Ukraińskie reformy to fikcja

04.11.2014
Żeby dostać jeszcze więcej pieniędzy z Zachodu, ukraińskie władze ogłosiły program zmian „Strategia 2020”. Jeśli jednak przyjrzeć się szczegółom, to okazuje się, że za reformatorskim zapałem kryje się chęć nabicia kieszeni polityków z Kijowa pieniędzmi zachodnich podatników, a sama strategia to zbiór ogólników i pobożnych życzeń.

W Ukrainie coraz częściej metody działania obecnego prezydenta i jego ekipa są porównywane do metod poprzednika. (CC BY-NC-ND European Parliament, Atlantic Council)


Jak się szacuje, w ciągu ostatniego półrocza ukraiński rząd otrzymał w sumie 6,5 mld dol. z Banku Światowego, MFW i unijnych instytucji finansowych. Prezydent Petro Poroszenko ogłosił ostatnio, że liczy na jeszcze co najmniej 760 mln euro pomocy z Zachodu do końca 2014 r. Oficjalnie potrzebę kolejnych zatrzyków finansowych rządząca ekipa tłumaczy koniecznością przeprowadzenia szeroko zakrojonych reform.

Tuż przed wyborami parlamentarnymi Petro Poroszenko ogłosił „Strategię 2020” – dokument przedstawiany jako plan przebudowy kraju na najbliższe pięć lat. W Kijowie jednak nikt nie ma wątpliwości, że o żadnych reformach z prawdziwego zdarzenia nie ma mowy, a „Strategia 2020” miała dwa zadania – przekonać wyborców, by oddali głos na Blok Petra Poroszenki, a przed zachodnimi partnerami wykazać, że władza wzięła się za modernizację kraju i w związku z tym zasługuje na zaufanie i solidny zastrzyk finansowy. Tyle że robi to bardzo nieudolnie.

Urzędnicy bajki piszą

„Strategia” to tak naprawdę dwie strony prezentacji z ładnie brzmiącymi zapowiedziami, za których przygotowanie – jak wynika z urzędowych adnotacji – odpowiadają nie specjaliści od gospodarki, tylko biuro prasowe Poroszenki. Zawarte tam liczby i sama konstrukcja „Strategii” wprawiły przywykłych do wszystkiego ukraińskich ekspertów w osłupienie.

Ogólnikowym sformułowaniom o konieczności przeprowadzenia ponad 60 reform towarzyszy wyliczenie najważniejszych, absolutnie przy tym wyprane z konkretnych treści. Mają to być: odnowienie władzy i reforma antykorupcyjna, reforma sądownictwa, milicji i prokuratury, reforma systemu obronnego, deregulacja i rozwój przedsiębiorczości, reforma systemu ochrony zdrowia, reforma podatkowa. Ma im towarzyszyć realizacja równie niesprecyzowanych rządowych programów „niezależności energetycznej” oraz „popularyzacji Ukrainy na świecie”.

Umowa każdego z każdym

Podstawą realizacji „Strategii” miałaby być bliżej nieokreślona umowa społeczna (nie wiadomo, w jakim trybie i przez kogo zawarta), w której władza zagwarantowałaby wykonanie planu reform, służbę społeczeństwu i dotrzymanie w pracy zasad „prosto, przejrzyście, zachęcająco”, a społeczeństwo obywatelskie miałoby „sprawować kontrolę nad władzą, sumiennie pracować i respektować zasady godności, wolności i szacunku do uczciwej pracy”. Biznes miałby z kolei „podtrzymywać i rozwijać kraj, środowisko biznesowe i społeczeństwo, płacić podatki i inwestować, respektować zasady uczciwej pracy i konkurencji”.

Lista życzeń została uzupełniona o wyliczankę wskaźników: w ratingu Doing Business Ukraina ze 112. miejsca miałaby awansować w 2020 r. do pierwszej dwudziestki, rating kredytowy Ukrainy według skali Standard&Poor’s miałby się poprawić z poziomu CCC do BBB, w indeksie konkurencyjności The Global Competivness Index Ukraina miałaby awansować z 84. miejsca do pierwszej czterdziestki, PKB na mieszkańca miałby wzrosnąć z 8,5 tys. do 16 tys. dol. Maksymalny deficyt budżetowy z obecnych 10 proc. PKB miałby z kolei zmniejszyć się do 3 proc. PKB w 2020 r., a całkowity dług państwa z obecnych niemal 70 proc. spaść do 60 proc. PKB. Czyste inwestycje zagraniczne w latach 2015–2020 miałyby wzrosnąć w sumie o 40 mld dol.

Zaplanowano nie tylko wskaźniki makroekonomiczne, lecz również liczbę medali na igrzyskach olimpijskich w 2020 r. (ukraińscy sportowcy mają ich zdobyć 35), liczbę filmów ukraińskiej produkcji w masowym rozpowszechnianiu, a nawet odsetek Ukraińców, którzy w 2020 r. będą dumni ze swojego kraju (90 proc.).

– Rozumiem, że ludzie, którzy to pisali, żyją poza granicami rzeczywistości i nawet nie chcą się do niej zbliżyć – komentował prezydenckie zapowiedzi Andriej Nowak, szef Komitetu Ekonomistów Ukrainy, przywołując przykłady Chin, którym podwojenie PKB zajmuje osiem, dziewięć lat, oraz Rosji, która mając zaplecze w postaci złóż ropy i gazu ziemnego, w 2003 r. stawiała sobie za zadanie podwojenie PKB w ciągu 10 lat.

– U nas w czasie wojny, mając terytorium rozerwane na kawałki i zniszczony główny region przemysłowy, mówi się o podwojeniu PKB w ciągu pięciu lat. I na bazie tej prognozy makroekonomicznej buduje się wszystkie pozostałe wskaźniki. To już nie jest po prostu populizm, to robi wrażenie, jakby całe ukraińskie społeczeństwo traktowali jak niedorozwiniętych.

Zdaniem ekspertów ekonomicznych znad Dniepru „Strategia 2020” to praktycznie kserokopia analogicznego programu przedstawionego kilka lat temu przez obalonego prezydenta Wiktora Janukowycza. Jak podkreślają, brak w niej elementarnych informacji o instrumentach ekonomicznych, dzięki którym miałyby zostać zrealizowane zapisane tam cele i osiągnięte zakładane wielkości makroekonomiczne. Fikcyjność reform natomiast nie jest wynikiem braku wiedzy, że są konieczne i jak je przeprowadzić, tylko wyrazem niechęci władz do ich przeprowadzenia, mimo że wojna i kryzys dają po temu idealną okazję.

– Obecny rząd i prezydent z całą ekipą to współautorzy systemu gospodarczego, sądowego, władzy wykonawczej. Oni wszyscy rok po roku, ze stanowiska na stanowisko go tworzyli, żyli na jego rachunek i po prostu nie są zainteresowani, by go zmieniać. Przed kamerą opowiadają, że reformują, starają się, pracują, ale po działaniach i rezultatach widzimy, że przyszli nie zmieniać system, tylko po prostu stanąć na jego czele – ocenia Nowak.

Korupcja ma się dobrze

Zamiast rzeczywistej, a nie pozorowanej gruntownej zmiany systemu oligarchowie, którzy doszli do władzy na fali obywatelskiego protestu Euromajdanu i podsycając ruch separatystyczny, który z czasem przerodził się w konflikt Rosją, zajęli się odbudową swojej nadwątlonej za czasów Janukowycza potęgi. W pierwszym rzędzie korupcyjnych schematów pozwalających wyprowadzać miliardy ze zrujnowanego budżetu.

Kieszenie polityków znad Dniepru, czy to z ekipy Janukowycza, jego poprzedników, czy też oligarchicznego układu, który wykorzystał próżnię i przejął rządy po protestach Euromajdanu, wydają się przy tym nie mieć dna. Skala korupcji jest jeszcze większa niż za czasów Janukowycza, tyle że teraz krytyka skorumpowanych polityków i urzędników jest piętnowana jako „działanie w interesach Kremla”.

Sytuację miała naprawić ustawa antykorupcyjna, jednak prace nad nią zakończyły się skandalem. Ostatecznie powołano dwa konkurujące ze sobą organy antykorupcyjne, co wskazuje, że o realnej walce z rujnującym podstawy państwa zjawiskiem nie będzie mowy.

Walka o ustawę anykorupcyjną zakończyła się rezygnacją Tatiany Czornowoł, dziennikarki śledczej (w Europie szerokim echem odbiło się jej brutalne pobicie w trakcie protestów Euromajdanu) powołanej po obaleniu Wiktora Janukowycza na stanowisko pełnomocnika rządu do walki z korupcją. W proteście przeciw machinacjom z ustawą zaciągnęła się ona do jednego z ochotniczych oddziałów i pojechała walczyć na froncie z rosyjską agresją na Donbasie. Ustępując ze stanowiska, opublikowała na swoim blogu tekst „Hieny. List do Jaceniuka od człowieka, który żałuje, że go nie dobili w czasach Majdanu”. Opisała w nim szczegółowo, jak korzystając z faktu, że wyjechała na pogrzeb męża, który poległ w walkach w Donbasie, urzędnicy Ministerstwa Sprawiedliwości przerobili przygotowany przez nią projekt ustawy, tak by zamiast walką z korupcją w aparacie urzędniczym dawał on skorumpowanym urzędnikom narzędzie do wymuszania haraczy od biznesu.

„Skorzystawszy ze śmierci mojego męża, Ministerstwo Sprawiedliwości przeprowadziło przez radę ministrów projekt ustawy, jaki w razie jego przyjęcia stworzy jeszcze jeden organ, który będzie bombardować biznes i pogrzebie walkę z korupcją w Ukrainie. Pod świętymi hasłami walki z korupcją rząd tworzy jeszcze jeden organ, który będzie niszczyć biznes. A z korupcją walczyć się nie będzie. Dla zrozumienia istoty – w zakres działalności śledczej tego organu nie trafia sprawa „platform Bojki” (afera z zakupem przez powiązane z Jurijem Bojko, ministrem z ekipy Janukowycza, po dwukrotnie zawyżonych kosztach naftowych platform wiertniczych – przyp. red.) i w ogóle nic, co rozpracowywałam jako dziennikarz śledczy, a specjalizowałam się w korupcyjnych aferach obejmujących od miliarda hrywien państwowych pieniędzy każda” – komentowała, zwracając uwagę, że przerobiony projekt ustawy pozwoli za to urzędnikom Narodowego Biura Antykorupcyjnego mieszać się w spory czysto biznesowe. „A gdzie korupcja? O, korupcja w tych historiach też bezwarunkowo będzie obecna. Biuro antykorupcyjne oczywiście będzie niszczyć konkurentów biznesu, który należy do przedstawicieli władzy” – konstatowała, wyjaśniając powody swojej dymisji.

Tatiana Czornowoł ujawniła też motywy, jakimi kierują się władze w Kijowie, kiedy mowa o ustawach antykorupcyjnych. Według niej premierowi Arsenijowi Jaceniukowi wszystko jedno jaki będzie projekt ustawy. Potrzebny jest „jakikolwiek, najważniejsze żeby przeszedł przez Radę Najwyższą, bo stworzenie organu antykorupcyjnego to wymóg MFW do udzielenia kredytu”.

Stara gwardia ma się dobrze

Korupcyjne schematy nie mogą istnieć bez ochrony ze strony milicji i wymiaru sprawiedliwości. Choć oficjalne zapowiedzi mówią o zdecydowanej woli zmian dotychczasowego sposobu ich działania, inwestorzy – ukraińscy niepowiązani politycznie i zagraniczni – o ochronie swoich praw i dbałości wymiaru sprawiedliwości o to, by sfera gospodarcza nad Dnieprem podlegała prawu, a nie układom, mogą raczej zapomnieć.

Prokuratorem generalnym został z nominacji Petra Poroszenki Witalij Jarema, w czasach przed objęciem prezydentury przez Wiktora Januowycza kierujący kijowską milicją, jaka – jak ujawniły ukraińskie media – aktywnie pomagała w nielegalnym siłowym przejmowaniu firm, a jego zastępcą człowiek, który jeszcze współkierując z Jaremą kijowską milicją, dorobił się znaczącego przydomka „Tola-Supermarket” i miał zajmować się szacowaniem wysokości łapówek pobieranych za umarzanie postępowań karnych. Jak ujawniły media, obaj urzędnicy posiadają gigantyczne majątki, których z legalnych źródeł raczej nie byliby w stanie się dorobić, jednak żądania ich odwołania kierowane pod adresem prezydenta Petra Poroszenki nie odniosły żadnego skutku. Co więcej, 26-letni syn prokuratora generalnego nie tylko uniknął wysłania na front, lecz po zaledwie półrocznym stażu urzędniczym w Państwowej Służbie Rejestracyjnej Ukrainy objął niedawno kierownictwo departamentu rejestracji praw do nieruchomości, przez który co roku przepływają łapówki liczone w grubych milionach dolarów związane z nielegalnym przejmowaniem biznesów. To najlepiej oddaje prawdziwe intencje rządzącej ekipy w kwestii reformowania systemu polityczno-gospodarczego, zwalczania korupcji i nepotyzmu – wskazują komentatorzy.

 


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test