Wielka Czwórka walczy o system operacyjny naszego życia

28.10.2018
Cztery firmy o największej wartości w świecie: Amazon, Apple, Facebook i Google niszczą konkurencję. Zagrozić więc im mogą jedynie one same - pisze Scott Galloway w książce „The Four: The Hidden DNA of Amazon, Apple, Facebook, and Google”.


Amazon, Apple, Facebook i Google, cztery amerykańskie koncerny technologiczne, to przykłady największych sukcesów w historii kapitalizmu. Ich łączną wartość oblicza się na ponad 2 bln dolarów.

W publikacji, której polski tytuł brzmi: „Czwórka: Ukryte DNA Amazona, Apple’a, Facebooka i Google’a”, autor przypomina, że 12 lat temu, w 2006 r., najdroższymi firmami świata były: ExxonMobil wart 540 mld dol., General Electric – 463 mld dol., Microsoft – 355 mld dol., CitiGroup – 331 mld dol. i Bank of America  – 290 mld dol. W 2017 r. na czele tej listy znajdowały się Apple wart 744 mld dol., Alphabet (spółka założycieli Google) – 593 mld dol., Microsoft – 506 mld dol., Amazon – 429 mld dol. i Facebook – 414 mld dol.

Wnioski są proste: zmiany, które zaszły w światowej gospodarce w ostatniej dekadzie sprawiły, że firmami o największej wartości w świecie nie są już koncerny naftowe czy banki, tylko spółki technologiczne. Wspomniana czwórka olbrzymów zazdrośnie strzeże swojej przewagi. Każdy kto choćby potencjalnie może stanowić dla nich zagrożenie, otrzymuje propozycję „nie do odrzucenia”, czyli ofertę nabycia akcji za tak wysoką cenę, że niemal nikt nie jest w stanie się oprzeć.

Przykład: Facebook zapłacił 20 mld dolarów za istniejącą zaledwie od pięciu lat, zatrudniającą 50 osób spółkę WhatsApp. Wielkiej Czwórce jest więc w stanie zagrozić jedynie ona sama.

Świadomy swej dominującej pozycji Google zapowiedział niedawno koniec marek, gdyż konsumenci uzbrojeni w wiedzę z ich wyszukiwarki mogą dokonać świadomego wyboru, nie sugerując się znanym logotypem. To oczywiście uderza w koncern Apple, którego główną wartością jest jego marka.

Z kolei Apple konkuruje z Amazonem, jeśli chodzi o sprzedaż muzyki i filmów. Amazon jest równocześnie największym klientem Google’a, choć w tym samym czasie zagraża mu, jeżeli chodzi o wyszukiwanie – 55 proc. osób, które szukają konkretnego produktu, rozpoczyna wyszukiwanie od strony Amazona, a tylko 28 proc. robi to w Google.

Google walczy z Apple’m o to, kto stworzy najpopularniejszy system operacyjny do smartfonów. Z kolei Facebook zabiera Google pieniądze od reklamodawców. Autor książki podsumowuje zatem: Wielka Czwórka walczy o to, kto stworzy „system operacyjny naszego życia”, czyli w największym stopniu będzie wpływał na naszą rzeczywistość.

Walka jest zacięta. Na przykład już 52 proc. amerykańskich gospodarstw domowych należy do programu Amazon Prime, który za stałą miesięczną opłatę daje dostęp m.in. do kanałów telewizyjnych, muzyki, książek, szybszych wysyłek itd. To więcej niż gospodarstw domowych w USA, których członkowie chodzą do kościoła (51 proc.) i posiadają broń palną (44 proc.).

Amazon, Facebook i Google zbudowały potęgę na tym, że uzyskały dominującą pozycję w branży, w której „zwycięzca bierze wszystko”. Sekret sukcesu Apple wynika stąd, że firmie udało się stworzyć z gadżetu elektronicznego przedmiot luksusowy, taki jak auto Porsche czy torebka Louis Vuitton.

Stworzony w 1994 r. Amazon po 22 latach istnienia, czyli w 2016 r., miał wyższe przychody (120 mld dol.), niż założony w 1962 r. Walmart po 35 latach na rynku (w 2016 r. – 112 mld dol.). I Amazon nie zwalnia. W 2016 r. sprzedaż detaliczna w USA wzrosła o 4 proc. W tym czasie Amazon zwiększył sprzedaż o ponad 40 proc. Autor pokazuje bardzo ciekawy wykres. Widać na nim, że od 2006 r. do 2016 r. cena akcji Amazon wzrosła o 1910 proc. Tymczasem stawki za walory wszystkich jego konkurentów spadły na łeb na szyję: Sears – 95 proc., JCP – 83 proc., Target – 15 proc.

Amazon wykorzystuje skalę swojej działalności, by dobić konkurentów. W 2015 r. firma wydała na dostawę produktów 7 mld dol., ponosząc stratę na tej działalności 5 mld dol. Ale w sumie zarobiła 2,4 mld dol. Jak podsumowuje autor, „Amazon zanurza się pod wodę z największą butlą z tlenem”, zmuszając konkurentów, by zrobili to samo, czyli obniżyli ceny i dostosowali warunki dostawy do standardu Amazona.

Problem polega na tym, że jeżeli konkurencja nie da rady osiągnąć zysków przy warunkach narzuconych przez Amazona  – a będzie im to trudno zrobić, bo prowadzą działalność na mniejszą skalę i nie mają takiego dostępu do taniego kapitału – to upadną, pozostawiając rynek gigantowi.

Zapowiedzianą przez Google śmierć większości marek niesie także Amazon. Gdziekolwiek jest w stanie wprowadzić produkt z własną marką, robi to. I tak na przykład jedna trzecia wszystkich baterii sprzedawanych w serwisie Amazona to baterie marki Amazon Basics.

Eliminowanie marek widać także w danych statystycznych. Z 13 firm, których cena akcji przez pięć lat z rzędu rosła szybciej niż indeks giełdowy S&P, tylko jedna reprezentowała markę konsumencką. Chodzi o Under Armour – amerykańskiego producenta butów i akcesoriów sportowych. A już na kolejnej liście, tej firmy na pewno nie będzie – wskazują na to dane. W ankiecie z lat 2007/2008, przeprowadzonej wśród zamożnych Amerykanów, 80 proc. miało ulubioną markę odzieży, 58 proc. biżuterii, 67 proc. hotelu, a 47 proc. ulubioną sieć sklepów. W badaniu z 2014/2015 r. odsetki te spadły do odpowiednio: 60 proc. (odzież), 40 proc. (biżuteria), 37 proc. (hotele) i 20 proc. (sieć sklepów).

Z czterech omawianych w książce firm – Amazon, Apple, Facebook i Google – ta druga wyróżnia się najbardziej. Amazon, Facebook i Google zbudowały potęgę na tym, że uzyskały dominującą pozycję w branży, w której „zwycięzca bierze wszystko”. Inaczej mówiąc, ten który ma największą część rynku, ma tak dużą przewagę nad konkurentami, że w zasadzie może działać i mieć zyski jak monopolista. Tymczasem sekret sukcesu Apple wynika stąd, że firmie udało się, jako jedynej na świecie, stworzyć z gadżetu elektronicznego przedmiot luksusowy, taki jak auto Porsche czy torebka Louis Vuitton. Głównym celem ich zakupu nie są walory użytkowe, ale  podkreślenie swojego statusu. Autor przytacza bardzo ciekawe dane pokazujące siłę marki Apple. Amerykańska firma ma 14,5 proc. światowego rynku smartfonów, ale zbiera 79 proc. zysków w tej branży.

Najsilniejszą stroną książki Scotta Galloway’a – na co dzień profesora Stern School of Business na Uniwersytecie Nowojorskim – jest jej pierwsze pięć rozdziałów, w których autor rozwija główną tezę i omawia każdą z firm. W tej części publikacji autor zawarł mnóstwo interesujących faktów o olbrzymach amerykańskich i ich wzajemnych interakcjach. Mam jednak wrażenie, że zabrakło mu pomysłu na to, co umieścić w drugiej części publikacji, choć broni się jeszcze rozdział dziewiąty, w którym Galloway analizuje, kto ma szanse zagrozić tytułowej czwórce.

Podsumowując: „The Four…” ma warte uwagi fragmenty, ale sporą jej część można bez większej straty pominąć. Na książkę zdecydowanie warto zwrócić uwagę, ale nie warto czytać jej „od deski do deski”.

 


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły