Republikanie nie chcą już finansować pomocy obywatelom na wielką skalę

16.04.2015
Plany budżetowe dzielą amerykańskich polityków i ekonomistów, bowiem ukazują różne wizje państwa. Kluczowe z punktu widzenia finansów jest pytanie, czy jego wydatki mogą rosnąć szybciej niż dochody. Zdaniem demokratów tak, zdaniem republikanów nie.

(infografika Dariusz Gąszczyk/CC by Paolo Trabattoni)


Według danych OECD w 2011 roku najwięcej na pomoc społeczną, netto po opodatkowaniu wydała Francja (31,3 proc. swojego PKB), na drugim miejscu uplasowały się Stany Zjednoczone (28,8 proc.). Cała Unia Europejska z 25,8 proc. znalazła się na szóstym miejscu. Różnice wynikają nie tylko z kwot, lecz także z różnych definicji i zakresu pomocy (patrz: infografika na końcu artykułu).

Na pomoc udzielaną bezpośrednio w ramach państwowych programów opieki społecznej i zdrowotnej USA wydają tylko 19 proc. PKB (przy średniej 21,5 proc. w krajach rozwiniętych gospodarczo i 26,3 proc. w krajach skandynawskich). Amerykanie mają jednak również bardzo rozbudowaną politykę tzw. wydatków podatkowych, czyli ulg i zwolnień często uwarunkowanych wydatkami na ochronę zdrowia, edukację czy pomoc społeczną. W ten sposób według Jacoba Funka Kirkegaarda z ekonomicznego Instytutu Petersona na każde 24 tys. dol., które rocznie trafiają do faktycznie potrzebujących, przypadają 32 tys. dol. dla 20 proc. najbogatszych Amerykanów, którym przysługuje ponad połowa z 10 największych wydatków podatkowych państwa.

Odpowiedzialność: wydatki czy oszczędność

Wydatki na państwową opiekę społeczną i zdrowotną rosną od początku prezydentury Baracka Obamy i dlatego są sednem starcia pomiędzy republikanami a demokratami, tak jak planowanie przyszłorocznego budżetu państwa. Są trzy jego trzy projekty: prezydencki oraz republikańskie (Kongresu i Senatu – na tyle do siebie podobne, że obie izby po raz pierwszy od sześciu lat mogłyby przedstawić projekt konkurencyjny wobec rządowego).

Każdy z projektów jest zbudowany wokół kluczowego dla wydolności fiskalnej państwa testu relacji zadłużenia wobec dochodów. Obecnie zadłużenie federalne wynosi około 74 proc. amerykańskiego PKB i jest dwukrotnie wyższe niż siedem lat temu. Ponad 75 proc. zadłużenia jest skutkiem decyzji podjętych w latach 1965–1972, kiedy powstały dwa programy opieki zdrowotnej: Medicare (ubezpieczenia głównie) i Medicaid (pomoc zdrowotna dla biednych) oraz opieki społecznej Social Security, czyli system rent i emerytur. Czwarty program podnoszący dług to rozszerzenie całej opieki zdrowotnej (Affordable Care Act, ACA, czyli tzw. Obamacare) wprowadzone przez prezydenta Obamę w 2010 roku.

Prezydencki projekt budżetu zakłada kontynuację wzrostu wydatków na opiekę społeczną i medyczną i wobec tego planuje wzrost zadłużenia państwa z 13,5 bln dol. obecnie do 20,3 bln w 2025 r. Zadłużenie wyrażone jako procent PKB ma się jednak zmniejszyć, albowiem dochody mają rosnąć. W ten sposób już w 2016 r. deficyt spadłby do 2,5 proc. PKB i taki poziom miałby się utrzymywać przez całą dekadę.

Republikanie zakładają radykalne obniżenie deficytu budżetowego i zadłużenia – w 2016 r. deficyt ma być poniżej 2,6 proc., w 2018 r. 0,5 proc., w efekcie czego oczekiwane jest zmniejszenie zadłużenia w relacji do PKB do 57 proc. w 2025 r. Chcą to osiągnąć przez oszczędności, czyli głębokie cięcia wydatków w programach opieki społecznej. Pytanie jakie skutki przyniósłby każdy z projektów.

(infografiki D. Gąszczyk)

 

Prezydent – optymista

Prezydent Obama nazywa swój projekt „manifestem ekonomii klasy średniej”. Nakłady na pomoc państwową mają wzrastać, mają zostać wprowadzone podatkowe kredyty dla klasy średniej, pomoc na finansowanie edukacji w koledżach i 1,3 proc. wzrostu płac dla pracowników federalnych i wojska.

Na finansowanie tego programu tylko w 2016 r. z budżetu ma trafić 4 bln dol. 70 proc. ma być przeznaczone na pomoc społeczeństwu, 17 proc. ma stanowić budżet Pentagonu, czyli obronności kraju. Prawie 51 proc. ma zostać wydatkowane na dwa podstawowe programy – opiekę społeczną (renty, emerytury) oraz zdrowotną (odpowiednio 24,3 proc. i 26,3 proc.). 19 proc. to „ubezpieczenie dochodów”, czyli pomoc na pozostałe cele, jak zasiłki na mieszkalnictwo, kartki żywnościowe, zasiłki na dzieci, edukację i tym podobne. Projekt zakłada 40 mld dol. oszczędności na opiece zdrowotnej, ale nie przez reformę założeń, jakiej domaga się opozycja, tylko przez zmniejszenie funduszy dla instytucji dostarczających tej pomocy.

Prezydent chce także uruchomić federalne inwestycje w infrastrukturę państwa (transport, głównie autostrady, drogi i mosty).

Dotychczasowe próby wyasygnowania pieniędzy na ten cel nie powiodły się. Obecny sześcioletni program ma zatem większy zakres niż poprzednie i opiewa na 478 mld dol.

Pieniądze na rozszerzenie pomocy i inwestycji państwa mają pochodzić z podniesionych podatków, składek na opiekę zdrowotną od wysoko uposażonych oraz dodatkowych wpływów podatkowych od ponad 11-milionowej grupy nielegalnych imigrantów, dla których prezydent Obama planuje wprowadzenie amnestii (przy silnej opozycji i zapowiedzi jeszcze silniejszej blokady projektu przez republikanów).

Ponieważ amerykańskie korporacje płacą najwyższe podatki na świecie (w sumie blisko 40 proc.), administracja chce zmniejszyć federalny podatek dochodowy od przedsiębiorstw z 35 do 28 proc., jednocześnie likwidując istniejące luki podatkowe. Na przykład likwidacja ulgi dla przemysłu naftowego i gazowego przyniosłaby budżetowi w ciągu dekady 45,5 mld dol., a dla górnictwa węgla kamiennego 4,3 mld dol.

Zmniejszone do 28 proc. stawki nie byłyby jednak czystą wygraną dla wszystkich firm, albowiem prezydent chce także wprowadzić podatek od wyprowadzonych poza USA pieniędzy korporacji, których wartość jest szacowana na około 2,1 bln dol. Podatek wynosiłby 19 proc. rocznie, a w 2016 r. firmy musiałyby zapłacić jednorazowo 14 proc. Uzysk ten miałby zostać spożytkowany na uruchomienie programu budowy infrastruktury transportowej.

Prezydencki projekt powraca też do idei zwiększenia podatków dla 1 proc. najbogatszych (Fair Share Tax od dochodów kapitałowych i podatki od nieruchomości i dziedziczenia), co w ciągu dekady pozwoliłoby sfinansować kredyty i bezpłatną naukę w koledżach dla klasy średniej. Republikanie twierdzą, że nie jest to manifest middle-class Economics, tylko envy economics (gospodarka zazdrości).

Republikanie – aspołecznie pesymistyczni

Główny cel projektu republikanów to zlikwidowanie deficytu budżetowego w ciągu 10 lat i wycofanie flagowego programu prezydenta Obamy, czyli rozszerzenia opieki zdrowotnej (ACA).

Republikanie nie chcą podnosić podatków. Uważają, że w ciągu najbliższej dekady należy zmniejszyć wydatki o 5,1–5,4 bln dol. Prawie 4,2 bln z tej sumy miałoby pochodzić z cięć w programach opieki zdrowotnej, 2,5 bln tylko z unieważnienia i cofnięcia ACA. Republikanie chcą też zredukować food stamps, czyli zasiłki żywnościowe dla biednych, oraz zmniejszyć zakres programu Medicaid (oszczędność 913 mld dol.). Założenia te dotknęłyby bezpośrednio około 20 mln osób, które straciłyby ubezpieczenia zdrowotne oraz zasiłki, głównie pomoc żywnościową i zdrowotną dla biednych. Od momentu uruchomienia programu w 2013 r. do końca roku 2014 ubezpieczenie zdrowotne w ramach ACA wykupiło ponad 16 mln Amerykanów; tylko pośród populacji białych Amerykanów wskaźnik braku ubezpieczenia zdrowotnego spadł z 14,3 do 9 proc., u Afroamerykanów z 22,4 do 13,2 proc., a pośród populacji pochodzenia latynoskiego z 41,8 do 29,5 proc. Wycofanie ustawy sprawiłoby, że dostęp do ubezpieczenia zdrowotnego dla tej grupy stanąłby pod znakiem zapytania. Ograniczenie pomocy w postaci kartek żywnościowych i Medicaid (pomoc zdrowotna dla plasujących się poniżej granicy biedy) dotknęłoby średnio co piątą rodzinę w USA.

Jedynym segmentem, w którym republikanie chcieliby podnieść wydatki państwa, jest budżet Pentagonu, w ich projekcie wyższy o 38 mld dol. (680 mld w projekcie prezydenckim, a w republikańskim prawie 720 mld dol.).

Łatwo podważyć budżet prezydencki

Szanse na wypracowanie budżetu, który znajdzie akceptację Kongresu i Senatu, są tak samo małe, jak w minionych sześciu latach.

Republikanie z całą pewnością będą protestować przeciw nowym podatkom. Amerykanie płacą obecnie nie więcej podatków niż w przeszłości. W 2014 r. pobrane federalne podatki wyniosły 17,5 proc. PKB, czyli nieco ponad przeciętną ostatnich 50 lat (17,4 proc.). Wejście w życie podatków wprowadzonych w ostatnich latach podniesie je do 18,3 proc.

To będzie zasadniczy argument przeciwko prezydenckiemu projektowi. Drugi to kontynuacja nacisków na zmniejszenie zakresu ACA, co wyklucza prezydent. Wreszcie wyliczenia dochodów poczynione w prezydenckim projekcie będą kwestionowane jako niemożliwe do osiągnięcia; jeśli nie z powodu możliwości słabszego niż spodziewany wzrostu ekonomicznego, to dlatego, że republikanie nie zgodzą się na amnestię dla nielegalnych imigrantów, a więc dochody podatkowe będą mniejsze.

(infografika DG)


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test