Zwolennicy Piketty’ego powinni bronić OFE

23.11.2014
Wiele już słów padło o dziele francuskiego ekonomisty Thomasa Piketty'ego "Capital in the Twenty-First Century". Istotną jego konkluzją jest stwierdzenie, że kapitaliści gromadzą coraz to większe majątki, choć cała gospodarka rozwija się w wolniejszym tempie. Konkluzja ta wymagałaby uznania, że OFE są lepsze od ZUS.

(CC By NC SA Lester Public Library)


Sednem osiągnieć Piketty’ego jest słynna jego formuła „r > g”, którą sam autor określa jako „fundamentalną”, gdzie r oznacza stopę zwrotu z kapitału, natomiast g oznacza wzrost gospodarczy. W najprostszych słowach chodzi o to, że kapitaliści gromadzą coraz to większe majątki, choć cała gospodarka rozwija się w wolniejszym tempie.

W artykule chciałbym zwrócić uwagę na pewien bardzo istotny ideologiczny problem, który dotyczy zwolenników Piketty’ego.

Piketty przekonuje nas, że formuła „r > g” to złota zasada prawdziwego systemu kapitalistycznego: kapitał akumuluje się szybciej aniżeli wynosi wzrost gospodarczy. Z tego powodu, kontynuuje, w systemie kapitalistycznym bogaci muszą się bogacić szybciej niż przyrasta generalne bogactwo. W konsekwencji nierówności majątkowe muszą się pogłębiać. Opracowanie Piketty’ego opiera się przede wszystkim na tej tezie. Jeśli okaże się ona nieprawdziwa, to jego praca wprawdzie pozostanie pełna istotnej wartości, jaką są rzetelne badania empiryczne, niemniej jednak straci całkowicie swój systemowy walor.

W przekonaniu piszącego te słowa formuła „r > g”, sugerująca jakoby naturalny dla systemu produkcji rynkowej był ciągły i trwały przerost akumulacji nad tempem wzrostu gospodarczego, jest nietrafiona. W odniesieniu do tego aspektu Piketty został dosyć skutecznie skrytykowany z różnych stron. Zostawmy to jednak na boku, stańmy się wielkimi obrońcami Piketty’ego i uznajmy słuszność jego teorii. Przyjmijmy, że ukryta w niej jest przełomowa dla całego świata prawda: akumulacja w kapitalizmie przewyższa tempo wzrostu gospodarczego.

Idee mają konsekwencje. Zgodzenie się z Pikettim i przyjęcie jego punktu widzenia wymaga odwagi intelektualnej, ponieważ taki obrońca Piketty’ego powinien… popierać system OFE. Co więcej, powinien popierać likwidację Zakładu Ubezpieczeń Społecznych na rzecz utworzenia całkowicie sprywatyzowanego systemu emerytalnego. Powinno to dotyczyć nie tylko polskiej gospodarki, ale gospodarek na całym świecie.

Dlaczego? Ponieważ jeśli tempo akumulacji kapitału rzeczywiście przewyższa tempo przyrostu gospodarczego, to najlepiej jest przetworzyć składki emerytalne w kapitał; zakładając, że w interesie obecnych pracowników jest to, żeby ich składki emerytalne przyrastały jak najszybciej. Jeśliby Piketty miał rację, to te składki będą najszybciej przyrastać w sytuacji przekazania ich na rynek kapitałowy, a więc w formule podobnej do otwartych funduszy emerytalnych. Dzięki temu na przerośniętej akumulacji kapitałowej (w porównaniu do gospodarczego wzrostu) będą mogły skorzystać masy. Także ci pracownicy, których zarobki nie są wysokie. Najlepszy pożytek, jaki można by zrobić z ich składkami, to przekazać je na OFE. Dzięki temu będą się akumulować z resztą kapitałów w postępie geometrycznym, zaś nierówności dochodowe nie będą się powiększać, lecz zmniejszać.

Taka jest w istocie naturalna konsekwencja przyjęcia pikettowskiego punktu widzenia. Jeśli ktoś podnosi argument o tym, że OFE nie będą przynosić wysokich zysków, to twierdzi tym samym, że akumulacja kapitału nie jest dostatecznie szybka. Tym samym podniesiona zostaje ręka na rdzeń wszystkich rdzeni w teorii Pickettiego: na tezę, jakoby akumulacja kapitału odbywała się w turbotempie w porównaniu do wzrostów ogólnej produkcji.

Miejmy nadzieję, że obrońcy Piketty’ego będą gotowi w przyszłości koherentnie bronić nie tylko tez samego autora, ale wraz z tym również systemu otwartych funduszy emerytalnych. Co więcej, że będą zdecydowanie radykalniejsi od obecnych obrońców. Jakież bowiem ma znaczenie cząstka składek, która była przekazywana do OFE? Pozostała główna część składek jest jeszcze ważniejsza. Jakże ważkie jest, żeby wszystkie składki doświadczyły turboakumulacji, dlatego wszystkie należy przekazać do zarządzania na rynek finansowy. Tego bowiem wymagałaby spójność teoretyczna i ideologiczna, jeśli krytyk OFE i fan Piketty’ego jednocześnie chce wysokich przyszłych emerytur.

A jednak, gdy przyjrzymy się rozmaitości opinii, to trudno będzie nam znaleźć entuzjastów tez z „Capital in the XXI Century” broniących jednocześnie prywatyzacji systemu emerytalnego. W sumie nic dziwnego, ponieważ sam Piketty takiej propozycji nie przedstawił. Choć także z jego strony tego wymagałaby konsekwencja w poglądach i teoretyzowaniu. Wynikać to niestety może w zasadzie tylko z uprzedzenia ideologicznego. Umiłowanie do instytucji państwa zdaje się w tym wypadku imponująco przewyższać umiłowanie do spójności przedstawionej teorii.

Najwyraźniej zwolennikowi interwencjonizmu łatwiej przepuścić przez gardło pierwszą, a nie drugą część zdania: „rynek akumuluje kapitał lepiej, więc nie powinno tego robić państwo”, choć obydwie są ze sobą nierozłącznie powiązane. Gdy mowa o nierównościach dochodowych, to najwyraźniej można wskazywać na rynek jako źródło potęgowania dochodów najbogatszych. Ale żeby zaproponować wykorzystanie rynku do potęgowania dochodów wszystkich ludzi, konsekwencji nie wystarczyło.

Można popierać tezy zawarte w nowoczesnym „Kapitale”. Można również opowiadać się przeciwko prywatyzacji systemu emerytalnego. Nie można jednak popierać jednego i drugiego bez jednoczesnego popadania w samozaprzeczenie. Tertium non datur.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test