władzę przejął złodziej, inne kraje nie mają problemu z tym, by kupować od niego ukradzione towary – wynika z książki Leifa Wenara „Blood Oil: Tyrants, Violence, and the Rules that Run the World”.


Jak pisze autor w publikacji (jej polski tytuł to ”Krwawa ropa: tyrani, przemoc i zasady, które rządzą światem”), w 2012 roku przeciętne amerykańskie gospodarstwo domowe wydało 2912 dol. na benzynę. Z tego 465 dol. dostały firmy naftowe na transport, rafinację i sprzedaż, a 165 dol. poszło na podatki. Większość pozostałej kwoty przeznaczono na kupno ropy naftowej. Z tego 275 dol. trafiło do reżimów autorytarnych. Przeciętna amerykańska rodzina przekazała zatem w 2012 roku przy tankowaniu 275 dol. najbardziej opresyjnym i niebezpiecznymi przywódcom świata. Tymczasem kiedy amerykański Departament Stanu przygotował listę czternastu krajów, których obywatele będą wymagać specjalnych środków ostrożności na lotniskach w USA, dziewięć z nich było krajami z dużymi złożami ropy naftowej (m.in. Irak, Iran, Arabia Saudyjska, Libia).

W książce zwraca uwagę rozdział siódmy zatytułowany „Might makes right” (Siła czyni prawo). Autor podaje w nim przykład nastolatki, która kupuje smartfon w Chicago. Gdyby okazało się, że został zrobiony z surowców pochodzących z rabunku w kopalni w Demokratycznej Republice Konga, a właściciel tej kopalni złożyłby pozew przeciwko właścicielce telefonu, to zgodnie z prawem USA nie zostałby on uznany. Podobnie wygląda to w prawodawstwie wszystkich krajów świata.

Można jednak postąpić inaczej! Świadczy o tym przykład poprawki przegłosowanej w 2008 roku przez kongres USA do ustawy zwanej Lacey Act. Prawo to zabrania importu do USA jakiegokolwiek produktu zrobionego z roślin, jeżeli eksport tej rośliny jest złamaniem prawa kraju, z którego pochodzi. Prawo to miało na celu ochronę m.in. lasów Indonezji przed złodziejami. Ponieważ kraj ten składa się z 13 tys. wysepek, rząd nie jest w stanie efektywnie chronić lasów przed przestępcami.

Problem polega na tym, że większość kradzieży nie łamie prawa. Wystarczy wspomnieć tylko Charlesa Taylora, który obalił rząd Liberii, a następnie został prezydentem kraju na sześć lat. Kiedy sędzia międzynarodowego trybunału odczytywał mu wyrok (dostał 50 lat więzienia), uznał, że jest on odpowiedzialny za pomoc i współsprawstwo w morderstwach, gwałtach i rabunkach. Zbrodniarz w czasie swoich rządów miał jednak pełne prawo rozprzedawać surowce kraju. I z tego prawa korzystał. W czasie jego kadencji pozyskanie drewna zwiększyło się o 1300 proc. Za pieniądze, które za nie otrzymywał, kupował zaawansowaną broń z Libii, Nigerii, Chin i Serbii.

Stan prawny w Liberii to jednak tylko połowa prawa koniecznego do legalnego zakupu towarów od Taylora. Drugą połowę stanowią przepisy krajów, z których pochodzili klienci zbrodniarza. Kupcy byli głównie obywatelami Francji, Włoch, Turcji, a prawodawstwo tych krajów pozwalało na zawarcie takiej transakcji.

Jeszcze ciekawszy jest przypadek Teodoro Obiang Nguema Mbasogo, przywódcy Gwinei Równikowej, który przejął władzę w tym kraju po przewrocie w 1979 roku i który – jak twierdzi autor – okrada swój kraj z ropy naftowej. Otóż USA uznaje prawo Obianga do ustalania zasad (czyli uchwalania prawa) dotyczących wydobywanej w tym kraju ropy naftowej, która następnie jest sprzedawana za Oceanem. W praktyce wygląda to tak, że gdy Obianga doprowadzi do uchwalenia prawa dotyczącego ropy naftowej z Gwinei Równikowej (tak zrobił na przykład w 2006 roku), amerykańskie sądy będą uwzględniały te przepisy przy wydawaniu swoich wyroków. Oczywiście każdy zakup ropy naftowej przez amerykański podmiot od Obianga będzie wtedy legalny. Autor zauważa, że każda niesprawiedliwość w prawie Gwinei Równikowej dotyczącym ropy będzie egzekwowana przez amerykańską Temidę. Naukowiec zauważa: ”Obiang dosłownie kradnie gwinejską ropę. USA nie tylko pozwalają na import tej kradzionej ropy, ale deklarują, że import jest legalny, ponieważ pochodzi od wpływowego złodzieja”.

Co ciekawe, w innych dziedzinach taka implementacja prawa z autorytarnego kraju byłaby nie do pomyślenia. W 1989 roku siedmioletni chłopiec Francis Bok został złapany w Sudanie przez łowców niewolników. Przez dziesięć lat żył jak niewolnik, będąc bity, gdy próbował uciekać. Kiedy to mu się w końcu udało, dostał się do USA, gdzie potraktowano go tam jak bohatera i zaproszono do Kongresu Stanów Zjednoczonych, gdzie miał okazję opowiedzieć swoją historię.

Wyobraźmy sobie, że prezydent USA oświadcza: ”Chłopiec dostał się z Sudanu do Kansas. Jego właściciele domagają się zwrotu swojej własności. Bardzo nam przykro, ale musimy trzymać prawa i przekazać niewolnika jego prawowitym posiadaczom, gdy przyjadą po niego do USA”.  Oczywiście jest to nie do pomyślenia. A jednak kiedy analogiczna sytuacja dotyczy Obianga i ropy naftowej – nikt nie protestuje.

Książka Leifa Wenara (>>nasz wywiad z autorem) ma bardzo dobre recenzję. Polecał ją The Economist i zdobywca Nagrody Nobla z ekonomii w 2015 roku Angus Deaton. Mnie jednak nie do końca przekonała. To akademicka publikacja wydana nakładem Oxford University Press. Ma ponad pięćset stron i w mojej opinii to co najmniej o połowę za dużo. Temat z pewnością jest ciekawy, ale często miałem wrażenie, iż autor podaje dużo podobnych, mało ciekawych przykładów, które nie wnoszą nic istotnego do meritum.

Na korzyść publikacji przemawiają interesujące fragmenty o prawnych aspektach handlu międzynarodowego, w szczególności o transakcjach z ludźmi, którzy siłą przejęli władzę w kraju i rządzą w rabunkowy sposób. Dla wielu osób może być szokujące, że gdy robią zakupy w osiedlowym sklepie, de facto przekazują pieniądze współczesnym naśladowcom Hitlera. Podsumowując: publikacja warta uwagi, ale z zastrzeżeniami.

Leif Wenar jest profesorem filozofii i prawa w King`s College w Londynie. Wykładał także m.in. na Uniwersytecie Stanforda, Princeton i Australian National University School of Philosophy.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły