Przełomowy Pakt dla Meksyku

27.06.2014
Niespełna dwa lata po objęciu urzędu prezydenta przez Enrique Peňa Nieto, Meksyk wprowadza ambitny pakiet reform strukturalnych, który ma wydobyć gospodarkę z pułapki powolnego wzrostu w jakiej tkwiła ona od wielu dziesięcioleci i stworzyć obywatelom nowe możliwości.

Enrique Peňa Nieto, prezydent Meksyku (CC BY-NC-SA Gobierno Federal)


Reformy obejmują także restrukturyzację tych sektorów gospodarki, które kiedyś uważano za politycznie niedotykalne, a ich oparcie stanowią poprawki do konstytucji oraz śmiały program legislacyjny.

Dzięki „Paktowi dla Meksyku” większość tego programu ma poparcie nie tylko rządu Peňa Niety, ale także dwóch głównych partii opozycyjnych. To unikatowe rozwiązanie już wkrótce – gdy objawią się dolegliwości reform – zostanie poddane próbie, której wynik może mieć ważne i trwałe konsekwencje dla podejmowanych gdziekolwiek na świecie prób wprowadzenia reform strukturalnych.

Zapoczątkowanie takich reformy nigdy nie jest łatwe i zwykle trudno je dokończyć. Politycy opowiadają się za nimi, kiedy są w opozycji, ale gdy obejmą rządy, to rzadko je przyjmują i kontynuują. Powód tego jest prosty: początek reform obciążony jest kosztami, a korzyści pojawiają się dopiero na końcu tego procesu. I to właśnie sprawia, że reformy strukturalne są politycznie szkodliwe.

Rządy, które rzeczywiście je inicjują, często odczuwają zniechęcenie koniecznością czekania na moment, w którym nastąpi osiągnięcie (złudnej często) „masy krytycznej” w modernizowanych sektorach. Ekonomiści natomiast uważają, że bardzo trudno jest przewidzieć termin, w którym powinno nastąpić „odbicie” we wzroście, a także skalę tego odbicia. Nieuniknione pojawianie się różnych nieprzewidywanych wydarzeń, czy to krajowych, czy mających źródło zewnętrzne, jeszcze bardziej komplikuje sprawy i często oznacza, że potrzebne są korekty kursu.

W efekcie mamy tylko parę dobrych historycznych przykładów udanych reform strukturalnych – w tym Chiny, Polskę i Koreę Południową. W takich zestawieniach pomija się na ogół kraje, których sukces był czymś „specjalnym” czy „unikatowym” uznając, że z tego właśnie powodu ma on małą wartość jako model, który mogliby skopiować inni.

Jeśli o tym pamiętać, to obserwacja tego, co dzieje się w Meksyku, jest naprawdę fascynująca. Wszystkie „dlaczego”, „jak” i „co”, związane z podjętą w tym kraju ambitną próbą reform strukturalnych mogą – i powinny – stanowić ważne sygnały dla całego świata.

Meksykańscy funkcjonariusze rządowi sami zwracają uwagę na stosunkowo słabe wyniki gospodarcze kraju w minionych 33 latach. Przeciętne tempo wzrostu – zaledwie 2,4 proc. rocznie – to znacznie mniej niż potrzeba (i niż można osiągnąć) w kraju o tak ogromnych zasobach ludzkich i bogactwach naturalnych, o wspaniałej lokalizacji u wrót Stanów Zjednoczonych i o znacznym tzw. potencjale doganiania. Ponadto tempo wzrostu Meksyku wyraźnie ustępuje szybkości rozwoju kilku innych krajów, które startowały z dużo gorszej pozycji i przegoniły go (ustępuje też ono innym krajom Ameryki Łacińskiej).

Politycy mogliby z łatwością uniknąć odpowiedzialności za te mierne wyniki Meksyku powołując się na rozmaite kryzysy na rynkach wschodzących, „straconą dekadę” Ameryki Łacińskiej, a także na wpływ globalnego kryzysu finansowego z 2008 roku oraz wielkiej recesji, jaka nastąpiła po nim. Władze Meksyku nie szukają jednak usprawiedliwień. Odwołują się natomiast do krajowych wskaźników, pokazujących niską wydajność oraz małą konkurencyjność i to zarówno w przekroju czasowym jak i w porównaniu do innych państw. Zwracają także uwagę, że imponujące osiągnięcia Meksyku w zakresie stabilizacji makroekonomicznej były wprawdzie konieczne, ale – jak się okazało – nie wystarczyły do uruchomienia krajowego potencjału wzrostu.

Meksyk rzeczywiście utworzył solidne, wewnętrzne i zewnętrzne bufory finansowe, uporządkował budżet, otworzył gospodarkę na świat zewnętrzny i zawarł wiele porozumień o wolnym handlu, w tym najważniejsze – Północnoamerykański Układ o Wolnym Handlu (NAFTA). Teraz jednak nadeszła pora wykorzystania tych osiągnięć poprzez jednoczesne reformy pięciu dużych i wpływowych sektorów: edukacji, energetyki, finansów, telekomunikacji oraz rynku pracy. W ostatnich miesiącach rząd Peňa Nieto pracował ciężko – i z powodzeniem – nad przyjęciem koniecznych poprawek do konstytucji oraz uchwaleniem wstępnych zmian legislacyjnych.

Co najmniej trzy z wymienionych wyżej dziedzin – edukacja, energetyka oraz rynek pracy – od dawna uchodziły za zupełnie lub prawie niedotykalne. Mogę się tu odwołać do własnych doświadczeń z Meksyku z końca lat 80. i początku lat 90. XX wieku, gdy byłem członkiem zespołu Międzynarodowego Funduszu Walutowego, który pomagał temu krajowi przezwyciężyć skutki kryzysu zadłużeniowego Ameryki Łacińskiej. Każda wzmianka o reformie energetyki spotykała się wówczas z natychmiastowym oporem, z powoływaniem się na suwerenność i ochronę konstytucyjną włącznie.

Dziś Meksyk poszukuje długofalowo nastawionych inwestorów zagranicznych, żeby wsparli ambitne i wszechstronne starania reformatorskie, przy czym szczególnie istotny jest udział zagranicy w projektach infrastrukturalnych w takich dziedzinach jak sieci telekomunikacyjne, autostrady płatne, gazociągi oraz – w dalszej perspektywie – sektor naftowy.

Wszystko to ma rację bytu z uwagi zarówno na wyraźny mandat polityczny jak i na osobiste zaangażowanie Peňa Nieto na rzecz przezwyciężenia skutków trzech dziesięcioleci zbyt wolnego wzrostu gospodarczego i zbyt niskiej wydajności. Ze względu na możliwość politycznego sprzeciwu w kraju, wewnętrzną złożoność procesu wprowadzania wielowymiarowego pakietu reform oraz na niebezpieczeństwo cyklicznych zaburzeń zewnętrznych wskutek wciąż słabego wzrostu w USA (na które przypada około 80 proc. eksportu) Meksykowi mogą być potrzebne „kotwice”, umożliwiają utrzymanie tempa reform. Na szczęście rząd dysponuje możliwościami prowadzenia polityki antycyklicznej i zastosował już nawet pewne akomodacyjne rozwiązania fiskalne i monetarne.

Meksyk ma dużą szansę zrealizowania swojego imponującego programu reform strukturalnych. Gdyby tego dokonał, dałby reszcie świata ważny przykład, jak można takie zakrojone na długi okres programy projektować i jak je wprowadzać, żeby umożliwić osiągnięcie masy krytycznej przez silne sektory gospodarki – a tym samym osiągnięcie szybszego wzrostu i większego dobrobytu, który pozwoli zaspokoić uzasadnione aspiracje obywateli.

Mohamed A. El-Erian jest głównym doradcą ekonomicznym w firmie Allianz i członkiem jej międzynarodowego komitetu wykonawczego. Jest także przewodniczącym Rady Globalnego Rozwoju przy prezydencie Baracku Obamie oraz autorem książki „When Markets Collide” [Gdy dochodzi do zderzenia rynków].

© Project Syndicate

www.project-syndicate.org


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test