Ograniczenia fiskalne bankowców centralnych

18.03.2019
Prawdopodobieństwo pojawienia się recesji w ciągu najbliższych dwóch lat jest wysokie. Przedstawiciele władz monetarnych, którzy liczą, że sama polityka fiskalna uratuje gospodarkę, szykują więc sobie zimny prysznic.

Kenneth Rogoff (PS)


Gdyby zapytać większość bankierów centralnych na całym świecie, jak planują poradzić sobie z kolejną normalnej wielkości recesją, bylibyśmy zaskoczeni, jak wielu z nich (przynajmniej w gospodarkach rozwiniętych) odpowiedziałoby: „dzięki polityce fiskalnej”. Biorąc pod uwagę wysokie prawdopodobieństwo pojawienia się recesji w ciągu najbliższych dwóch lat – w USA ok. 40-proc. – ci przedstawiciele władz monetarnych, którzy liczą, że sama polityka fiskalna uratuje gospodarkę, szykują sobie zimny prysznic.

To prawda, że gdy referencyjne stopy procentowe są w większości rozwiniętych gospodarek bliskie zeru (nieco powyżej 2 proc. nawet w szybko rosnących Stanach Zjednoczonych), wobec recesji decydenci nie będą mieli zbyt dużego pola manewru w zakresie polityki monetarnej, jeśli nie wykażą się znaczną kreatywnością. W tej sytuacji najlepszym rozwiązaniem jest stworzenie warunków, w których możliwe będzie pełniejsze i skuteczniejsze wykorzystanie polityki ujemnych stóp procentowych. Tak się w końcu stanie, ale tymczasem obserwowane obecne nadmierne uzależnienie od antycyklicznej polityki fiskalnej jest niebezpiecznie naiwne.

Między technokratycznymi bankami centralnymi a niestabilnymi politycznie organami ustawodawczymi, które kontrolują wydatki i politykę podatkową, istnieją ogromne różnice instytucjonalne. Należy pamiętać, że typowa recesja w gospodarce zaawansowanej trwa zaledwie około roku. Tymczasem nawet w najbardziej sprzyjających okolicznościach samo wprowadzenie w życie nowej polityki fiskalnej zawsze trwa co najmniej kilka miesięcy.

W niektórych małych gospodarkach – na przykład w Danii, 5,8 mln mieszkańców – istnieje szeroki społeczny konsensus odnośnie zwiększania wydatków fiskalnych w relacji do PKB. W obliczu recesji niektóre z tych wydatków można łatwo zwiększyć. Jednak w wielu innych krajach, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych i Niemczech, nie ma takiego konsensusu. Nawet, gdyby zarówno postępowcy, jak i konserwatyści chcieli zwiększyć wydatki rządowe, ich priorytety byłyby bardzo różne. W Stanach Zjednoczonych Demokraci popierać będą nowe programy społeczne mające na celu ograniczenie nierówności, podczas gdy Republikanie preferować zwiększenie wydatków na obronność lub ochronę granic. Każdy, kto oglądał prowadzone we wrześniu ubiegłego roku w Senacie Stanów Zjednoczonych przesłuchania w sprawie zatwierdzenia nominacji Bretta Kavanaugha na sędziego Sądu Najwyższego, nie może na serio uważać, że ta grupa jest zdolna do prowadzenia technokratycznej polityki fiskalnej.

Nie oznacza to oczywiście, że podczas kolejnej recesji nie powinniśmy wykorzystywać bodźców fiskalnych. Ale oznacza, że ​​nie mogą one być naszą pierwszą linią obrony, na co ma nadzieję zdecydowanie zbyt wielu bankowców centralnych. Większość rozwiniętych państw posiada spore portfolio zaległych projektów edukacyjnych i infrastrukturalnych o wysokiej stopie zwrotu, choć zaplanowanie i wdrożenie większości z nich zajęłoby trochę czasu. Jeśli lewicowi ekonomiści wierzą, że polityka fiskalna jest głównym sposobem na wyjście z recesji w 2019 lub 2020 roku, powinni lobbować, aby rząd przygotował stos projektów gotowych do uruchomienia w przypadku recesji. Były prezydent Barack Obama chciał częściowo w tym celu utworzyć bank infrastrukturalny. Znamiennym jest fakt, że projekt ten nigdy nie ruszył.

Wielu obserwatorów opowiada się również za wzmacnianiem „automatycznych stabilizatorów” koniunktury, takich jak zasiłki dla bezrobotnych. Europa, ze swoim znacznie wyższym poziomem ubezpieczeń społecznych i podatków posiada odpowiednio silniejsze automatyczne stabilizatory koniunktury niż Stany Zjednoczone czy Japonia. Kiedy spadają dochody ludności, następuje spadek przychodów podatkowych i wzrost transferów z ubezpieczeń społecznych, zapewniając wbudowany w system antycykliczny bodziec fiskalny. Zwolennicy wyższych automatycznych stabilizatorów koniunktury zbyt mało uwagi poświęcają jednak efektom „negatywnej zachęty” w warunkach wyższych wydatków rządowych i podatków koniecznych do ich sfinansowania.

Dla jasności, podobnie jak wielu akademickich ekonomistów popieram znaczne zwiększenie podatków i transferów socjalnych w Stanach Zjednoczonych w odpowiedzi na rosnący poziom nierówności. Gdyby w tej kwestii istniał szeroki konsensus polityczny, już by to jednak nastąpiło.

Bardziej egzotyczną koncepcją jest utworzenie niezależnej rady fiskalnej, która publikowałaby prognozy gospodarcze i zalecenia dotyczące ogólnej wielkości budżetów i deficytów budżetowych. Chodzi o to, aby stworzyć instytucję, której rola w zakresie polityki fiskalnej byłaby analogiczna do roli pełnionej przez bank centralny w obszarze polityki pieniężnej. Kilka państw, w tym Szwecja i Wielka Brytania, wprowadziło mocno rozwodnione wersje tego pomysłu. Problem polega na tym, że pochodzące z wyborów organy ustawodawcze nie chcą dzielić się władzą, zwłaszcza w kwestii podatków i wydatków.

Można zrozumieć, dlaczego banki centralne nie chcą dać się wciągnąć w realizację niektórych najbardziej wariackich propozycji w zakresie polityki monetarnej, takich jak choćby koncepcja „pieniędzy zrzucanych z helikoptera” (albo “pieniędzy zrzucanych z drona”, idea bardziej ukierunkowana), w ramach której bank centralny miałby drukować walutę i rozdawać ją ludziom. Taka polityka jest oczywiście polityką fiskalną w przebraniu, a dzień, w którym jakikolwiek bank centralny zacznie ją realizować na większą skalę będzie tym, w którym straci on wszelkie pozory niezależności. Pojawiały się także postulaty podniesienia celów inflacyjnych, ale to rodzi szereg problemów, zwłaszcza, że podważa dziesięciolecia wysiłków banków centralnych na rzecz zbudowania wiarygodności celu inflacyjnego na poziomie około 2 proc.

Jeśli polityka fiskalna nie jest główną odpowiedzią na następną recesję, to co nią jest? Bankierzy centralni, którzy poważnie myślą o przygotowaniach do przyszłych recesji, powinni pilnie przyglądać się propozycjom dotyczącym sposobów wypłacania odsetek od funduszy, zarówno dodatnich, jak i ujemnych. To jest zdecydowanie najbardziej eleganckie rozwiązanie. Już najwyższy czas, aby ulepszyć instrumenty znajdujące się w zestawie narzędzi banków centralnych. Nadmierne poleganie na antycyklicznej polityce fiskalnej nie będzie w tym stuleciu działać ani trochę lepiej niż w poprzednim.

Kenneth Rogoff był głównym ekonomistą Międzynarodowego Funduszu Walutowego; jest profesorem ekonomii i polityki publicznej na Uniwersytecie Harvarda.

Project Syndicate, 2019

www.project-syndicate.org


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test